Sypie się

Ponad trzy tygodnie minęło od Wszystkich Świętych, nie wspomnę już od mojego ostatniego wpisu. Za każdym razem to samo, nie mogę się zdyscyplinować, żeby regularnie zaglądać. Chociaż bardzo tego chcę, ale tyle się dzieje, że nie mam czasu. W pracy niestety coraz gorzej, a na samym początku było super. Jeśli chodzi o pacjentów, to bez problemu, raz lepiej, niekiedy troszkę gorszy dzień w pracy. Problemem jest personel, a bardziej jego brak. To, co ostatnio się wyrabia to po prostu nie mieści się w głowie. Co i rusz ktoś szedł na chorobowe, zaczęło się właśnie w sierpniu. Najpierw poszła jedna, potem po dwóch dniach jej synowa, moim zdaniem wszystko to było zaplanowane od dawna.Zresztą po miesiącu chorobowego Claudia dała wypowiedzenie i odeszła, natomiast jej teściowa dalej jest na zwolnieniu i podejrzewam, że prędko nie wróci do pracy, może pójdzie na wcześniejszą emeryturę. Tak przynajmniej mi się wydaje, w każdym bądź razie w tym roku nie wróci, teraz to mogą sobie już nie wracać, zostawili nas z premedytacją specjalnie na tak długo. Już od dawna musiał być konflikt pomiędzy nimi i szefową. Pod koniec sierpnia Krystyna poszła na operacją kolana i jest na zwolnieniu do dzisiaj, miała wrócić w grudniu, ale wiedziałam, że nie wróci, że będą ciągnęły aż Święta Bożego Narodzenia miną. Wcześniej jeszcze w lipcu na chorobowe poszła Alien , będzie już w styczniu rodzić. Po tym wszystkim ciężko nam było wszystkim, bo gdy inni „chorowali „ to drudzy musieli więcej pracować i tak jest do dzisiaj. Tyle tylko, że jest jeszcze gorzej z dnia na dzień, albo szefowa zamknie to do końca roku albo może jakimś cudem przetrwamy. Pod koniec Października nie wytrzymała Elke i odeszła, do końca miałam nadzieję, że tego nie zrobi, ale naprawdę nie szło się dogadać szefową, Elke wszystkim się wtedy zajmowała a i tak dla szefowej było źle. Więc odeszła, byłam wtedy na urlopie, gdy wróciłam z urlopu poszła wtedy Lidka na urlop a po urlopie na chorobowe i tak już trzeci tydzień. Nie wiadomo, komu zaufać, nie wiadomo, kto co zrobi. Myślę, że Lidka chyba też szykuje się do odejścia i może na zrobi niespodziankę na Święta. Paru pacjentów też zrezygnowało z naszych usług. Jak tak dalej będzie to wykruszymy się w naturalny sposób i szefowa zamknie to wszystko. A tak było na początku super, a jednak wyszło szydło z worka i już wiem gdzie jest problem. Szefowa nim jest, sama stwarza taką atmosferę i nie zawsze ma we wszystkim ma rację, nie dopuszcza nikogo do słowa i od razu jest zła jak ma się inne zdanie niż ona. Sama wymaga pomocy, bo jest po podwójnej operacji kolana i też wymaga rehabilitacji a także leczenia.Dzięki Bogu wyjeżdża w okresie świątecznym na tydzień, więc będzie trochę spokoju w pracy, za dużo zamieszania wnosi do firmy. W jeden dzień ma humor a na drugi dzień totalnie inny człowiek. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Anne, to jest mistrzyni w chorowaniu nie tak dawno dwa miesiące jej nie było, wróciła tylko na chwilę na gościnne występy, po czym okazało się, że też będzie robić operację kolana i poszła na zwolnienie.Po trzech tygodniach okazało się, że jednak nie zrobiła tej operacji, bo podobno miała w tym czasie zapalenie oskrzeli czy tam płuc i musiała niby przełożyć operację, jednak nie wiadomo, na kiedy. Nawet szefowa o tym nie wiedziała.W przyszłym tygodniu miała jednak wrócić do pracy od poniedziałku. Niestety to trzeba mieć tupet, właśnie się dowiedziałam, że podobno spadła z drabiny. Na pewno uwierzę, mam dosyć, szefowa na 100 % zablokuje urlop Erolowi, a naprawdę należy mu się też odpoczynek. Chłopak robi, co może, praktycznie bez wolnego, zresztą ja też miałam w tym miesiącu tylko 5 i 19 listopad wolne i do końca nie mam wolnego. Nie mam już siły, praca śni mi się po nocach, nie umiem odpocząć normalnie. Potrzebujemy ludzi do pracy i nie ma nikogo, nie rozumiem niby tyle osób jest bezrobotnych, a nikt nie kwapi się do Pflege. Nawet bez wiedzy szefowej dałam ogłoszenie na Facebooku, gdzie Polacy w Niemczech ogłaszają się w przeróżnych sprawach i nic.Parę osób się odezwało, ale jedna chce później pracować, bo od 6 to za wcześnie i jeszcze najlepiej bez popołudniówek, inna natomiast bez prawa jazdy, a tu jest wymagane prawo jazdy, bo trzeba jeździć dużo do ludzi. Tak, że już wiemy, że i Anne nie będzie w grudniu, Super po prostu. Została mi tylko jeszcze Beata i tak razem ciągniemy ten „wózek „, został jeszcze Erol, który naprawdę pracuje dużo i dobrze, jest egzaminowany.Zostaje jeszcze leń Andi, wszystko robi, żeby tylko się  nie narobić. Przez niego zresztą Erol musiał robić na rano i na popołudniu, bo Pan hrabia nie chciał przyjść do pracy, bo stwierdził, że ma wolne i tyle. tak, że jeden robi na dwie zmiany a drugi siedzi na d… w domu. W ogóle człowiek bez serca, egoista. Birgit jeszcze jest, ale też już nie daje rady, ma dużo nadgodzin, no i Renate , która już pracowała w tej firmie 20 lat, bo tyle lat jest firma na rynku . W grudniu zeszłego roku odeszła mając lat 76 z pracy, bo jeszcze dorabiała. A wiec tyle trzeba pracować w Niemczech! W tym roku zmarł jej mąż, po odejściu Elki , szefowa wpadła na pomysł ściągnięcia z powrotem Renate . Ona mając dobre chęci zgodziła się, żeby nam pomóc w tym ciężkim dla nas okresie. Cały czas mieliśmy nadzieję, że zatrudni kogoś nowego, niestety tak się nie stało. Renate jest nadal z nami i jeździ do pacjentów, nie mam pojęcia jak ona to robi w wieku 77 lat. Moja babcia ma 87 lat. Długo jednak nie da rady tak pracować, sama już stwierdziła, że to dla niej za dużo. Więc co nam pozostaje, chyba szukać nowej pracy, może uda się jeszcze przetrwać przez Święta. Nie mam pojęcia.Właśnie tak pracują Niemcy, ciągle na zwolnieniu i miganie się od pracy, tylko my głupie zapieprzamy i urabiamy sobie ręce pod pachy.

