Święta i Sylewster 2017

 

Święta Bożego Narodzenia minęły tak szybko, za szybko. Byliśmy sami z dziećmi, nawet nie mamy, z kim się spotkać, kuzynka mieszka w sumie niedaleko, bo w okolicach Dortmundu, ale ja miałam pracować w Święta oprócz 25 grudnia, Beatka miała być za mnie w ten dzień. Chciałam z dziećmi iść do kościoła i pierwszy raz nie byliśmy w święta w ogóle w kościele, a tak mi zależało. Niestety rozchorowałam się, już od 21 poszłam na zwolnienie, znowu zaczął boleć mnie kręgosłup(, ale tym razem w odcinku górnym), chyba wszystko zaczęło się od tej lewej nogi, już we wrześniu zaczęła mnie boleć. Nie chciałabym żeby powtórzyło się wszystko sprzed 3 lat, gdy wylądowałam w szpitalu, bo było już za późno na leczenie i potrzebna była od razu operacja. Do tego jeszcze doszło przeziębienie, że nawet mówić nie mogłam, po dwóch dniach, gdy już nic pomagało, wzięłam antybiotyk, który miałam kiedyś przepisany i zostało mi jeszcze opakowanie.Wiadomo jak to z lekarzami w okresie świątecznym i między świątecznym, znowu bym czekała na swoja kolej parę godzin w Klinice.

***

W każdym razie święta minęły nam w miłej i domowej atmosferze. Paweł jak zawsze stanął na wysokości zadania i praktycznie wszystko sam przygotował. To jego działka, lubi gotować i tyle. Z tym to naprawdę mam dobrze, wracam po pracy i jak on jest w domu to wiem, że obiad już będzie. Jego marzeniem tak naprawdę jest mieć swoją małą knajpkę z dobrym jedzeniem. Wigilia przygotowana była na medal, szkoda tylko, że nie było ani dziadka ani babci, tylko my. W sumie to ważne byliśmy my razem zdrowi i szczęśliwi, ale jednak brakuje obecności innych członków rodziny.
Staram się nie myśleć cały czas o tym, ale to samo ciągle wraca z 24 grudnia 2013, gdy zamiast szykować Wigilię to wołaliśmy księdza do taty. Byliśmy pewni wtedy, że to już. Wtedy jednak się udało jeszcze. Nie wiem, co bym nie robiła to i tak będzie to wracać w Wigilię. Paweł i dziewczynki też pamiętają, ale już inaczej do tego podchodzą.

***

Jednak święta szybko minęły, a ja trochę lepiej się poczułam przed Sylwestrem, który mieliśmy spędzić w domu jak zawsze. Nawet spontanicznie myśleliśmy pojechać do Paryża, tak mi palnęło z tym Paryżem. Sprawdzałam już nawet hotele, bo nagle dużo potaniało, ale to jednak 700 kilometrów i zaczęłam znowu rozważać za i przeciw. Wyszło, przeciw bo jednak trochę za późno już było, przynajmniej 3 dni trzeba by było spędzić, żeby jeszcze trochę pozwiedzać i do tego zapomniałam, że trzeba wymienić klocki i tarcze w samochodzie. Postanowiliśmy odrzucić ten spontaniczny wyjazd, może w przyszłym roku. Beatka, koleżanka z pracy namawiała mnie żeby do niej pojechać i w końcu zdecydowaliśmy się praktycznie na ostatnią chwilę. Szkoda, że tak późno, bo było bardzo fajnie, oprócz tego, że źle się czułam z tym, że ona miała iść do pracy 1 stycznia, a ja byłam na chorobowym. Nie z mojego jednak powodu, tylko jeszcze jedna osoba poszła w ostatnim momencie na zwolnienie i szefowa poprosiła Beatę, jeśli można by to było nazwać prośbą. A ona nie umie odmawiać, zresztą ja tak samo, chociaż ostatnio już zaczęłam, bo inaczej się nie da z naszą szefową.
Ania miała 1 stycznia zaraz 10 urodziny, tak, że zawsze świętujemy podwójnie. Szkoda tylko, że znowu byliśmy sami. Trochę było jej smutno, że nikt nie przyszedł, że tylko my zawsze jesteśmy w ten dzień. Teraz w Hessen są ferie świąteczne jeszcze do 14 stycznia, wcześniej zostały zaproszone jej ulubione koleżanki, ale dopiero 3 stycznie robiliśmy urodziny.Poszliśmy wszyscy do kina, super film, dawno tak się nie uśmiałam.A po filmie dziewczynki bawiły się dalej w domu. Super było, najważniejsze, że Ania był szczęśliwa.

urodziny_ciastko_092980_379