A jednak :)

cloud-2104829__340

Nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby to nie wydarzyło się naprawdę . Zaraz po skończeniu mojego ostatniego wpisu , gdzieś około pół godzinki później dostałam telefon ze spółdzielni GWH w sprawie mieszkania . Dwa razy musiała mi babka powtarzać ,że mieszkanie przydzielono właśnie nam ,bo za pierwszym razem myślałam ,że czegoś nie zrozumiałam . Ale się ucieszyłam , od razu zadzwoniłam do Pawła żeby mu przekazać tę wiadomość . Teraz już wszystko jest załatwione , wiemy na 100 % ,że od lipca będziemy mieszkać w Baunatalu . Oboje będziemy mieli bliżej do pracy , Ania będzie miała podstawówkę pod nosem ( ostatnia 4 klasa). Potem pójdzie do innej szkoły . Co do Wikusi to jeszcze się zastanawiamy nad zmianą szkoły , rozmawiamy na ten temat ,ale po Świętach Wielkanocnych trzeba będzie podjąć decyzję . Postanowiliśmy ,żeby najpierw zobaczyć nową szkołę , poznać Panią dyrektor i po prostu porozmawiać . Tak samo jeśli chodzi o starą szkołę , to będę rozmawiać z Panią wychowawczynią czy warto lub czy powinnam zmienić szkołę Wikusi ,czy może lepiej będzie dla niej jeśli zostanie w starej szkole,ale wtedy będzie dojeżdżać . Nie chcielibyśmy aby zmiana szkoły wpłynęła na jej wyniki w nauce .

Marzec jest pełen zmian w naszym życiu , dosłownie od początku miesiąca same pozytywne wiadomości , może tylko poza  paroma małymi drobiazgami. Zawsze powtarzam Pawłowi ,że będzie dobrze i jest dobrze . Wierze w te słowa ,że wszystko będzie dobrze i że się wszystko uda od czasu gdy powiedział je do mnie tata w szpitalu. Żałuję tylko tego że nie może być teraz z nami ,że już go nie ma . Może patrzy na nas z góry .

Udało mi się z pracą ,  od kwietnia idę do nowej pracy . Paweł tez dostał stałą umowę . W tym tygodniu dostaliśmy już wszystkie dokumenty dotyczące przydziału mieszkania ze spółdzielni . Udało mi się sprzedać naszego starego prawie 20-letniego dziadka Mercedesa . Szkoda mi było tego samochodu bo poszedł praktycznie za grosze u handlarzy , ale był zbyt drogi w utrzymaniu .Dzięki niemu jednak miałam pierwszą pracę. Poza tym potrzebujemy normalnego rodzinnego samochodu w kombi i taki kupiliśmy tydzień temu . Normalny używany rodzinny samochód .Wszystko chyba wychodzi na prostą , najważniejsze żeby była praca i zdrowie a reszta sama się zawsze jakoś ułoży .

Wysłałam już wypowiedzenie umowy najmu starego mieszkania i czekam tylko na informację od babki czy przyjęła to do wiadomości . Mam nadzieję ,że nie będzie z nią problemów . Troszkę mi szkoda tego mieszkania ,ale  z drugiej strony to okolica nie jest zbyt ciekawa , zbyt dużo różnych narodowości , różnych kultur i przyzwyczajeń innych ludzi . Jeśli chodzi o czystość okolicy to tak samo , ludzie sami brudzą i wyrzucają śmieci a potem narzekają że jest brudno. Nawet nasz Scooby ,który jest Yorkiem budzi u niektórych ludzi strach , a w innych jakieś obrzydzenie . Jeden z sąsiadów jak mnie widzi w windzie z psem to nie wsiądzie do windy bo boi się ,że pies go dotknie tak mi powiedział. A w jego religii niby jest to zabronione ,koleżanka z pracy która jest też muzułmanką powiedziała ,że wtedy niektórzy muszą umyć ręce 7 razy !!!  i ,że jest to spowodowane tym ,że niektórzy są silnie wierzący i przestrzegają dokładnie zasad czystości .Znam innych muzułmanów którzy mają psy i nie wydziwiają tak jak mój sąsiad ,ale co kraj to inne zwyczaje. Z tego wszystkiego Scooby co niektórych się boi i ucieka przed ludźmi. Nawet dzieci są uczone takiej wrogości i niechęci do psów, często jak idziemy ze Scoobym to omijają go wielkim łukiem albo odskakują , naprawdę przeróżne reakcje już widziałam .A on jest taki mały , co by to było jakbyśmy mieli dobermana :)  W ogóle to nas chyba postrzegają tu za dziwnych , bo tylko my w bloku gdzie mieszka 30 rodzin mamy psa ale tylko dlatego ,że większość to właśnie muzułmanie .