images (2)

Rozterki

Zawaliłam na całej linii , jestem sama na siebie wkurzona ,że nie dopilnowałam mamy w związku z tą sprawą spadkową po dziadkach . Mam nadzieję ,że będzie to można jeszcze odkręcić . Jak do tego doszło , moim zdaniem została po prostu zmanipulowana . Własne rodzeństwo ją oszukało , ja tak myślę . Chciałam zadzwonić do cioci i wujka  w tej sprawie aby dowiedzieć się czemu na to pozwolili. Mama wcześniej prosiła żebym jeszcze  nie dzwoniła , bo wujek chorował . Niestety już go nie zapytam bo wczoraj zmarł. To przykre niestety . Wiem ,że ciocia maczała w tym całym kombinowaniu spadkowym . Może da radę jeszcze wznowić postępowanie , ale adwokat już mi powiedział ,że to będzie sporo kosztować . Poczekam jeszcze na jego końcowe wyliczenia w tej sprawie .

Jak rozmawiać?

Pod koniec marca, przed urodzinami Wikusi jak zawsze zadzwoniłam do mamy, wtedy przeszła samą siebie, znowu wyskoczyła mi z pretensjami, że to niby moja wina, że ona nie ma pieniędzy itd. mam już dosyć słuchania tego, ciągłych oskarżeń itd. Postanowiłam wtedy, że naprawdę nie będę dzwonić chyba, że tylko po to, aby mogła mi podać stany prądu i gazu, bo ja wszystko rozliczam.

Na urodziny Wikusi puściła sygnał i Wiktoria oddzwaniała potem sama do babci.Mama nie pytała o mnie.Takie są rozmowy z moją mamą. Nawet jak bym się starała, i robiła wszystko tak jak powinno być to będzie źle i zawsze będzie niezadowolona. Ale gdy tylko na horyzoncie pojawi się mój brat, to nawet by do ognia za nim wskoczyła. A on wraca zawsze jak Syn Marnotrawny, a ona go ratuje i wspomaga a potem mówi, że nie ma na życie, ale mówi to tak jakbym to ja jej cos zabierała.

Ona nigdy się nie zmieni, obydwoje z bratem zawsze im mało i mało.Przykre to dla mnie, ale już nawet z tym nie walczę, teraz rozmawiamy znowu niby normalnie przez telefon, ale to nie jest to. Bardziej to takie klepanie o pierdołach niż fajna, czuła, przyjacielska rozmowa.To się nie zmieni póki Arek będzie robił to, co robi, czyli głównie nic. Nawet jakby człowiek stawał na uszach to raczej się go nie zmieni, już jest za późno.

