Wielkanoc 2016

wielkanoc-2016-vv-d

Dzisiejszy dzień jest taki sam jak poprzednie , tylko tyle że wiem że są święta.            Rano zjedliśmy  razem śniadanko . Nie mogliśmy pojechać nawet dzisiaj do kościoła bo jest kawałek drogi od nas i do tego tylko jedna msza . Paweł poszedł do pracy o 13 ,przed nim 4 popołudniówki , potem będą 4 nocki i dopiero wolne.
Chciałabym ,żeby dziewczyny miały fajniejsze wspomnienia ze świąt , tak jak ja z dzieciństwa , zawsze się czekało na Święta , zajączka , wielkim wydarzeniem była święconka , potem lany poniedziałek , gdzie po parę razy wracałam do domu przemoczona do suchej nitki . Fajnie byłoby spotkać się w rodzinnym gronie tak jak to pamiętam , w pierwszy dzień Świąt my jechaliśmy do kogoś a w drugi dzień goście przychodzili do nas ,albo odwrotnie . A tu nic, różni ludzie , różne ,kultury , inne obchodzenie świat ,nawet Lanego Poniedziałku nie znają.
Wczoraj byłam z dziewczynkami w polskim kościele ze święconką, tłok i ścisk ale tylko z tyłu , ludzie zamiast iść do przodu bardziej to tak ustali jakby się bali wejść bardziej do środka, na siłę trzeba było się wpychać.Wszyscy przyszli chyba na jedną godzinę :). Pojechałyśmy tez na cmentarz do babci , kiedyś mojej podopiecznej ,sprzątnęłyśmy grób, zapaliłyśmy znicz dla niej i dla taty .Po południu zadzwoniłam do paru osób i do  mamy z życzeniami. Nadal nasza rozmowa się nie klei, trudno mi z nią rozmawiać .
Chciałabym spędzić kiedyś święta w dużym rodzinnym gronie ,kiedyś to się na pewno spełni .Niekiedy chciałoby się wrócić do czasów dzieciństwa .

 

Assorted eggs and flowers for Easter on white

Mikołajowa wpadka

 

 mikolaj

Nie wiem, co mi się stało, jakieś zaćmienie chyba dostałam. Nie mogę sobie tego inaczej wytłumaczyć. W kościele miał być Mikołaj, tylko, że jakoś tak sobie pomyślałam, że dzieci dostana coś właśnie w kościele, może jakieś jednakowe paczuszkę, chociaż czekoladę z Mikołajem tak symbolicznie. Więc prezenty znalazły w domu jak wstały, Wiktoria już nie wierzy w Mikołaja, ale Anulka jeszcze tak. Wika wie jak wygląda sprawa z Mikołajem i nie ma problemu, natomiast Ania z takim wyczekiwaniem czekała na niedzielę. Pojechałyśmy razem z koleżanką Ani i jej mamą, znamy się, lubimy, pomyślałam żeby się z nami zabrały do Mikołaja. Dopiero w kościele pod koniec mszy się kapnęłam, że powinnam była wziąć prezenty do kościoła, żeby Mikołaj mógł je podarować. Ania nie chciała odejść od ołtarza dopóki Mikołaj nie rozdał wszystkich prezentów, tłumaczyłam jej, że dostała wcześniej od Mikołaja, ale jak to dziecko wierzyła, że dostanie coś jeszcze osobiście od Mikołaja. Jaka ona była szczęśliwa, czekała, kiedy Mikołaj wywoła jej nazwisko, a tu nic. Byłam wściekła na siebie, że tak bezmyślnie się pośpieszyłam z tym prezentem od Mikołaja, czemu nie zabrałam go tutaj. Nic już nie mogłam zrobić, do domu za daleko, nie było szans żeby cos wykombinować.Bałam się, co będzie na końcu, prezenty się kończyły, Vanessa, koleżanka Anulki też się cieszyła. Obie z Olgą patrzyłyśmy tylko na siebie jak wariatki, było jeszcze tylko parę osób chyba w podobnej sytuacji, reszta miała prezenty. Z boku ołtarza zobaczyłyśmy jeszcze inne paczki, wszystkie podobne reklamówki, więc pomyślałam, może ksiądz taki dobrotliwy ma jakąś rezerwę w razie takich przypadków gapiostwa rodziców. Ania cały czas patrzyła na mnie pytającymi oczkami, oczywiście dostała przecież prezent w domu, ale jak ona się musiała czuć, stojąc tam i czekając na wywołanie swojego nazwiska.Zbliżał się już koniec, więc ponownie zaczęłam jej tłumaczyć, że prezent Mikołaj przyniósł do domu i teraz już nie ma prezentów, bo tu przyszły dzieci, które wcześniej nic nie dostały. Jest na tyle duża, że ze zrozumieniem pokiwałam głową, no, ale mimo wszystko żal i rozczarowanie jest. Nadszedł czas na te nieszczęsne reklamówki, okazało się, że były dla ministrantów. Wikusia też ratowała sytuację i zaproponowała Ani żeby podeszła do Mikołaja i powiedziała, że nie dostała prezentu, Ania wstydziła się bardzo, ale podeszła. Mikołaj się zdziwił, spojrzał na mnie, kiwnęłam mu głową, że dostała w domu. Jeszcze głupio pomyślałam, że może któryś z tych ministrantów, bo było paru dorosłych chłopów.Może się domyślą, że może ktoś zrezygnuje cicho i dadzą jej jakąś małą paczuszkę, dla Vaneski też oczywiście, żeby dzieci nie były tak rozczarowane, ale gdzie tam, nikt nie wpadł na ten pomyśl. Ja postąpiłabym inaczej widząc taką sytuację, nie chodzi o tą czekoladę przecież, tylko o to jak to wszystko wytłumaczyć dziecku. Zakręcili się coś tam i Mikołaj dał im po małym Prince Polo na pocieszenie, do tego jeszcze dodatkowa pamiątka, to zdjęcie z Mikołajem. Zasmuciła się bardzo Anusia, ale twarda była i nie rozpłakała się. Wytłumaczyłam jej jeszcze raz sytuację, po czym ona powiedziała, że nie szkodzi, bo to był jednak przebieraniec, czyli ksiądz, który uczy ja religii, a prawdziwy Mikołaj był u niej w domu. Ale co się naprzeżywałam to moje. Ale tego jak czekała na wywołanie swojego nazwiska to nigdy nie zapomnę.

