Święta i Sylewster 2017

 

Święta Bożego Narodzenia minęły tak szybko, za szybko. Byliśmy sami z dziećmi, nawet nie mamy, z kim się spotkać, kuzynka mieszka w sumie niedaleko, bo w okolicach Dortmundu, ale ja miałam pracować w Święta oprócz 25 grudnia, Beatka miała być za mnie w ten dzień. Chciałam z dziećmi iść do kościoła i pierwszy raz nie byliśmy w święta w ogóle w kościele, a tak mi zależało. Niestety rozchorowałam się, już od 21 poszłam na zwolnienie, znowu zaczął boleć mnie kręgosłup(, ale tym razem w odcinku górnym), chyba wszystko zaczęło się od tej lewej nogi, już we wrześniu zaczęła mnie boleć. Nie chciałabym żeby powtórzyło się wszystko sprzed 3 lat, gdy wylądowałam w szpitalu, bo było już za późno na leczenie i potrzebna była od razu operacja. Do tego jeszcze doszło przeziębienie, że nawet mówić nie mogłam, po dwóch dniach, gdy już nic pomagało, wzięłam antybiotyk, który miałam kiedyś przepisany i zostało mi jeszcze opakowanie.Wiadomo jak to z lekarzami w okresie świątecznym i między świątecznym, znowu bym czekała na swoja kolej parę godzin w Klinice.

***

W każdym razie święta minęły nam w miłej i domowej atmosferze. Paweł jak zawsze stanął na wysokości zadania i praktycznie wszystko sam przygotował. To jego działka, lubi gotować i tyle. Z tym to naprawdę mam dobrze, wracam po pracy i jak on jest w domu to wiem, że obiad już będzie. Jego marzeniem tak naprawdę jest mieć swoją małą knajpkę z dobrym jedzeniem. Wigilia przygotowana była na medal, szkoda tylko, że nie było ani dziadka ani babci, tylko my. W sumie to ważne byliśmy my razem zdrowi i szczęśliwi, ale jednak brakuje obecności innych członków rodziny.
Staram się nie myśleć cały czas o tym, ale to samo ciągle wraca z 24 grudnia 2013, gdy zamiast szykować Wigilię to wołaliśmy księdza do taty. Byliśmy pewni wtedy, że to już. Wtedy jednak się udało jeszcze. Nie wiem, co bym nie robiła to i tak będzie to wracać w Wigilię. Paweł i dziewczynki też pamiętają, ale już inaczej do tego podchodzą.

***

Jednak święta szybko minęły, a ja trochę lepiej się poczułam przed Sylwestrem, który mieliśmy spędzić w domu jak zawsze. Nawet spontanicznie myśleliśmy pojechać do Paryża, tak mi palnęło z tym Paryżem. Sprawdzałam już nawet hotele, bo nagle dużo potaniało, ale to jednak 700 kilometrów i zaczęłam znowu rozważać za i przeciw. Wyszło, przeciw bo jednak trochę za późno już było, przynajmniej 3 dni trzeba by było spędzić, żeby jeszcze trochę pozwiedzać i do tego zapomniałam, że trzeba wymienić klocki i tarcze w samochodzie. Postanowiliśmy odrzucić ten spontaniczny wyjazd, może w przyszłym roku. Beatka, koleżanka z pracy namawiała mnie żeby do niej pojechać i w końcu zdecydowaliśmy się praktycznie na ostatnią chwilę. Szkoda, że tak późno, bo było bardzo fajnie, oprócz tego, że źle się czułam z tym, że ona miała iść do pracy 1 stycznia, a ja byłam na chorobowym. Nie z mojego jednak powodu, tylko jeszcze jedna osoba poszła w ostatnim momencie na zwolnienie i szefowa poprosiła Beatę, jeśli można by to było nazwać prośbą. A ona nie umie odmawiać, zresztą ja tak samo, chociaż ostatnio już zaczęłam, bo inaczej się nie da z naszą szefową.
Ania miała 1 stycznia zaraz 10 urodziny, tak, że zawsze świętujemy podwójnie. Szkoda tylko, że znowu byliśmy sami. Trochę było jej smutno, że nikt nie przyszedł, że tylko my zawsze jesteśmy w ten dzień. Teraz w Hessen są ferie świąteczne jeszcze do 14 stycznia, wcześniej zostały zaproszone jej ulubione koleżanki, ale dopiero 3 stycznie robiliśmy urodziny.Poszliśmy wszyscy do kina, super film, dawno tak się nie uśmiałam.A po filmie dziewczynki bawiły się dalej w domu. Super było, najważniejsze, że Ania był szczęśliwa.