Ciekawe jak zakończy się sprawa z adwokatem w sprawie mieszkania . Już go poinformowałam ,że się będziemy wyprowadzać z tego mieszkania . Nie spieszył się ,żeby szybko załatwić sprawę. Po tych wszystkich moich pismach do wynajmującej mi mieszkanie( około 10 listów !!! i żadnej reakcji poza jednym wyjątkiem , gdy zagroziłam obniżką czynszu o 20%, a ona mia napisała ,że się na to nie zgadza .Jednak czynsz obniżyłam ) , musiałam poprosić o pomoc adwokata zajmującego się tego typu sprawami ,żeby w razie czego nie mieć z jej strony kłopotów . Udałam się  do niego na początku lutego w sprawie mieszkania ,opisałam mu o problemach związanych z brakiem piwnicy od 3 lat , nieszczelnych oknach , tak samo z termostatami a ostatnim czasie o pojawieniu się grzyba itd .Tylko dlatego tak długo tu wytrzymaliśmy , bo sytuacja nas do tego zmusiła. W końcu jednak udało nam się parę spraw wyprostować i mogliśmy starć się o mieszkanie ze spółdzielni. Szanowny pan adwokat nie spieszył się jednak , przez miesiąc nie otrzymałam żadnego pisma , byłam przekonana ,że wysłał już jakieś pismo do mojej wynajmującej . Zadzwoniłam wiec w na początku marca i co się okazuje ,że go nie ma bo jest na urlopie . Sprawa nie rozpoczęta ,nikt nic nie wie . Zadzwonił do mnie sam po weekendzie jak już wrócił do pracy z informacją ,że pismo  już do niej wysyła . Zapytałam go dlaczego tak późno ,ale konkretnej odpowiedzi na pytanie nie dostałam . Wtedy jeszcze nie wiedziałam o nowym mieszkaniu , więc zgodziłam się . Jednak tydzień później dostaliśmy informację o nowym mieszkaniu. Napisałam więc 3-miesięczne wypowiedzenie w tej sprawie i wysłałam . Byłam przekonana ,że ona już wie ,że byłam u adwokata w sprawie tego grzyba itd . a tu okazuje się ,że nie . Adwokat obudził się dopiero 22 marca i wysłał do niej pismo w spawie napraw w tym mieszkaniu ,żeby usterki zostały usunięte .Czyli pismo mogła dostać wczoraj lub dzisiaj ! Niepoważny facet , co on robił 6 tygodni . przecież takie pisma wysyła się od razu w przeciągu 2,3 dni maksymalnie do tygodnia . To ja przed jego pismem zdążyłam wypowiedzieć umowę najmu .

 

 harmony-2046043__340

 

 

Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Świeta Bożego Narodzenia

 

boze-narodzenie

Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam w bardzo spokojnej i rodzinnej atmosferze . Rodzinnej bo byliśmy razem , spokojnej bo tak naprawdę nic się nie działo . Byliśmy w domu, z nikim się nie spotykaliśmy , nigdzie nie wyjechaliśmy . Mieliśmy pojechać do Halinki za Dortmund ,ale jazda ponad 200 km tam i z powrotem . Nie mieliśmy jakoś ochoty na wyprawę . Wcześniej oni mieli do nas przyjechać , jednak Halinka wolała żebyśmy to my przyjechali do nich . W zeszłym roku byliśmy u nich i chcieliśmy żeby w tym roku Święta spędzić u nas .Zostaliśmy jednak w domu . Paweł jak zawsze wszystko super przygotował, ja byłam jeszcze w Wigilię na rano w pracy  . Pod tym względem nie mogę narzekać , wszystko przygotował z dziewczynami do Wigilii .Dzień wcześniej miałam zrobić ciasto ,też nie zdarzyłam bo Paweł zrobił :)