Kochana ta moja Anusia :-)

 

 

 

 

Czas płynie za szybko

Tyle się dzieje, że nie wiem, od czego powinnam zacząć, to przez to, że nie trzymam się ustalonego planu. Miałam pisać, chociaż raz w tygodniu, po miesiącu zawsze mam ten sam problem. Powinnam sobie ustalić jeden dzień w tygodniu i trzymać się tego. W każdym razie sprawa mojej byłej pracy to przeszłość, nie chcę już o tym myśleć, było, minęło. Poszukam czegoś innego, lepszego, praca jest tylko problem za ile i jakie godziny, teraz jestem w domu, trochę mi odbija, niby mam dużo czasu a wydaje mi się, że go nie mam. Wszystkie sprawy praktycznie załatwione, teraz w końcu powinno być wszystko na bieżąco. Paweł pracuje nadal, wszystko zaczyna się układać cieszę się bardzo, bo wczoraj dostał zielone światło od kierownika, firma chce go przejąć z Zeitfirmy , musimy tylko dostarczyć papiery. Cudowna wiadomość. Ja nadal jestem zatrudniona do końca października przez stara firmę, a od listopada idę na zasiłek, przeczekam zimę i mam zamiar ten czas wykorzystać jak najlepiej.Uczę się teraz języka a dokładniej gramatyki niemieckiej, nie wchodzi mi to za bardzo, denerwuje się, bo chciałabym jak najszybciej to pojąć.Poza tym sprzątam na razie u Tamary, jest ok., odpowiada mi to na chwilę obecną, pasuje mi i czas pracy itp., oczywiście wolałabym pracować zatrudniona w jej kwiaciarni, dlatego chciałabym zrobić ten kurs. Jest tu szkoła florystyczna, ale tam uczą się tylko dziennie i jest to normalna szkoła, nie ma nauki dla dorosłych :)

Dziewczynki teraz mają ferie jesienne do 2 listopada , myślałam o wyjeździe do Polski ,chciałabym pojechać na grób do taty , od razu też mogłabym sprawdzić co u mamy ,czy mieszka tam Arek czy nie . Z jednej strony mnie to za bardzo nie interesuje a z drugiej chciałabym wiedzieć czy mama mnie nie okłamuje . Pojechała ostatnio do Kielce do swojego brata na parę dni, miałam tam zadzwonić ale zmieniłam zdanie gdyż w sms-ie od wujka wywnioskowałam ,że być może jest z nią  Arek , nie miałam zamiaru w razie czego psuć sobie humoru i niepotrzebnie denerwować , niech robią co chcą , Ciekawe co on zrobi jak mamy kiedyś zabraknie . Niech żyje sobie jak najdłużej w zdrowiu ale wiadomo jak to jest . Paweł kiedyś powiedział ,że moja matka to jeszcze nas przeżyje , wszyscy wokół niej się szybciej wykończą . A mniejsza z tym niech robią co chcą , i tak pewnie będą nas czekały jeszcze problemy z tym nieszczęsnym mieszkaniem .

