A jednak :)

cloud-2104829__340

Nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby to nie wydarzyło się naprawdę . Zaraz po skończeniu mojego ostatniego wpisu , gdzieś około pół godzinki później dostałam telefon ze spółdzielni GWH w sprawie mieszkania . Dwa razy musiała mi babka powtarzać ,że mieszkanie przydzielono właśnie nam ,bo za pierwszym razem myślałam ,że czegoś nie zrozumiałam . Ale się ucieszyłam , od razu zadzwoniłam do Pawła żeby mu przekazać tę wiadomość . Teraz już wszystko jest załatwione , wiemy na 100 % ,że od lipca będziemy mieszkać w Baunatalu . Oboje będziemy mieli bliżej do pracy , Ania będzie miała podstawówkę pod nosem ( ostatnia 4 klasa). Potem pójdzie do innej szkoły . Co do Wikusi to jeszcze się zastanawiamy nad zmianą szkoły , rozmawiamy na ten temat ,ale po Świętach Wielkanocnych trzeba będzie podjąć decyzję . Postanowiliśmy ,żeby najpierw zobaczyć nową szkołę , poznać Panią dyrektor i po prostu porozmawiać . Tak samo jeśli chodzi o starą szkołę , to będę rozmawiać z Panią wychowawczynią czy warto lub czy powinnam zmienić szkołę Wikusi ,czy może lepiej będzie dla niej jeśli zostanie w starej szkole,ale wtedy będzie dojeżdżać . Nie chcielibyśmy aby zmiana szkoły wpłynęła na jej wyniki w nauce .

Marzec jest pełen zmian w naszym życiu , dosłownie od początku miesiąca same pozytywne wiadomości , może tylko poza  paroma małymi drobiazgami. Zawsze powtarzam Pawłowi ,że będzie dobrze i jest dobrze . Wierze w te słowa ,że wszystko będzie dobrze i że się wszystko uda od czasu gdy powiedział je do mnie tata w szpitalu. Żałuję tylko tego że nie może być teraz z nami ,że już go nie ma . Może patrzy na nas z góry .

Udało mi się z pracą ,  od kwietnia idę do nowej pracy . Paweł tez dostał stałą umowę . W tym tygodniu dostaliśmy już wszystkie dokumenty dotyczące przydziału mieszkania ze spółdzielni . Udało mi się sprzedać naszego starego prawie 20-letniego dziadka Mercedesa . Szkoda mi było tego samochodu bo poszedł praktycznie za grosze u handlarzy , ale był zbyt drogi w utrzymaniu .Dzięki niemu jednak miałam pierwszą pracę. Poza tym potrzebujemy normalnego rodzinnego samochodu w kombi i taki kupiliśmy tydzień temu . Normalny używany rodzinny samochód .Wszystko chyba wychodzi na prostą , najważniejsze żeby była praca i zdrowie a reszta sama się zawsze jakoś ułoży .

Wysłałam już wypowiedzenie umowy najmu starego mieszkania i czekam tylko na informację od babki czy przyjęła to do wiadomości . Mam nadzieję ,że nie będzie z nią problemów . Troszkę mi szkoda tego mieszkania ,ale  z drugiej strony to okolica nie jest zbyt ciekawa , zbyt dużo różnych narodowości , różnych kultur i przyzwyczajeń innych ludzi . Jeśli chodzi o czystość okolicy to tak samo , ludzie sami brudzą i wyrzucają śmieci a potem narzekają że jest brudno. Nawet nasz Scooby ,który jest Yorkiem budzi u niektórych ludzi strach , a w innych jakieś obrzydzenie . Jeden z sąsiadów jak mnie widzi w windzie z psem to nie wsiądzie do windy bo boi się ,że pies go dotknie tak mi powiedział. A w jego religii niby jest to zabronione ,koleżanka z pracy która jest też muzułmanką powiedziała ,że wtedy niektórzy muszą umyć ręce 7 razy !!!  i ,że jest to spowodowane tym ,że niektórzy są silnie wierzący i przestrzegają dokładnie zasad czystości .Znam innych muzułmanów którzy mają psy i nie wydziwiają tak jak mój sąsiad ,ale co kraj to inne zwyczaje. Z tego wszystkiego Scooby co niektórych się boi i ucieka przed ludźmi. Nawet dzieci są uczone takiej wrogości i niechęci do psów, często jak idziemy ze Scoobym to omijają go wielkim łukiem albo odskakują , naprawdę przeróżne reakcje już widziałam .A on jest taki mały , co by to było jakbyśmy mieli dobermana :)  W ogóle to nas chyba postrzegają tu za dziwnych , bo tylko my w bloku gdzie mieszka 30 rodzin mamy psa ale tylko dlatego ,że większość to właśnie muzułmanie .