Wcześniej myślałam o przyjeździe mamy na Święta , zapraszałam ją do nas ,ale  z tymi jej problemami gastrologicznymi stwierdziła ,że nie da rady jechać całą noc autokarem . Po drugie bała się ,że się gdzieś zgubi albo że ją ktoś napadnie .W sumie to  sama tak daleko nigdy nie jeździła. Może następnym razem albo na Wielkanoc. Wszystkim złożyliśmy życzenia telefonicznie.Szkoda tylko ,że babcia Pawła ,już nie zachowuje się tak jak kiedyś , nawet nie rozmawia z Pawłem przez telefon. A przecież był jej ukochanym wnuczkiem . Wszystko przez te ich konflikty pożyczkowe , kredytowe , jeden drugiemu pożyczał lub podżyrował pożyczki ,aż te błędne koło doprowadziło do tego ,że wszyscy się pokłócili z rodzeństwa ojca Pawła. Babcia nie rozmawia z synem to i z wnuczkiem przestała. Nie rozumiem tylko gdzie my jesteśmy winni.

Ogólnie Święta były bardzo spokojne , jak co roku praktycznie , od 4 lat nic się nie zmienia. Święta przestały mi się kojarzyć z radością Bożego Narodzenia . Cały czas pamiętam Święta 2012 gdy tata był prawie umierający i w Wigilię wzywaliśmy księdza do taty. Dla mnie Święta były spokojne i smutne . Jedynie mogę cieszyć się z obecności dzieci i Pawła, mamy siebie i to daje mi siłę do dalszego działania . Żałuję tylko ,że nie byłam w Święta w kościele , pierwszy raz  (oprócz Świąt gdy tata był chory ) to mi się zdarzyło . Nie czułam zbyt wielkiej  potrzeby pójścia, ale chciałam pojechać z dziećmi i Pawłem do kościoła . Dziewczyny się uparły i nie chciały jechać , przecież nie będę ciągnąć ich na silę do kościoła . Pawłowi też się nie spieszyło . Teraz już za późno na gorzkie żale bo się już stało ,ale powinnam była postawić na swoim i powinniśmy byli jednak pojechać .Może właśnie dlatego Święta były takie , że mi czegoś brakowało.

Kontakty z rodakami też  nie wychodzą nam najlepiej. Albo ich nie ma , albo jeśli niekiedy są to naprawdę  lepiej sobie niektóre kontakty darować. Nie wiadomo kiedy ktoś mówi prawdę a kiedy kłamie  i te ciągłe kombinowanie jak wykorzystać system , pomoc socjalną itd. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje pomocy to rozumiem, że taka pomoc jak najbardziej jest potrzebna . Wkurza mnie jednak jak ktoś w ogóle nie ma ochoty iść do pracy  , tylko korzysta z pomocy Państwa i narzeka ,że mało .

***

Udało mi się zdać Egzamin na B1 . Jak dostałam wiadomość i dyplom to sama byłam zaskoczona jak dobrze mi poszło. Nie wiem czemu sama niekiedy nie wierzę w swoje możliwości

 

Przed wyjazdem do Polski

 

Bardzo chcieliśmy pojechać do Polski na wakacje, najlepiej na Mazury, niestety i w tym roku to się nam nie udało. Postanowiłam jednak, że w przyszłym roku pojedziemy, zrobię wszystko żeby w końcu pojechać z dziećmi.Najlepiej gdzieś do bardzo spokojnej okolicy, chciałabym też trochę pozwiedzać nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Na dzień dzisiejszy postanowiłam sobie, że wszystko, co zarobię dodatkowo ze sprzątania będę odkładała do skarbonki. Jak na razie odkładam, chociaż niestety raz zrobiłam coś, czego nie powinnam była robić. Niestety otworzyłam skarbonkę, wyszły dodatkowe opłaty za mieszkanie i trochę zabrakło przed wypłatą. Oczywiście pieniążki do skarbonki trzeba oddać. Nie wiem ile tam jest, ale jeśli będę się trzymać planu to będzie na wakacje i jeszcze trochę zostanie.

W lipcu musieliśmy pojechać do Koloni żeby potwierdzić moja tożsamość na ePUAP, musiałam tam złożyć wnioski na nowe dowody osobiste dzieci. Paweł był wtedy po operacji lewego kolana, którą miał w czerwcu. Noga bolała go już jakiś czas wcześniej, prawdopodobnie przez te wkładki ortopedyczne w butach, miały mu pomóc a prawdopodobnie mu tylko zaszkodziły. Wcześniej nie miał takich problemów z kolanem. W każdym razie obawiałam się tej operacji, bo w marcu podpisał umowę z Firmą. Ale nie tylko o to chodziło, obawiałam się po prostu samej operacji, tego usypiania i itd. Paweł też się martwił, no, ale bez tej operacji jego stan mógł tylko się pogorszyć. Tego dnia, gdy już podjeżdżałam pod przychodnię to jeszcze się pokłóciliśmy. Jak zawsze musiał mnie krytykować jak jeżdżę i się zdenerwowałam. Oboje byliśmy wtedy zdenerwowani, tak naprawdę to wszystko z powodu tej operacji . Oboje byliśmy podenerwowani cała tą sytuacją.

