Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.