Przed wyjazdem do Polski

 

Bardzo chcieliśmy pojechać do Polski na wakacje, najlepiej na Mazury, niestety i w tym roku to się nam nie udało. Postanowiłam jednak, że w przyszłym roku pojedziemy, zrobię wszystko żeby w końcu pojechać z dziećmi.Najlepiej gdzieś do bardzo spokojnej okolicy, chciałabym też trochę pozwiedzać nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Na dzień dzisiejszy postanowiłam sobie, że wszystko, co zarobię dodatkowo ze sprzątania będę odkładała do skarbonki. Jak na razie odkładam, chociaż niestety raz zrobiłam coś, czego nie powinnam była robić. Niestety otworzyłam skarbonkę, wyszły dodatkowe opłaty za mieszkanie i trochę zabrakło przed wypłatą. Oczywiście pieniążki do skarbonki trzeba oddać. Nie wiem ile tam jest, ale jeśli będę się trzymać planu to będzie na wakacje i jeszcze trochę zostanie.

W lipcu musieliśmy pojechać do Koloni żeby potwierdzić moja tożsamość na ePUAP, musiałam tam złożyć wnioski na nowe dowody osobiste dzieci. Paweł był wtedy po operacji lewego kolana, którą miał w czerwcu. Noga bolała go już jakiś czas wcześniej, prawdopodobnie przez te wkładki ortopedyczne w butach, miały mu pomóc a prawdopodobnie mu tylko zaszkodziły. Wcześniej nie miał takich problemów z kolanem. W każdym razie obawiałam się tej operacji, bo w marcu podpisał umowę z Firmą. Ale nie tylko o to chodziło, obawiałam się po prostu samej operacji, tego usypiania i itd. Paweł też się martwił, no, ale bez tej operacji jego stan mógł tylko się pogorszyć. Tego dnia, gdy już podjeżdżałam pod przychodnię to jeszcze się pokłóciliśmy. Jak zawsze musiał mnie krytykować jak jeżdżę i się zdenerwowałam. Oboje byliśmy wtedy zdenerwowani, tak naprawdę to wszystko z powodu tej operacji . Oboje byliśmy podenerwowani cała tą sytuacją.

Operacja odbyła w ciągu jednego dnia i tego samego dnia wrócił do domu.  Zwolnienie Paweł miał na dwa tygodnie, potem jeszcze go przedłużał i tylko parę zabiegów rehabilitacyjnych. Kolano dobrze się goiło, jednak trzeba było uważać żeby go nie obciążać.W dalszym ciągu musi uważać, ale i tak bardzo szybko wrócił do pracy.Dobrze, że wszystko tak się skończyło.

***

W każdym razie tydzień do dwóch nie powinien był jeździć samochodem. W tym samym czasie, czyli niedługo właśnie po operacji mieliśmy pojechać do Konsulatu w Kolonii. Paweł postanowił, że pojedzie, bo wiedział, że ja boję się jeździć po autostradach. Chciałam jechać , bo ja trzeba to jadę. Sama nie wiem,czego się obawiam,   prosta droga i można lecieć, a ja mam jakiś lęk przestrzeni, nic tylko droga i droga. Lepiej czuję się na mieście, a przecież w mieście jest trudniej, ciągle jakieś korki, roboty na ulicach, problemy z parkowaniem i wiele, wiele innych utrudnień. Mimo to czuję się lepiej w trakcie jazdy po mieście. Autostrada mnie denerwuje już po pół godzinie i te Tiry, mam manie na ich punkcie. Niekiedy ciągnie się po prostu tylko sznur Tirów.Paweł jednak się uparł ,że będzie jechać i pojechaliśmy.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

Egzamin już niedługo

test

 