Życie leci tak szybko , dopiero poznałam Pawła ,a tu już 15 lat minęło .41lat skończyłam 2 tygodnie temu ,masakra , nie czuje tego , może tylko gdy patrze w lustro to widzę zmiany , wkurza mnie to . Nie obchodzę już urodzin , nie zapraszamy nikogo , zresztą tu nie mamy nikogo z rodziny oprócz kuzynki Halinki , odezwała się niedawno bo dostała od innego kuzyna telefon do mnie . Zaskoczyła mnie tym telefonem , ponad 20 lat żadnego kontaktu a teraz na stare lata szuka rodziny .Nie mam za bardzo ochoty na spotkania rodzinne , zastanawiam się czy pojechać do niej , pomyślę jeszcze o tym .W każdym razie przeraża mnie ten upływający czas , tyle jeszcze mam do zrobienia . W dniu urodzin myślałam o tacie , przecież tata zmarł mając 61 lat  , tak młodo , wtedy nasuwa się pytanie ile ja będę żyć , dlaczego ten czas tak pędzi . Przecież to tylko 20 lat różnicy , przeleci to szybko jak nic . To tak jak z nami , dopiero się poznaliśmy a  teraz będziemy mieli rocznicę naszego poznania  – 15 lat ! Tyle jeszcze do zrobienia i napisania , tyle do przeczytania książek . Chciałabym zdarzyć ze wszystkim , boje się często tego co stało się z tatą ,że w jednym tygodniu był jeszcze zdrowy a na drugi tydzień dostał wyrok śmierci . Przeraża mnie to , że nic nie można zrobić , że nie można z tym walczyć .

1314651345_by_mylord_600

1000 myśli na minutę

 

 

1371429053_oyvnum_600

 

  • Nic z tej sprzedaży nie wyjdzie chyba , sama nie wiem i zastanawiam się nad tym , w Polsce już dawno wszystko bym sprzedała.Ale zastanawiam się nad staniem cały dzień na targowisku i myśleniem sprzedam , nie sprzedam.Spróbuje jeszcze na E-bay, albo jakieś inne ogłoszenia . Co do zmiany pracy , to nie tak hop siup jednak ,nie jest tak kolorowo .
  • Wczoraj rozmawiałam z jedna babką która pomaga Polakom na obczyźnie, dowiedziałam się że jestem za stara na C&A , HM czy inne podobne tego typu sklepy , tylko młode dziewczyny , najlepiej z 20 stażem . Nie myślałam ,ze kiedyś to usłyszę .Trochę mnie to ruszyło ,ale mimo wszystko i tak złoże aplikacje .
  • Do starej pracy wracam w przeszłym tygodniu, nie mam pojęcia jak wszystko się ułoży, w każdym razie dźwigać nikogo z łóżek nie będę i nie mam zamiaru.Porozmawiam jeszcze z szefem w poniedziałek .Okaże się jeszcze co mi powiedzą w Klinice we wtorek , będę musiała wszystkiego się dopytać .
  • Chciałam pomóc ciotce w znalezieniu pracy tutaj , ale to nie takie proste , nie zna języka , co z tego że ma kwalifikacje ,bez języka klapa .Pytam w różnych miejscach , pisałam na forum i Echo . Ale ona tez powinna moim zdanie zgłosić się i pojechać przez firmę , jedyne wyjście dla niej w tej chwili ,o ile będą ja chcieli przyjąć bez języka.Zobaczymy jeszcze jak to będzie.
  • Dziewczynkom idzie coraz lepiej w szkole , Wiktoria super , mnie co chwile poprawia , pisze wypracowania , jest chwalona przez nauczycielki . Ania trochę gorzej, zapomina literek , problemy z czytaniem . Ale to moja wina , wtedy gdy powinnam ja uczyć czytania to mnie nie było w Polsce , teraz dlatego jest problem z czytaniem po niemiecku . Troche lepiej z czytaniem po polsku , ale trzeba się prosić żeby coś chciała przeczytać .Nie powinnam jej mieszać w głowie , ale musi się trochę nauczyć czytać po polsku.
  • Często mam dosyć  ich zachowania ,wiem że to  mądre i fajne dziewczynki , ale totalnie się niekiedy nie słuchają, mogę prosić o coś 10 razy i nie reagują . Wkurza mnie to coraz bardziej po prostu , gadam do ściany .
  • Częściej zdarzają mi się kłótnie z Pawłem ,o drobiazgi ,pierdoły niekiedy .To też moja wina , nie powiem ale on tez powinien być mniej wybuchowy . Mamy tylko siebie tutaj i na siebie liczyć tylko możemy .Musimy się wspierać ,wiem o tym , nie potrzebne nam kłótnie ale nie wytrzymuje niekiedy .Nawet dzisiaj się wkurzyłam , chociaż dzień rozpoczął się fajnie , pojechaliśmy wszyscy na rowery , oni pojechali swoją drogą , ja inną , chociaż wcześnie mówiłam jak będziemy jechać , po prostu takie właśnie drobne rzeczy mnie wkurzają .
  • Jestem zmęczona tym planowaniem ,organizowaniem ,odpisywaniem na listy , mam dosyć tej całej biurokracji tutaj .Do tego wszystkiego wczorajsza rozmowa z mamą, teraz po fakcie Arkowi się odwidziało i podobno żałuje że się zrzekł części po tacie . Tylko teraz to musztarda po obiedzie ,wszystko notarialnie było załatwione dwa lata temu . Wiedziałam ,że tak będzie , głupia byłam tylko będę miała kłopoty przez te mieszkanie .
  • Ostatnio źle się czuję , często mam osłabienie , a jestem teraz w domu , nie wiem może brakuje mi pracy , za długo jestem na zwolnieniu.Do południa wszystko ok , a popołudniu wrzuca mnie często na sen , muszę się wtedy położyć .Paweł mówi żebym sobie cukier zbadała, zauważyłam że jest coraz gorzej , kawa nie pomaga , mogę wypić i iść od razu spać . Niekiedy natomiast budzę  się w nocy i leżę , nie mogę spać chociaż bardzo tego chcę.

