Sypie się

Ponad trzy tygodnie minęło od Wszystkich Świętych, nie wspomnę już od mojego ostatniego wpisu. Za każdym razem to samo, nie mogę się zdyscyplinować, żeby regularnie zaglądać. Chociaż bardzo tego chcę, ale tyle się dzieje, że nie mam czasu. W pracy niestety coraz gorzej, a na samym początku było super. Jeśli chodzi o pacjentów, to bez problemu, raz lepiej, niekiedy troszkę gorszy dzień w pracy. Problemem jest personel, a bardziej jego brak. To, co ostatnio się wyrabia to po prostu nie mieści się w głowie. Co i rusz ktoś szedł na chorobowe, zaczęło się właśnie w sierpniu. Najpierw poszła jedna, potem po dwóch dniach jej synowa, moim zdaniem wszystko to było zaplanowane od dawna.Zresztą po miesiącu chorobowego Claudia dała wypowiedzenie i odeszła, natomiast jej teściowa dalej jest na zwolnieniu i podejrzewam, że prędko nie wróci do pracy, może pójdzie na wcześniejszą emeryturę. Tak przynajmniej mi się wydaje, w każdym bądź razie w tym roku nie wróci, teraz to mogą sobie już nie wracać, zostawili nas z premedytacją specjalnie na tak długo. Już od dawna musiał być konflikt pomiędzy nimi i szefową. Pod koniec sierpnia Krystyna poszła na operacją kolana i jest na zwolnieniu do dzisiaj, miała wrócić w grudniu, ale wiedziałam, że nie wróci, że będą ciągnęły aż Święta Bożego Narodzenia miną. Wcześniej jeszcze w lipcu na chorobowe poszła Alien , będzie już w styczniu rodzić. Po tym wszystkim ciężko nam było wszystkim, bo gdy inni „chorowali „ to drudzy musieli więcej pracować i tak jest do dzisiaj. Tyle tylko, że jest jeszcze gorzej z dnia na dzień, albo szefowa zamknie to do końca roku albo może jakimś cudem przetrwamy. Pod koniec Października nie wytrzymała Elke i odeszła, do końca miałam nadzieję, że tego nie zrobi, ale naprawdę nie szło się dogadać szefową, Elke wszystkim się wtedy zajmowała a i tak dla szefowej było źle. Więc odeszła, byłam wtedy na urlopie, gdy wróciłam z urlopu poszła wtedy Lidka na urlop a po urlopie na chorobowe i tak już trzeci tydzień. Nie wiadomo, komu zaufać, nie wiadomo, kto co zrobi. Myślę, że Lidka chyba też szykuje się do odejścia i może na zrobi niespodziankę na Święta. Paru pacjentów też zrezygnowało z naszych usług. Jak tak dalej będzie to wykruszymy się w naturalny sposób i szefowa zamknie to wszystko. A tak było na początku super, a jednak wyszło szydło z worka i już wiem gdzie jest problem. Szefowa nim jest, sama stwarza taką atmosferę i nie zawsze ma we wszystkim ma rację, nie dopuszcza nikogo do słowa i od razu jest zła jak ma się inne zdanie niż ona. Sama wymaga pomocy, bo jest po podwójnej operacji kolana i też wymaga rehabilitacji a także leczenia.Dzięki Bogu wyjeżdża w okresie świątecznym na tydzień, więc będzie trochę spokoju w pracy, za dużo zamieszania wnosi do firmy. W jeden dzień ma humor a na drugi dzień totalnie inny człowiek. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Anne, to jest mistrzyni w chorowaniu nie tak dawno dwa miesiące jej nie było, wróciła tylko na chwilę na gościnne występy, po czym okazało się, że też będzie robić operację kolana i poszła na zwolnienie.Po trzech tygodniach okazało się, że jednak nie zrobiła tej operacji, bo podobno miała w tym czasie zapalenie oskrzeli czy tam płuc i musiała niby przełożyć operację, jednak nie wiadomo, na kiedy. Nawet szefowa o tym nie wiedziała.W przyszłym tygodniu miała jednak wrócić do pracy od poniedziałku. Niestety to trzeba mieć tupet, właśnie się dowiedziałam, że podobno spadła z drabiny. Na pewno uwierzę, mam dosyć, szefowa na 100 % zablokuje urlop Erolowi, a naprawdę należy mu się też odpoczynek. Chłopak robi, co może, praktycznie bez wolnego, zresztą ja też miałam w tym miesiącu tylko 5 i 19 listopad wolne i do końca nie mam wolnego. Nie mam już siły, praca śni mi się po nocach, nie umiem odpocząć normalnie. Potrzebujemy ludzi do pracy i nie ma nikogo, nie rozumiem niby tyle osób jest bezrobotnych, a nikt nie kwapi się do Pflege. Nawet bez wiedzy szefowej dałam ogłoszenie na Facebooku, gdzie Polacy w Niemczech ogłaszają się w przeróżnych sprawach i nic.Parę osób się odezwało, ale jedna chce później pracować, bo od 6 to za wcześnie i jeszcze najlepiej bez popołudniówek, inna natomiast bez prawa jazdy, a tu jest wymagane prawo jazdy, bo trzeba jeździć dużo do ludzi. Tak, że już wiemy, że i Anne nie będzie w grudniu, Super po prostu. Została mi tylko jeszcze Beata i tak razem ciągniemy ten „wózek „, został jeszcze Erol, który naprawdę pracuje dużo i dobrze, jest egzaminowany.Zostaje jeszcze leń Andi, wszystko robi, żeby tylko się  nie narobić. Przez niego zresztą Erol musiał robić na rano i na popołudniu, bo Pan hrabia nie chciał przyjść do pracy, bo stwierdził, że ma wolne i tyle. tak, że jeden robi na dwie zmiany a drugi siedzi na d… w domu. W ogóle człowiek bez serca, egoista. Birgit jeszcze jest, ale też już nie daje rady, ma dużo nadgodzin, no i Renate , która już pracowała w tej firmie 20 lat, bo tyle lat jest firma na rynku . W grudniu zeszłego roku odeszła mając lat 76 z pracy, bo jeszcze dorabiała. A wiec tyle trzeba pracować w Niemczech! W tym roku zmarł jej mąż, po odejściu Elki , szefowa wpadła na pomysł ściągnięcia z powrotem Renate . Ona mając dobre chęci zgodziła się, żeby nam pomóc w tym ciężkim dla nas okresie. Cały czas mieliśmy nadzieję, że zatrudni kogoś nowego, niestety tak się nie stało. Renate jest nadal z nami i jeździ do pacjentów, nie mam pojęcia jak ona to robi w wieku 77 lat. Moja babcia ma 87 lat. Długo jednak nie da rady tak pracować, sama już stwierdziła, że to dla niej za dużo. Więc co nam pozostaje, chyba szukać nowej pracy, może uda się jeszcze przetrwać przez Święta. Nie mam pojęcia.Właśnie tak pracują Niemcy, ciągle na zwolnieniu i miganie się od pracy, tylko my głupie zapieprzamy i urabiamy sobie ręce pod pachy.