Czas jest niemiłosierny , już za półtora tygodnia egzamin na B1 , chodziłam tylko na 3 moduły jak byłam na bezrobotnym ( niestety) . Znalazłam jednak nową pracę  i szkoda by było nie skorzystać i nie przystąpić do egzaminu . Wydaje mi się ,że dam radę go zdać , gramatyka mnie  męczy jak zawsze , chociaż idzie mi coraz lepiej. Najbardziej martwi mnie egzamin ustny ( wiadomo jakiś stresik będzie ), chociaż czy teraz powinnam się denerwować , nic to w sumie na razie nie zmieni w moim życiu i w pracy tez nic to nie zmieni . Tak naprawdę to najbardziej robię to dla siebie ,żeby sobie udowodnić że dam radę . Sama nauczyłam się niemieckiego ze słuchu i w pracy przy ludziach starszych jak jeździłam do rodzin w Niemczech. Ale teraz mając możliwość i czas chciałam wykorzystać możliwość i w końcu poznać bardziej gramatykę . Wtedy dopiero wyszły wszystkie moje niedociągnięcia . Najbardziej wkurza mnie te ich der, die ,das i czasownik. Chociaż w sumie sporo w tej gramatyce muszę się jeszcze nauczyć to i tak na dzień dzisiejszy uważam że nie jest jeszcze ze mną tak źle . Miałam dzisiaj robić sobie testy z czytania i słuchu ale zrobię sobie wolne na dzisiaj .

Maleís hand writing in the document

 

 

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Jak rozmawiać?

Pod koniec marca, przed urodzinami Wikusi jak zawsze zadzwoniłam do mamy, wtedy przeszła samą siebie, znowu wyskoczyła mi z pretensjami, że to niby moja wina, że ona nie ma pieniędzy itd. mam już dosyć słuchania tego, ciągłych oskarżeń itd. Postanowiłam wtedy, że naprawdę nie będę dzwonić chyba, że tylko po to, aby mogła mi podać stany prądu i gazu, bo ja wszystko rozliczam.

Na urodziny Wikusi puściła sygnał i Wiktoria oddzwaniała potem sama do babci.Mama nie pytała o mnie.Takie są rozmowy z moją mamą. Nawet jak bym się starała, i robiła wszystko tak jak powinno być to będzie źle i zawsze będzie niezadowolona. Ale gdy tylko na horyzoncie pojawi się mój brat, to nawet by do ognia za nim wskoczyła. A on wraca zawsze jak Syn Marnotrawny, a ona go ratuje i wspomaga a potem mówi, że nie ma na życie, ale mówi to tak jakbym to ja jej cos zabierała.

Ona nigdy się nie zmieni, obydwoje z bratem zawsze im mało i mało.Przykre to dla mnie, ale już nawet z tym nie walczę, teraz rozmawiamy znowu niby normalnie przez telefon, ale to nie jest to. Bardziej to takie klepanie o pierdołach niż fajna, czuła, przyjacielska rozmowa.To się nie zmieni póki Arek będzie robił to, co robi, czyli głównie nic. Nawet jakby człowiek stawał na uszach to raczej się go nie zmieni, już jest za późno.

Koniec roku szkolnego – jestem dumna :)