Codziennie myślę o tacie , nie ma dnia żebym o nim zapomniała, są takie dni że nie daje rady i płacze ,potem mi przechodzi . Sama do siebie mówię weź się w garść i zbieram się do kupy.Tęsknie za nim , chciałabym mu opowiedzieć tyle rzeczy a nie mogę .
1264724192_by_numea_600

Czas na zmiany

1370185012_nyfc45_600

W zeszłym tygodniu postanowiłam, że w końcu muszę się nauczyć pływać. Jak na razie nie za bardzo mi to wychodzi. Było cudownie, byliśmy razem na basenie z dziewczynkami. Dziewczyny jak zawsze w siódmym niebie, w wodzie siedziałyby godzinami.Dla mnie to rewelacyjne ćwiczenia na kręgosłup, ale się namachałam, namęczyłam, nie wychodzi mi te pływanie na razie, nie od razu. Boję się wody od dzieciństwa, ale mnie mój Paweł wymęczył na tym basenie. Pierwszy raz w końcu bez strachu położyłam się na wodzie, miałam zamknięte oczy, bałam się je otworzyć, wiedziałam, że Paweł jest gdzieś obok. Sama siebie uspakajałam, sama nie wiem jak można się bać wody. Paweł już dawno chciał mnie nauczyć pływania, ale zawsze byłam daleka od tego, chociaż wodę lubię, ale muszę czuć grunt pod nogami, inaczej nie ma mowy żebym w ogóle weszła. Leżałam sobie na wodzie, cudowne uczycie, w końcu przełamałam swój strach, udało mi się, cieszyłam się jak dziecko. Jest to pierwszy krok do dalszej nauki. Udało mi się nawet normalnie utrzymywać na wodzie, po 3 godzinach zaczęłam odrobinę jakby pływać, jeśli mogę to tak nazwać.Najlepiej żabką mi wychodzi, po 2-3metry płynęłam trochę i dotkniecie gruntu i znowu 2-3 metry i tak dalej. Dla mnie to olbrzymi wyczyn. Juro znowu się wybierzemy na cały dzień, nie mogę się już doczekać. Na naukę jednak nigdy nie jest za późno.

Idziemy dzisiaj na festyn z cała rodziną i znajomymi Pawła ze szkoły językowej, nie wiem chyba coś na Dzień Dziecka robią. Może będą jakieś fajne zabawy dla dzieci i może być sympatycznie. Będzie paru znajomych. W zeszłym tygodniu, wybrałam się na Flomarkt , mam sporo ubranek po dzieciach, w Polsce bez problemu bym sprzedała na Allegro , a tutaj, ciężko . nie mam pojęcia, co za ludzie, rzeczy albo wrzucają do kontenerów albo wyrzucają i kupują nowe. Wszystko pięknie przygotowałam i pojechałam z Pawłem, rozłożyliśmy wszystko na wieszaczkach, pięknie, ładnie, kolorowo. W ogóle ludzi nie było, sami starsi tylko chodzili, bardzo mało rodziców z dziećmi. Totalny niewypał, z ledwością udało mi się zarobić na tzw. placowe + tam parę groszy dodatkowo i tyle z handlu. Dzisiaj jest na „messen halle”, ale tam trzeba się wcześniej umówić. Będę musiała kupić większy stół, ostatnio okazało się, że miałam za mało miejsca na towar. Nazbierało się tego trochę. Fajnie byłoby to wszystko sprzedać, odłożyłabym dzieciom na wakacje. Wracając do handlu, jestem coraz bardziej przekonana żeby wrócić do swojego zawodu. Póki, co będę musiała wrócić do obecnej pracy .W przyszłym tygodniu muszę oddać papiery ze szkoły do tłumaczenia, a potem mam czas do października na poszukiwania. Napaliłam się na powrót do handlu, całkiem inne warunki i godziny pracy, a przy opiece muszę chodzić codziennie łącznie ze świętami.

