Pogrzeb babci F…

Wczoraj byłam na pogrzebie babci, która się kiedyś opiekowałam jeszcze przed podjęciem pracy w tej firmie, w której teraz pracuje. Babcia trafiła do domu opieki, a ja wtedy do niej jeździłam, potem już, gdy podjęłam tam prace to często miałyśmy kontakt. Cieszyła się zawsze jak jej opowiadałam o wszystkim, co udało mi się zrobić i że wszystko toczy się tak jak powinno. Babci jednak coraz bardziej się pogarszało, choroba Parkinsona  coraz bardziej jej dokuczała, często trafiała do kliniki, jeździłam wtedy do niej, po cichu przed firmą, oni nie pozwalają na kontakt z pacjentami, ale ja znałam ją jeszcze zanim trafiłam do tej firmy wiec jeździłam do niej, kiedy miałam czas. Pod koniec maja pogorszyło się jej bardzo, była znowu w klinice, Gdy do niej pojechałam to naprawdę, tak źle jeszcze nie było , taka zmiana  w ciągu paru dni.Leżała tylko, nie ruszała się, na twarzy była tak zmieniona, że aż sprawdziłam czy weszłam do dobrej sali. Ale to była ona, bardzo źle było z nią. Patrzyła na mnie, nie mogła mówić, wszystko stanęło mi znowu przed oczami, tak jak z tatą, coraz gorzej Pomyślałam o tacie, on nie był sam, byliśmy przy nim cały czas, a babcia była teraz sama. Wzięłam ją wtedy za rękę i mówiłam do niej cicho, prosiłam ja żeby ścisnęła rękę, jeśli mnie rozumie, nie zrobiła tego, nie miała już siły.Zapytałam ją czy dobrze, że do nie przyszłam, wtedy cicho wyszeptała, że dobrze, jedno ciche słowo, ostatnie jej słowo do mnie. Nie wiem czy jeszcze potem coś do kogoś powiedziała.Byłam u niej jeszcze na drugi dzień, było jeszcze gorzej, Barbara zadzwoniła do mnie, że będą przewozić babcie do domu opieki powrotem, żeby nie była sama, w klinice powiedzieli, że już nic więcej nie dadzą rady zrobić.Już jej więcej nie zobaczyłam. Zmarła 31 maja rano, wczoraj dopiero została pochowana.Rodzina chciała, żeby była pochowana w urnie, dlatego trzeba było czekać dłużej. Pierwszy raz byłam na takim pogrzebie, nie podobało mi się, jakiś taki ten pogrzeb był inny, mało uroczysty, w kaplicy ksiądz ewangelicki najpierw wspominał o babci, potem modlitwa i pochowanie. Miałam ze sobą kwiaty, bukiecik taki średni, nie wiedziałam, że kwiaty będą wrzucać do grobu z urną, dziwiło mnie, że wiele osób było bez kwiatów. Potem się to jednak wyjaśniło, każdy podchodził do grobu, przy którym stał kosz z płatkami kwiatów i wrzucał na urnę garstkę kwiatów lub dodatkowo łopatką trochę ziemi z wiaderka, lub wrzucali swoje pojedyncze kwiaty do grobu z urną. Położyłam swoje przy grobie, mam nadzieje, że później je tam ładnie położą.I tyle, koniec pogrzebu, goście się porozchodzili, Barbara chciała żeby jechała z nimi na obiad do restauracji, ale przeprosiłam ją, że lepiej będzie jak spędzi ten czas tylko z rodziną, my jeszcze będziemy miały czas na spotkania ze sobą.

 

zapalony_znicz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.