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Jak wybrać

 51af46d2cfa8ce67addd8de2e136db41,2,0

Natchnienia jak nie ma, tak nie ma, ogólnie staram się jak zawsze żeby wszystko było dobrze, a że niekiedy wychodzi trochę inaczej. Martwi mnie Paweł, oddalamy się od siebie, ja ciągle zmęczona  prawie ciągle po pracy, przed praca niekiedy też. Na samą myśl o TEJ pracy mam dosyć, żadnej motywacji, nic, mam dosyć tej firmy, wiecznego szukania dziury w całym.Jak zawsze zmieniłam temat, jeśli chodzi o Pawła, za bardzo się oddaliliśmy od siebie, zależy mi na nim i kocham go, ale chyba za bardzo chcieliśmy żeby wszystko było takie idealne? Myśleliśmy, że szybciej znajdzie prace i to go boli i wkurza, wiem o tym, ale musimy jeszcze poczekać.Nauka języka idzie mu coraz lepiej, gramatycznie chyba nawet lepiej ode mnie.Powinien iść do lekarza, cztery dni bolał go bardzo brzuch,  nawet nie spał dobrze w nocy, chciałam  wezwać pogotowie, ale wtedy niby mu przeszło, wczoraj znowu go pobolewał, nie wiem, kiedy mówi prawdę, lepiej iść wcześniej do lekarza niż potem żałować, że  tego się nie zrobiło.Jak to nie minie, to jutro trzeba pojechać  do lekarza .
Wszystko jest spowodowane tym, że ….. i tu się zastanawiam, czym właśnie, dlaczego częściej się kłócimy, ciągle sobie powtarzam, innym potrafię doradzić a sama popełniam błędy. Więc, o co chodzi. STRES, STRES ,STRES-  ja moja pracą,a Paweł jej brakiem .  Ja może  nie tak pracą jak załogą ,oczywiście nie całą, ciągłe wałkowanie tego samego tematu na zebraniach, które niczego  nowego i tak nie wniosą . Wspólne posiedzenia i gadanie, oskarżanie itp. Po powrocie do pracy po wypadku, wszystko wróciło niby do normy, czyli normalnie wróciłam o pracy, nie ma żadnej ulgi taryfowej, nic, zapieprzanie z powrotem i noszenie i przenoszenie pacjentów, z łóżka do salonu z salonu do łóżka i tak w kółko. W ogóle się nie przejmują czy walnie mi kręgosłup czy nie. Nie rozumiem  szefostwa ,wcześniej się tak bali mojego powrotu a teraz się już nie boją ?

Umowę mam do października, wcześniej chciałam ,żeby mi dali na stałe, miałam dostać już rok temu, ale mnie, co tu dużo mówić, wyrolowali i wzięłam, co dali, czyli na następny rok, teraz jednak albo mogą mi dać na stałe albo RAUS  z firmy.
Pytanie czy ja chcę w niej zostać ??? Nie wiem, zastanawiam się nad tym, przestałam ufać swoim pracodawcom, ich priorytety  to zysk , potem pacjenci i dopiero personel. Niektórzy z personelu tylko szukają żeby innym podłożyć świnię i nie chodzi tu o mnie, ale o inne koleżanki. Tylko jedna na drugą cały czas coś szuka. Nie wiem ,może i na mnie, ale mnie już nawet nie zależy, niekiedy chce mi się śmiać.Praca jest po prostu coraz bardziej nieznośna. Idę na urlop w sierpniu, rozmawiałam z szefem , mam ponad 100 nadgodzin, których nie odebrałam od października 2014, trochę się nazbierało, ale też przez to, że byłam chora tak długo. Z tego miesiąca dojdzie następne 20 godzin, mówiłam mu żeby mi nie dawał więcej godzin niż jest w umowie, to stwierdził, że jest czas urlopowy, ok. rozumiem, ale ja muszę do października odebrać wszystkie nadgodziny. Na temat umowy nie chciał za bardzo rozmawiać, bo niby jest jeszcze czas, ale 3 miesiące wcześniej muszę sie zgłosić do Urzędu tutaj, tak tez zrobiłam. W razie, czego jak nie będę mieć pracy do w automacie dostanę zasiłek.W każdym razie nigdy nie wiem jak będę pracowała, na rano, na popołudniu, czy wyjazdy do pacjentów, nieraz plan zmienia się w połowie tygodnia, czy miesiąca, jest to wkurzające. Tak jakbym tylko musiała myśleć o pracy.
Cały czas myślę o zmianie pracy, w innej firmie popracuje rok i tez być może  dostane umowę  na stałe, tutaj pracuję 2 lata i ciągła niepewność, co dalej, co znowu się wydarzy. Nie potrafią docenić pracownika , już tyle ludzi się zwolniło lub zostali zwolnieni za jakieś pierdoły .Można stawać na uszach a i tak będzie coś nie tak. Cały czas myślę o powrocie do handlu, ale niewykluczone, że poszukam pracy w domu opieki,  może w końcu w normalnych godzinach pracy 

264

Do domu ….

 

 

 

Tak się cieszyłam na wyjazd do domu, udało mi się załatwić urlop, od razy po pracy miałam jechać na dworzec, niepotrzebnie się tak spieszyłam, okazało się, że autobus się spóźni. Podobno dzwonili, żeby informować o spóźnieniu, nie wiem, do kogo, bo ja takiego telefonu nie miałam, wiadomo coś trzeba powiedzieć. W końcu byłam w autobusie, po ponad 10 godzinach pracy, padłam po prostu i spałam większość czasu i bardzo dobrze, chociaż szybko przeleciała mi ta podróż.