warsztaty-665x309

Ostatnie miesiące były pełne przygotowań, wydaje mi się, że jak pracowałam to miałam więcej czasu niż ostatnio. A może tylko mi się wydaje. Bo pracowałam dużo, ale wtedy znowu nie miałam czasu, na co innego. Teraz nie pracuję tak normalnie zawodowo a i tak mam mało czasu. I to w dobie Internetu gdzie jest tyle ułatwień, wszystko można załatwić przez Internet. Mimo wszystko wszyscy mamy mniej czasu. W Polsce miałam 3 segregatory z papierami tu mam już 5, a dopiero jestem 3 lata w Niemczech! Co będzie dalej, zasypują mnie papierami i ulotkami i innymi pierdołami. Ulotki do śmieci, a inne do segregatora, nawet mało ważne moim zdaniem pismo zachowuję żeby mieć podkładkę w razie czego. Tym bardziej, że z pismami urzędowymi jest zawsze wiecej problemów, żeby je sobie przeczytać i przetłumaczyć, przynajmniej w moim przypadku. Aż tak dobrze języka nie znam, ale daję sobie radę.
Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że dzieci tak szybko uczą się języków albo. Jestem pełna podziwu dla Wiktorii, jak ona to wszystko ogarnęła. Oczywiście ma jeszcze problemy z językiem, ale to normalne po 2 latach. Ania tak samo super, na początku nic w szkole nie mówiła, nawet jak coś wiedziała, bo się wstydziła, a teraz trajkota jak najęta. Nawet wychowawczyni mi powiedziała, że musi ją niekiedy na lekcjach uspokajać, bo cały czas rozmawia. Jest bardzo zdowolona z Ani. Zrobiła super postępy, nie ma jak na razie problemów z językiem niemieckim. Z matematyką też nie ma problemu tak samo jak Wiktoria. Talentu matematycznego na pewno nie mają po mnie, bo ja jak słyszałam o matematyce to od razu byłam chora. Czas szkoły i lekcji z moja mateamatyczką ( nigdy jej nie zapomnę) to był koszmar.Tak, że bardzo się cieszę, że dziewczynom idzie tak super, jak na razie w niczym im nie muszę pomagać. Cieszę się, bo niestety wiele bym nie pomogła. To one pomagają mi teraz w języku, gramatyka coś mi nie wchodzi. Ciężko teraz wyplenić stare nawyki, sama uczyłam się niemieckiego, dużo rzeczy wydawało mi się niepotrzebnych i po prostu je usunęłam, nie uczyłam się ich, a teraz są problemy. Rozmawiam normalnie, mogę się z każdym porozumieć, wszystko załatwić, ale jednak wkurza mnie to, że nie zawsze mówię gramatycznie.Ale jestem uparta chyba bardzie jod osła i postanowiłam sobie, że nauczę się w końcu  gramatyki . Teraz  mam 5 tygodni na ogarnięcie tego wszystkiego. Muszę dać radę.
Dziewczyny znowu przyniosły super świadectwa, same 1 i 2, brzmi niby strasznie, ale to tak jakby u nas w Polsce dostały 5 i 6. Szkoda tylko, że nie ma takiej atmosfery jak w Polsce. Rozdawanie świadectw to zawsze było dla nas bardzo ważne. Moim zdaniem powinno się być, chociaż odpowiednio ubranym. A tu tylko idzie się do szkoły, Pani daje świadectwa i do widzenia. Żadnego spotkania, apelu, nic tego dnia się nie dzieje, dzień jak każdy inny. Ani chciała ubrać się odświętnie i tak też zrobiła. Kupiliśmy też trzem paniom małe bukieciki kwiatków w formie podziękowania. Naprawdę za ta to jak pomogły Ani to uważam, że to miły gest. Bardzo mało dzieci przyszło z odświętnie, można było policzyć na palcach, nie rozumiem jak można puścić dziecko byle jak, jakby dzieci miały być na placu zabaw a nie w szkole.Zaznaczam, że nie chodzi tu na pewno o kwestie finansowe, bo każdy dostaje tu tzw. Kindergeld na dziecko 180 euro, wiec spodnie czy porządną bluzkę można kupić. Nie rozumiem tego, naprawdę. Dla nas był to dzień bardzo ważny, dziewczyny z super świadectwami, czego można więcej chcieć.TRZEBA SIĘ TYLKO CIESZYĆ )))))

 1

Ale ten czas szybko upływa

164120__close-up-book-pen_p

 

