Sypie się

Ponad trzy tygodnie minęło od Wszystkich Świętych, nie wspomnę już od mojego ostatniego wpisu. Za każdym razem to samo, nie mogę się zdyscyplinować, żeby regularnie zaglądać. Chociaż bardzo tego chcę, ale tyle się dzieje, że nie mam czasu. W pracy niestety coraz gorzej, a na samym początku było super. Jeśli chodzi o pacjentów, to bez problemu, raz lepiej, niekiedy troszkę gorszy dzień w pracy. Problemem jest personel, a bardziej jego brak. To, co ostatnio się wyrabia to po prostu nie mieści się w głowie. Co i rusz ktoś szedł na chorobowe, zaczęło się właśnie w sierpniu. Najpierw poszła jedna, potem po dwóch dniach jej synowa, moim zdaniem wszystko to było zaplanowane od dawna.Zresztą po miesiącu chorobowego Claudia dała wypowiedzenie i odeszła, natomiast jej teściowa dalej jest na zwolnieniu i podejrzewam, że prędko nie wróci do pracy, może pójdzie na wcześniejszą emeryturę. Tak przynajmniej mi się wydaje, w każdym bądź razie w tym roku nie wróci, teraz to mogą sobie już nie wracać, zostawili nas z premedytacją specjalnie na tak długo. Już od dawna musiał być konflikt pomiędzy nimi i szefową. Pod koniec sierpnia Krystyna poszła na operacją kolana i jest na zwolnieniu do dzisiaj, miała wrócić w grudniu, ale wiedziałam, że nie wróci, że będą ciągnęły aż Święta Bożego Narodzenia miną. Wcześniej jeszcze w lipcu na chorobowe poszła Alien , będzie już w styczniu rodzić. Po tym wszystkim ciężko nam było wszystkim, bo gdy inni „chorowali „ to drudzy musieli więcej pracować i tak jest do dzisiaj. Tyle tylko, że jest jeszcze gorzej z dnia na dzień, albo szefowa zamknie to do końca roku albo może jakimś cudem przetrwamy. Pod koniec Października nie wytrzymała Elke i odeszła, do końca miałam nadzieję, że tego nie zrobi, ale naprawdę nie szło się dogadać szefową, Elke wszystkim się wtedy zajmowała a i tak dla szefowej było źle. Więc odeszła, byłam wtedy na urlopie, gdy wróciłam z urlopu poszła wtedy Lidka na urlop a po urlopie na chorobowe i tak już trzeci tydzień. Nie wiadomo, komu zaufać, nie wiadomo, kto co zrobi. Myślę, że Lidka chyba też szykuje się do odejścia i może na zrobi niespodziankę na Święta. Paru pacjentów też zrezygnowało z naszych usług. Jak tak dalej będzie to wykruszymy się w naturalny sposób i szefowa zamknie to wszystko. A tak było na początku super, a jednak wyszło szydło z worka i już wiem gdzie jest problem. Szefowa nim jest, sama stwarza taką atmosferę i nie zawsze ma we wszystkim ma rację, nie dopuszcza nikogo do słowa i od razu jest zła jak ma się inne zdanie niż ona. Sama wymaga pomocy, bo jest po podwójnej operacji kolana i też wymaga rehabilitacji a także leczenia.Dzięki Bogu wyjeżdża w okresie świątecznym na tydzień, więc będzie trochę spokoju w pracy, za dużo zamieszania wnosi do firmy. W jeden dzień ma humor a na drugi dzień totalnie inny człowiek. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Anne, to jest mistrzyni w chorowaniu nie tak dawno dwa miesiące jej nie było, wróciła tylko na chwilę na gościnne występy, po czym okazało się, że też będzie robić operację kolana i poszła na zwolnienie.Po trzech tygodniach okazało się, że jednak nie zrobiła tej operacji, bo podobno miała w tym czasie zapalenie oskrzeli czy tam płuc i musiała niby przełożyć operację, jednak nie wiadomo, na kiedy. Nawet szefowa o tym nie wiedziała.W przyszłym tygodniu miała jednak wrócić do pracy od poniedziałku. Niestety to trzeba mieć tupet, właśnie się dowiedziałam, że podobno spadła z drabiny. Na pewno uwierzę, mam dosyć, szefowa na 100 % zablokuje urlop Erolowi, a naprawdę należy mu się też odpoczynek. Chłopak robi, co może, praktycznie bez wolnego, zresztą ja też miałam w tym miesiącu tylko 5 i 19 listopad wolne i do końca nie mam wolnego. Nie mam już siły, praca śni mi się po nocach, nie umiem odpocząć normalnie. Potrzebujemy ludzi do pracy i nie ma nikogo, nie rozumiem niby tyle osób jest bezrobotnych, a nikt nie kwapi się do Pflege. Nawet bez wiedzy szefowej dałam ogłoszenie na Facebooku, gdzie Polacy w Niemczech ogłaszają się w przeróżnych sprawach i nic.Parę osób się odezwało, ale jedna chce później pracować, bo od 6 to za wcześnie i jeszcze najlepiej bez popołudniówek, inna natomiast bez prawa jazdy, a tu jest wymagane prawo jazdy, bo trzeba jeździć dużo do ludzi. Tak, że już wiemy, że i Anne nie będzie w grudniu, Super po prostu. Została mi tylko jeszcze Beata i tak razem ciągniemy ten „wózek „, został jeszcze Erol, który naprawdę pracuje dużo i dobrze, jest egzaminowany.Zostaje jeszcze leń Andi, wszystko robi, żeby tylko się  nie narobić. Przez niego zresztą Erol musiał robić na rano i na popołudniu, bo Pan hrabia nie chciał przyjść do pracy, bo stwierdził, że ma wolne i tyle. tak, że jeden robi na dwie zmiany a drugi siedzi na d… w domu. W ogóle człowiek bez serca, egoista. Birgit jeszcze jest, ale też już nie daje rady, ma dużo nadgodzin, no i Renate , która już pracowała w tej firmie 20 lat, bo tyle lat jest firma na rynku . W grudniu zeszłego roku odeszła mając lat 76 z pracy, bo jeszcze dorabiała. A wiec tyle trzeba pracować w Niemczech! W tym roku zmarł jej mąż, po odejściu Elki , szefowa wpadła na pomysł ściągnięcia z powrotem Renate . Ona mając dobre chęci zgodziła się, żeby nam pomóc w tym ciężkim dla nas okresie. Cały czas mieliśmy nadzieję, że zatrudni kogoś nowego, niestety tak się nie stało. Renate jest nadal z nami i jeździ do pacjentów, nie mam pojęcia jak ona to robi w wieku 77 lat. Moja babcia ma 87 lat. Długo jednak nie da rady tak pracować, sama już stwierdziła, że to dla niej za dużo. Więc co nam pozostaje, chyba szukać nowej pracy, może uda się jeszcze przetrwać przez Święta. Nie mam pojęcia.Właśnie tak pracują Niemcy, ciągle na zwolnieniu i miganie się od pracy, tylko my głupie zapieprzamy i urabiamy sobie ręce pod pachy.