Przyjechał po mnie Pawełek, tak bardzo się cieszyłam, w końcu w domu, w końcu byliśmy znowu razem, dziewczynki były w domu, tuliłam je do siebie, Anulka  całkowicie się przykleiła  do mnie. Brakuje mi ich bardzo, teraz też, ciągle sama i sama. Praca, dom, dom, praca i tak w kółko.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie te same problemy, co zawsze, czyli z Arkiem.Miałam odpoczywać, spędzać czas z rodzina, z mężem i dziewczynkami. Tak było tylko dwa dni, praktycznie jak w sobotę przyjechałam rano, to Pawełek musiał iść do pracy na popołudniówkę niestety, ja przed jego wyjściem jeszcze byłam tak zmęczona, że po prostu padłam i spałam. Poszłam do taty na grób,  byłam bardzo krótko, bo już się ściemniało. Czekałam na ten moment, chciałam tacie tyle powiedzieć, brakuje mi go cały czas, bardzo mi go brakuje.Niedziela minęła nam spokojnie i rodzinnie, dziewczynki nie mogły się nacieszyć, ja tak samo.W poniedziałek jednak zaczęły się problemy. Nie mam pojęcia jak powinnam postępować, żeby było dobrze, żeby nie było tych ciągłych problemów. Po południu, gdy Pawełek poszedł do pracy, byłam prawie w łazience, gdy zadzwonił domofon, okazało się, że przyszedł Arek, miał przecież nie przychodzić, ale mama go wpuściła. Mam dosyć już tej sprawy, dlaczego on nie chce nic zmienić, dlaczego nie poda Pawłowi ręki, czemu nie chce rozmawiać, przecież byśmy mu pomogli, gdybym tylko wiedziała, że to coś da, że on naprawdę chce zmiany, ale nie na tydzień, nie na miesiąc. Do tego wszystkiego przyszedł z Sylwią swoja dziewczyną, byłam wtedy w łazience i mama otworzyła drzwi. Stali w przedpokoju, Arek zaczął, że chce pogadać, oczywiście na jeden temat, już wiedziałam, chodziło znowu o pieniądze, naprawdę nie miałam zamiaru go oszukiwać, jak będzie ok. to dam mu kiedyś te pieniądze, tak myślałam i myślę pomimo tego wszystkiego, co mi, nam zrobił. Rozmowa zaczęła się spokojnie, starałam się być normalna, nawet nie byłam specjalnie zdenerwowana, ale Sylwia musiała się wtrącać. Właśnie jej chodzi najbardziej o te pieniądze, myślała ze znowu przyjdzie jak kiedyś przychodzili, weźmie dwa tysiące i pójdą w sina dal. Potem nawet Arek do mamy się przez dwa tygodnie nie odzywa, bo, po co, przecież maja pieniądze. Miałam już tego dosyć, zwróciłam jej uwagę, że pieniądze jej się nie należą, czego ta dziewczyna chce, po prostu bezczelność, jakim prawem się dopomina o coś, co jej się nie należy. W każdym razie doszło do słownej wymiany zdań, wypominania, Arek przedstawiał swoje argumenty, tamta się wtrącała, mama stała w drzwiach swojego pokoju. Szkoda mi jej, że musi słuchać takich rozmów, nie powinno tak być, sama jest pośrodku tego wszystkiego.Ona dobrze wie, że ja chce dobrze, ale wiadomo, że chce też jak najlepiej dla Arka, ale ile można holować na swoich plecach chłopa 37- letniego przez życie. Chyba już starczy tego wszystkiego. Wracając do tematu doszło do tego, że Sylwia cały czas się wtrącała, po czy stwierdziła, że ja, ŻE JA się znęcam nad mama i nad dziećmi psychicznie i fizycznie, że okradam mamę. Ja mamę, ja, która cały czas się nią opiekuje, teraz jak wyjeżdżam to opiekuje się nią Pawełek, zięć, który dba o nią lepiej niż jej własny syn. Smarkula, która nie ma pojęcia o życiu, tylko dzieci rodzi, a matka jej je wychowuje i ona ma czelność do mnie tak się zwracać, nie wytrzymałam, stali przy drzwiach, ale udało mi się dosięgnąć klamki, chciałam otworzyć drzwi, ale przyblokowała mi je ciałem, kazałam im się wynosić z mojego domu, na co oni w ogóle się oburzyli i nie mieli takiego zamiaru, ona zaczęła mi wymachiwać rekami. U mnie w domu , przychodzi do mnie, ma jakieś wymagania, do tego mnie odpycha, szarpie i nie ma zamiaru wyjść z domu. Dobre sobie. Koniec końców, jestem po prostu na to wciekła na swoje zachowanie, że do tego doszło, w każdym razie poszarpałyśmy się trochę, nie chciałam, żeby taka sytuacja miała miejsce. Jak ja mogłam dać się tak sprowokować, ta dziewczyna lubi takie życie, to jakaś rodzinka z marginesu, nie mam po prostu słów już do tego wszystkiego. Jak można tak postępować, mam już tego wszystkiego dosyć. Udało mi się w końcu ich pozbyć z domu, jeszcze na klatce były przepychanki. Arek powiedział, że ja tego pożałuję, a ona stwierdziła, że zadzwoni na policje na mnie. Oni naprawdę wymagają leczenia już chyba oboje, na mnie dzwonić na policje, przecież to ja zostałam zaatakowana w swoim własnym domu, obrażana i wyzywana jak zawsze.

