Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Świeta Bożego Narodzenia

 

boze-narodzenie

Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam w bardzo spokojnej i rodzinnej atmosferze . Rodzinnej bo byliśmy razem , spokojnej bo tak naprawdę nic się nie działo . Byliśmy w domu, z nikim się nie spotykaliśmy , nigdzie nie wyjechaliśmy . Mieliśmy pojechać do Halinki za Dortmund ,ale jazda ponad 200 km tam i z powrotem . Nie mieliśmy jakoś ochoty na wyprawę . Wcześniej oni mieli do nas przyjechać , jednak Halinka wolała żebyśmy to my przyjechali do nich . W zeszłym roku byliśmy u nich i chcieliśmy żeby w tym roku Święta spędzić u nas .Zostaliśmy jednak w domu . Paweł jak zawsze wszystko super przygotował, ja byłam jeszcze w Wigilię na rano w pracy  . Pod tym względem nie mogę narzekać , wszystko przygotował z dziewczynami do Wigilii .Dzień wcześniej miałam zrobić ciasto ,też nie zdarzyłam bo Paweł zrobił :)

Wcześniej myślałam o przyjeździe mamy na Święta , zapraszałam ją do nas ,ale  z tymi jej problemami gastrologicznymi stwierdziła ,że nie da rady jechać całą noc autokarem . Po drugie bała się ,że się gdzieś zgubi albo że ją ktoś napadnie .W sumie to  sama tak daleko nigdy nie jeździła. Może następnym razem albo na Wielkanoc. Wszystkim złożyliśmy życzenia telefonicznie.Szkoda tylko ,że babcia Pawła ,już nie zachowuje się tak jak kiedyś , nawet nie rozmawia z Pawłem przez telefon. A przecież był jej ukochanym wnuczkiem . Wszystko przez te ich konflikty pożyczkowe , kredytowe , jeden drugiemu pożyczał lub podżyrował pożyczki ,aż te błędne koło doprowadziło do tego ,że wszyscy się pokłócili z rodzeństwa ojca Pawła. Babcia nie rozmawia z synem to i z wnuczkiem przestała. Nie rozumiem tylko gdzie my jesteśmy winni.

Ogólnie Święta były bardzo spokojne , jak co roku praktycznie , od 4 lat nic się nie zmienia. Święta przestały mi się kojarzyć z radością Bożego Narodzenia . Cały czas pamiętam Święta 2012 gdy tata był prawie umierający i w Wigilię wzywaliśmy księdza do taty. Dla mnie Święta były spokojne i smutne . Jedynie mogę cieszyć się z obecności dzieci i Pawła, mamy siebie i to daje mi siłę do dalszego działania . Żałuję tylko ,że nie byłam w Święta w kościele , pierwszy raz  (oprócz Świąt gdy tata był chory ) to mi się zdarzyło . Nie czułam zbyt wielkiej  potrzeby pójścia, ale chciałam pojechać z dziećmi i Pawłem do kościoła . Dziewczyny się uparły i nie chciały jechać , przecież nie będę ciągnąć ich na silę do kościoła . Pawłowi też się nie spieszyło . Teraz już za późno na gorzkie żale bo się już stało ,ale powinnam była postawić na swoim i powinniśmy byli jednak pojechać .Może właśnie dlatego Święta były takie , że mi czegoś brakowało.

Kontakty z rodakami też  nie wychodzą nam najlepiej. Albo ich nie ma , albo jeśli niekiedy są to naprawdę  lepiej sobie niektóre kontakty darować. Nie wiadomo kiedy ktoś mówi prawdę a kiedy kłamie  i te ciągłe kombinowanie jak wykorzystać system , pomoc socjalną itd. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje pomocy to rozumiem, że taka pomoc jak najbardziej jest potrzebna . Wkurza mnie jednak jak ktoś w ogóle nie ma ochoty iść do pracy  , tylko korzysta z pomocy Państwa i narzeka ,że mało .