” Złote Góry „

 

Myślę, że nie będzie źle. Po operacji czuję się dobrze, lekarze tak samo mówią, że będzie dobrze, teraz jest to dopiero 5 doba po operacji, wiele osób przechodzi takie zabiegi, praktycznie codziennie są takie operacje wykonywane. Jednak jak coś takiego się dzieje to zaczynamy się zastanawiać nagle nad wszystkim, co dalej, czy wróci się do zdrowia w pełni, czy będę mogła nadal wykonywać moją pracę. A lubię moją pracę, sama pomagałam innym, moja praca polega właśnie na opiekowaniu się innymi, czyli osobami starszymi i schorowanymi, często na wózkach lub leżący tylko w łóżkach. Wymaga to wiec też mojej siły fizycznej, a więc kręgosłup musi być zdrowy.Jednak teraz powrót do całkowitej sprawności na pewno trochę potrwa. Właśnie, jeśli chodzi o poruszanie się to wydaje mi się, że jest dobrze, lekarze sami mi powiedzieli, że sporo osób po takim zabiegu, nie może dobrze siedzieć, czy chodzić, bo np.. utykają. Ja czuje się dobrze, chodzę wolniej, bo boje się żeby czasem się nie potknąć, żeby znowu mi coś nie wyskoczyło w kręgosłupie Noga trochę drętwieje, ale mówią, że teraz to jeszcze normalne, że jak po pół roku tak by się działo no to wtedy można się martwić, ale nie teraz.

Mój mąż jest dla mnie takim wsparciem, nie chodzi o to, że zajmuję się domem, bo on umie to nawet lepiej robić ode mnie, ale chodzi mi o to, jaki jest. Nie wyobrażam sobie Mnie bez Niego. Tak samo dziewczynki, tak bardzo w ostatnich miesiącach dorosły, dziwnie to brzmi, ale tak jest.

Teraz będę na zwolnieniu, po Świętach dopiero rehabilitacja, ale to wszystko dopiero mi powiedzą, kiedy, gdzie i jak.  Wiem, że będzie dobrze, bo tak musi być.Dostałam wiele miłych słów wsparcia od obcych osób, bardzo dziękuję za nie. To tak buduje człowieka, ja także Wam Wszystkim i każdemu z osobna życzę dużo dobrego.

Przykre jest jednak, gdy dostaje się wiadomości typu:

„to tak jak się wyjeżdża i marzy o złotych górach. W kraju przynajmniej rodzina by pomogła…. „

Lepiej nie pisać wtedy wcale. Każdemu wolno marzyć, nawet, jeśli są „ZŁOTE GÓRY”

Nawet te najbardziej wymyślne marzenia są do zrealizowania, jeśli się o to bardzo walczy. Nawet jak coś się nie udaje, trzeba walczyć dalej. Mam momenty rezygnacji, zwątpienia, złości itd., ale to trawa chwilę, potem mówię sobie, -„ Będzie ok. „ i idę dalej.

Czy staranie się o lepszą przyszłość dla dzieci to coś złego, każdy z Nas rodziców robi wszystko z myślą właśnie o dzieciach.Moją rodziną jest mój mąż i dzieci, tak naprawdę tylko ich mam i na nich mogę zawsze liczyć.

Jak już wcześniej wspomniałam teraz najważniejsze, aby powrócić do takiej sprawności żebym mogła wykonywać swoją pracę.Pytałam już nawet o to, lekarze patrzą trochę na mnie jak na wariatkę, że dopiero po operacji a już mówi o pracy. Nie chodzi mi żeby od razu wracać do pracy, ale chodzi mi o to czy w ogóle będę mogła dalej zajmować się starszymi osobami. Lekarz powiedział mi, że na pewno przez dwa miesiące mogę zapomnieć, chyba, że chcę za każdym razem do nich wracać. Jak mam to wytłumaczyć szefowi, że teraz około dwóch miesięcy mnie nie będzie, może nawet dłużej. Z drugiej jednak strony myślę sobie, co ma zrobić to i tak zrobi. Teraz nie to się liczy.

images

Wypadek :(

Stało się to, czego najbardziej się bałam, poszedł mi kręgosłup, nagle w sobotę 21 marca, rano byłam jeszcze w łazience, wstawiłam pranie, miałam jechać na popołudniówkę, ten weekend miałam mieć planowo wolny, ale miałam dostać parę dni wolnego na Wielkanoc wiec zgodziłam się na ten weekend. Wszystko pomału zaczynało się układać i tak nagle. Pochyliłam się nad zlewem żeby umyć twarz i kaszlnęłam, w sekundzie poczułam ogromny ból i padłam na kolana, i już nie mogłam wstać. Myślałam, że z bólu nie wytrzymam, Pawełek podniósł mnie na nogi, ból był potworny. Po chwili jednak jakby trochę odszedł i byłam w stanie przejść do pokoju z ledwością, ale poszłam. Koleżanka pracująca ze mną mówiła dzwońcie po pogotowie, ale ja jak zawsze myślę o innych, bardziej być może potrzebujących tej karetki. Wiec Paweł zawiózł mnie najpierw do pierwszego szpitala , oczywiście sobota i jeden lekarz na dyżurze do tego operował .Nie mogli mnie z stamtąd odesłać, ale Polka pracująca tam na recepcji poradziła żeby jak najszybciej jechać do Kliniki. Tak zrobiliśmy, wychodząc pod szpital już wiedziałam, że nie dam rady iść dalej, czułam jakbym nie miała władzy nad nogami, z ledwością oparłam się o jakaś poręcz, a Paweł poleciał po samochód. Udało nam się dostać do Kliniki i co znowu jeden lekarz, do tego tak samo operował kogoś. Dostaliśmy zakichany numerek i siedziałam pogięta na krześle w bólach. Nie wytrzymałam po dwóch godzinach, Paweł pomógł mi wstać, doczołgałam się praktycznie na jego ramieniu, położyłam się na stole recepcyjnym i wyjąc z bólu kazałam sobie pomóc, że już nie dam rady. Od razu znalazło się łóżko i pokój, gdzie podano mi kroplówkę i leki, lekarz pojawił się dopiero około 19, jedyne, co zrobili to rentgen i leki przeciwbólowe.
W weekend nic więcej się nie dowiedziałam, dopiero w poniedziałek zrobili Tomograf i okazało się, że mam pozrywane nerwy pomiędzy 4 a 5 kręgiem, dlatego tak powłóczyłam lewą nogą. Wczoraj mnie zoperowali, nie mogłam się poruszać, teraz noga mnie nie boli, tylko ta rana na kręgosłupie. Mam nadzieje, że będzie wszystko dobrze, musi być, musze być zdrowa dla Pawła, dla dziewczynek, przyjechaliśmy tu za lepszym życiem, a teraz, co. Ale nie można się poddawać, wiem, że tata mnie wspiera z góry i przejdziemy prze to wszystko. Oczywiście jak na razie z pracy nici przynajmniej na miesiąc. Z tego, co się dowiedziałam to będę tu przynajmniej do wtorku, wiec wyjdę na Wielkanoc, potem mam mieć jakieś rehabilitacje ze dwa tygodnie.
Nie mam pojęcia jak wszystko się potoczy, mięliśmy spotkanie w sprawie pracy dla Pawła w piątek, dzień przed wypadkiem, pieniądze niespecjalne, ale lepsze to niż nic, lepiej zawsze podjąć jakąś prace i nabyć nowe doświadczenie i kontakty niż żadną. W sobotę miał jechać do HNA na nockę na próbę, musieliśmy to przełożyć, dzięki Bogu, za wyrozumiałość tych ludzi. Wczoraj, gdy miałam zabieg, okazało się wcześniej, że ma pojechać na nockę na 20. Ja po zabiegu, uziemiona w szpitalu, dzieci same w domu, ok. nie są małe, ale to jednak dzieci, bez nikogo, żadnej ciotki, babci czy normalnej sąsiadki.Ale super dziewczyny dobrze, że się słuchają. Pojechał jednak Paweł na tą nockę i był już po 3 w nocy w domu, tak, że spokojnie jeszcze je wysłał potem do szkoły.
Dzisiaj czuję się lepiej, Pawła jednak mają zamiar przyjąć do HNA na nocki, ale mało godzin, co to jest 100 godzin, ale dobra nie narzekam :) . Dzisiaj znowu idzie na nockę. Biedak do tego jeszcze dzisiaj miał wyrywany ząb i dziąsło go boli, no jak się wali to po kolei, żeby tylko uważał na siebie, zadzwonię potem do dziewczynek.
Teraz jest najważniejsze żebym wydobrzała, potem pomyślę, co dalej z moja pracą, ale jak już poznałam mojego szefa to będzie kombinował się mnie pozbyć, jak mam się opiekować staruszkami w domu opieki jak teraz sama potrzebuje pomocy. Ale nie poddam się tak łatwo :)Będzie dobrze, wierze w to, że wszystko ułoży się po mojej myśli, po naszej myśli.

placzace oko

Co pokaże przyszłość ?

Dziewczynki rosną tak szybko , ale ten czas szybko płynie . Wiktoria przez ostatni rok tak dorosła , staje się coraz poważniejsza ,oczywiście nie cały czas , wiadomo to jeszcze dziecko , ma dopiero 11 lat ,prawie 11 :) . Jest taka opiekuńcza dla Anusi , w domu też pomaga jak jej się chce , bo jak nie to nawet śmieci nie wyrzuci. Zauważyłam jednak że potrafi też się już buntować , zresztą nastroje ma ostatnio bardzo zmienne , to zachowuje się jak małe dziecko ,innym razem znowu jak nastolatka . Dużo w ostatnim czasie spadło na obydwie obowiązków , wszystko dla nich jest nowe . A może to mi się tylko tak wydaje ,może to ja wszystko tak wyolbrzymiam . Anusia natomiast to taka mała dziewczyneczka , teraz jak jeszcze jej wypadły te dwa przednie ząbki to w ogóle jest słodziutka.Daje sobie radę jednak w szkole a tego bałam się najbardziej , jak będzie w szkole i jak będzie im szła nauka , boję się  jednak jeszcze ja puszczać samą do szkoły , chociaż Paweł już chce żeby sama chodziła. Z Wikusią nie ma problemu , zacznie się od września nowa szkoła ,ale do tego czasu jest jeszcze parę miesięcy .