Jest mi tak przykro, najbardziej z powodu dzieci, nie wiedziałam, że Wikusia stała w drzwiach pokoju, nie wiem, nawet już nie mogę sobie przypomnieć czy Anulka tez stała tam w drzwiach, raczej tak, bo zawsze są ciekawe. Poprosiłam, je żeby zamknęły albo przymknęły pokój, działo się to wszystko tak szybko. W każdym razie wtedy, gdy mówiłam to do dziewczynek to oni byli jeszcze wtedy w domu, jakoś się obróciłam i zobaczyłam Wikusię. Potem już po wszystkim, poszłam szybko do pokoju dziewczynek, żeby im wytłumaczyć całą sytuację i przeprosić je za to, że były świadkami takiej sytuacji. Nie powinny widzieć czegoś takiego, jestem po prostu wściekła na sama siebie, że tak mnie j doprowadzili do tego, że dałam się sprowokować. Wikusia i Anulka siedziały na łóżku, Wikusia była odwrócona do okna i nie wiedziałam, co robi, nic nie mówiła, gdy tylko się odezwałam, żeby je przeprosić to Wikusia wybuchnęła płaczem i powiedziała: – Mamo on cie kiedyś zabije. Przeraziłam się tym, co Wikusia powiedziała, chodzi mi o to, że tak mała 10- letnia dziewczynka to widzi i, że się tego wszystkiego boi, że boi się wujka, a tak nie powinno być. Ania zaczęła razem z nią płakać, nie mogłam ich uspokoić, przytulałam je i mówiłam, że nic takiego się nie stanie, że oni już poszli, że wszystko będzie dobrze, że mamusia jest z nimi. Przepraszałam je za to, że doszło u nas w domu do takiej sytuacji, że tak nie powinno być, że ja, jako mama też się źle zachowałam, próbowałam im to wtedy wszystko wytłumaczyć. Nie wiem czy potrafiłam, ale troszkę mi się to udało, poszłam do kuchni, podchodzę do okna i co widzę, przyjechała policja, stanęli pod druga klatką, więc pomyślałam, że może nie do mnie.

A jednak do mnie, nie mam słów, to ja powinnam była zadzwonić na policje, ale musiałam uspokoić dzieci, to było dla mnie najważniejsze.  Policjanci zadzwonili do drzwi, stał tam też Arek i ona. Coś tam zaczęli gadać, nie pamiętam co. Żałuje teraz, że po pierwsze  nie wylegitymowałam policjantów , po drugie, że może mogłam powiedzieć im, że ich po prostu nie wpuszczę, bo, z jakiej niby racji.Nie wiem, nie znam się na tym, może nie powinnam ich wpuszczać, ale z drugiej strony nie miałam nic do ukrycia. Jeszcze do tego tłumaczyć się przed smarkaczami, nie mam słów. Byłam tak otumaniona tym wszystkim, nawet nie byłam zła na ich przyjazd, myślałam, że im wytłumaczę wszystko i poproszę o pomoc w takiej sytuacji. Myślałam bardziej o dziewczynkach w drugim pokoju i o mamie, która tez to przeżywała. Panowie policjanci oznajmili natomiast, że to ja jestem tak jakby winna , bo tamta Pani, czyli konkubina brata na mnie składa skargę i oni muszą spisać notatkę. Naprawdę nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać, do dzisiaj nie wiem. Wiec panom opowiedziałam o całym zajściu u mnie w domu, powiedzieli jeszcze, że konkubina brata jedzie na jakąś obdukcje, bo ma niby jakieś zadrapania. Ja na to, że zadrapania może i ma, bo z moim bratem często się biją miedzy sobą i ona ciągle na niego tez wzywa policję, albo ja kot podrapał, bo ma kota w domu, lub w pracy mogło się to stać lub przy dzieciach. Oni się pomiędzy sobą tłuką w domu a ja mam odpowiadać za jakieś niby zadrapania.A ja??? Wtedy zapomniałam, ale teraz wiem, że powinni mnie też zapytać jak ja się czuje, przecież widzieli normalną kobietę, nic nie ukrywałam, samą w domu z chora mamą i z dziećmi.  Nikt mnie o nic nie zapytał, po prostu czułam się jak najgorszy kryminalista, a ja tylko się broniłam w swoim własnym domu.