***

Udało mi się zdać Egzamin na B1 . Jak dostałam wiadomość i dyplom to sama byłam zaskoczona jak dobrze mi poszło. Nie wiem czemu sama niekiedy nie wierzę w swoje możliwości

 

Rozterki

Zawaliłam na całej linii , jestem sama na siebie wkurzona ,że nie dopilnowałam mamy w związku z tą sprawą spadkową po dziadkach . Mam nadzieję ,że będzie to można jeszcze odkręcić . Jak do tego doszło , moim zdaniem została po prostu zmanipulowana . Własne rodzeństwo ją oszukało , ja tak myślę . Chciałam zadzwonić do cioci i wujka  w tej sprawie aby dowiedzieć się czemu na to pozwolili. Mama wcześniej prosiła żebym jeszcze  nie dzwoniła , bo wujek chorował . Niestety już go nie zapytam bo wczoraj zmarł. To przykre niestety . Wiem ,że ciocia maczała w tym całym kombinowaniu spadkowym . Może da radę jeszcze wznowić postępowanie , ale adwokat już mi powiedział ,że to będzie sporo kosztować . Poczekam jeszcze na jego końcowe wyliczenia w tej sprawie .

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Przed wyjazdem do Polski

 

Bardzo chcieliśmy pojechać do Polski na wakacje, najlepiej na Mazury, niestety i w tym roku to się nam nie udało. Postanowiłam jednak, że w przyszłym roku pojedziemy, zrobię wszystko żeby w końcu pojechać z dziećmi.Najlepiej gdzieś do bardzo spokojnej okolicy, chciałabym też trochę pozwiedzać nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Na dzień dzisiejszy postanowiłam sobie, że wszystko, co zarobię dodatkowo ze sprzątania będę odkładała do skarbonki. Jak na razie odkładam, chociaż niestety raz zrobiłam coś, czego nie powinnam była robić. Niestety otworzyłam skarbonkę, wyszły dodatkowe opłaty za mieszkanie i trochę zabrakło przed wypłatą. Oczywiście pieniążki do skarbonki trzeba oddać. Nie wiem ile tam jest, ale jeśli będę się trzymać planu to będzie na wakacje i jeszcze trochę zostanie.

W lipcu musieliśmy pojechać do Koloni żeby potwierdzić moja tożsamość na ePUAP, musiałam tam złożyć wnioski na nowe dowody osobiste dzieci. Paweł był wtedy po operacji lewego kolana, którą miał w czerwcu. Noga bolała go już jakiś czas wcześniej, prawdopodobnie przez te wkładki ortopedyczne w butach, miały mu pomóc a prawdopodobnie mu tylko zaszkodziły. Wcześniej nie miał takich problemów z kolanem. W każdym razie obawiałam się tej operacji, bo w marcu podpisał umowę z Firmą. Ale nie tylko o to chodziło, obawiałam się po prostu samej operacji, tego usypiania i itd. Paweł też się martwił, no, ale bez tej operacji jego stan mógł tylko się pogorszyć. Tego dnia, gdy już podjeżdżałam pod przychodnię to jeszcze się pokłóciliśmy. Jak zawsze musiał mnie krytykować jak jeżdżę i się zdenerwowałam. Oboje byliśmy wtedy zdenerwowani, tak naprawdę to wszystko z powodu tej operacji . Oboje byliśmy podenerwowani cała tą sytuacją.

Operacja odbyła w ciągu jednego dnia i tego samego dnia wrócił do domu.  Zwolnienie Paweł miał na dwa tygodnie, potem jeszcze go przedłużał i tylko parę zabiegów rehabilitacyjnych. Kolano dobrze się goiło, jednak trzeba było uważać żeby go nie obciążać.W dalszym ciągu musi uważać, ale i tak bardzo szybko wrócił do pracy.Dobrze, że wszystko tak się skończyło.