Ciekawe jak zakończy się sprawa z adwokatem w sprawie mieszkania . Już go poinformowałam ,że się będziemy wyprowadzać z tego mieszkania . Nie spieszył się ,żeby szybko załatwić sprawę. Po tych wszystkich moich pismach do wynajmującej mi mieszkanie( około 10 listów !!! i żadnej reakcji poza jednym wyjątkiem , gdy zagroziłam obniżką czynszu o 20%, a ona mia napisała ,że się na to nie zgadza .Jednak czynsz obniżyłam ) , musiałam poprosić o pomoc adwokata zajmującego się tego typu sprawami ,żeby w razie czego nie mieć z jej strony kłopotów . Udałam się  do niego na początku lutego w sprawie mieszkania ,opisałam mu o problemach związanych z brakiem piwnicy od 3 lat , nieszczelnych oknach , tak samo z termostatami a ostatnim czasie o pojawieniu się grzyba itd .Tylko dlatego tak długo tu wytrzymaliśmy , bo sytuacja nas do tego zmusiła. W końcu jednak udało nam się parę spraw wyprostować i mogliśmy starć się o mieszkanie ze spółdzielni. Szanowny pan adwokat nie spieszył się jednak , przez miesiąc nie otrzymałam żadnego pisma , byłam przekonana ,że wysłał już jakieś pismo do mojej wynajmującej . Zadzwoniłam wiec w na początku marca i co się okazuje ,że go nie ma bo jest na urlopie . Sprawa nie rozpoczęta ,nikt nic nie wie . Zadzwonił do mnie sam po weekendzie jak już wrócił do pracy z informacją ,że pismo  już do niej wysyła . Zapytałam go dlaczego tak późno ,ale konkretnej odpowiedzi na pytanie nie dostałam . Wtedy jeszcze nie wiedziałam o nowym mieszkaniu , więc zgodziłam się . Jednak tydzień później dostaliśmy informację o nowym mieszkaniu. Napisałam więc 3-miesięczne wypowiedzenie w tej sprawie i wysłałam . Byłam przekonana ,że ona już wie ,że byłam u adwokata w sprawie tego grzyba itd . a tu okazuje się ,że nie . Adwokat obudził się dopiero 22 marca i wysłał do niej pismo w spawie napraw w tym mieszkaniu ,żeby usterki zostały usunięte .Czyli pismo mogła dostać wczoraj lub dzisiaj ! Niepoważny facet , co on robił 6 tygodni . przecież takie pisma wysyła się od razu w przeciągu 2,3 dni maksymalnie do tygodnia . To ja przed jego pismem zdążyłam wypowiedzieć umowę najmu .

 

 harmony-2046043__340

 

 

4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Wyjazd cd…

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

Tak naprawdę to nie mieliśmy planu jeszcze gdzie dokładnie będziemy nocować, miałam tylko zarezerwowany jakieś hotelik gdybym faktycznie nic innego nie znalazła, miałam  możliwość i czas na odwołanie rezerwacji w razie gdybym znalazła cos lepszego. Zastanawiałam się, co zastanę jak pojadę do mamy, czego mogę się jeszcze spodziewać, żałuje teraz tej decyzji, którą podjęliśmy w sprawie tej darowizny, gdybym wtedy to zostawiła, to teraz sytuacja wyglądałaby być może inaczej. Podróż jak na złość bardzo się wydłużyła, był wypadek na autostradzie i musieliśmy jechać jakimś objazdem. W miedzy czasie, gdy Paweł jechał ja szukałam dalej innego lokum do spania. Znalazłam, myślałam, że będzie super zajazd niedaleko mieszkania Magdy,  mieliśmy się także  spotkać, jeszcze do tego, GPS zwariował i prowadził nas po jakiś lasach, wyjechaliśmy gdzieś za Mikołowem, ale dojechaliśmy.Pierwsze wrażenie super, jednak potem okazało się, że to jakaś kpina. Zdjęcia na stronie piękne, ale tylko połowa zajazdu tak wyglądała, bo była po remoncie, druga połowa niestety nie. Było tak późno, że nie miałam siły tego zmieniać, nawet wtedy nie poszłam do recepcji a powinnam była. Najlepsze było wejście do pokoju od razu pod prysznic :) Żenada, zajazd niby z taką renomą , dobrą opinią, ale chyba tylko za tą lepsza połowę hotelu. Rano nie wytrzymałam jak musiałam słuchać rozmów pracowników za ścianą ,praktycznie jakby byli u mnie w pokoju, ścian chyba była z dykty!