Operacja odbyła w ciągu jednego dnia i tego samego dnia wrócił do domu.  Zwolnienie Paweł miał na dwa tygodnie, potem jeszcze go przedłużał i tylko parę zabiegów rehabilitacyjnych. Kolano dobrze się goiło, jednak trzeba było uważać żeby go nie obciążać.W dalszym ciągu musi uważać, ale i tak bardzo szybko wrócił do pracy.Dobrze, że wszystko tak się skończyło.

***

W każdym razie tydzień do dwóch nie powinien był jeździć samochodem. W tym samym czasie, czyli niedługo właśnie po operacji mieliśmy pojechać do Konsulatu w Kolonii. Paweł postanowił, że pojedzie, bo wiedział, że ja boję się jeździć po autostradach. Chciałam jechać , bo ja trzeba to jadę. Sama nie wiem,czego się obawiam,   prosta droga i można lecieć, a ja mam jakiś lęk przestrzeni, nic tylko droga i droga. Lepiej czuję się na mieście, a przecież w mieście jest trudniej, ciągle jakieś korki, roboty na ulicach, problemy z parkowaniem i wiele, wiele innych utrudnień. Mimo to czuję się lepiej w trakcie jazdy po mieście. Autostrada mnie denerwuje już po pół godzinie i te Tiry, mam manie na ich punkcie. Niekiedy ciągnie się po prostu tylko sznur Tirów.Paweł jednak się uparł ,że będzie jechać i pojechaliśmy.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Koniec roku szkolnego – jestem dumna :)

warsztaty-665x309

Ostatnie miesiące były pełne przygotowań, wydaje mi się, że jak pracowałam to miałam więcej czasu niż ostatnio. A może tylko mi się wydaje. Bo pracowałam dużo, ale wtedy znowu nie miałam czasu, na co innego. Teraz nie pracuję tak normalnie zawodowo a i tak mam mało czasu. I to w dobie Internetu gdzie jest tyle ułatwień, wszystko można załatwić przez Internet. Mimo wszystko wszyscy mamy mniej czasu. W Polsce miałam 3 segregatory z papierami tu mam już 5, a dopiero jestem 3 lata w Niemczech! Co będzie dalej, zasypują mnie papierami i ulotkami i innymi pierdołami. Ulotki do śmieci, a inne do segregatora, nawet mało ważne moim zdaniem pismo zachowuję żeby mieć podkładkę w razie czego. Tym bardziej, że z pismami urzędowymi jest zawsze wiecej problemów, żeby je sobie przeczytać i przetłumaczyć, przynajmniej w moim przypadku. Aż tak dobrze języka nie znam, ale daję sobie radę.
Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że dzieci tak szybko uczą się języków albo. Jestem pełna podziwu dla Wiktorii, jak ona to wszystko ogarnęła. Oczywiście ma jeszcze problemy z językiem, ale to normalne po 2 latach. Ania tak samo super, na początku nic w szkole nie mówiła, nawet jak coś wiedziała, bo się wstydziła, a teraz trajkota jak najęta. Nawet wychowawczyni mi powiedziała, że musi ją niekiedy na lekcjach uspokajać, bo cały czas rozmawia. Jest bardzo zdowolona z Ani. Zrobiła super postępy, nie ma jak na razie problemów z językiem niemieckim. Z matematyką też nie ma problemu tak samo jak Wiktoria. Talentu matematycznego na pewno nie mają po mnie, bo ja jak słyszałam o matematyce to od razu byłam chora. Czas szkoły i lekcji z moja mateamatyczką ( nigdy jej nie zapomnę) to był koszmar.Tak, że bardzo się cieszę, że dziewczynom idzie tak super, jak na razie w niczym im nie muszę pomagać. Cieszę się, bo niestety wiele bym nie pomogła. To one pomagają mi teraz w języku, gramatyka coś mi nie wchodzi. Ciężko teraz wyplenić stare nawyki, sama uczyłam się niemieckiego, dużo rzeczy wydawało mi się niepotrzebnych i po prostu je usunęłam, nie uczyłam się ich, a teraz są problemy. Rozmawiam normalnie, mogę się z każdym porozumieć, wszystko załatwić, ale jednak wkurza mnie to, że nie zawsze mówię gramatycznie.Ale jestem uparta chyba bardzie jod osła i postanowiłam sobie, że nauczę się w końcu  gramatyki . Teraz  mam 5 tygodni na ogarnięcie tego wszystkiego. Muszę dać radę.
Dziewczyny znowu przyniosły super świadectwa, same 1 i 2, brzmi niby strasznie, ale to tak jakby u nas w Polsce dostały 5 i 6. Szkoda tylko, że nie ma takiej atmosfery jak w Polsce. Rozdawanie świadectw to zawsze było dla nas bardzo ważne. Moim zdaniem powinno się być, chociaż odpowiednio ubranym. A tu tylko idzie się do szkoły, Pani daje świadectwa i do widzenia. Żadnego spotkania, apelu, nic tego dnia się nie dzieje, dzień jak każdy inny. Ani chciała ubrać się odświętnie i tak też zrobiła. Kupiliśmy też trzem paniom małe bukieciki kwiatków w formie podziękowania. Naprawdę za ta to jak pomogły Ani to uważam, że to miły gest. Bardzo mało dzieci przyszło z odświętnie, można było policzyć na palcach, nie rozumiem jak można puścić dziecko byle jak, jakby dzieci miały być na placu zabaw a nie w szkole.Zaznaczam, że nie chodzi tu na pewno o kwestie finansowe, bo każdy dostaje tu tzw. Kindergeld na dziecko 180 euro, wiec spodnie czy porządną bluzkę można kupić. Nie rozumiem tego, naprawdę. Dla nas był to dzień bardzo ważny, dziewczyny z super świadectwami, czego można więcej chcieć.TRZEBA SIĘ TYLKO CIESZYĆ )))))