urodziny_ciastko_092980_379

Święta Bożego Narodzenia

08-20161204_133518

Jutro już Wigilia Bożego Narodzenia , znowu wracają smutne wspomnienia związane z tym okresem świątecznym . Jesteśmy teraz tylko my , nie ma już takich Świąt Bożego Narodzenia jak kiedyś , chociaż Paweł robi co może . Właśnie przygotowuje wszystko na jutrzejszą kolację , oczywiście wszystko musi sam zrobić . Nie mogę narzekać ,on po prostu uwielbia gotować , taka jego pasja .
Mama nie chciała do nas przyjechać , nawet sama chciałam po nią pojechać . Może nie to ,że nie chciała tylko przerażają ją dalekie podróże i jej problemy zdrowotne . I Arek oczywiście , który znowu wrócił do domu do mamy . Znowu będzie jej mącił w głowie .
Święta więc spędzimy razem z dziećmi , a to najważniejsze.
Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

Wyjazd do Polski 2016

Tak bardzo cieszyliśmy się na ten wyjazd. Urlop planowaliśmy już troszkę wcześniej, ale sami dokładnie nie wiedzieliśmy gdzie moglibyśmy pojechać. Najlepiej gdyby było super miejsce, super pogoda i do tego super tanio, ale niestety zazwyczaj jest tak, że te trzy rzeczy nie pokrywają się ze sobą. Ja zaczęłam nową pracę od kwietnia, więc nowa szefowa nie mogła mi dać urlopu w okresie wakacyjnym, gdyż inni pracownicy mieli już swoje urlopy zaplanowane wcześniej. Postanowiliśmy, że pojedziemy na początku października, bo wtedy dzieci miały mieć dwa tygodnie ferie jesienne.Do Polski nie planowaliśmy raczej jechać, gdyby były wakacje to w końcu może pojechalibyśmy na Mazury, co mi mąż już od 15 lat obiecuje i nigdy jakoś nie mogliśmy tam pojechać, bo albo problem z urlopem, albo brak pieniędzy ( zazwyczaj to był ten największy problem) lub wiele innych mniej lub bardziej ważnych powodów.

***

W każdym razie kategorycznie mi zabronili jeżdżenia po Polsce w odwiedziny po wszystkich bliższych i dalszych członkach rodziny.W zeszłym roku właśnie w wakacje pojechaliśmy do Polski, bardzo zajmuję się Genealogią i już chyba od około 12 lat gromadzę wszystko na temat pochodzenia prapradziadków, dokładnie każdą informacją się interesuję. Staram się dowiedzieć się jak najwięcej na temat rodziny, nie chodzi tu tylko o wyszukiwanie i poszukiwanie rodziny na stronach internetowych zajmujących się Genealogią, ale także poszukiwania na parafiach osobiście ( ewentualnie, jeśli nie można osobiście to telefonicznie), czy odwiedzanie Archiwum Państwowego. Także na cmentarzach znalazłam wiele interesujących mnie informacji, wiele faktów można w ten sposób uzyskać i powiązać ze sobą. Tak też było w zeszłym roku.

***

Mieliśmy parę spraw w Katowicach do załatwienia, między innymi spłata resztki kredytu w jednym z banków, wzięliśmy kiedyś pamiętam laptopa na raty, bo nie mogliśmy kupić za gotówkę (niby jak) i tak nam dowalili tą swoją kartą jakąś ratalną , że nie mogliśmy się z tego wygrzebać , ale w końcu udało się nam tego pozbyć wzeszłym roku .