images (2)

4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Praca ,dom , dzieci,mąż , nauka , Ja

Czas płynie nieubłaganie, jestem nadal na zasiłku, ale dodatkowo pracuję na minijop, dalej chodzę do Tamary sprzątać dwa razy w tygodniu, w kwiaciarni i w domu. Chciałabym jednak pracować, jeśli będzie taka możliwość w swoim zawodzie, ale w jakimś normalnym sklepie najlepiej z odzieżą, kosmetykami lub na wyposażeniu domu. Po świętach chce złożyć papiery o uznanie zawodu w Niemczech, niby nie potrzeba do wykonywania zawodu sprzedawcy, ale Niemcy lubią papierki i dodatkowe zaświadczenie poświadczone tutaj będzie tylko na moją korzyść.Wielkie nadzieje wiązałam z florystyką i nadal o tym myślę. Tym bardziej, że mam dostęp, przebywając u Tamary w kwiaciarni, często widzę uczennice, zmieniają się jak rękawiczki, odchodzą i przychodzą nowe.Chciałam się wkręcić u niej na tzw. praktykę, oczywiście muszę wtedy powiadomić Arbeitsamt, nie w tym jest jednak problem, tylko z Tamarą.Poznałam ja już trochę przez te pół roku i na dzień dzisiejszy nie chciałabym jej mieć, jako swojej szefowej. Teraz niby jest moją szefową, (jeśli tak mogę to uznać), ale na chwilę obecną tylko u niej sprzątam. Szkoda mi, że ona tak mi się przynajmniej wydaje, nie docenia mnie. Odnosze niekiedy wrażenie, że ma mnie chyba za taka trochę niedouczoną, tak jakbym tylko do sprzątania się nadawała. Oczywiście nie mam nic przeciwko sprzątaniu, jeśli trzeba to bierze się taką pracę jak jest. Wiem, że to przejściowe. Do tego Tamara nie chce normalnie płacić, tylko minimalną w Niemczech 8, 50 euro, w Polsce to dużo, ale tu powinno być więcej za taka pracę.

 

dysleksja-a-nauka-jezykow-obcych-obrazek_duzy_4042070

Poszłam do szkoły na kurs językowy, zrobili mi test, myślałam, że będzie lepiej, nie napisałam jednak całego testu, podobno nikt jeszcze całego nie napisał, no chyba, że zna perfekt niemiecki. Kurs rozpoczęłam na początku marca i jak na razie gramatyka wchodzi mi wolno, ale teraz dwa tygodnie ferii w tym czasie mam zamiar nadrobić trochę z tematem. Wiem, że dam sobie radę z tym kursem, potem mam nadzieję zrobić jeszcze Ausbildung, zastanawiam się tylko, z czego ( nie potrafię się określić sama nawet przed sobą nie potrafię zdecydować), tyle dziedzin i rzeczy mnie interesuje.Jest tyle do zdobienia, poznania, zobaczenia, że chyba mi braknie czasu w tym życiu.:)

nauka

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Bez Ciebie Tato …

0

 

Dzisiaj minęło 2,5 roku odkąd odeszłeś Tato .Czas  nie leczy ran jak to mówią ,jest ciężko i smutno bez Ciebie . Dziewczynki coraz większe ,mądrzejsze , byłbyś dumny z Wiktorii i Ani .Wikusia w szkole miała bardzo dobre oceny , nauczyciele byli bardzo zadowoleni , Anusia tak samo ,coraz lepiej idzie jej z językiem  Dobrze im tutaj , wszystko co sobie zaplanowałam spełnia się pomału. Wierzyłeś we mnie ,że się nam uda .Brakuje mi Cię bardzo , tyle mam Ci teraz do opowiedzenia .Przykro mi ,że kiedyś często nie miałam czasu nawet na kawę , przepraszam za nasze rzadkie spotkania .  Ciągle było coś ważniejszego. Po prostu to niemożliwe ,że to już 2,5 roku gdy nie ma Cię z nami . Udało mi się załatwić działkę niedaleko naszego mieszkania ,ale miałbyś tu zajęcie u nas:). Lubiłeś tak bardzo przebywać w ogródku, podobało by Ci się tutaj . Myśląc o Tobie w ogrodzie , uśmiecham się .Tam czułeś się chyba najlepiej . Mam nadzieję ,że tam coś jest i że masz tam swój ogród na zawsze .Brakuje mi Ciebie bardzo . Tak bardzo chciałabym cofnąć czas .