Praca , praca i tęsknota

Jestem zmęczona tym wszystkim, pracą i tym, że rodzina jest tak daleko.Jutro znowu się zacznie, będę znowu 2 tygodnie bez wolnego, nikt nie powiedział, ze będzie łatwo, ale najlepiej by było pójść do pracy na 8 godzin, Anie tak jak ja pracuje, do tego grafik zawsze w piątek na jeden tydzień, musze pogadać z szefem, żeby robił mi grafik, chociaż dwutygodniowy, nic nie można zaplanować, nawet wizyty u dentysty, czy pójście do jakiegoś urzędy załatwić sprawę. Codziennie na rano, najpierw jazdy do pacjentów z lekami czy kąpiele, potem około 10-11 jestem w domu i od 14do 20 popołudniówka i tak cały tydzień. Teraz w końcu mam wolny weekend, następny za dwa tygodnie. Ale chociaż się wyspałam nareszcie. Jadę w końcu do domu 23/24 lutego, prawie dwa tygodnie spędzę z rodzina, z dziewczynkami, tęsknię za nimi, za Pawełkiem. Muszę zacząć planować, kiedy pomnik postawić tacie. 5 Marca, będzie rok jak zmarł a ja nadal nie mogę się z tym pogodzić. Nie mówię o tym z Pawełkiem, nie płacze przy nim, tacie tez obiecywałam, że nie będę płakać, nie zawsze mi się to udaje. Wczoraj rozmawiałam z Hanią, siostra taty, u babci wszystko ok., ale bardzo przezywa odejście taty, jej ukochany pierworodny. Ciężko rozmawia mi się z Hania, chociaż potrzebowałam tej rozmowy, zawsze jednak płaczemy, brakuje nam wszystkim taty.

 

Jestem wściekła, właśnie przypadkowo się dowiedziałam w rozmowie z mama, że zabrała zegarek taty i oddała go Arkowi, jakim prawem grzebała w moich rzeczach, ten zegarek nie ma dla niego żadnej wartości, i tak był trochę popsuty przy bransolecie. Jedyną pamiątkę po tacie mi zabrała. Co mnie obchodzi, że on nie ma zegarka, dobrze wiedziała, że ten zegarek jest dla mnie ważny, nic więcej nie mam po tacie oprócz wspomnień i zdjęć? A mój braciszek jak zobaczy, że zegarek jest niesprawny to po prostu rzuci go gdzieś w kąt i tyle z niego będzie. Jestem wściekła, że tak zrobiła.Dla nich to tylko rzecz, przedmiot nic nie warty, dla mnie był bardzo ważny. Bardzo się zawiodłam na mamie, jeszcze do tego wszystko zrobiła po kryjomu, po prostu zabrała z szuflady i tyle.

 

Czara goryczy ….

 

Jakie ja mam ” szczęście „. Niech to sie w końcu wszystko skończy .Pojechałam dzisiaj do przychodni ,do laboratorium , potem pomyślałam jeszcze ,ze pójdę do banku, bank jednak czynny dopiero od 11 , wiec wybrałam pieniądze w bankomacie i wtedy o nim pomyślałam , o bracie , nie wiem czemu ,może dlatego ,ze te pieniądze były przeznaczone dla niego , jeszcze trochę i go spłacę mu wszystko tak sobie pomyślałam i jeszcze tak jakoś dziwnie mi sie zrobiło ,ale myślę sobie przecież nie ma możliwości ,żebym go spotkała na tym osiedlu ,bo co o niby miałby tu robić ?? Zaczynam sie obawiać  swoich przeczuć ,to już nie jest pierwszy raz gdy sobie cos pomyślałam , typu co by było gdyby …. i to sie sprawdzało . Samą mnie to dziwi ,dlaczego mam niekiedy takie przeczucia . Wracając jednak do tematu , wzięłam pieniążki i jak zawsze nabrałam ochoty ,żeby iśc do sklepu z odzieżą używaną , zawsze wyszperam cos ciekawego , nie spiesząc sie zbytnio ,pomyślałam ,że zajdę jeszcze do „Biedronki „. Wchodzę więc szybko , bo nie miałam tam zamiaru tracić czasu , kupiłam delicje i banany dla dzieci , kremu dla mamy nie było , kupi sie gdzie indziej ,i szybko do kasy , juz płaciłam , gdy nagle słyszę , gdzieś w tle za mną jest głośno , jakoś tak do mnie to doszło z opóźnieniem ,ze to chodzi o mnie . Obracam sie i co widzę , normalnie czuje sie jak Nostradamus , a tam mój brat . Nie no ,co on tu robi pomyślałam , woła mnie,żebym poczekała, nie miałam zbytnio ochoty na spotkanie z nim  , ani na rozmowę , bo już wiedziałam o co będzie pytał . Po za tym faktycznie dojdzie do tego ,ze będę sie go wstydziła na ulicy ,zawsze jak go spotykam , to sie zastanawiam ,czy bedzie ok czy nie . W każdym razie pod sklepem wyjaśnił ,ze wraca z zusu ale wysiadł wcześniej bo go kanary złapały ( znowu zresztą ) .I tu powinna nasza rozmowa sie zakończyć , powinnam isc w swoja stronę ,a on w swoją , miałam przecież iśc do tego lumpeksu .Ale zapytał kiedy mu dam pieniądze , wiec mówię , że zbieram bo z konta mogę po tysiącu wybierać a do banku nie bedę specjalnie jechała . Zresztą akurat dzisiaj chciałam wybrać dwa tysiące ale był zamknięty ten cholerny bank , tego mu jednak nie powiedziałam , planowałam ,że dam mu pieniądze wcześniej , żeby juź mieć spokojna głowę przed wyjazdem do pracy i żeby Pawełek nie zawracał sobie tym głowy . Nawet nie zdarzyłam wspomnieć o tym Pawełkowi ,że mam taki zamiar ,ze spłacę go teraz więcej ,żeby potem dopiero we wrześniu resztę ,ale teraz to mniejsza z tym .