***

U mamy byliśmy parę dni ,nie było wtedy mojego brata, bo znowu poszedł w siną dal szukając chyba swojego rozumu . Nic i nikt nie da rady chyba zmienić tego człowieka .Muszę powiedzieć ,że było nawet sympatycznie , nawet Paweł rozmawiał z moją mamą pomimo tego, co było wcześniej, udało nam się też odwiedzić naszych super sąsiadów ( mieszkaliśmy naprzeciwko siebie ),a także naszą super sąsiadkę Sylwię , która nam naprawdę bardzo dużo pomogła .

***

Pojechaliśmy na cmentarz na grób taty, dalej jest mi trudno pogodzić się z jego śmiercią .

***

Byliśmy tylko 4 dni u mamy , bo chcieliśmy jeszcze pojechać do ojca Pawła (na Mazowieckie), po drodze jednak ujawniłam jeszcze jedno miejsce postoju . Bardzo zależało mi ,żeby pojechać w rodzinne strony mojej mamy w kieleckie , stamtąd wywodzi bardzo się bardzo duża część rodziny . Poza tym dawno nie byłam na grobach dziadków i pradziadków tam pochowanych . Wcześniej jednak miałam spotkanie z Proboszczem w parafii . Bardzo się cieszyłam na te spotkanie , gdyż miał on bardzo istotne dla mnie informacje , niektóre dokumenty były po rosyjsku i nawet pomógł mi w miarę swoich możliwości w tłumaczeniu . Jak dobrze ,że też znam na tyle rosyjski ,że sama mogę też sobie trochę przetłumaczyć , niestety często pismo w takich dokumentach jest trudne do odczytania, jeśli ktoś pisał jak kura pazurem .Proboszcz nie chciał ani złotówki ode mnie za odszukanie tych aktów i sam fakt chęci pomocy ( nie zawsze każdy chce pomóc). Wpłaciłam jednak na konto kościoła datek w podziękowaniu za pomoc.

***

Po spotkaniu z księdzem Proboszczem oczywiście poszłam na cmentarz , jest on bardzo stary, historia Parafii Tumlin sięga jeszcze roku 1600 ( w każdym razie z tego czasu są już jakieś informacje na temat tego malutkiego kościółka ) .Natomiast historia okolic aż do XII wieku. Jest to tak pasjonujące ,że nie mogę się doczekać dalszych poszukiwań .

***

Niestety musiałam na jakiś czas odłożyć poszukiwania z powodu rodziny , pracy , obowiązki domowe i wszystko inne jest najważniejsze . Jak już się wszystko ułoży to znowu na pewno znajdę chwilkę na dalsze poszukiwania . Aż mnie nieraz ręce świerzbią ,żeby znowu się tym zająć ,ale niestety teraz nie mogę .

***

Ale odbiegam znowu od tematu .Chodziłam i chodziłam po tym starym cmentarzu , byłam i u dziadków na grobie i prababci u cioci Ani ( taka fajna ciotka , zmarła w wieku 50 lat ,jeszcze młodsza niż mój tata). Dziewczynki były na początku ze mną bo chciałam ,żeby znały historię naszej rodziny , skąd pochodziła ,gdzie zamieszkiwała . Też kiedyś mnie to nie interesowało ,teraz jest inaczej. Wytrzymały chyba tylko 10 minut i poszły do taty , który czekał pod kościołem .
Potem pojechaliśmy pod Dąb Bartek, który znajduję się zaraz niedaleko Tumlina, a kiedyś wydawało mi się to tak daleko od babci domu a to tak blisko. Dziewczynom bardzo podobało się te piękne i okazałe drzewo. Coraz więcej jest już pod nim tych podpórek.