 1

Wielkanoc 2016

wielkanoc-2016-vv-d

Dzisiejszy dzień jest taki sam jak poprzednie , tylko tyle że wiem że są święta.            Rano zjedliśmy  razem śniadanko . Nie mogliśmy pojechać nawet dzisiaj do kościoła bo jest kawałek drogi od nas i do tego tylko jedna msza . Paweł poszedł do pracy o 13 ,przed nim 4 popołudniówki , potem będą 4 nocki i dopiero wolne.
Chciałabym ,żeby dziewczyny miały fajniejsze wspomnienia ze świąt , tak jak ja z dzieciństwa , zawsze się czekało na Święta , zajączka , wielkim wydarzeniem była święconka , potem lany poniedziałek , gdzie po parę razy wracałam do domu przemoczona do suchej nitki . Fajnie byłoby spotkać się w rodzinnym gronie tak jak to pamiętam , w pierwszy dzień Świąt my jechaliśmy do kogoś a w drugi dzień goście przychodzili do nas ,albo odwrotnie . A tu nic, różni ludzie , różne ,kultury , inne obchodzenie świat ,nawet Lanego Poniedziałku nie znają.
Wczoraj byłam z dziewczynkami w polskim kościele ze święconką, tłok i ścisk ale tylko z tyłu , ludzie zamiast iść do przodu bardziej to tak ustali jakby się bali wejść bardziej do środka, na siłę trzeba było się wpychać.Wszyscy przyszli chyba na jedną godzinę :). Pojechałyśmy tez na cmentarz do babci , kiedyś mojej podopiecznej ,sprzątnęłyśmy grób, zapaliłyśmy znicz dla niej i dla taty .Po południu zadzwoniłam do paru osób i do  mamy z życzeniami. Nadal nasza rozmowa się nie klei, trudno mi z nią rozmawiać .
Chciałabym spędzić kiedyś święta w dużym rodzinnym gronie ,kiedyś to się na pewno spełni .Niekiedy chciałoby się wrócić do czasów dzieciństwa .