Jak zawsze działo się dużo, nawet bardzo dużo. Pomijam już fakt moich marnych obietnic pisania, chociaż raz w tygodniu, nic z tego nie wyszło, nad czym bardzo ubolewam. Wkurza mnie to, bo ponownie parokrotnie sobie obiecywałam, że wieczorkiem jak będę mieć, chociaż chwilkę to napiszę. Czas niekiedy był, ale jakoś tak nie chciałam pisać przy Pawle. Muszę mu w końcu powiedzieć o tym blogu i nie będzie problemu. Dlaczego mu nie powiedziałam, nie wiem, po prostu pisze bardziej dla siebie a także, dlatego, że za parę lat będę mogła powspominać jak to było. Pamięć jest ulotna i nie wszystko jesteśmy w stanie zapamiętać. Opisuję rzeczy dla mnie ważne z mojego codziennego życia :) . Dlaczego jeszcze nie powiedziałam Pawełkowi, bo może się obawiam, że mnie wyśmieje, albo ze powie ze nie mam nic do roboty, chociaż akurat raczej tego by raczej nie powiedział, bo mam od cholery zajęć. A to, co lubię najbardziej zostawiam na sam koniec, może powinnam zmienić w końcu kolejność. Może, dlatego też jestem taka podenerwowana, bo myślę o tym a tego nie robię. Powiedziałby na pewno że za dużo sobie znowu zajęć wynajduje. Staram się na wszystko znaleźć czas, chociaż z jedna rzeczą robię źle, siebie zostawiam na sam koniec. Kurcze tyle jest ciekawych rzeczy do zrobienia i zobaczenia a tak mało czasu. Dwa miesiące temu wpadłam na fajną ulotkę żeby zwiedzić 21 zamków w Hesji, coś fantastycznego, bo uwielbiamy właśnie stare zamki, muzea, jakieś ruiny, góry, chcieliśmy pojechać na Mazury. Teraz już wiem, że w tym roku to Mazur nie zobaczę :( ale przysięgam że w przyszłym roku pojedziemy. W końcu po 15 latach musi się nam udać :) Wracając do zamków, w ciągu roku powinno się zwiedzić 21 zamków, można tam niby wygrać weekend na jednym z nich. Jednak nie o to chodzi, bo wiadomo jak to jest z tymi konkursami itd. dla mnie same zwiedzanie to przyjemność. No niestety stało się inaczej, zdążyliśmy być tylko na jednym zamku. Pawłowi coś się stało w kolano, oczywiście nie z powodu tego zwiedzania tylko z powody pracy.Musiał mieć operowane kolano i właśnie dopiero parę dni temu wrócił do pracy.
W maju mieliśmy Pierwszą Komunię Świętą Ani, 12 urodziny Wikusi w kwietniu, ja skończyłam 2 Moduły szkoły i jestem na trzecim kursie, teraz akurat są wakacje, które tutaj rozpoczęły się 18 lipca i będą do 29 sierpnia. Nadal pracuję u Tamary i nadal chciałabym iść na kurs florystyczny, ale martwi mnie to, bo muszę wybrać. Praca czy nauka, wiem, że będę musiała wrócić do pracy. Podejrzewam, że ta florystyka pozostanie w sferze moich marzeń.Teraz wiem, że trzeba było się uczyć, kiedy był na to czas.

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Praca ,dom , dzieci,mąż , nauka , Ja

Czas płynie nieubłaganie, jestem nadal na zasiłku, ale dodatkowo pracuję na minijop, dalej chodzę do Tamary sprzątać dwa razy w tygodniu, w kwiaciarni i w domu. Chciałabym jednak pracować, jeśli będzie taka możliwość w swoim zawodzie, ale w jakimś normalnym sklepie najlepiej z odzieżą, kosmetykami lub na wyposażeniu domu. Po świętach chce złożyć papiery o uznanie zawodu w Niemczech, niby nie potrzeba do wykonywania zawodu sprzedawcy, ale Niemcy lubią papierki i dodatkowe zaświadczenie poświadczone tutaj będzie tylko na moją korzyść.Wielkie nadzieje wiązałam z florystyką i nadal o tym myślę. Tym bardziej, że mam dostęp, przebywając u Tamary w kwiaciarni, często widzę uczennice, zmieniają się jak rękawiczki, odchodzą i przychodzą nowe.Chciałam się wkręcić u niej na tzw. praktykę, oczywiście muszę wtedy powiadomić Arbeitsamt, nie w tym jest jednak problem, tylko z Tamarą.Poznałam ja już trochę przez te pół roku i na dzień dzisiejszy nie chciałabym jej mieć, jako swojej szefowej. Teraz niby jest moją szefową, (jeśli tak mogę to uznać), ale na chwilę obecną tylko u niej sprzątam. Szkoda mi, że ona tak mi się przynajmniej wydaje, nie docenia mnie. Odnosze niekiedy wrażenie, że ma mnie chyba za taka trochę niedouczoną, tak jakbym tylko do sprzątania się nadawała. Oczywiście nie mam nic przeciwko sprzątaniu, jeśli trzeba to bierze się taką pracę jak jest. Wiem, że to przejściowe. Do tego Tamara nie chce normalnie płacić, tylko minimalną w Niemczech 8, 50 euro, w Polsce to dużo, ale tu powinno być więcej za taka pracę.