Za babcia nie tęsknią w ogóle , nie chcą z nią nawet rozmawiać przez telefon .Ciekawa jestem czy już wiadomo coś na temat wyników mamy . Mam nadzieję że to nie będzie nic poważnego , że wytną tylko tego polipa i będzie ok , martwię się mimo wszystko .

Świeta ,świeta i po świętach

Święta i Nowy Rok minęły tak szybko, naprawdę ten czas tak ucieka. Wigilię w tym roku zrobiliśmy wyjątkowo wcześnie, Pawełek tak naprawdę wszystko przygotował, nie robiliśmy dużo potraw, szkoda żeby później się coś zmarnowało. Podzieliliśmy się opłatkiem, tylko my, nasza czwórka. Cieszę się, że jesteśmy razem, bardzo się cieszę, ale coś znikło, zmieniło się, już tamte święta nie wrócą, już nie. Żałuje, że miałam zawsze tak Malo czasu, że niekiedy unikałam spotkań rodzinnych, że albo nie miałam czasu albo ochoty na takie spotkania. Nie miałam czasu niekiedy wypić kawy z tatą. A teraz już jest za późno, już nie będzie wspólnych Świąt, chociaż krótkich spotkań, odwiedzin, nie wypijemy już kawy. Szkoda, że nie można cofnąć czasu, teraz zmieniłabym parę rzeczy. Ale gdyby się TO nie wydarzyło, to pewnie nic w tedy by się nie zmieniło. Dopiero po czasie rozumiemy stratę. Byliśmy w Święta tylko my z dziewczynkami, trochę inne Święta, nie tak uroczyste jak kiedyś mi się wydawało, wcześniej byłam w pracy, w pierwszy i drugi dzień świat też do pracy. Brakowało mi nawet pójścia do kościoła.Kościół jest, są  odprawiane msze po polsku, ale tylko o 12.15, a wtedy byłam jeszcze w pracy. Tak, że spędziliśmy te święta spokojnie, dziewczynki dostały prezenty, najbardziej świątecznym aspektem była choinka. Tutaj Niemcy tak nie obchodzą świąt, wszystko na pokaz, tylko sklepy i ulice przystrojone, nic poza tym.

boze-narodzenie

W Sylwestra i Nowy Rok miałam wolne. Spędziliśmy go też sami, to znaczy razem z dziewczynami, Anusia odpadła pierwszy raz w życiu po 22, wypiła za dużo szampana dla dzieci i rozbolał ja brzuszek, więc położyła się wcześniej i nie czekała nawet na jej ulubione pokazy sztucznych ogni. Wiktusia siedziała z nami jeszcze trochę i poszła po 24 spać. A my posiedzieliśmy troszkę razem, telewizja i tyle.

fajerwerki1

Nowy Rok

Dzisiaj były 7 rodzinki Anulki, znowu jesteśmy sami. Miała przyjść do nas jej koleżanka z klasy Czeszka, ale niestety jej mama trochę zabalowała w sylwestra i nie mogła przyjść. Ania była bardzo zawiedziona, oczywiście cieszyła się z prezentu, który dostała od nas i od Wikusi osobno. Byłyśmy z Wikusią razem na zakupach, ale się wtedy nachodziłyśmy żeby kupić coś sensownego dla Anusi, ale w końcu nam się udało. Kupiłyśmy wtedy projekty i parę rzeczy do nauki niemieckiego, trochę do nauki i do zabawy.Koleżanka miała przyjść dopiero za dwa dni, mi też nie zawsze pasuje się umawiać. Ogólnie jednak było bardzo miło, mięliśmy torcik, urodzinowa atmosferę i byliśmy razem.dzis_sa_twoje_urodziny_8

 

Czas płynie tak szybko już 8 styczeń, jeszcze tylko jutro skocze do pracy i wolny weekend, postaram się nadrobić pisanie.

Spraw jak zawsze od cholery do załatwiania, zaraz znowu musze przygotować papiery do urzędu, ale mnie wkurza ta biurokracja. Pawełek chodzi na kurs, jakoś to będzie, wszystko się ułoży.