images (2)

4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Rozterki

Zawaliłam na całej linii , jestem sama na siebie wkurzona ,że nie dopilnowałam mamy w związku z tą sprawą spadkową po dziadkach . Mam nadzieję ,że będzie to można jeszcze odkręcić . Jak do tego doszło , moim zdaniem została po prostu zmanipulowana . Własne rodzeństwo ją oszukało , ja tak myślę . Chciałam zadzwonić do cioci i wujka  w tej sprawie aby dowiedzieć się czemu na to pozwolili. Mama wcześniej prosiła żebym jeszcze  nie dzwoniła , bo wujek chorował . Niestety już go nie zapytam bo wczoraj zmarł. To przykre niestety . Wiem ,że ciocia maczała w tym całym kombinowaniu spadkowym . Może da radę jeszcze wznowić postępowanie , ale adwokat już mi powiedział ,że to będzie sporo kosztować . Poczekam jeszcze na jego końcowe wyliczenia w tej sprawie .

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Mikołajowa wpadka

 

 mikolaj

Nie wiem, co mi się stało, jakieś zaćmienie chyba dostałam. Nie mogę sobie tego inaczej wytłumaczyć. W kościele miał być Mikołaj, tylko, że jakoś tak sobie pomyślałam, że dzieci dostana coś właśnie w kościele, może jakieś jednakowe paczuszkę, chociaż czekoladę z Mikołajem tak symbolicznie. Więc prezenty znalazły w domu jak wstały, Wiktoria już nie wierzy w Mikołaja, ale Anulka jeszcze tak. Wika wie jak wygląda sprawa z Mikołajem i nie ma problemu, natomiast Ania z takim wyczekiwaniem czekała na niedzielę. Pojechałyśmy razem z koleżanką Ani i jej mamą, znamy się, lubimy, pomyślałam żeby się z nami zabrały do Mikołaja. Dopiero w kościele pod koniec mszy się kapnęłam, że powinnam była wziąć prezenty do kościoła, żeby Mikołaj mógł je podarować. Ania nie chciała odejść od ołtarza dopóki Mikołaj nie rozdał wszystkich prezentów, tłumaczyłam jej, że dostała wcześniej od Mikołaja, ale jak to dziecko wierzyła, że dostanie coś jeszcze osobiście od Mikołaja. Jaka ona była szczęśliwa, czekała, kiedy Mikołaj wywoła jej nazwisko, a tu nic. Byłam wściekła na siebie, że tak bezmyślnie się pośpieszyłam z tym prezentem od Mikołaja, czemu nie zabrałam go tutaj. Nic już nie mogłam zrobić, do domu za daleko, nie było szans żeby cos wykombinować.Bałam się, co będzie na końcu, prezenty się kończyły, Vanessa, koleżanka Anulki też się cieszyła. Obie z Olgą patrzyłyśmy tylko na siebie jak wariatki, było jeszcze tylko parę osób chyba w podobnej sytuacji, reszta miała prezenty. Z boku ołtarza zobaczyłyśmy jeszcze inne paczki, wszystkie podobne reklamówki, więc pomyślałam, może ksiądz taki dobrotliwy ma jakąś rezerwę w razie takich przypadków gapiostwa rodziców. Ania cały czas patrzyła na mnie pytającymi oczkami, oczywiście dostała przecież prezent w domu, ale jak ona się musiała czuć, stojąc tam i czekając na wywołanie swojego nazwiska.Zbliżał się już koniec, więc ponownie zaczęłam jej tłumaczyć, że prezent Mikołaj przyniósł do domu i teraz już nie ma prezentów, bo tu przyszły dzieci, które wcześniej nic nie dostały. Jest na tyle duża, że ze zrozumieniem pokiwałam głową, no, ale mimo wszystko żal i rozczarowanie jest. Nadszedł czas na te nieszczęsne reklamówki, okazało się, że były dla ministrantów. Wikusia też ratowała sytuację i zaproponowała Ani żeby podeszła do Mikołaja i powiedziała, że nie dostała prezentu, Ania wstydziła się bardzo, ale podeszła. Mikołaj się zdziwił, spojrzał na mnie, kiwnęłam mu głową, że dostała w domu. Jeszcze głupio pomyślałam, że może któryś z tych ministrantów, bo było paru dorosłych chłopów.Może się domyślą, że może ktoś zrezygnuje cicho i dadzą jej jakąś małą paczuszkę, dla Vaneski też oczywiście, żeby dzieci nie były tak rozczarowane, ale gdzie tam, nikt nie wpadł na ten pomyśl. Ja postąpiłabym inaczej widząc taką sytuację, nie chodzi o tą czekoladę przecież, tylko o to jak to wszystko wytłumaczyć dziecku. Zakręcili się coś tam i Mikołaj dał im po małym Prince Polo na pocieszenie, do tego jeszcze dodatkowa pamiątka, to zdjęcie z Mikołajem. Zasmuciła się bardzo Anusia, ale twarda była i nie rozpłakała się. Wytłumaczyłam jej jeszcze raz sytuację, po czym ona powiedziała, że nie szkodzi, bo to był jednak przebieraniec, czyli ksiądz, który uczy ja religii, a prawdziwy Mikołaj był u niej w domu. Ale co się naprzeżywałam to moje. Ale tego jak czekała na wywołanie swojego nazwiska to nigdy nie zapomnę.