 

Assorted eggs and flowers for Easter on white

Mikołajowa wpadka

 

 mikolaj

Nie wiem, co mi się stało, jakieś zaćmienie chyba dostałam. Nie mogę sobie tego inaczej wytłumaczyć. W kościele miał być Mikołaj, tylko, że jakoś tak sobie pomyślałam, że dzieci dostana coś właśnie w kościele, może jakieś jednakowe paczuszkę, chociaż czekoladę z Mikołajem tak symbolicznie. Więc prezenty znalazły w domu jak wstały, Wiktoria już nie wierzy w Mikołaja, ale Anulka jeszcze tak. Wika wie jak wygląda sprawa z Mikołajem i nie ma problemu, natomiast Ania z takim wyczekiwaniem czekała na niedzielę. Pojechałyśmy razem z koleżanką Ani i jej mamą, znamy się, lubimy, pomyślałam żeby się z nami zabrały do Mikołaja. Dopiero w kościele pod koniec mszy się kapnęłam, że powinnam była wziąć prezenty do kościoła, żeby Mikołaj mógł je podarować. Ania nie chciała odejść od ołtarza dopóki Mikołaj nie rozdał wszystkich prezentów, tłumaczyłam jej, że dostała wcześniej od Mikołaja, ale jak to dziecko wierzyła, że dostanie coś jeszcze osobiście od Mikołaja. Jaka ona była szczęśliwa, czekała, kiedy Mikołaj wywoła jej nazwisko, a tu nic. Byłam wściekła na siebie, że tak bezmyślnie się pośpieszyłam z tym prezentem od Mikołaja, czemu nie zabrałam go tutaj. Nic już nie mogłam zrobić, do domu za daleko, nie było szans żeby cos wykombinować.Bałam się, co będzie na końcu, prezenty się kończyły, Vanessa, koleżanka Anulki też się cieszyła. Obie z Olgą patrzyłyśmy tylko na siebie jak wariatki, było jeszcze tylko parę osób chyba w podobnej sytuacji, reszta miała prezenty. Z boku ołtarza zobaczyłyśmy jeszcze inne paczki, wszystkie podobne reklamówki, więc pomyślałam, może ksiądz taki dobrotliwy ma jakąś rezerwę w razie takich przypadków gapiostwa rodziców. Ania cały czas patrzyła na mnie pytającymi oczkami, oczywiście dostała przecież prezent w domu, ale jak ona się musiała czuć, stojąc tam i czekając na wywołanie swojego nazwiska.Zbliżał się już koniec, więc ponownie zaczęłam jej tłumaczyć, że prezent Mikołaj przyniósł do domu i teraz już nie ma prezentów, bo tu przyszły dzieci, które wcześniej nic nie dostały. Jest na tyle duża, że ze zrozumieniem pokiwałam głową, no, ale mimo wszystko żal i rozczarowanie jest. Nadszedł czas na te nieszczęsne reklamówki, okazało się, że były dla ministrantów. Wikusia też ratowała sytuację i zaproponowała Ani żeby podeszła do Mikołaja i powiedziała, że nie dostała prezentu, Ania wstydziła się bardzo, ale podeszła. Mikołaj się zdziwił, spojrzał na mnie, kiwnęłam mu głową, że dostała w domu. Jeszcze głupio pomyślałam, że może któryś z tych ministrantów, bo było paru dorosłych chłopów.Może się domyślą, że może ktoś zrezygnuje cicho i dadzą jej jakąś małą paczuszkę, dla Vaneski też oczywiście, żeby dzieci nie były tak rozczarowane, ale gdzie tam, nikt nie wpadł na ten pomyśl. Ja postąpiłabym inaczej widząc taką sytuację, nie chodzi o tą czekoladę przecież, tylko o to jak to wszystko wytłumaczyć dziecku. Zakręcili się coś tam i Mikołaj dał im po małym Prince Polo na pocieszenie, do tego jeszcze dodatkowa pamiątka, to zdjęcie z Mikołajem. Zasmuciła się bardzo Anusia, ale twarda była i nie rozpłakała się. Wytłumaczyłam jej jeszcze raz sytuację, po czym ona powiedziała, że nie szkodzi, bo to był jednak przebieraniec, czyli ksiądz, który uczy ja religii, a prawdziwy Mikołaj był u niej w domu. Ale co się naprzeżywałam to moje. Ale tego jak czekała na wywołanie swojego nazwiska to nigdy nie zapomnę.