***

W każdym razie tydzień do dwóch nie powinien był jeździć samochodem. W tym samym czasie, czyli niedługo właśnie po operacji mieliśmy pojechać do Konsulatu w Kolonii. Paweł postanowił, że pojedzie, bo wiedział, że ja boję się jeździć po autostradach. Chciałam jechać , bo ja trzeba to jadę. Sama nie wiem,czego się obawiam,   prosta droga i można lecieć, a ja mam jakiś lęk przestrzeni, nic tylko droga i droga. Lepiej czuję się na mieście, a przecież w mieście jest trudniej, ciągle jakieś korki, roboty na ulicach, problemy z parkowaniem i wiele, wiele innych utrudnień. Mimo to czuję się lepiej w trakcie jazdy po mieście. Autostrada mnie denerwuje już po pół godzinie i te Tiry, mam manie na ich punkcie. Niekiedy ciągnie się po prostu tylko sznur Tirów.Paweł jednak się uparł ,że będzie jechać i pojechaliśmy.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Koniec roku szkolnego – jestem dumna :)

warsztaty-665x309

Ostatnie miesiące były pełne przygotowań, wydaje mi się, że jak pracowałam to miałam więcej czasu niż ostatnio. A może tylko mi się wydaje. Bo pracowałam dużo, ale wtedy znowu nie miałam czasu, na co innego. Teraz nie pracuję tak normalnie zawodowo a i tak mam mało czasu. I to w dobie Internetu gdzie jest tyle ułatwień, wszystko można załatwić przez Internet. Mimo wszystko wszyscy mamy mniej czasu. W Polsce miałam 3 segregatory z papierami tu mam już 5, a dopiero jestem 3 lata w Niemczech! Co będzie dalej, zasypują mnie papierami i ulotkami i innymi pierdołami. Ulotki do śmieci, a inne do segregatora, nawet mało ważne moim zdaniem pismo zachowuję żeby mieć podkładkę w razie czego. Tym bardziej, że z pismami urzędowymi jest zawsze wiecej problemów, żeby je sobie przeczytać i przetłumaczyć, przynajmniej w moim przypadku. Aż tak dobrze języka nie znam, ale daję sobie radę.
Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że dzieci tak szybko uczą się języków albo. Jestem pełna podziwu dla Wiktorii, jak ona to wszystko ogarnęła. Oczywiście ma jeszcze problemy z językiem, ale to normalne po 2 latach. Ania tak samo super, na początku nic w szkole nie mówiła, nawet jak coś wiedziała, bo się wstydziła, a teraz trajkota jak najęta. Nawet wychowawczyni mi powiedziała, że musi ją niekiedy na lekcjach uspokajać, bo cały czas rozmawia. Jest bardzo zdowolona z Ani. Zrobiła super postępy, nie ma jak na razie problemów z językiem niemieckim. Z matematyką też nie ma problemu tak samo jak Wiktoria. Talentu matematycznego na pewno nie mają po mnie, bo ja jak słyszałam o matematyce to od razu byłam chora. Czas szkoły i lekcji z moja mateamatyczką ( nigdy jej nie zapomnę) to był koszmar.Tak, że bardzo się cieszę, że dziewczynom idzie tak super, jak na razie w niczym im nie muszę pomagać. Cieszę się, bo niestety wiele bym nie pomogła. To one pomagają mi teraz w języku, gramatyka coś mi nie wchodzi. Ciężko teraz wyplenić stare nawyki, sama uczyłam się niemieckiego, dużo rzeczy wydawało mi się niepotrzebnych i po prostu je usunęłam, nie uczyłam się ich, a teraz są problemy. Rozmawiam normalnie, mogę się z każdym porozumieć, wszystko załatwić, ale jednak wkurza mnie to, że nie zawsze mówię gramatycznie.Ale jestem uparta chyba bardzie jod osła i postanowiłam sobie, że nauczę się w końcu  gramatyki . Teraz  mam 5 tygodni na ogarnięcie tego wszystkiego. Muszę dać radę.
Dziewczyny znowu przyniosły super świadectwa, same 1 i 2, brzmi niby strasznie, ale to tak jakby u nas w Polsce dostały 5 i 6. Szkoda tylko, że nie ma takiej atmosfery jak w Polsce. Rozdawanie świadectw to zawsze było dla nas bardzo ważne. Moim zdaniem powinno się być, chociaż odpowiednio ubranym. A tu tylko idzie się do szkoły, Pani daje świadectwa i do widzenia. Żadnego spotkania, apelu, nic tego dnia się nie dzieje, dzień jak każdy inny. Ani chciała ubrać się odświętnie i tak też zrobiła. Kupiliśmy też trzem paniom małe bukieciki kwiatków w formie podziękowania. Naprawdę za ta to jak pomogły Ani to uważam, że to miły gest. Bardzo mało dzieci przyszło z odświętnie, można było policzyć na palcach, nie rozumiem jak można puścić dziecko byle jak, jakby dzieci miały być na placu zabaw a nie w szkole.Zaznaczam, że nie chodzi tu na pewno o kwestie finansowe, bo każdy dostaje tu tzw. Kindergeld na dziecko 180 euro, wiec spodnie czy porządną bluzkę można kupić. Nie rozumiem tego, naprawdę. Dla nas był to dzień bardzo ważny, dziewczyny z super świadectwami, czego można więcej chcieć.TRZEBA SIĘ TYLKO CIESZYĆ )))))

