Wyjazd do Polski 2016

Tak bardzo cieszyliśmy się na ten wyjazd. Urlop planowaliśmy już troszkę wcześniej, ale sami dokładnie nie wiedzieliśmy gdzie moglibyśmy pojechać. Najlepiej gdyby było super miejsce, super pogoda i do tego super tanio, ale niestety zazwyczaj jest tak, że te trzy rzeczy nie pokrywają się ze sobą. Ja zaczęłam nową pracę od kwietnia, więc nowa szefowa nie mogła mi dać urlopu w okresie wakacyjnym, gdyż inni pracownicy mieli już swoje urlopy zaplanowane wcześniej. Postanowiliśmy, że pojedziemy na początku października, bo wtedy dzieci miały mieć dwa tygodnie ferie jesienne.Do Polski nie planowaliśmy raczej jechać, gdyby były wakacje to w końcu może pojechalibyśmy na Mazury, co mi mąż już od 15 lat obiecuje i nigdy jakoś nie mogliśmy tam pojechać, bo albo problem z urlopem, albo brak pieniędzy ( zazwyczaj to był ten największy problem) lub wiele innych mniej lub bardziej ważnych powodów.

***

W każdym razie kategorycznie mi zabronili jeżdżenia po Polsce w odwiedziny po wszystkich bliższych i dalszych członkach rodziny.W zeszłym roku właśnie w wakacje pojechaliśmy do Polski, bardzo zajmuję się Genealogią i już chyba od około 12 lat gromadzę wszystko na temat pochodzenia prapradziadków, dokładnie każdą informacją się interesuję. Staram się dowiedzieć się jak najwięcej na temat rodziny, nie chodzi tu tylko o wyszukiwanie i poszukiwanie rodziny na stronach internetowych zajmujących się Genealogią, ale także poszukiwania na parafiach osobiście ( ewentualnie, jeśli nie można osobiście to telefonicznie), czy odwiedzanie Archiwum Państwowego. Także na cmentarzach znalazłam wiele interesujących mnie informacji, wiele faktów można w ten sposób uzyskać i powiązać ze sobą. Tak też było w zeszłym roku.

***

Mieliśmy parę spraw w Katowicach do załatwienia, między innymi spłata resztki kredytu w jednym z banków, wzięliśmy kiedyś pamiętam laptopa na raty, bo nie mogliśmy kupić za gotówkę (niby jak) i tak nam dowalili tą swoją kartą jakąś ratalną , że nie mogliśmy się z tego wygrzebać , ale w końcu udało się nam tego pozbyć wzeszłym roku .

***

U mamy byliśmy parę dni ,nie było wtedy mojego brata, bo znowu poszedł w siną dal szukając chyba swojego rozumu . Nic i nikt nie da rady chyba zmienić tego człowieka .Muszę powiedzieć ,że było nawet sympatycznie , nawet Paweł rozmawiał z moją mamą pomimo tego, co było wcześniej, udało nam się też odwiedzić naszych super sąsiadów ( mieszkaliśmy naprzeciwko siebie ),a także naszą super sąsiadkę Sylwię , która nam naprawdę bardzo dużo pomogła .

***

Pojechaliśmy na cmentarz na grób taty, dalej jest mi trudno pogodzić się z jego śmiercią .

***

Byliśmy tylko 4 dni u mamy , bo chcieliśmy jeszcze pojechać do ojca Pawła (na Mazowieckie), po drodze jednak ujawniłam jeszcze jedno miejsce postoju . Bardzo zależało mi ,żeby pojechać w rodzinne strony mojej mamy w kieleckie , stamtąd wywodzi bardzo się bardzo duża część rodziny . Poza tym dawno nie byłam na grobach dziadków i pradziadków tam pochowanych . Wcześniej jednak miałam spotkanie z Proboszczem w parafii . Bardzo się cieszyłam na te spotkanie , gdyż miał on bardzo istotne dla mnie informacje , niektóre dokumenty były po rosyjsku i nawet pomógł mi w miarę swoich możliwości w tłumaczeniu . Jak dobrze ,że też znam na tyle rosyjski ,że sama mogę też sobie trochę przetłumaczyć , niestety często pismo w takich dokumentach jest trudne do odczytania, jeśli ktoś pisał jak kura pazurem .Proboszcz nie chciał ani złotówki ode mnie za odszukanie tych aktów i sam fakt chęci pomocy ( nie zawsze każdy chce pomóc). Wpłaciłam jednak na konto kościoła datek w podziękowaniu za pomoc.

***

Po spotkaniu z księdzem Proboszczem oczywiście poszłam na cmentarz , jest on bardzo stary, historia Parafii Tumlin sięga jeszcze roku 1600 ( w każdym razie z tego czasu są już jakieś informacje na temat tego malutkiego kościółka ) .Natomiast historia okolic aż do XII wieku. Jest to tak pasjonujące ,że nie mogę się doczekać dalszych poszukiwań .