Kochana ta moja Anusia :-)

 

 

 

 

Czas płynie za szybko

Tyle się dzieje, że nie wiem, od czego powinnam zacząć, to przez to, że nie trzymam się ustalonego planu. Miałam pisać, chociaż raz w tygodniu, po miesiącu zawsze mam ten sam problem. Powinnam sobie ustalić jeden dzień w tygodniu i trzymać się tego. W każdym razie sprawa mojej byłej pracy to przeszłość, nie chcę już o tym myśleć, było, minęło. Poszukam czegoś innego, lepszego, praca jest tylko problem za ile i jakie godziny, teraz jestem w domu, trochę mi odbija, niby mam dużo czasu a wydaje mi się, że go nie mam. Wszystkie sprawy praktycznie załatwione, teraz w końcu powinno być wszystko na bieżąco. Paweł pracuje nadal, wszystko zaczyna się układać cieszę się bardzo, bo wczoraj dostał zielone światło od kierownika, firma chce go przejąć z Zeitfirmy , musimy tylko dostarczyć papiery. Cudowna wiadomość. Ja nadal jestem zatrudniona do końca października przez stara firmę, a od listopada idę na zasiłek, przeczekam zimę i mam zamiar ten czas wykorzystać jak najlepiej.Uczę się teraz języka a dokładniej gramatyki niemieckiej, nie wchodzi mi to za bardzo, denerwuje się, bo chciałabym jak najszybciej to pojąć.Poza tym sprzątam na razie u Tamary, jest ok., odpowiada mi to na chwilę obecną, pasuje mi i czas pracy itp., oczywiście wolałabym pracować zatrudniona w jej kwiaciarni, dlatego chciałabym zrobić ten kurs. Jest tu szkoła florystyczna, ale tam uczą się tylko dziennie i jest to normalna szkoła, nie ma nauki dla dorosłych :)

Dziewczynki teraz mają ferie jesienne do 2 listopada , myślałam o wyjeździe do Polski ,chciałabym pojechać na grób do taty , od razu też mogłabym sprawdzić co u mamy ,czy mieszka tam Arek czy nie . Z jednej strony mnie to za bardzo nie interesuje a z drugiej chciałabym wiedzieć czy mama mnie nie okłamuje . Pojechała ostatnio do Kielce do swojego brata na parę dni, miałam tam zadzwonić ale zmieniłam zdanie gdyż w sms-ie od wujka wywnioskowałam ,że być może jest z nią  Arek , nie miałam zamiaru w razie czego psuć sobie humoru i niepotrzebnie denerwować , niech robią co chcą , Ciekawe co on zrobi jak mamy kiedyś zabraknie . Niech żyje sobie jak najdłużej w zdrowiu ale wiadomo jak to jest . Paweł kiedyś powiedział ,że moja matka to jeszcze nas przeżyje , wszyscy wokół niej się szybciej wykończą . A mniejsza z tym niech robią co chcą , i tak pewnie będą nas czekały jeszcze problemy z tym nieszczęsnym mieszkaniem .

Życie leci tak szybko , dopiero poznałam Pawła ,a tu już 15 lat minęło .41lat skończyłam 2 tygodnie temu ,masakra , nie czuje tego , może tylko gdy patrze w lustro to widzę zmiany , wkurza mnie to . Nie obchodzę już urodzin , nie zapraszamy nikogo , zresztą tu nie mamy nikogo z rodziny oprócz kuzynki Halinki , odezwała się niedawno bo dostała od innego kuzyna telefon do mnie . Zaskoczyła mnie tym telefonem , ponad 20 lat żadnego kontaktu a teraz na stare lata szuka rodziny .Nie mam za bardzo ochoty na spotkania rodzinne , zastanawiam się czy pojechać do niej , pomyślę jeszcze o tym .W każdym razie przeraża mnie ten upływający czas , tyle jeszcze mam do zrobienia . W dniu urodzin myślałam o tacie , przecież tata zmarł mając 61 lat  , tak młodo , wtedy nasuwa się pytanie ile ja będę żyć , dlaczego ten czas tak pędzi . Przecież to tylko 20 lat różnicy , przeleci to szybko jak nic . To tak jak z nami , dopiero się poznaliśmy a  teraz będziemy mieli rocznicę naszego poznania  – 15 lat ! Tyle jeszcze do zrobienia i napisania , tyle do przeczytania książek . Chciałabym zdarzyć ze wszystkim , boje się często tego co stało się z tatą ,że w jednym tygodniu był jeszcze zdrowy a na drugi tydzień dostał wyrok śmierci . Przeraża mnie to , że nic nie można zrobić , że nie można z tym walczyć .