Poszedł za mną do „Pepco’ ,odechciało mi sie już zakupów , mówię do niego ,że po pierwsze nie mam czasu , po drugie dam mu tak jak mówiłam teraz 3 kawałki ,potem we wrześniu resztę ,a on znowu ,ze może tysiac w sierpniu ,przecież ja tez muszę zapłacić za czynsz ja na to .On oczywiście ,że mleko , wydatki ,ślub jakiś tam jego ,a co mnie to ma obchodzić , rozumiem wydatki ale moimi dziećmi nikt się nie przejmuje . Powiedziałam ,ze dam ,ale on i tak swoje . Zdenerwowałam sie juz ,od razu miałam zamiar wracać do domu ,wychodzę więc z tego zakichanego sklepu i pod biedronka mówię mu ,żeby juz dał spokój , bo jak sie zobowiązałam to go spłacę tak jak bylo w umowie . Kurde jak bym miała wszystko od razu to bym mu dała i niech da mi spokój , co za człowiek , nie dość  ,że na niczym mu nie zależało i nie  zależy , wszystko mogło przez niego przepaść , zniszczeć , mamie by tez nie pomógł to jeszcze mnie wykańcza psychicznie . Przecież nikt go nie chce oszukać , niekiedy potrzebuje też  trochę oddechu i tak wiążemy ledwo koniec z końcem . Stwierdził ,że jak ja mu nie dam tego tysiąca to on od mamy bedzię chciał pożyczyć , jestem ciekawa jak , chyba na wieczne oddanie , bo jak widać do pracy sie na razie nie wybiera . Na pewno nie , to ja sie wstydziłam od mamy brać  pieniądze , chociaż jest cały czas u mnie juz od paru miesięcy ,a on w ogóle nie ma z tym problemu , a ja cały czas sie opierałam przed braniem pieniędzy od mamy , to juz naprawdę nie rozumiem . Dobrze mi Paweł mówił ,ze nie powinnam sie wstydzić prosić mamę jak zajdzie taka potrzeba ,ale dobra .

Źle zrobiłam ,ze zaproponowałam mu z tego wszystkiego ,ze go podwiozę do domu ,mógł iść w swoja  stronę ,ale zawsze muszę się odezwać nie w porę  i tak wyszło . Oczywiście zgodził sie i po co mi to było .Ale ja jestem durna .Przy kebabie doszło do dalszego ciągu rozmowy , w końcu się wkurzyłam i nie wiem jak do tego doszło ,ze zaczęliśmy sobie wytykać rzeczy na temat taty , chociaż on dobrze wie ,ze ja mu nie wybaczę , bo dla mnie to nie była opieka , co pojechał parę razy z mama do szpitala i do tego jeździł często jak był „wczorajszy” ile oni mieli przez niego kłopotów i problemów, ale on uważa inaczej , ja wiem swoje . Z tego wszystkiego jak on skoczył do mnie , zaczął mnie wyzywać , że jestem najgorsza s… k… ,że mnie zaj….. , do tego ,że spali mi ten samochód ,ze na Pawła tez ma już kogoś albo ,że się znajda juz sama nie pamiętam , w każdym razie powiedziałam mu ,żeby sie zamknął i uspokoił , bo ludzie patrzą , a on ,że to pier…. ty s….. ,ale on miał po prostu atak szalu chyba , ja tez się zdenerwowałam ale nigdy bym go tak nie wyzwała na ulicy , rozumiem ,że nerwy puszczają ale sa też jakieś granice zachowania , jak to wyglądało od ludzi , koszmar , ktoś z boku mógł pomyśleć ,ze jakiś facet mnie napada albo coś , jak on tak sie wydzierał to nie wytrzymałam i każda normalna kobieta by tak zareagowała , po prostu uderzyłam go w twarz , on do mnie doskoczył – ” i co mam ci wpier….. mówi ,nie ciesz sie mówi do mnie ” Niby z czego miałam sie cieszyć ,że mnie zeszmacił na ulicy , własny brat , dla mnie on już nie jest bratem , już gdy tata był chory przestał nim być , mam do niego ogromny żal . Wszystko zaczęło sie od choroby taty i wtedy wszystko sie posypało . Dalej mnie wyzywał , powinnam wtedy odejść ,ale szybko wzięłam telefon i chciałam go nagra c jak on sie zachowuje ,ale tak byłam zdenerwowana ,że nie byłam w stanie normalnie włączyc , nagrywania w końcu gdy mi sie to udało  , tak myślałam to on odszedł wrzeszcząc ,ze tego pożałujemy , nie wiem czego , chyba tego ,ze chciałam uczciwie mu pomóc  i uczciwie go spłacić .