 

klepsydra_znicz wspomnieniaddd

 

Jest dobrze:)

Szybko przeleciał ten czas, a mi wydaje się, że dużo go zmarnowałam, nie wiem, dlaczego. Nie umiem odpoczywać, nawet jak mam czas i mogłabym poleżeć i obejrzeć film to nie potrafię wytrzymać i albo ciągle myślę, co powinnam jeszcze zrobić albo, co i gdzie jeszcze załatwić zamiast się po prostu wyciszyć i np. obejrzeć film z rodziną. Niekiedy oglądamy razem, dziewczyny bardzo lubią bajkowy serial, wtedy jest fajnie, miło tak jest obejrzeć razem film. Rehabilitacja się zakończyła 15 maja, cały miesiąc chodziłam na nią dzień w dzień, oprócz dni wolnych oczywiście, niekiedy miałam dosyć, sama gimnastyka i trening czy masaże jak najbardziej ok., ale te ich jakieś szkolenia to przesada, za dużo tego było i nie wszystko potrzebne jest mi do wiadomości. Tak jak powiedziałam nie lubię marnować swojego czasu, czyjegoś także, szkoda mi każdej chwili, której kiedyś mogłoby mi zabraknąć na powiedzenie czegoś i zrobienie czegoś dobrego. Staram się może za bardzo, za bardzo bym chciała mieć poukładane życie, a przecież nie poukładam wszystkiego tak jak w pudelku. Dziewczynki się śmieją ze mnie, bo akurat pudełka lubię, wszystko zawsze na coś się przyda, idealnie pochowane i przechowywane J Z jednej strony może to i głupie, ale, bardzo praktyczne.

Jak zawsze odbiegam od tematu, rehabilitacja się, więc zakończyła, czuję się naprawdę super, jestem bardzo zadowolona, polubiłam nawet te treningi.Po zakończeniu rehabilitacji, przyznano mi jeszcze taki trening, który mogę wykorzystać 24 razy po 2 godzinki, wtedy, kiedy mi pasuje.Wczoraj byłam pierwszy raz i już zrobiłam sobie terminy.

indeks

Z pracą jeszcze nie wiem jak będzie.Po ostatniej rozmowie z szefostwem zastanawiam się, co powinnam zrobić. Dobrze wiedzą, że praca, jaką wykonuje jest temu winna, obawiają się jednak mojego powrotu. Dano mi delikatnie do zrozumienia, że dobrze by było jakbym pomyślała o wariancie B jak to ładnie powiedziała moja szefowa, że może lepiej jakbym się porozglądała za czymś lżejszym dla mnie, bo operacja kręgosłupa i opieka nad chorymi nie chodzą w parze. Przecież tylu ludzi przechodzi takie zabiegi, muszą wracać do pracy, w większości przypadków nie ma żadnych powikłań czy nawrotów choroby.W każdym razie są trzy opcję albo wrócę i będę pracować normalnie, albo wrócę i mnie zwolnią lub zostawią mnie do końca umowy, a potem dopiero zwolnią, sama nie wiem, okaże się jak wrócę. Znowu dostałam listy, co chwile coś przychodzi, biurokracja mnie tutaj wykańcza, ile można odpowiadać na jedno i to samo.

Przez ten wypadek miałam sporo czasu na zastanowienie się, co dalej, nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, ale to, co powiedziała szefowa o wariancie „B” utkwiło mi w pamięci. Zrozumiałam, że niepotrzebnie tak się starałam w pracy, dawałam z siebie wszystko, pacjenci byli dla mnie najważniejsi, a teraz ja nikogo nie obchodzę, oprócz mojego męża i dziewczynek.  Nie mam pojęcia jak to rozwiązać, aby sobie nie zaszkodzić. Zwolnienie lekarskie mam do końca maja, ale powinnam jeszcze przedłużyć przynajmniej do połowy czerwca albo dłużej. Paweł jak miał operację kręgosłupa to nie było go pół roku w pracy, tylko, że on miał jeszcze bardziej poważniejszą operację od mojej. Normalnie po rehabilitacji chcieli mnie wysłać na takie przysposobieniu do pracy, takie wdrażanie się na powrót, miałam iść najpierw 2 tygodnie po 2 godzinki a potem następne 2 tygodnie po 4 godzinki, ale mi szef tego pisma nie podpisał, od razu się nie zgodzili, to właśnie wtedy szef  powiedział  żebym została na zwolnieniu tyle ile muszę lub właśnie pomyślała o tym wariancie „ B”. W każdym razie Andrea napisze mi nowe CV, myślę o powrocie do handlu, w tym tez czułam się bardzo dobrze, jest parę interesujących mnie sklepów gdzie się widzę, myślę bardziej o butikach, ale to wszystko będzie zależało od wielu czynników. Trochę straciłam serce do obecnej pracy, same wyrzeczenia, Swiątek piątek w pracy – 12 dni pracy i dopiero 2 dni wolne i im bardziej zbliża się mój powrót do pracy to się zastanawiam, czy warto tak się męczyć i stresować.

W każdym razie na chwile obecną po zwolnieniu wrócić muszę, ale postaram się znaleźć coś, co będzie moja pasją. Chciałabym bardzo, żeby praca, do której chodzę była po prostu wręcz przyjemnością nie tylko przykrym obowiązkiem. Tak było i z opieką, lubiłam jeździć do pacjentów, pomagać im itd., ale tak naprawdę jest bardzo mało ludzi, którzy oddają  się tej pracy z sercem, bardziej są nastawieni tylko na zarobek w przypadku właścicieli takich firm zajmujących się opieką, a pracownicy jak są dobrzy to po jakimś czasie albo sami odchodzą albo są zwalniani, bo nie wytrzymują, a ci, co im się nie chce pracować, nie maja żadnego zainteresowania pacjentem to będą sobie dalej pracować.

kazda-powazna-zmiana

***

Na niczym nie mogę się skupić, ciągle coś do załatwienia, sprawy do wyprostowania czy wyjaśnienia, pisma, pisma, e-maile, dzwonienie i tak po kilka, kilkanaście razy za czym coś się załatwi.Niekiedy mam wrażenie, że rozmawiam z nienormalnymi ludźmi. Tak są niektórzy tępi w tych urzędach, że to się w głowie nie mieści, a tak narzekałam w Polsce na biurokrację, to teraz mam ja podwójnie. Jak oni tu kochają papierki, na wszystko papierek.Muszę iść do szkoły teraz załatwić na rower dla Wikusi jakiś znaczek, nie może jeździć podobno na rowerze z kołami 26 cali tylko 24 cale, ale podobno na swoim podwórku by mogła, ale jakby była wycieczka rowerowa ze szkoły czy sama by jechała na rowerze do szkoły lub po mieście to można dostać mandat nawet, bo nieprzepisowo. Nie miałam pojęcia, no, ale bezpieczeństwo dziecka najważniejsze wiec trzeba to wyjaśnić.

Jestem w domu już drugi tydzień po zabiegu, jest nawet dobrze, chodzić mogę, ale zwolniłam trochę, robię wszystko teraz bardziej uważnie, zwracam uwagę jak się schylam, obracam czy przy chodzeniu. Zawsze wszędzie szybko pędziłam, tylko szybko, szybko, bo czasu mało, trzeba jednak zwolnić, nie ma, po co się tak spieszyć i tak wszyscy zmierzamy z jednym kierunku, więc, po co ciągle ten pęd lepiej jednak trochę się zatrzymać i zastanowić. Muszę być całkowicie zdrowa dla siebie, dla dzieci, Pawła.Ostatnie dwa dni trochę boli po prawej stronie krzyża i muszę znowu iść do lekarza, niech lepiej sprawdzi czy wszystko dobrze. Za tydzień 3 tygodnie rehabilitacji.