***

Pojechaliśmy w stronę Warszawy…

Przeprowadzka

Dzisiaj mija 2 miesiące od przeprowadzki, wszystko nawet bardzo sprawnie poszło. Koledzy Pawła niestety nie wszyscy dopisali, ale Ci, którzy przyszli pomogli nam bardzo dużo z większymi meblami. Wszystko udało się przewieść busem na trzy razy, resztę przewoziłam sama z dziewczynkami. Dobrze, że Paweł już dwa dni wcześniej przewoził rzeczy na nowe mieszkanie, bo inaczej nie dalibyśmy rady wywieść wszystkiego w jeden dzień. Na nowym mieszkaniu na początku był po prostu Sajgon, miałam w miarę wszystko opisane, ale mimo wszystko wiadomo jak to wygląda przy przeprowadzce. Mieszkanie bardzo nam się podoba, dziewczynki mają osobne pokoje, Ania ma trochę mały pokoik, ale jest i tak bardzo zadowolona, że w końcu ma swój pokoik. Urządziliśmy też tak, że, mimo że jest mały to wygląda bardzo przytulnie. Wiktoria ma większy pokój i większy bałagan zawsze. Tak naprawdę to Wika nie lubi sprzątać i trzeba ją do tego gonić. Denerwuje mnie to bardzo, ale zapowiedziałam jej, że ma pokój sprzątać sama. Działa na nią tylko groźba zabrania telefonu lub zakaz grania na komputerze. Cały czas muszę kontrolować, żeby nie grała za dużo. Jest teraz w 7 klasie ( tutaj 3 Gimnazjum), zaczyna się buntować coraz bardziej, sama pamiętam, jaka byłam w wieku 13 lat, koszmar. Mi też się wydawało, że we wszystkim mam rację a często tak nie było. Wydaje mi się, że to było tak niedawno a to już 30 lat minęło!!! Czy ona teraz tak samo jak ja kiedyś myśli, że zrzędzę? Że nic nie rozumiem i na niczym się nie znam?
Często staram się rozmawiać z nią na różne tematy, dogadujemy się, ale gdy chce pograć to trochę zapomina się czasowo i zawsze chce dłużej grać niż jej pozwalam. Jest tyle fajnych książek do przeczytania lub innych fajnych zajęć. Powinna mieć jakieś hobby, ale nie na miesiąc, tylko takie, które zajmie ją tak, że będzie mniej chciała grać, oczywiście bez zaniedbywania szkoły.
Wika nie chciała na początku zmieniać szkoły, chcieliśmy jej to wybić w głowy, ale potem odpuściłam robić coś na siłę. Samo po paru tygodniach podjęła decyzję o zmianie szkoły. Teraz chodzi już do nowej szkoły, sama stwierdziła, że za daleko miałaby do starej szkoły. Teraz sama szkoła jak i nauczyciele podobają jej się bardziej. W starej szkole w pierwszym półroczu 6 klasy nie zorientowałam się, że zaczęły się problemy z Biologią i Angielskim, myślałam, że jest po prostu ciężej w Gimnazjum, bo wcześniej była w Hauptschule, do tego jeszcze znajomość niemieckiego też nie jest perfekcyjna i myślałam, że ma po prostu problemy ze zrozumieniem wszystkiego. Nie to jednak było problemem tylko wychowawczyni, na początku nie zorientowałam się, że ona dyskryminuje uczniów. Taka nauczycielka nie powinna pracować w szkole pełnej obcokrajowców, uchodźców, dzieci o różnej kulturze i narodowości.Wiktoria dopiero później zaczęła mi opowiadać, że wszyscy zawsze byli na lekcjach tej nauczycielki zestresowani.Chciałam nawet to zgłosić do instytucji podobnej jak u nas do Kuratorium Oświaty, ale Halinka mi odradziła, powiedziała mi, że mieli podobny problem z Justyną i nauczyciel zawsze „niby „ ma rację.Tak samo z ocenami, też zostały z dwóch przedmiotów zaniżone, mimo że w całym półroczu nie miała złych ocen. Halinka doradziła mi żeby to zostawić, bo i tak zmieniła Wika już szkołę. A ta nauczycielka dalej będzie dyskryminować uczniów, to mnie właśnie wkurza.

Praca mi się podoba

Bardzo jestem zadowolona ze zmiany pracy . Nie mogę narzekać .Oczywiście ,że zawsze są jakieś drobne minusy ,ale złego słowa nie mogę powiedzieć . Oprócz chyba wstawania bardzo wcześnie , tego nie lubię . Niestety nie umiem nauczyć się wcześniejszego  pójścia spać . Teraz jest  jeszcze długo widno to nie da rady, nie umiem po prostu zasnąć a potem mam problem ze wstawaniem .