Miałam dzisiaj sen, że byłam w mieszkaniu w Polsce, było sporo rodziny, odświętnie wystrojonych, miałam coś im wytłumaczyć, wyjaśnić. Goniłam Arka po schodach, myślałam, że mnie okradł czy coś takiego. Biegłam za nim po schodach w dół, dogoniłam go i sprawdzałam mu jakaś siatkę. Dziwny sen, biłam go pod blokiem, a on robił dziwną i zdziwioną minę i takim dobrotliwym głosem mówił, że chciałby się pogodzić, że nie wie i nie rozumie, dlaczego my nie chcemy z nim żadnego kontaktu, mama stała z boku i nic nie mówiła.

Nie potrafię mu wybaczyć, nawet zapomnieć ciężko, chociaż próbowałam.Martwię się, co ta moja mama jeszcze wymyśli, ile jeszcze z tego wszystkiego może być problemów.

Jutro Wigilia

Jestem zła, zmęczona, wściekła , sama nie wiem momentami, o co mi chodzi.To chce mi się płakać, albo nic mi się nie chce.Totalnie bez ładu składu, chciałam dokończyć pisanie i praktycznie myślę o tym codziennie, mam dosyć ukrywania się po katach żeby coś napisać, ale nie chciałam żeby Pawełek wiedział, że coś tam sobie bazgram i nawet niekiedy, gdy mam czas nie pisze, bo nie mam możliwości.Co mam powiedzieć, że piszę, bo mam taką potrzebę, tak właśnie czuje taka potrzebę.Może powinnam powiedzieć prawdę i miałabym spokój, bo tak to on myśli, że ja tam do kogoś może piszę pierdoły . Nie mogę się skupić na pisaniu, nie mogę dokończyć tej książki, mam tyle pomysłów, ale zaczynam pisać zbyt późno, za długo zwlekam ze znalezieniem chwili na pisanie, że niekiedy wszystko mi ucieka. Mam dosyć z tym chowaniem się z pisaniem, ale boję się, że Paweł tego nie zrozumie, że mnie wyśmieje.

Jutro Wigilia a ja nie mam ochoty na nic, w Święta  idę i tak do pracy. Tylko dla dzieci się staram, tęsknie za tatą. Cały czas o nim myślę, o wszystkim myślę, cieszyłby się gdyby żył . Martwię się  jak nam się tu ułoży i boje się niekiedy czy damy radę, czy Paweł znajdzie dobrą prace, czy nauczy się języka, jak dziewczynki poradzą sobie dalej ze szkołą, co dalej z moja pracą, czy dostanę umowę na stałe i kiedy ją dostanę. O takich rzeczach myślę.Jestem też zła sama na siebie, że tak mało czasu poświęcam dla dzieci, że powinnam więcej może z nimi poczytać, pobawić się. Poświęcić  więcej czasu dla Ani i nauczyć ją w końcu czytania , poświecić więcej czasu Wkiusi , na naukę ,rozmowę na wszystko .Nie mogę się skupić, wnerwia mnie nawet telewizor, który jest teraz włączony, nie mogę się skupić na pisaniu, rozprasza mnie całkowicie, do drugiego pokoju też nie pójdę, bo Pawełek może pomyśleć, że mam coś do ukrycia. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak powiedzenie po prostu mu, że muszę pisać. Pisanie mnie uspokaja, pozwala pomyśleć o wszystkim na spokojnie.

Cieszę się, że dziewczynkom idzie dobrze w szkole, są problemy oczywiście najbardziej to ten język mnie martwi, kiedy już będą wszystko rozumiały w szkole. Dopiero ponad trzy miesiące chodzą do tej szkoły, 5 m-cy w Niemczech, być może za dużo wymagam.Ale nie od dzieci tylko ogólnie, zdaję sobie sprawę, że potrzeba czasu na wszystko. I tak bardzo się cieszę, że na wywiadówce wychowawczyni Ani bardzo ja chwaliła, że coraz lepiej jej idzie w szkole, najważniejsze, że ma koleżanki, że chce chodzić do szkoły, jest tez zadowolona. Wiktoria tak samo idzie jej coraz lepiej, ale wnerwia mnie ten system w szkole, dom wariatów po prostu. Wika tez jest zadowolona, poznała nowe koleżanki, ale tęskni za tymi w Polsce, nawet za swoją wychowawczynią tęskni. Wysłaliśmy kartki świąteczne do przedszkola i do szkoły do nauczycielek i klas dziewczynek. Jestem z nich naprawdę dumna ,super  sobie tutaj radzą , są takie samodzielne , kochane dziewczynki .

Jutro Wigilia, jest mi smutno, nie potrawie się cieszyć tymi Świętami, Paweł powiedział mi dzisiaj, że powinniśmy się cieszyć, że jesteśmy razem, my i dzieci , oczywiście bardzo się cieszę, że jesteśmy razem że się kochamy  i że razem spędzimy  Święta .Nie potrafię jednak już tak się cieszyć jak kiedyś, po śmierci taty wszystko się rozsypało , nie umiem tego poskładać , niekiedy nie potrafi być silna , zaciskam cały czas zęby ,żeby tylko nie płakać .Dla dzieci i dla Pawełka się staram .

wieta-choinka-zima