***

Niestety musiałam na jakiś czas odłożyć poszukiwania z powodu rodziny , pracy , obowiązki domowe i wszystko inne jest najważniejsze . Jak już się wszystko ułoży to znowu na pewno znajdę chwilkę na dalsze poszukiwania . Aż mnie nieraz ręce świerzbią ,żeby znowu się tym zająć ,ale niestety teraz nie mogę .

***

Ale odbiegam znowu od tematu .Chodziłam i chodziłam po tym starym cmentarzu , byłam i u dziadków na grobie i prababci u cioci Ani ( taka fajna ciotka , zmarła w wieku 50 lat ,jeszcze młodsza niż mój tata). Dziewczynki były na początku ze mną bo chciałam ,żeby znały historię naszej rodziny , skąd pochodziła ,gdzie zamieszkiwała . Też kiedyś mnie to nie interesowało ,teraz jest inaczej. Wytrzymały chyba tylko 10 minut i poszły do taty , który czekał pod kościołem .
Potem pojechaliśmy pod Dąb Bartek, który znajduję się zaraz niedaleko Tumlina, a kiedyś wydawało mi się to tak daleko od babci domu a to tak blisko. Dziewczynom bardzo podobało się te piękne i okazałe drzewo. Coraz więcej jest już pod nim tych podpórek.

***

Pojechaliśmy w stronę Warszawy…

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Przed wyjazdem do Polski

 

Bardzo chcieliśmy pojechać do Polski na wakacje, najlepiej na Mazury, niestety i w tym roku to się nam nie udało. Postanowiłam jednak, że w przyszłym roku pojedziemy, zrobię wszystko żeby w końcu pojechać z dziećmi.Najlepiej gdzieś do bardzo spokojnej okolicy, chciałabym też trochę pozwiedzać nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Na dzień dzisiejszy postanowiłam sobie, że wszystko, co zarobię dodatkowo ze sprzątania będę odkładała do skarbonki. Jak na razie odkładam, chociaż niestety raz zrobiłam coś, czego nie powinnam była robić. Niestety otworzyłam skarbonkę, wyszły dodatkowe opłaty za mieszkanie i trochę zabrakło przed wypłatą. Oczywiście pieniążki do skarbonki trzeba oddać. Nie wiem ile tam jest, ale jeśli będę się trzymać planu to będzie na wakacje i jeszcze trochę zostanie.

W lipcu musieliśmy pojechać do Koloni żeby potwierdzić moja tożsamość na ePUAP, musiałam tam złożyć wnioski na nowe dowody osobiste dzieci. Paweł był wtedy po operacji lewego kolana, którą miał w czerwcu. Noga bolała go już jakiś czas wcześniej, prawdopodobnie przez te wkładki ortopedyczne w butach, miały mu pomóc a prawdopodobnie mu tylko zaszkodziły. Wcześniej nie miał takich problemów z kolanem. W każdym razie obawiałam się tej operacji, bo w marcu podpisał umowę z Firmą. Ale nie tylko o to chodziło, obawiałam się po prostu samej operacji, tego usypiania i itd. Paweł też się martwił, no, ale bez tej operacji jego stan mógł tylko się pogorszyć. Tego dnia, gdy już podjeżdżałam pod przychodnię to jeszcze się pokłóciliśmy. Jak zawsze musiał mnie krytykować jak jeżdżę i się zdenerwowałam. Oboje byliśmy wtedy zdenerwowani, tak naprawdę to wszystko z powodu tej operacji . Oboje byliśmy podenerwowani cała tą sytuacją.

Operacja odbyła w ciągu jednego dnia i tego samego dnia wrócił do domu.  Zwolnienie Paweł miał na dwa tygodnie, potem jeszcze go przedłużał i tylko parę zabiegów rehabilitacyjnych. Kolano dobrze się goiło, jednak trzeba było uważać żeby go nie obciążać.W dalszym ciągu musi uważać, ale i tak bardzo szybko wrócił do pracy.Dobrze, że wszystko tak się skończyło.

***

W każdym razie tydzień do dwóch nie powinien był jeździć samochodem. W tym samym czasie, czyli niedługo właśnie po operacji mieliśmy pojechać do Konsulatu w Kolonii. Paweł postanowił, że pojedzie, bo wiedział, że ja boję się jeździć po autostradach. Chciałam jechać , bo ja trzeba to jadę. Sama nie wiem,czego się obawiam,   prosta droga i można lecieć, a ja mam jakiś lęk przestrzeni, nic tylko droga i droga. Lepiej czuję się na mieście, a przecież w mieście jest trudniej, ciągle jakieś korki, roboty na ulicach, problemy z parkowaniem i wiele, wiele innych utrudnień. Mimo to czuję się lepiej w trakcie jazdy po mieście. Autostrada mnie denerwuje już po pół godzinie i te Tiry, mam manie na ich punkcie. Niekiedy ciągnie się po prostu tylko sznur Tirów.Paweł jednak się uparł ,że będzie jechać i pojechaliśmy.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443