Pracę zaczęłam od kwietnia , głównie na rano ale zdarzają się też po południówki ale najwyżej 5-7 dni . Trochę mam tylko za mało godzin ,ale w kwartale powinno się to wyrównać . Miałam nie wracać do opieki ale wróciłam i nie jest źle . Bardzo dużo pacjentów na opiece socjalnej , depresyjnych i po chorobie alkoholowej lub jeszcze w trakcie choroby .Nie jest źle . U większości osób trzeba też sprzątać bo nie dają sami sobie rady ze zwykłymi obowiązkami domowymi. Niekiedy jest bardzo spokojny dzień ,ale zdarza się też tak ,ze nie można się wyrobić z czasem . Dużo muszę jeździć po mieście , więcej tej jazdy niż samej pracy niekiedy . Jestem zadowolona i z pracy i z szefowej . Troszkę zakręcona niekiedy ,ale ogólnie to wszystkie sprawy załatwia się szybko . Trzeba tylko mówić krótko , rzeczowo i na temat .Szkoda ,że wcześniej tutaj nie  trafiłam  .

Co do poprzedniej pracy , jaka ja głupia byłam ,że w ogóle zgodziłam się na takie warunki płacy ,jeszcze bez płacenia za dodatkowy czas pracy do przygotowania wszystkiego .Było zawsze od 20 do 30 minut dziennie , w skali miesiąca to spore pieniądze. Dziewczyny nadal tam pracują , szkoda a ,ale nie zawsze każdy może pozwolić sobie na zmianę pracy.

Będę miała jeszcze bliżej do pracy . Już w piątek mamy dostać klucze do nowego mieszkania . W końcu możemy wynająć normalnie ze spółdzielni bez osób trzecich.Nie możemy się z dziewczynami już doczekać do piątku. Dziewczynki wszystko pakują i planują jak sobie wszystko urządzą w pokoju . Jeszce tyle zakupów nas czeka związanych z przeprowadzką .Dobrze zrobiliśmy wyprowadzając się z Polski , chociaż szkoda mi często i nawet tęsknię ,ale tu nam jest naprawdę lepiej .Jeśli jest praca i zdrowie to i problemów mniej.

 harmony-2046043__340

Nowe mieszkanie

Akcja-przeprowadzka

I jak zawsze ciągły brak czasu doprowadził do tego ,że mam tak olbrzymie zaległości w pisaniu ,że sama nie wiem jak się do tego zabrać.Czekamy na decyzję w sprawie mieszkania ze spółdzielni . Niecałe dwa tygodnie temu oglądaliśmy mieszkanie w Baunatal , a nawet dwa mieszkania z takim samym metrażem i tak samo na parterze . To mieszkanie by nam super  pasowało bo okolica bardzo spokojna ,tak przynajmniej mi się wydaje, Ania miałaby niedaleko podstawówkę , tylko 300 m do szkoły . My mielibyśmy  niedaleko do pracy ,Paweł pracuje w Baunatal , a ja zmieniam pracę i też będę niedaleko mieć do pracy. Jeśli nam je przyznają , bo okazało się ,że na te oglądanie mieszkań to sporo ludzi przyszło , wszyscy chcą teraz 4-pokojowe mieszkania . Ciężko będzie , wszystko zależy jakie GWH ma kryteria przyznawania mieszkań .Wszystko prawie na tak  jeśli chodzi usytuowanie mieszkania i o cenę . Boję się że mogą nam nie przyznać ,denerwuję się tym czekaniem . Znalazłam jeszcze jedno mieszkanie , niedaleko mojej pracy ,najlepsze jest to ,że nawet nie musiałabym dojeżdżać do pracy bo miałabym  do niej tylko 3 minuty  . Będziemy je oglądać dopiero 23 marca , chyba że otrzymamy mieszkanie   w Bunatalu to nie będzie już sensu oglądania następnego .

Najgorzej przeżywa przeprowadzkę Wiktoria ,mówi  że znowu chcemy ją pozbawić przyjaciółek ze szkoły . W Polsce chodziła tylko 3 klasy szkoły podstawowej a od 4 klasy chodzi już w Niemczech .Teraz jest w 6 klasie Gimnazjum. Tłumaczę jej ,że tak nie jest ale w wieku 13 lat wiem jak ona to bardzo  przeżywa. Dużo rozmawiamy na ten temat i tłumaczę jej ,że przecież może się spotykać z przyjaciółkami bo nie jest ta aż tak daleko , tylko w sąsiedniej miejscowości , raptem chyba 5  czy 6 km. Oczywiście nie tak często jak teraz ,ale kontakt może i powinna utrzymywać jeśli chce . Prawdziwa przyjaźń przetrwa i przeprowadzkę . Jeszcze nie jeden raz będziemy musiały rozmawiać na ten temat . Z Anią nie mam najmniejszego problemu , ona twierdzi że może iść do innej szkoły .Została jej tylko 4 klasa podstawówki, potem pójdzie do Realschule .