Kochana ta moja Anusia :-)

 

 

 

 

1000 myśli na minutę

 

 

1371429053_oyvnum_600

 

  • Nic z tej sprzedaży nie wyjdzie chyba , sama nie wiem i zastanawiam się nad tym , w Polsce już dawno wszystko bym sprzedała.Ale zastanawiam się nad staniem cały dzień na targowisku i myśleniem sprzedam , nie sprzedam.Spróbuje jeszcze na E-bay, albo jakieś inne ogłoszenia . Co do zmiany pracy , to nie tak hop siup jednak ,nie jest tak kolorowo .
  • Wczoraj rozmawiałam z jedna babką która pomaga Polakom na obczyźnie, dowiedziałam się że jestem za stara na C&A , HM czy inne podobne tego typu sklepy , tylko młode dziewczyny , najlepiej z 20 stażem . Nie myślałam ,ze kiedyś to usłyszę .Trochę mnie to ruszyło ,ale mimo wszystko i tak złoże aplikacje .
  • Do starej pracy wracam w przeszłym tygodniu, nie mam pojęcia jak wszystko się ułoży, w każdym razie dźwigać nikogo z łóżek nie będę i nie mam zamiaru.Porozmawiam jeszcze z szefem w poniedziałek .Okaże się jeszcze co mi powiedzą w Klinice we wtorek , będę musiała wszystkiego się dopytać .
  • Chciałam pomóc ciotce w znalezieniu pracy tutaj , ale to nie takie proste , nie zna języka , co z tego że ma kwalifikacje ,bez języka klapa .Pytam w różnych miejscach , pisałam na forum i Echo . Ale ona tez powinna moim zdanie zgłosić się i pojechać przez firmę , jedyne wyjście dla niej w tej chwili ,o ile będą ja chcieli przyjąć bez języka.Zobaczymy jeszcze jak to będzie.
  • Dziewczynkom idzie coraz lepiej w szkole , Wiktoria super , mnie co chwile poprawia , pisze wypracowania , jest chwalona przez nauczycielki . Ania trochę gorzej, zapomina literek , problemy z czytaniem . Ale to moja wina , wtedy gdy powinnam ja uczyć czytania to mnie nie było w Polsce , teraz dlatego jest problem z czytaniem po niemiecku . Troche lepiej z czytaniem po polsku , ale trzeba się prosić żeby coś chciała przeczytać .Nie powinnam jej mieszać w głowie , ale musi się trochę nauczyć czytać po polsku.
  • Często mam dosyć  ich zachowania ,wiem że to  mądre i fajne dziewczynki , ale totalnie się niekiedy nie słuchają, mogę prosić o coś 10 razy i nie reagują . Wkurza mnie to coraz bardziej po prostu , gadam do ściany .
  • Częściej zdarzają mi się kłótnie z Pawłem ,o drobiazgi ,pierdoły niekiedy .To też moja wina , nie powiem ale on tez powinien być mniej wybuchowy . Mamy tylko siebie tutaj i na siebie liczyć tylko możemy .Musimy się wspierać ,wiem o tym , nie potrzebne nam kłótnie ale nie wytrzymuje niekiedy .Nawet dzisiaj się wkurzyłam , chociaż dzień rozpoczął się fajnie , pojechaliśmy wszyscy na rowery , oni pojechali swoją drogą , ja inną , chociaż wcześnie mówiłam jak będziemy jechać , po prostu takie właśnie drobne rzeczy mnie wkurzają .
  • Jestem zmęczona tym planowaniem ,organizowaniem ,odpisywaniem na listy , mam dosyć tej całej biurokracji tutaj .Do tego wszystkiego wczorajsza rozmowa z mamą, teraz po fakcie Arkowi się odwidziało i podobno żałuje że się zrzekł części po tacie . Tylko teraz to musztarda po obiedzie ,wszystko notarialnie było załatwione dwa lata temu . Wiedziałam ,że tak będzie , głupia byłam tylko będę miała kłopoty przez te mieszkanie .
  • Ostatnio źle się czuję , często mam osłabienie , a jestem teraz w domu , nie wiem może brakuje mi pracy , za długo jestem na zwolnieniu.Do południa wszystko ok , a popołudniu wrzuca mnie często na sen , muszę się wtedy położyć .Paweł mówi żebym sobie cukier zbadała, zauważyłam że jest coraz gorzej , kawa nie pomaga , mogę wypić i iść od razu spać . Niekiedy natomiast budzę  się w nocy i leżę , nie mogę spać chociaż bardzo tego chcę.