Byłam tak roztrzęsiona , jeszcze jak mnie wyzywał to widziałam kobietę jak przystanęła i pewnie tego słuchała , jaki wstyd , rozejrzałam się jeszcze , tak naprawdę gdyby mnie uderzył czy coś , to chyba by mi nikt nie pomógł .Spojrzałam w stronę budek ,z pieczywem i kebabem ,a tam nic ,kobieta prawie sie tam odwróciła ,miałam zamiar podejść do osób tam pracujących tylko nie wiem juz sama po co . Co miałam pytać czy to słyszała, ludzie nie chcą widzieć takich rzeczy . Taka byłam zdenerwowana ,że nie byłam pewna czy dam rade prowadzić ,ale dałam jednak radę ,miałam zamiar jechać od razu na policje , juz mam dosyć tego wszystkiego ,ile można znosić jego zachowanie ,on się nie zmieni nigdy , co ja mam sie obawiać o swoja rodzinę , dzieci , nie mogę  spokojnie wychodzić z domu????

Pomyślałam jednak ,że pojadę najpierw do domu , wszystko opowiedziałam mamie i Pawełkowi, mama jak zawsze nie radzi sobie z takimi problemami , tez było to dla nie zaskoczenie ,tak samo stwierdziła ,że powinnam z nim nie wdawać się w dyskusje tylko wracać do domu lub iśc do tego sklepu ,ale sorry  co ja mam mieć zamkniętą jadaczkę  nic nie mogę  powiedzieć ” kochanemu braciszkowi ” bo sie zdenerwuje , koniec z tym trzymaniem go pod kloszem ,całe życie ktoś go chronił ,czyli rodzice ,bo nie ma pracy , bo Magda w końcu kopnęła go w d… i bardzo dobrze zrobiła , on nie nadaje się do życia w społeczeństwie . Tata uważam ,że zmarł miedzy innymi ze zgryzoty i stresu , i raczysko go wykończyło , do tego choroba mamy , znowu dodatkowy stres  , ja ,my – tez sie martwił o nas , gdy wyjeżdżałam do niemiec do pracy tez sie stresował bo chciał nam pomóc ale nie zdarzył i umarł . On jeden wiedział , oprócz Pawełka oczywiście ze ja chciałam dobrze dla dzieci, dla niego , zawsze myślę o wszystkich , siebie zostawiam na koniec , nigdy nie mam czasu dla siebie , na nic , kiedyś tyle czytałam , teraz nawet nie mam czasu na gazetę.

Skończyło sie na tym ,że pojechałam z Pawełkiem na policje , niech oni w końcu coś zrobią z tym , bo albo sie stanie kiedyś tragedia jakaś albo nie wiem juz co . Nie wiem , nie ufam mu , nie wiem co może mu odbić , nie wiem czy to takie durne gadanie , po złości , czy może w końcu się okaże ,ze faktycznie by mógł cos zrobić , czy mam sie  cały czas zastanawiać nad tym ??? czy uciąć to póki nikomu nic sie nie stało ?

Ja chce tylko pojechać do pracy i uczciwie zarobić , chce go spłacić tak  jak obiecałam , i chcę żyć tylko  w spokoju , chce w końcu przeżyć żałobę w spokoju po tacie . Ciągle nie mogę go opłakać w spokoju bez problemów ,wykończę sie w końcu jak on myślę niekiedy Ale wiem tez ,że muszę być silna dla dzieci , dla Pawełka dla mamy , na końcu ja .

Złożyłam doniesienie na własnego brata , źle się z tym czuje , tyle razy go prosiłam ,żeby się zmienił , żeby poszedł na leczenie , starał się więcej w poszukiwaniu pracy . Nie on nie słucha dobrych rad , więcej mu nie pomogę , zrobiłam co mogłam . Nawet na policji jeden z policjantów powiedział mi ,że wyhodowałam sobie węża na własnym ciele , juz kiedyś  to słyszałam od Pawełka chyba nie jestem pewna . Nie wiem jak to bedzie , jak to wszystko sie potoczy ,czy nie zaszkodzę tym zawiadomieniem naszej rodzinie , martwię sie ,ale jak bym tego nie zrobiła to on dalej czułby sie bezkarnie , on tylko czeka na to ,żeby Paweł nie wytrzymał nerwowo i go pobił , wtedy zgłosił by zawiadomienie o pobiciu , wiem ,że tak by zrobił , bo juz tyle razy prowokował ,ale zawsze Paweł starał się nie dać sprowokować do tego stopnia ,że mogłoby do tego dojść .Zawsze chciałam uniknąć takiej sytuacji jak dzisiaj , niestety doszło do tego ,że jak nie ma na niego siły innej niż taka , to chyba dobrze postąpiłam .

Tak szkoda mi taty ,ze może patrzy na nas z góry i nie jest zadowolony , nie powinno tak być !