 1

Wyjazd cd…

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

Tak naprawdę to nie mieliśmy planu jeszcze gdzie dokładnie będziemy nocować, miałam tylko zarezerwowany jakieś hotelik gdybym faktycznie nic innego nie znalazła, miałam  możliwość i czas na odwołanie rezerwacji w razie gdybym znalazła cos lepszego. Zastanawiałam się, co zastanę jak pojadę do mamy, czego mogę się jeszcze spodziewać, żałuje teraz tej decyzji, którą podjęliśmy w sprawie tej darowizny, gdybym wtedy to zostawiła, to teraz sytuacja wyglądałaby być może inaczej. Podróż jak na złość bardzo się wydłużyła, był wypadek na autostradzie i musieliśmy jechać jakimś objazdem. W miedzy czasie, gdy Paweł jechał ja szukałam dalej innego lokum do spania. Znalazłam, myślałam, że będzie super zajazd niedaleko mieszkania Magdy,  mieliśmy się także  spotkać, jeszcze do tego, GPS zwariował i prowadził nas po jakiś lasach, wyjechaliśmy gdzieś za Mikołowem, ale dojechaliśmy.Pierwsze wrażenie super, jednak potem okazało się, że to jakaś kpina. Zdjęcia na stronie piękne, ale tylko połowa zajazdu tak wyglądała, bo była po remoncie, druga połowa niestety nie. Było tak późno, że nie miałam siły tego zmieniać, nawet wtedy nie poszłam do recepcji a powinnam była. Najlepsze było wejście do pokoju od razu pod prysznic :) Żenada, zajazd niby z taką renomą , dobrą opinią, ale chyba tylko za tą lepsza połowę hotelu. Rano nie wytrzymałam jak musiałam słuchać rozmów pracowników za ścianą ,praktycznie jakby byli u mnie w pokoju, ścian chyba była z dykty!

***

Chcieliśmy nocować w tym hotelu 3 doby, od czwartku do niedzieli. Zamówiliśmy pokój 4 osobowy, byliśmy z dwójką dzieci ( miał to być pokój przyjazny dla rodzin z dziećmi) !.Jak dla mnie to jakiś żart, zdjęcia przedstawiały pokój który faktycznie  był  podobny, jednak zdjęcia nie pokazują mankamentów w pokoju. Łóżka inne niż na zdjęciu, były zwykle tapczany a na nich jakieś dziwne materace. Nie poinformowano w ofercie, że łazienka ( prysznic + toaleta nie są w jednym pomieszczeniu). Do pokoju weszliśmy praktycznie  od razu pod prysznic – dosłownie!, gdyż wystarczyło zrobić porządny krok żeby tam się znaleźć. Był to mały korytarzyk, przedpokój przerobiony byle jak na łazienkę, prowizorka. Z boku toaleta, tak ciasna, że będąc w toalecie to trzeba było praktycznie trzymać nogi na tym minimalnym korytarzu.  Prysznic, minimalny, ciasny, stara armatura, woda źle spływała, nawet dzieci po podróży nie mogliśmy wykąpać ! Okazało się, że był to pokój pomiędzy dwoma pokojami służbowymi ( był to także kiedyś pokój służbowy, ale dla 2 osób, o tym jednak dowiedziałam się rano od pań sprzątających pokoje) przez ścianę słychać było rozmowy pracowników, wiec oni na pewno także słyszeli także nas..Z ledwością przespałam noc, wszystko było słychać z korytarza. Z samego rana poszłam do recepcji i zrezygnowaliśmy z tego hotelu, nie tak powinie wyglądać pokój dla rodziny z dziećmi, 170 zł kosztował  ten  okropny pokój. Jedyny duży plus to panie pokojówki, reszta to kpina, no, ale przeżyliśmy.

***

Dowiedziałam się, że jest taka strona Booking gdzie znajduje się szybko i sprawnie tani nocleg.Udało się i to było najlepsze gdzie. Praktycznie jest on w parku Chorzowskim przy Stadionie Śląskim. Ironia losu, dlaczego, dlatego bo ten park jest pełen wspomnień dla nas, bo ja się tam wychowałam i park znam jak swoją kieszeń .Po  drugiej jego stronie jest właśnie nasza dzielnica gdzie mieszkaliśmy, gdzie jest jeszcze nasze mieszkanie i tam mieliśmy jechać do znajomych, do kościoła i do taty. Byłam praktycznie w domu i nie w domu, patrzyłam z okna hotelu na park i wiedziałam, że tam za drzewami jest mój dom. Dziwne uczucie, było mi przykro, powinniśmy być u mamy.

***

Dziewczynki jak tylko im wspomniałam o tym, że pojedziemy do babci w odwiedziny, to nawet tego nie chciały słuchać, pojechaliśmy do mamy  dopiero na drugi dzień ,w sobotę. Pawłowi udało się je  w końcu namówić . Ja musiałam się prosić, praktycznie  pół dnia żeby ze mną pojechały, moja mama tak doprowadziła do sytuacji, ze wnuczki nie chcą do niej jeździć.Pawłowi jakoś udał Pomimo tego, co było kiedyś i jak wyszło te nasze mieszkanie razem nie nastawiałam dzieci przeciwko babci. Mimo tego dziewczynki dużo same zaobserwowały i po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciały jechać. W końcu udało się jednak je namówić, wytłumaczyłam im, że nie można tak się zachowywać, przejechaliśmy prawie 1000 km, jak ja bym mogła matki nie odwiedzić albo pojechać tam sama bez dzieci.Naprawdę nikomu nie życzę takiej sytuacji.

 

Wyjazd do Polski

 

 

Zbieram się i zbieram do napisania o naszym wyjeździe do Polski. Wyjazdu, który już się odbył w listopadzie, momentami nie mam ochoty do tego wracać z niektórych powodów, ale z drugiej strony miałam pisać o przeżyciach, wspomnieniach, rozterkach, smutkach i wszystkich tych różnych naszych uczuciach, które składają się na nasze życie. Chciałabym też nic nie zapomnieć, chociaż akurat tego nie da się zapomnieć.Jak już wcześniej wspominałam nie mogłam pojechać na Wszystkich Świętych do Polski, postanowiliśmy, że pojadę do DOMU, tak myślałam – do DOMU pod koniec listopada tak po 20. Jako ze nasze mieszkanie jest podnajmowane, logicznym było dla mnie, że pojadę do mamy, chociaż podejrzewałam, że mieszka lub pomieszkuje tam mój brat to jednak nie wiedziałam tego na 100%. Wypytywałam mamę parokrotnie o to w rozmowach telefonicznych, ale ona zawsze twierdziła, że nie lub, że tylko niekiedy ją odwiedza. Oczywiście totalna bzdura. Czytając, ktoś pomyśli, że się czepiam, a dobry syn tylko opiekuje się mamusią. Nie i jeszcze raz nie.Czuję się oszukana przez nich oboje, Arek to inna sprawa, całe życie żywił się innymi, chociaż chyba wyssał to z mlekiem matki i to dosłownie.Jestem rozgoryczona i zawiedziona tą cała sytuacją. Jak by to pięknie ubrać w słowa, to jedyne, co mi przychodzi do głowy to, że jak to się mówi „zostałam z ręka w nocniku”, to tak delikatnie a tak w ogóle to powiedziałabym inaczej, ale się hamuje, chociaż tutaj.