Codziennie myślę o tacie , nie ma dnia żebym o nim zapomniała, są takie dni że nie daje rady i płacze ,potem mi przechodzi . Sama do siebie mówię weź się w garść i zbieram się do kupy.Tęsknie za nim , chciałabym mu opowiedzieć tyle rzeczy a nie mogę .
1264724192_by_numea_600

***

Dzisiaj 2 rok gdy Cie pochowaliśmy Tato , czas płynie szybko , za szybko .

***

Udało mi się osiągnąć to o czym rozmawialiśmy jeszcze gdy byłeś w szpitalu , wierzyłeś we mnie , mimo twojej choroby chciałeś dla nas jak najlepiej , myślałeś o Nas .Dałeś mi  tyle siły i wiary w siebie.

Nie nie mogę przyjść nawet do Ciebie teraz żeby zapalić świeczkę ,ale cały czas mam cię z sercu , codziennie .

Pawełek był tydzień temu w Polsce , wszystko dobrze się skończyło ,dziękuję Tato .

 

ChomikImage.aspx

Szara rzeczywistość

Znowu 2 tygodnie się zbierałam do pisania, dosłownie codziennie, ale nie mogłam, jestem zła przez to wszystko. Zdecydowałam się w końcu na zabieg na żylaki, przekładała go już dwa razy. Obawiałam się trochę, co z pracą, miałam najpierw powiedzieć szefowi o tej operacji, ale potem zdecydowałam, że lepiej nic nie mówić tylko iść na zwolnienie. Nie warto tu być za bardzo prawdomównym w tych w sprawach, szczęśliwi jednak nie byli.

8 grudnia byłam już u lekarza, zrobili mi resztę badań, a 9 miałam zabieg, bałam się najbardziej narkozy, że się nie obudzę, momentalnie odleciałam po podaniu, obudziłam się obolała, ale było ok. Noga bolała mnie bardzo, najbardziej udo, było całe sine i do teraz jeszcze jest. Szwy ściągnęli mi w tym tygodniu i nawet nie jest tak źle, jak obawiałam się na początku. Jeszcze parę dni i do pracy a dokładniej powrót do pracy w Wigilię, pracuję w święta Bożego Narodzenia, ale to nic nie szkodzi. Święta już nie będą takie jak kiedyś, nic już nie będzie jak kiedyś. Tylko dla dzieci jest radość i to mnie cieszy.

Byliśmy dzisiaj w JC, ale niestety faceta, który będzie zajmował się naszą sprawą nie ma i mam dzwonić dopiero 29 grudnia umówić się na termin dopiero u niego, a już się rano ucieszyłam jak usłyszałam, że go nie ma w pracy, ostatnio jak byliśmy w listopadzie to nawet wniosku nie chciał przyjąć, tylko mnie odesłał do Familienkassy.Nic nie mogłam zrobić, można gadać, prosić i jak do ściany. Jednak musiałam najpierw napisać do Familienkassy i właśnie w tym tygodniu dostałam decyzję, że mi nie pomogą, poszłam wczoraj jeszcze do faceta z Wohngelgu i niestety te dwa dodatki muszą być zawsze w parze, ( Kinderzuszlag i Wohngeld) i niestety musimy jednak do JC, więc dzisiaj byliśmy i znowu nic niezałatwione. Wszystkie sprawy są tu przeciągane w nieskończoność, wydaje mi się, że jest tu większa biurokracja niż u nas. Jak to się mówi „ Cudze chwalicie swego nie znacie „ I to prawda, gdyby Paweł miał prace nie musielibyśmy się płaszczyć przed JC, ale jeszcze jak na razie nie może normalnej znaleźć i oczywiście język, od 5 stycznia na kurs idzie.

Jakoś wszystko musi się ułożyć. Boje się, co ten z Jop Center wymyśli?