1314651345_by_mylord_600

1000 myśli na minutę

 

 

1371429053_oyvnum_600

 

  • Nic z tej sprzedaży nie wyjdzie chyba , sama nie wiem i zastanawiam się nad tym , w Polsce już dawno wszystko bym sprzedała.Ale zastanawiam się nad staniem cały dzień na targowisku i myśleniem sprzedam , nie sprzedam.Spróbuje jeszcze na E-bay, albo jakieś inne ogłoszenia . Co do zmiany pracy , to nie tak hop siup jednak ,nie jest tak kolorowo .
  • Wczoraj rozmawiałam z jedna babką która pomaga Polakom na obczyźnie, dowiedziałam się że jestem za stara na C&A , HM czy inne podobne tego typu sklepy , tylko młode dziewczyny , najlepiej z 20 stażem . Nie myślałam ,ze kiedyś to usłyszę .Trochę mnie to ruszyło ,ale mimo wszystko i tak złoże aplikacje .
  • Do starej pracy wracam w przeszłym tygodniu, nie mam pojęcia jak wszystko się ułoży, w każdym razie dźwigać nikogo z łóżek nie będę i nie mam zamiaru.Porozmawiam jeszcze z szefem w poniedziałek .Okaże się jeszcze co mi powiedzą w Klinice we wtorek , będę musiała wszystkiego się dopytać .
  • Chciałam pomóc ciotce w znalezieniu pracy tutaj , ale to nie takie proste , nie zna języka , co z tego że ma kwalifikacje ,bez języka klapa .Pytam w różnych miejscach , pisałam na forum i Echo . Ale ona tez powinna moim zdanie zgłosić się i pojechać przez firmę , jedyne wyjście dla niej w tej chwili ,o ile będą ja chcieli przyjąć bez języka.Zobaczymy jeszcze jak to będzie.
  • Dziewczynkom idzie coraz lepiej w szkole , Wiktoria super , mnie co chwile poprawia , pisze wypracowania , jest chwalona przez nauczycielki . Ania trochę gorzej, zapomina literek , problemy z czytaniem . Ale to moja wina , wtedy gdy powinnam ja uczyć czytania to mnie nie było w Polsce , teraz dlatego jest problem z czytaniem po niemiecku . Troche lepiej z czytaniem po polsku , ale trzeba się prosić żeby coś chciała przeczytać .Nie powinnam jej mieszać w głowie , ale musi się trochę nauczyć czytać po polsku.
  • Często mam dosyć  ich zachowania ,wiem że to  mądre i fajne dziewczynki , ale totalnie się niekiedy nie słuchają, mogę prosić o coś 10 razy i nie reagują . Wkurza mnie to coraz bardziej po prostu , gadam do ściany .
  • Częściej zdarzają mi się kłótnie z Pawłem ,o drobiazgi ,pierdoły niekiedy .To też moja wina , nie powiem ale on tez powinien być mniej wybuchowy . Mamy tylko siebie tutaj i na siebie liczyć tylko możemy .Musimy się wspierać ,wiem o tym , nie potrzebne nam kłótnie ale nie wytrzymuje niekiedy .Nawet dzisiaj się wkurzyłam , chociaż dzień rozpoczął się fajnie , pojechaliśmy wszyscy na rowery , oni pojechali swoją drogą , ja inną , chociaż wcześnie mówiłam jak będziemy jechać , po prostu takie właśnie drobne rzeczy mnie wkurzają .
  • Jestem zmęczona tym planowaniem ,organizowaniem ,odpisywaniem na listy , mam dosyć tej całej biurokracji tutaj .Do tego wszystkiego wczorajsza rozmowa z mamą, teraz po fakcie Arkowi się odwidziało i podobno żałuje że się zrzekł części po tacie . Tylko teraz to musztarda po obiedzie ,wszystko notarialnie było załatwione dwa lata temu . Wiedziałam ,że tak będzie , głupia byłam tylko będę miała kłopoty przez te mieszkanie .
  • Ostatnio źle się czuję , często mam osłabienie , a jestem teraz w domu , nie wiem może brakuje mi pracy , za długo jestem na zwolnieniu.Do południa wszystko ok , a popołudniu wrzuca mnie często na sen , muszę się wtedy położyć .Paweł mówi żebym sobie cukier zbadała, zauważyłam że jest coraz gorzej , kawa nie pomaga , mogę wypić i iść od razu spać . Niekiedy natomiast budzę  się w nocy i leżę , nie mogę spać chociaż bardzo tego chcę.

Codziennie myślę o tacie , nie ma dnia żebym o nim zapomniała, są takie dni że nie daje rady i płacze ,potem mi przechodzi . Sama do siebie mówię weź się w garść i zbieram się do kupy.Tęsknie za nim , chciałabym mu opowiedzieć tyle rzeczy a nie mogę .
1264724192_by_numea_600