 

dysleksja-a-nauka-jezykow-obcych-obrazek_duzy_4042070

Poszłam do szkoły na kurs językowy, zrobili mi test, myślałam, że będzie lepiej, nie napisałam jednak całego testu, podobno nikt jeszcze całego nie napisał, no chyba, że zna perfekt niemiecki. Kurs rozpoczęłam na początku marca i jak na razie gramatyka wchodzi mi wolno, ale teraz dwa tygodnie ferii w tym czasie mam zamiar nadrobić trochę z tematem. Wiem, że dam sobie radę z tym kursem, potem mam nadzieję zrobić jeszcze Ausbildung, zastanawiam się tylko, z czego ( nie potrafię się określić sama nawet przed sobą nie potrafię zdecydować), tyle dziedzin i rzeczy mnie interesuje.Jest tyle do zdobienia, poznania, zobaczenia, że chyba mi braknie czasu w tym życiu.:)

nauka

Wielkanoc 2016

wielkanoc-2016-vv-d

Dzisiejszy dzień jest taki sam jak poprzednie , tylko tyle że wiem że są święta.            Rano zjedliśmy  razem śniadanko . Nie mogliśmy pojechać nawet dzisiaj do kościoła bo jest kawałek drogi od nas i do tego tylko jedna msza . Paweł poszedł do pracy o 13 ,przed nim 4 popołudniówki , potem będą 4 nocki i dopiero wolne.
Chciałabym ,żeby dziewczyny miały fajniejsze wspomnienia ze świąt , tak jak ja z dzieciństwa , zawsze się czekało na Święta , zajączka , wielkim wydarzeniem była święconka , potem lany poniedziałek , gdzie po parę razy wracałam do domu przemoczona do suchej nitki . Fajnie byłoby spotkać się w rodzinnym gronie tak jak to pamiętam , w pierwszy dzień Świąt my jechaliśmy do kogoś a w drugi dzień goście przychodzili do nas ,albo odwrotnie . A tu nic, różni ludzie , różne ,kultury , inne obchodzenie świat ,nawet Lanego Poniedziałku nie znają.
Wczoraj byłam z dziewczynkami w polskim kościele ze święconką, tłok i ścisk ale tylko z tyłu , ludzie zamiast iść do przodu bardziej to tak ustali jakby się bali wejść bardziej do środka, na siłę trzeba było się wpychać.Wszyscy przyszli chyba na jedną godzinę :). Pojechałyśmy tez na cmentarz do babci , kiedyś mojej podopiecznej ,sprzątnęłyśmy grób, zapaliłyśmy znicz dla niej i dla taty .Po południu zadzwoniłam do paru osób i do  mamy z życzeniami. Nadal nasza rozmowa się nie klei, trudno mi z nią rozmawiać .
Chciałabym spędzić kiedyś święta w dużym rodzinnym gronie ,kiedyś to się na pewno spełni .Niekiedy chciałoby się wrócić do czasów dzieciństwa .

 

Assorted eggs and flowers for Easter on white

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy