4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Rozterki

Zawaliłam na całej linii , jestem sama na siebie wkurzona ,że nie dopilnowałam mamy w związku z tą sprawą spadkową po dziadkach . Mam nadzieję ,że będzie to można jeszcze odkręcić . Jak do tego doszło , moim zdaniem została po prostu zmanipulowana . Własne rodzeństwo ją oszukało , ja tak myślę . Chciałam zadzwonić do cioci i wujka  w tej sprawie aby dowiedzieć się czemu na to pozwolili. Mama wcześniej prosiła żebym jeszcze  nie dzwoniła , bo wujek chorował . Niestety już go nie zapytam bo wczoraj zmarł. To przykre niestety . Wiem ,że ciocia maczała w tym całym kombinowaniu spadkowym . Może da radę jeszcze wznowić postępowanie , ale adwokat już mi powiedział ,że to będzie sporo kosztować . Poczekam jeszcze na jego końcowe wyliczenia w tej sprawie .

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Wyjazd cd…

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

Tak naprawdę to nie mieliśmy planu jeszcze gdzie dokładnie będziemy nocować, miałam tylko zarezerwowany jakieś hotelik gdybym faktycznie nic innego nie znalazła, miałam  możliwość i czas na odwołanie rezerwacji w razie gdybym znalazła cos lepszego. Zastanawiałam się, co zastanę jak pojadę do mamy, czego mogę się jeszcze spodziewać, żałuje teraz tej decyzji, którą podjęliśmy w sprawie tej darowizny, gdybym wtedy to zostawiła, to teraz sytuacja wyglądałaby być może inaczej. Podróż jak na złość bardzo się wydłużyła, był wypadek na autostradzie i musieliśmy jechać jakimś objazdem. W miedzy czasie, gdy Paweł jechał ja szukałam dalej innego lokum do spania. Znalazłam, myślałam, że będzie super zajazd niedaleko mieszkania Magdy,  mieliśmy się także  spotkać, jeszcze do tego, GPS zwariował i prowadził nas po jakiś lasach, wyjechaliśmy gdzieś za Mikołowem, ale dojechaliśmy.Pierwsze wrażenie super, jednak potem okazało się, że to jakaś kpina. Zdjęcia na stronie piękne, ale tylko połowa zajazdu tak wyglądała, bo była po remoncie, druga połowa niestety nie. Było tak późno, że nie miałam siły tego zmieniać, nawet wtedy nie poszłam do recepcji a powinnam była. Najlepsze było wejście do pokoju od razu pod prysznic :) Żenada, zajazd niby z taką renomą , dobrą opinią, ale chyba tylko za tą lepsza połowę hotelu. Rano nie wytrzymałam jak musiałam słuchać rozmów pracowników za ścianą ,praktycznie jakby byli u mnie w pokoju, ścian chyba była z dykty!

***

Chcieliśmy nocować w tym hotelu 3 doby, od czwartku do niedzieli. Zamówiliśmy pokój 4 osobowy, byliśmy z dwójką dzieci ( miał to być pokój przyjazny dla rodzin z dziećmi) !.Jak dla mnie to jakiś żart, zdjęcia przedstawiały pokój który faktycznie  był  podobny, jednak zdjęcia nie pokazują mankamentów w pokoju. Łóżka inne niż na zdjęciu, były zwykle tapczany a na nich jakieś dziwne materace. Nie poinformowano w ofercie, że łazienka ( prysznic + toaleta nie są w jednym pomieszczeniu). Do pokoju weszliśmy praktycznie  od razu pod prysznic – dosłownie!, gdyż wystarczyło zrobić porządny krok żeby tam się znaleźć. Był to mały korytarzyk, przedpokój przerobiony byle jak na łazienkę, prowizorka. Z boku toaleta, tak ciasna, że będąc w toalecie to trzeba było praktycznie trzymać nogi na tym minimalnym korytarzu.  Prysznic, minimalny, ciasny, stara armatura, woda źle spływała, nawet dzieci po podróży nie mogliśmy wykąpać ! Okazało się, że był to pokój pomiędzy dwoma pokojami służbowymi ( był to także kiedyś pokój służbowy, ale dla 2 osób, o tym jednak dowiedziałam się rano od pań sprzątających pokoje) przez ścianę słychać było rozmowy pracowników, wiec oni na pewno także słyszeli także nas..Z ledwością przespałam noc, wszystko było słychać z korytarza. Z samego rana poszłam do recepcji i zrezygnowaliśmy z tego hotelu, nie tak powinie wyglądać pokój dla rodziny z dziećmi, 170 zł kosztował  ten  okropny pokój. Jedyny duży plus to panie pokojówki, reszta to kpina, no, ale przeżyliśmy.

***

Dowiedziałam się, że jest taka strona Booking gdzie znajduje się szybko i sprawnie tani nocleg.Udało się i to było najlepsze gdzie. Praktycznie jest on w parku Chorzowskim przy Stadionie Śląskim. Ironia losu, dlaczego, dlatego bo ten park jest pełen wspomnień dla nas, bo ja się tam wychowałam i park znam jak swoją kieszeń .Po  drugiej jego stronie jest właśnie nasza dzielnica gdzie mieszkaliśmy, gdzie jest jeszcze nasze mieszkanie i tam mieliśmy jechać do znajomych, do kościoła i do taty. Byłam praktycznie w domu i nie w domu, patrzyłam z okna hotelu na park i wiedziałam, że tam za drzewami jest mój dom. Dziwne uczucie, było mi przykro, powinniśmy być u mamy.

***

Dziewczynki jak tylko im wspomniałam o tym, że pojedziemy do babci w odwiedziny, to nawet tego nie chciały słuchać, pojechaliśmy do mamy  dopiero na drugi dzień ,w sobotę. Pawłowi udało się je  w końcu namówić . Ja musiałam się prosić, praktycznie  pół dnia żeby ze mną pojechały, moja mama tak doprowadziła do sytuacji, ze wnuczki nie chcą do niej jeździć.Pawłowi jakoś udał Pomimo tego, co było kiedyś i jak wyszło te nasze mieszkanie razem nie nastawiałam dzieci przeciwko babci. Mimo tego dziewczynki dużo same zaobserwowały i po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciały jechać. W końcu udało się jednak je namówić, wytłumaczyłam im, że nie można tak się zachowywać, przejechaliśmy prawie 1000 km, jak ja bym mogła matki nie odwiedzić albo pojechać tam sama bez dzieci.Naprawdę nikomu nie życzę takiej sytuacji.

 

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Na zbity pysk…

Goodbye

Skończyła się przygoda z Pflege, z opieką nad starszymi . Fakt faktem ,że sama myślałam często o odejściu z firmy ,często się zastanawiałam nad tym i trochę się nawet rozglądałam . Niestety z braku czasu poszukiwania kończyły mi się na rozglądaniu . Teraz będę mieć więcej czasu. W piątek 18 września miałam spotkanie z szefem , w końcu wyczekane , przyjechałam przed czasem ,jeszcze go nie było wiec poszłam do biura po grafik . Nie było go , w innych przegródkach grafiki tylko w mojej nie ,dziwne pomyślałam , troche mnie to zdziwiło ,ale pierwsza myśl ,ze znowu szef będzie chciał wprowadzić zmiany w moim grafiku i przyszły  tydzień może wyglądać inaczej niż wcześniej myślałam. Nie przejęłam się tym jednak za bardzo , właśnie dlatego tez mieliśmy porozmawiać . Czyli co dalej ze mną , bo umowa kończy mi się ostatniego października , jak z czasem pracy , godzinami i innymi tego typu zagadnieniami .

Przyszedł , była z nami też przełożona , zastępczyni szefostwa gdy ich nie ma , szefowej z nimi nie było ( podobno chora ). Zapytałam niczego nie podejrzewając , co z moim grafikiem , w odpowiedzi usłyszałam ,że zaraz wszystko wyjaśnimy .Nie miałam najmniejszych przeczuć w tym momencie. Usiedliśmy i wtedy szef powiedział ,że nie mają zamiaru mi dać umowy na stałe w firmie i ,że kończymy współpracę oraz że dzisiaj nie muszę już jechać do pacjentów. Do końca października odda mi urlop oraz wszystkie nadgodziny !

Przez chwilę patrzyłam na niego , powiem zatkało mnie , wszystkiego się spodziewałam , trudnej rozmowy jeśli chodzi o czas pracy itd. ale w tym momencie nie tego . Praktycznie nie było z nim specjalnej rozmowy , od razu szybko chciał to zakończyć i tyle . Wtedy się wkurzyłam ,oczywiście nie okazałam tego ale nie miał żadnego dobrego powodu ,żadnego takiego mi nawet nie podał oprócz pierdół typu , maż ma dziwne zmiany i on nie wie jak mi grafik dostosować , że dzieci i problemy różnego rodzaju ,same jakieś bzdury , szkoda gadać . W odpowiedzi powiedziałam mu ,że jest mi przykro ,że podjął taką decyzję bo jeszcze parę dni temu mówił co innego , przynajmniej z jego rozmowy doszłam do takiego wniosku . Po drugie nie jest  tak jak on twierdzi , oczywiście moim zdaniem. Zawsze przychodzę do pracy  nawet jak ostatnio oboje z mężem  mieliśmy popołudniówki to nic nikomu nie mówiłam tylko musiałam zostawić dziewczyny same w domu na parę godzin , zazwyczaj 3 do 4 ,ale zawsze jednak się myśli czy wszystko ok. Oczywiście zdarza się zachorować ,ale nie  ja jedna i nie ostatnia choruję . A tylko „dzięki” tej firmie miałam operację kręgosłupa, tego akurat  nie powiedziałam . Powiedziałam natomiast  ,że sądzę że powodem nieprzedłużenia  mi umowy, jest to ,że miałam  wypadek ( związany z pracą i dzięki pracy ),że to jest główny powód . W każdym razie rozmowa była krótka , moje dwa lata pracy , ciężkiej pracy , starania  się i poświęcania, dwa lata w tej pracy zostały podsumowane praktycznie w 10 minutach .

Głupia byłam i naiwna , myślałam że moja praca jest ważna , potrzebna , lubiłam nawet wcześniej pracę przy starszych osobach .Chociaż od czasu wypadku wiele się zmieniło , praca nie sprawiała mi  satysfakcji , dlatego tez myślałam o odejściu .Czułam się niedoceniana w firmie , miałam do nich wewnętrzny żal, między innymi za to że mnie przenieśli z domu opieki na jazdy do pacjentów ( wtedy mam mniej godzin ) Chciałam jednak inaczej to rozwiązać  , jeśli miałoby dojść do zwolnienia z mojej strony to chciałam to załatwić inaczej , kulturalnie ,poprosić o referencje itd..Teraz to już mi nawet na tych referencjach nie zależy ! Nie wiem , nie było po co się starać i tak tego nie docenili.

Staram się tym nie przejmować ,ale jak przypominam sobie ten piątek to jestem wściekła , zawiedziona , wkurzona !Do opieki już nie pójdę, poszukam czegoś innego najlepiej w moim zawodzie , albo może jednak florystyka :)

 

Zrzut ekranu 2015-02-12 o 17.23.23

1000 myśli na minutę

 

 

1371429053_oyvnum_600

 

  • Nic z tej sprzedaży nie wyjdzie chyba , sama nie wiem i zastanawiam się nad tym , w Polsce już dawno wszystko bym sprzedała.Ale zastanawiam się nad staniem cały dzień na targowisku i myśleniem sprzedam , nie sprzedam.Spróbuje jeszcze na E-bay, albo jakieś inne ogłoszenia . Co do zmiany pracy , to nie tak hop siup jednak ,nie jest tak kolorowo .
  • Wczoraj rozmawiałam z jedna babką która pomaga Polakom na obczyźnie, dowiedziałam się że jestem za stara na C&A , HM czy inne podobne tego typu sklepy , tylko młode dziewczyny , najlepiej z 20 stażem . Nie myślałam ,ze kiedyś to usłyszę .Trochę mnie to ruszyło ,ale mimo wszystko i tak złoże aplikacje .
  • Do starej pracy wracam w przeszłym tygodniu, nie mam pojęcia jak wszystko się ułoży, w każdym razie dźwigać nikogo z łóżek nie będę i nie mam zamiaru.Porozmawiam jeszcze z szefem w poniedziałek .Okaże się jeszcze co mi powiedzą w Klinice we wtorek , będę musiała wszystkiego się dopytać .
  • Chciałam pomóc ciotce w znalezieniu pracy tutaj , ale to nie takie proste , nie zna języka , co z tego że ma kwalifikacje ,bez języka klapa .Pytam w różnych miejscach , pisałam na forum i Echo . Ale ona tez powinna moim zdanie zgłosić się i pojechać przez firmę , jedyne wyjście dla niej w tej chwili ,o ile będą ja chcieli przyjąć bez języka.Zobaczymy jeszcze jak to będzie.
  • Dziewczynkom idzie coraz lepiej w szkole , Wiktoria super , mnie co chwile poprawia , pisze wypracowania , jest chwalona przez nauczycielki . Ania trochę gorzej, zapomina literek , problemy z czytaniem . Ale to moja wina , wtedy gdy powinnam ja uczyć czytania to mnie nie było w Polsce , teraz dlatego jest problem z czytaniem po niemiecku . Troche lepiej z czytaniem po polsku , ale trzeba się prosić żeby coś chciała przeczytać .Nie powinnam jej mieszać w głowie , ale musi się trochę nauczyć czytać po polsku.
  • Często mam dosyć  ich zachowania ,wiem że to  mądre i fajne dziewczynki , ale totalnie się niekiedy nie słuchają, mogę prosić o coś 10 razy i nie reagują . Wkurza mnie to coraz bardziej po prostu , gadam do ściany .
  • Częściej zdarzają mi się kłótnie z Pawłem ,o drobiazgi ,pierdoły niekiedy .To też moja wina , nie powiem ale on tez powinien być mniej wybuchowy . Mamy tylko siebie tutaj i na siebie liczyć tylko możemy .Musimy się wspierać ,wiem o tym , nie potrzebne nam kłótnie ale nie wytrzymuje niekiedy .Nawet dzisiaj się wkurzyłam , chociaż dzień rozpoczął się fajnie , pojechaliśmy wszyscy na rowery , oni pojechali swoją drogą , ja inną , chociaż wcześnie mówiłam jak będziemy jechać , po prostu takie właśnie drobne rzeczy mnie wkurzają .
  • Jestem zmęczona tym planowaniem ,organizowaniem ,odpisywaniem na listy , mam dosyć tej całej biurokracji tutaj .Do tego wszystkiego wczorajsza rozmowa z mamą, teraz po fakcie Arkowi się odwidziało i podobno żałuje że się zrzekł części po tacie . Tylko teraz to musztarda po obiedzie ,wszystko notarialnie było załatwione dwa lata temu . Wiedziałam ,że tak będzie , głupia byłam tylko będę miała kłopoty przez te mieszkanie .
  • Ostatnio źle się czuję , często mam osłabienie , a jestem teraz w domu , nie wiem może brakuje mi pracy , za długo jestem na zwolnieniu.Do południa wszystko ok , a popołudniu wrzuca mnie często na sen , muszę się wtedy położyć .Paweł mówi żebym sobie cukier zbadała, zauważyłam że jest coraz gorzej , kawa nie pomaga , mogę wypić i iść od razu spać . Niekiedy natomiast budzę  się w nocy i leżę , nie mogę spać chociaż bardzo tego chcę.

Codziennie myślę o tacie , nie ma dnia żebym o nim zapomniała, są takie dni że nie daje rady i płacze ,potem mi przechodzi . Sama do siebie mówię weź się w garść i zbieram się do kupy.Tęsknie za nim , chciałabym mu opowiedzieć tyle rzeczy a nie mogę .
1264724192_by_numea_600

Wypadek :(

Stało się to, czego najbardziej się bałam, poszedł mi kręgosłup, nagle w sobotę 21 marca, rano byłam jeszcze w łazience, wstawiłam pranie, miałam jechać na popołudniówkę, ten weekend miałam mieć planowo wolny, ale miałam dostać parę dni wolnego na Wielkanoc wiec zgodziłam się na ten weekend. Wszystko pomału zaczynało się układać i tak nagle. Pochyliłam się nad zlewem żeby umyć twarz i kaszlnęłam, w sekundzie poczułam ogromny ból i padłam na kolana, i już nie mogłam wstać. Myślałam, że z bólu nie wytrzymam, Pawełek podniósł mnie na nogi, ból był potworny. Po chwili jednak jakby trochę odszedł i byłam w stanie przejść do pokoju z ledwością, ale poszłam. Koleżanka pracująca ze mną mówiła dzwońcie po pogotowie, ale ja jak zawsze myślę o innych, bardziej być może potrzebujących tej karetki. Wiec Paweł zawiózł mnie najpierw do pierwszego szpitala , oczywiście sobota i jeden lekarz na dyżurze do tego operował .Nie mogli mnie z stamtąd odesłać, ale Polka pracująca tam na recepcji poradziła żeby jak najszybciej jechać do Kliniki. Tak zrobiliśmy, wychodząc pod szpital już wiedziałam, że nie dam rady iść dalej, czułam jakbym nie miała władzy nad nogami, z ledwością oparłam się o jakaś poręcz, a Paweł poleciał po samochód. Udało nam się dostać do Kliniki i co znowu jeden lekarz, do tego tak samo operował kogoś. Dostaliśmy zakichany numerek i siedziałam pogięta na krześle w bólach. Nie wytrzymałam po dwóch godzinach, Paweł pomógł mi wstać, doczołgałam się praktycznie na jego ramieniu, położyłam się na stole recepcyjnym i wyjąc z bólu kazałam sobie pomóc, że już nie dam rady. Od razu znalazło się łóżko i pokój, gdzie podano mi kroplówkę i leki, lekarz pojawił się dopiero około 19, jedyne, co zrobili to rentgen i leki przeciwbólowe.
W weekend nic więcej się nie dowiedziałam, dopiero w poniedziałek zrobili Tomograf i okazało się, że mam pozrywane nerwy pomiędzy 4 a 5 kręgiem, dlatego tak powłóczyłam lewą nogą. Wczoraj mnie zoperowali, nie mogłam się poruszać, teraz noga mnie nie boli, tylko ta rana na kręgosłupie. Mam nadzieje, że będzie wszystko dobrze, musi być, musze być zdrowa dla Pawła, dla dziewczynek, przyjechaliśmy tu za lepszym życiem, a teraz, co. Ale nie można się poddawać, wiem, że tata mnie wspiera z góry i przejdziemy prze to wszystko. Oczywiście jak na razie z pracy nici przynajmniej na miesiąc. Z tego, co się dowiedziałam to będę tu przynajmniej do wtorku, wiec wyjdę na Wielkanoc, potem mam mieć jakieś rehabilitacje ze dwa tygodnie.
Nie mam pojęcia jak wszystko się potoczy, mięliśmy spotkanie w sprawie pracy dla Pawła w piątek, dzień przed wypadkiem, pieniądze niespecjalne, ale lepsze to niż nic, lepiej zawsze podjąć jakąś prace i nabyć nowe doświadczenie i kontakty niż żadną. W sobotę miał jechać do HNA na nockę na próbę, musieliśmy to przełożyć, dzięki Bogu, za wyrozumiałość tych ludzi. Wczoraj, gdy miałam zabieg, okazało się wcześniej, że ma pojechać na nockę na 20. Ja po zabiegu, uziemiona w szpitalu, dzieci same w domu, ok. nie są małe, ale to jednak dzieci, bez nikogo, żadnej ciotki, babci czy normalnej sąsiadki.Ale super dziewczyny dobrze, że się słuchają. Pojechał jednak Paweł na tą nockę i był już po 3 w nocy w domu, tak, że spokojnie jeszcze je wysłał potem do szkoły.
Dzisiaj czuję się lepiej, Pawła jednak mają zamiar przyjąć do HNA na nocki, ale mało godzin, co to jest 100 godzin, ale dobra nie narzekam :) . Dzisiaj znowu idzie na nockę. Biedak do tego jeszcze dzisiaj miał wyrywany ząb i dziąsło go boli, no jak się wali to po kolei, żeby tylko uważał na siebie, zadzwonię potem do dziewczynek.
Teraz jest najważniejsze żebym wydobrzała, potem pomyślę, co dalej z moja pracą, ale jak już poznałam mojego szefa to będzie kombinował się mnie pozbyć, jak mam się opiekować staruszkami w domu opieki jak teraz sama potrzebuje pomocy. Ale nie poddam się tak łatwo :)Będzie dobrze, wierze w to, że wszystko ułoży się po mojej myśli, po naszej myśli.

placzace oko

Pamietam o Tobie Tato

 



wszystkich_swietych_19

 

Dzień Wszystkich Świętych

Nie mogę być na grobie ,ale pamiętam i myślę o Tobie

Tato ,tak bardzo brakuje mi Ciebie

Nie potrafię pogodzić się z Twoim odejściem

18 miesięcy jesteśmy bez Ciebie.

Mam niekiedy wrażenie ,jakby to było wczoraj

Pamiętam o Tobie ,myślę i modlę się o Twój spokój

Tam ……………………………….

image_2096

 

Nie poddam się :)

Sprawy poszły nie tak jak chcieliśmy, nie widomo jak zrobić dobrze.Wcześniej podjęte przeze mnie, powinnam może napisać przez nas decyzje wydawały nam się dobre, teraz patrząc z perspektywy czasu wydaje mi się, ze nie do końca. Wpakowaliśmy się tylko w jeszcze większe kłopoty i problemy niż mięliśmy wcześniej. Teraz tylko pytanie, co z tym zrobić, co dalej, jak damy sobie radę, nawet teraz myślę o mamie, która mnie i swoje wnuczki zostawiła nie zastanawiając się, co dalej z nami, pojechała do Polski, co dalej będzie robić, jak sobie poradzi nie mam pojęcia.

Wszystko zaczęło się układać, tak przynajmniej mi się wydawało. Ja miałam pracę, dziewczynki uczyły się niemieckiego jeszcze w Polsce, chociaż ciężko im to szło. Załatwiłam nowe mieszkanie, ile ja się nalatałam, naprosiłam itd. Od samego początku miałam problem z tym mieszkaniem, okazało się ż nie było światła, problemy z wodą itd., itd., w każdym razie przeszłam przez wszystko plus prawie wszystkie możliwe urzędy. To, co pisze w Internecie lub to, co opowiadają ludzie na temat dodatków i pomocy społecznej czy jakiejkolwiek pomocy w ogóle w Niemczech to po prostu pierdoły przez wielkie P. Czekanie, czekanie, pisanie pism i znowu czekanie, biurokracja do potęgi, szkoda słów i to wszystko jeszcze z ich głupim uśmiechem na ustach. W każdym razie na dodatek na dzieci, tzw. Kindergeld czekam od 11 miesięcy, o inne dodatki się nie starałam wcześniej, bo rodzina musiała być w komplecie, wtedy dopiero praca dla Pawełka i ewentualne starania o jakieś dodatki.

***

Przyjechałam do Polski w lipcu (12 lipca) mięliśmy tydzień na spakowanie wszystkiego, koszmar, okazało się to nie takie proste, ale daliśmy jakoś radę. Mama miała obawy, co do wyjazdu, ale postanowiła jechać z nami, zaopatrzyła się w leki itd., nam udało się już wcześnie wynająć mieszkanie mamy dla kobiety z dziećmi, miała być dwójka potem się okazało, ze jest 4, ale no nic, najważniejsze, że wynajęte i dziewczyna bardzo porządna, okazało się to wszystko rzecz jasna potem. Sama starała się u nas w Polsce uzyskać azyl, bo pochodziła z Czeczenii, szkoda mi jej było teraz bardzo, gdy musiałam jej wypowiedzieć mieszkanie, czułam się po prostu podle, umowę mięliśmy tak naprawdę do końca sierpnia, ale ona nadal nie dostała azylu i chciałam jej dąć możliwość mieszkanie dłużej, z mojej strony nie było przeszkód, ale po tych nieporozumieniach w Niemczech z mamą, wyszło inaczej.

***

Wracając do wyprowadzi z Polski.Udało nam się w końcu spakować, nawet już miałam nadzieję, że Arek w końcu zrozumiał swoje postępowanie w stosunku do nas, nawet przeprosił Pawła za swoje postępowanie, nie w lipcu, gdy przyjechałam, ale było to jeszcze wcześniej w maju chyba, w każdym razie przeprosiny przeprosinami, ale to zawsze jakiś pierwszy krok, tak naprawdę to chodziło o to, że Paweł wycofał sprawę przeciwko Arkowi, gdyby tego nie zrobił to poszedłby siedzieć, mieli mu wtedy odwiesić wyroki plus nowy i razem miałby gdzieś 3, 5 roku na pewno. Nie powinno być takich rzeczy w rodzinie, ale się zdarzyło, ale teraz nie będę o tym wspominać, w każdym razie w dalszym ciągu miał nie pokazywać się u nas w domu i nie nachodzić nas, co chwile. Z mamą umawiał się albo u siebie albo przychodził pod blok i szli sobie gdzieś razem, naprawdę chora sytuacja, nie chciałam przecież zakazywać spotkań z Arkiem, ale po tych przejściach sama powinna zrozumieć jak nas potraktował, jak potraktował tatę, że koledzy zawsze byli ważniejsi dla niego. W lipcu, gdy przyjechałam, zaczęła się akcja pakowanie i załatwianie spraw, jeszcze parę dni wcześniej został postawiony pomnik dla taty, miałam wcześniej pieniądze na połowę pomnika, ale doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy tych pieniędzy na starcie w Niemczech, dlatego mama wzięła pomnik na 10 rat, ja będę jej oddawać, co miesiąc, chyba, że będę jednak mieć ten zaległy dodatek na dzieci to oddam wcześniej. Tak ustaliliśmy i tak też zrobiliśmy

Udało nam się końcu wszystko spakować, Arkowi oddaliśmy sporo rzeczy, zamiast oddać obcym wolałam dąć jemu, bo wiem, że potrzebuje wszystkiego, komplety talerzy, pościele i inne rzeczy gospodarstwa domowego przydatne są w domu zawsze, Sylwii naszej sąsiadce też trochę, szkoda mi jej, dobra dziewczyna, chciałaby przyjechać do pracy, ale ona jest sama z dwójką dzieci i jest jej ciężej niż nam. Nie wiem jak ona daje radę.

Pomnik był postawiony, byłam u taty parę razy, brakuje go mi bardzo, gdyby nie jego śmierć to byłoby nam łatwiej, tak myślę, nie było by tych nieporozumień z mamą, wszystko potoczyłoby się inaczej.

***

Czekam na Pawełka powinien być do 19, jestem ciekawa jak on to wszystko wczoraj pozałatwiał, wszystko na jego głowie. Ale ta moja mama dała mu popalić, a on tyle przecież dla niej zrobił.

Boje się tego wszystkiego, jak to wszystko się potoczy, czy ciągle będziemy mieli pod górkę