 

 

1

 

 

 

 

 

Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Świeta Bożego Narodzenia

 

boze-narodzenie

Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam w bardzo spokojnej i rodzinnej atmosferze . Rodzinnej bo byliśmy razem , spokojnej bo tak naprawdę nic się nie działo . Byliśmy w domu, z nikim się nie spotykaliśmy , nigdzie nie wyjechaliśmy . Mieliśmy pojechać do Halinki za Dortmund ,ale jazda ponad 200 km tam i z powrotem . Nie mieliśmy jakoś ochoty na wyprawę . Wcześniej oni mieli do nas przyjechać , jednak Halinka wolała żebyśmy to my przyjechali do nich . W zeszłym roku byliśmy u nich i chcieliśmy żeby w tym roku Święta spędzić u nas .Zostaliśmy jednak w domu . Paweł jak zawsze wszystko super przygotował, ja byłam jeszcze w Wigilię na rano w pracy  . Pod tym względem nie mogę narzekać , wszystko przygotował z dziewczynami do Wigilii .Dzień wcześniej miałam zrobić ciasto ,też nie zdarzyłam bo Paweł zrobił :)

Wcześniej myślałam o przyjeździe mamy na Święta , zapraszałam ją do nas ,ale  z tymi jej problemami gastrologicznymi stwierdziła ,że nie da rady jechać całą noc autokarem . Po drugie bała się ,że się gdzieś zgubi albo że ją ktoś napadnie .W sumie to  sama tak daleko nigdy nie jeździła. Może następnym razem albo na Wielkanoc. Wszystkim złożyliśmy życzenia telefonicznie.Szkoda tylko ,że babcia Pawła ,już nie zachowuje się tak jak kiedyś , nawet nie rozmawia z Pawłem przez telefon. A przecież był jej ukochanym wnuczkiem . Wszystko przez te ich konflikty pożyczkowe , kredytowe , jeden drugiemu pożyczał lub podżyrował pożyczki ,aż te błędne koło doprowadziło do tego ,że wszyscy się pokłócili z rodzeństwa ojca Pawła. Babcia nie rozmawia z synem to i z wnuczkiem przestała. Nie rozumiem tylko gdzie my jesteśmy winni.

Ogólnie Święta były bardzo spokojne , jak co roku praktycznie , od 4 lat nic się nie zmienia. Święta przestały mi się kojarzyć z radością Bożego Narodzenia . Cały czas pamiętam Święta 2012 gdy tata był prawie umierający i w Wigilię wzywaliśmy księdza do taty. Dla mnie Święta były spokojne i smutne . Jedynie mogę cieszyć się z obecności dzieci i Pawła, mamy siebie i to daje mi siłę do dalszego działania . Żałuję tylko ,że nie byłam w Święta w kościele , pierwszy raz  (oprócz Świąt gdy tata był chory ) to mi się zdarzyło . Nie czułam zbyt wielkiej  potrzeby pójścia, ale chciałam pojechać z dziećmi i Pawłem do kościoła . Dziewczyny się uparły i nie chciały jechać , przecież nie będę ciągnąć ich na silę do kościoła . Pawłowi też się nie spieszyło . Teraz już za późno na gorzkie żale bo się już stało ,ale powinnam była postawić na swoim i powinniśmy byli jednak pojechać .Może właśnie dlatego Święta były takie , że mi czegoś brakowało.

Kontakty z rodakami też  nie wychodzą nam najlepiej. Albo ich nie ma , albo jeśli niekiedy są to naprawdę  lepiej sobie niektóre kontakty darować. Nie wiadomo kiedy ktoś mówi prawdę a kiedy kłamie  i te ciągłe kombinowanie jak wykorzystać system , pomoc socjalną itd. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje pomocy to rozumiem, że taka pomoc jak najbardziej jest potrzebna . Wkurza mnie jednak jak ktoś w ogóle nie ma ochoty iść do pracy  , tylko korzysta z pomocy Państwa i narzeka ,że mało .

***

Udało mi się zdać Egzamin na B1 . Jak dostałam wiadomość i dyplom to sama byłam zaskoczona jak dobrze mi poszło. Nie wiem czemu sama niekiedy nie wierzę w swoje możliwości

 

Przed wyjazdem do Polski

 

Bardzo chcieliśmy pojechać do Polski na wakacje, najlepiej na Mazury, niestety i w tym roku to się nam nie udało. Postanowiłam jednak, że w przyszłym roku pojedziemy, zrobię wszystko żeby w końcu pojechać z dziećmi.Najlepiej gdzieś do bardzo spokojnej okolicy, chciałabym też trochę pozwiedzać nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Na dzień dzisiejszy postanowiłam sobie, że wszystko, co zarobię dodatkowo ze sprzątania będę odkładała do skarbonki. Jak na razie odkładam, chociaż niestety raz zrobiłam coś, czego nie powinnam była robić. Niestety otworzyłam skarbonkę, wyszły dodatkowe opłaty za mieszkanie i trochę zabrakło przed wypłatą. Oczywiście pieniążki do skarbonki trzeba oddać. Nie wiem ile tam jest, ale jeśli będę się trzymać planu to będzie na wakacje i jeszcze trochę zostanie.

W lipcu musieliśmy pojechać do Koloni żeby potwierdzić moja tożsamość na ePUAP, musiałam tam złożyć wnioski na nowe dowody osobiste dzieci. Paweł był wtedy po operacji lewego kolana, którą miał w czerwcu. Noga bolała go już jakiś czas wcześniej, prawdopodobnie przez te wkładki ortopedyczne w butach, miały mu pomóc a prawdopodobnie mu tylko zaszkodziły. Wcześniej nie miał takich problemów z kolanem. W każdym razie obawiałam się tej operacji, bo w marcu podpisał umowę z Firmą. Ale nie tylko o to chodziło, obawiałam się po prostu samej operacji, tego usypiania i itd. Paweł też się martwił, no, ale bez tej operacji jego stan mógł tylko się pogorszyć. Tego dnia, gdy już podjeżdżałam pod przychodnię to jeszcze się pokłóciliśmy. Jak zawsze musiał mnie krytykować jak jeżdżę i się zdenerwowałam. Oboje byliśmy wtedy zdenerwowani, tak naprawdę to wszystko z powodu tej operacji . Oboje byliśmy podenerwowani cała tą sytuacją.

Operacja odbyła w ciągu jednego dnia i tego samego dnia wrócił do domu.  Zwolnienie Paweł miał na dwa tygodnie, potem jeszcze go przedłużał i tylko parę zabiegów rehabilitacyjnych. Kolano dobrze się goiło, jednak trzeba było uważać żeby go nie obciążać.W dalszym ciągu musi uważać, ale i tak bardzo szybko wrócił do pracy.Dobrze, że wszystko tak się skończyło.

***

W każdym razie tydzień do dwóch nie powinien był jeździć samochodem. W tym samym czasie, czyli niedługo właśnie po operacji mieliśmy pojechać do Konsulatu w Kolonii. Paweł postanowił, że pojedzie, bo wiedział, że ja boję się jeździć po autostradach. Chciałam jechać , bo ja trzeba to jadę. Sama nie wiem,czego się obawiam,   prosta droga i można lecieć, a ja mam jakiś lęk przestrzeni, nic tylko droga i droga. Lepiej czuję się na mieście, a przecież w mieście jest trudniej, ciągle jakieś korki, roboty na ulicach, problemy z parkowaniem i wiele, wiele innych utrudnień. Mimo to czuję się lepiej w trakcie jazdy po mieście. Autostrada mnie denerwuje już po pół godzinie i te Tiry, mam manie na ich punkcie. Niekiedy ciągnie się po prostu tylko sznur Tirów.Paweł jednak się uparł ,że będzie jechać i pojechaliśmy.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print