” Złote Góry „

 

Myślę, że nie będzie źle. Po operacji czuję się dobrze, lekarze tak samo mówią, że będzie dobrze, teraz jest to dopiero 5 doba po operacji, wiele osób przechodzi takie zabiegi, praktycznie codziennie są takie operacje wykonywane. Jednak jak coś takiego się dzieje to zaczynamy się zastanawiać nagle nad wszystkim, co dalej, czy wróci się do zdrowia w pełni, czy będę mogła nadal wykonywać moją pracę. A lubię moją pracę, sama pomagałam innym, moja praca polega właśnie na opiekowaniu się innymi, czyli osobami starszymi i schorowanymi, często na wózkach lub leżący tylko w łóżkach. Wymaga to wiec też mojej siły fizycznej, a więc kręgosłup musi być zdrowy.Jednak teraz powrót do całkowitej sprawności na pewno trochę potrwa. Właśnie, jeśli chodzi o poruszanie się to wydaje mi się, że jest dobrze, lekarze sami mi powiedzieli, że sporo osób po takim zabiegu, nie może dobrze siedzieć, czy chodzić, bo np.. utykają. Ja czuje się dobrze, chodzę wolniej, bo boje się żeby czasem się nie potknąć, żeby znowu mi coś nie wyskoczyło w kręgosłupie Noga trochę drętwieje, ale mówią, że teraz to jeszcze normalne, że jak po pół roku tak by się działo no to wtedy można się martwić, ale nie teraz.

Mój mąż jest dla mnie takim wsparciem, nie chodzi o to, że zajmuję się domem, bo on umie to nawet lepiej robić ode mnie, ale chodzi mi o to, jaki jest. Nie wyobrażam sobie Mnie bez Niego. Tak samo dziewczynki, tak bardzo w ostatnich miesiącach dorosły, dziwnie to brzmi, ale tak jest.

Teraz będę na zwolnieniu, po Świętach dopiero rehabilitacja, ale to wszystko dopiero mi powiedzą, kiedy, gdzie i jak.  Wiem, że będzie dobrze, bo tak musi być.Dostałam wiele miłych słów wsparcia od obcych osób, bardzo dziękuję za nie. To tak buduje człowieka, ja także Wam Wszystkim i każdemu z osobna życzę dużo dobrego.

Przykre jest jednak, gdy dostaje się wiadomości typu:

„to tak jak się wyjeżdża i marzy o złotych górach. W kraju przynajmniej rodzina by pomogła…. „

Lepiej nie pisać wtedy wcale. Każdemu wolno marzyć, nawet, jeśli są „ZŁOTE GÓRY”

Nawet te najbardziej wymyślne marzenia są do zrealizowania, jeśli się o to bardzo walczy. Nawet jak coś się nie udaje, trzeba walczyć dalej. Mam momenty rezygnacji, zwątpienia, złości itd., ale to trawa chwilę, potem mówię sobie, -„ Będzie ok. „ i idę dalej.

Czy staranie się o lepszą przyszłość dla dzieci to coś złego, każdy z Nas rodziców robi wszystko z myślą właśnie o dzieciach.Moją rodziną jest mój mąż i dzieci, tak naprawdę tylko ich mam i na nich mogę zawsze liczyć.

Jak już wcześniej wspomniałam teraz najważniejsze, aby powrócić do takiej sprawności żebym mogła wykonywać swoją pracę.Pytałam już nawet o to, lekarze patrzą trochę na mnie jak na wariatkę, że dopiero po operacji a już mówi o pracy. Nie chodzi mi żeby od razu wracać do pracy, ale chodzi mi o to czy w ogóle będę mogła dalej zajmować się starszymi osobami. Lekarz powiedział mi, że na pewno przez dwa miesiące mogę zapomnieć, chyba, że chcę za każdym razem do nich wracać. Jak mam to wytłumaczyć szefowi, że teraz około dwóch miesięcy mnie nie będzie, może nawet dłużej. Z drugiej jednak strony myślę sobie, co ma zrobić to i tak zrobi. Teraz nie to się liczy.

images