W każdym razie przy najbliższej okazji znowu zapytałam mamę czy mogłabym przyjechać, wtedy dopiero wyszło całkowicie szydło z worka, czyli, że jak najbardziej, no niby tak, ale Arek też tu mieszka. Pytam, dlaczego, jakim prawem, ile można tolerować prawie 40-letniego nieroba ( zaznaczam na swoje własne życzenie nie ma pracy) Sam idąc na dno ciągnął wszystkich po kolei za sobą, ile do cholery można pomagać. Rozumiem ze to niby mój brat i już wcześniej tysiąc razy pisałam o tym, pomagałam ja, pomagał Paweł, pomagaliśmy, chcieliśmy zrozumieć itd. itp. Po to tylko żeby potem usłyszeć w podziękowaniu sformułowania na nasz temat tylko po „łacinie „ Do tego wszystkiego mieszkanie jest w połowie moje, i ja nie mogę nawet przyjechać do matki i się zatrzymać. Mama stwierdziła, że wymyślam i, że ja się czepiam znowu, mało mnie nie trafiło, ona nigdy nic nie zrozumie.Mieszkanie odnowiliśmy, wysprzątaliśmy, on się zrzekł wszystkich prawa do niego za pieniądze, które ja pożyczyłam z banku i spłacam do dzisiaj jeszcze część kredytu. Teraz znowu jak coś mu nie wychodzi to biegnie do mamy, to jest chore, dobra nie będę o tym pisać, bo na samo przypomnienie mi się krew gotuje.

Postanowiłam nie zatrzymywać się u mamy (chciałam tylko mamę odwiedzić) miałam zamiar gdzieś indziej się zatrzymać, ale gdzie, myślałam o Magdzie ( byłej żonie brata), ale nie chciałam jej zawracać głowy, znajomi – wszyscy z dziećmi i małymi mieszkaniami, na pewno by mnie przyjęli, ale stwierdziłam, że nie będę im się ładować na głowę. Został hotel, śmiechu warte, za ile, gdzie, wszystkie jakby nie patrzył są drogie. Znajomi jak się dowiedzą to pomyślą, że Pani z Niemiec przyjechała i w hotelu mieszka zamiast pojechać do matki. Bolało mnie to i boli mnie to cholernie do dzisiaj, gdyby ojciec żył, nigdy by to tego nie doszło, tak myślę

Zaczęłam szukać tego nieszczęsnego hotelu, przypadkowo dosiedziałam się też, że ludzie wynajmują mieszkania na 2, 3 dni.Ceny takie, że ta podróż będzie mnie kosztować, ale jechać postanowiłam już wcześniej tylko data nie była jeszcze dokładnie znana. Miałam załatwić parę spraw w Polsce, chciałam iść na grób taty, załatwić zaświadczenie, że Ania była ochrzczona, potrzebne do Pierwszej Komunii Świętej tutaj i parę innych spraw. Do tego jeszcze miałam odebrać szczeniaka Yorka od koleżanki, a zarazem naszej sąsiadki z dołu Sylwii, Dziewczynki od dawna chciały mieć pieska, długo się do tego przygotowywaliśmy się, zastanawialiśmy się nad tym, ale jednak postanowiliśmy, że pieska weźmiemy.

W końcu doszliśmy do wniosku, że jak mam płacić za hotel takie pieniądze za jedynkę to lepiej jak pojedziemy wszyscy razem, czy to się bardziej opłacało, też nie, ale chociaż byliśmy wszyscy razem.

I pojechaliśmy …

 

images

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.