***

Chcieliśmy nocować w tym hotelu 3 doby, od czwartku do niedzieli. Zamówiliśmy pokój 4 osobowy, byliśmy z dwójką dzieci ( miał to być pokój przyjazny dla rodzin z dziećmi) !.Jak dla mnie to jakiś żart, zdjęcia przedstawiały pokój który faktycznie  był  podobny, jednak zdjęcia nie pokazują mankamentów w pokoju. Łóżka inne niż na zdjęciu, były zwykle tapczany a na nich jakieś dziwne materace. Nie poinformowano w ofercie, że łazienka ( prysznic + toaleta nie są w jednym pomieszczeniu). Do pokoju weszliśmy praktycznie  od razu pod prysznic – dosłownie!, gdyż wystarczyło zrobić porządny krok żeby tam się znaleźć. Był to mały korytarzyk, przedpokój przerobiony byle jak na łazienkę, prowizorka. Z boku toaleta, tak ciasna, że będąc w toalecie to trzeba było praktycznie trzymać nogi na tym minimalnym korytarzu.  Prysznic, minimalny, ciasny, stara armatura, woda źle spływała, nawet dzieci po podróży nie mogliśmy wykąpać ! Okazało się, że był to pokój pomiędzy dwoma pokojami służbowymi ( był to także kiedyś pokój służbowy, ale dla 2 osób, o tym jednak dowiedziałam się rano od pań sprzątających pokoje) przez ścianę słychać było rozmowy pracowników, wiec oni na pewno także słyszeli także nas..Z ledwością przespałam noc, wszystko było słychać z korytarza. Z samego rana poszłam do recepcji i zrezygnowaliśmy z tego hotelu, nie tak powinie wyglądać pokój dla rodziny z dziećmi, 170 zł kosztował  ten  okropny pokój. Jedyny duży plus to panie pokojówki, reszta to kpina, no, ale przeżyliśmy.

***

Dowiedziałam się, że jest taka strona Booking gdzie znajduje się szybko i sprawnie tani nocleg.Udało się i to było najlepsze gdzie. Praktycznie jest on w parku Chorzowskim przy Stadionie Śląskim. Ironia losu, dlaczego, dlatego bo ten park jest pełen wspomnień dla nas, bo ja się tam wychowałam i park znam jak swoją kieszeń .Po  drugiej jego stronie jest właśnie nasza dzielnica gdzie mieszkaliśmy, gdzie jest jeszcze nasze mieszkanie i tam mieliśmy jechać do znajomych, do kościoła i do taty. Byłam praktycznie w domu i nie w domu, patrzyłam z okna hotelu na park i wiedziałam, że tam za drzewami jest mój dom. Dziwne uczucie, było mi przykro, powinniśmy być u mamy.

***

Dziewczynki jak tylko im wspomniałam o tym, że pojedziemy do babci w odwiedziny, to nawet tego nie chciały słuchać, pojechaliśmy do mamy  dopiero na drugi dzień ,w sobotę. Pawłowi udało się je  w końcu namówić . Ja musiałam się prosić, praktycznie  pół dnia żeby ze mną pojechały, moja mama tak doprowadziła do sytuacji, ze wnuczki nie chcą do niej jeździć.Pawłowi jakoś udał Pomimo tego, co było kiedyś i jak wyszło te nasze mieszkanie razem nie nastawiałam dzieci przeciwko babci. Mimo tego dziewczynki dużo same zaobserwowały i po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciały jechać. W końcu udało się jednak je namówić, wytłumaczyłam im, że nie można tak się zachowywać, przejechaliśmy prawie 1000 km, jak ja bym mogła matki nie odwiedzić albo pojechać tam sama bez dzieci.Naprawdę nikomu nie życzę takiej sytuacji.

 

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Przemyślenia

 

Miesiąc minął tak szybko, po prostu niemożliwe jak ten czas biegnie, dopiero było Wszystkich Świętych, a tu już po Mikołaju. Zaraz będzie po świętach. Na Wszystkich Świętych nie mogłam pojechać, bo niestety za daleko. Sylwia poszła do taty na grób i zapaliła znicz, nawet wcześniej umyła mi pomnik, nie śmiałabym nigdy jej o to prosić. Potem okazało się, że mama tez go podobno myła tydzień wcześniej. Było mi przykro, że znowu nie mogłam być u taty na cmentarzu, ale z drugiej strony wolę spokój i ciszę, gdy nikogo nie ma w pobliżu, niż ten chaos i ścisk i nagłe witanie się rodziny, która dawno się nie widziała a spotykają się tylko od wielkiego dzwonu, czyli jak jest wesele, pogrzeb lub właśnie na cmentarzach we Wszystkich Świętych. Planowałam wyjazd do Polski dopiero pod koniec listopada. Czas płynął szybko i jak zawsze dużo do załatwienia. Niekiedy mam już wszystkiego dość, na każdym kroku biurokracja i zasypywanie papierami, uczciwie pracowałam, a jak straciłam pracę to na siłę chcą mi wepchnąć byle jaką pracę. Trochę w tym mojej winy, bo w Arbeitsamt sama bardzo się udzieliłam, to teraz przysyłają mi oferty, chociaż dwie mnie nawet zainteresowały, wysłałam wczoraj papiery do Lidla, wyśle jeszcze do Aldika z Tedoxu nikt się nadal nie odzywa. Jeśli fatycznie praca byłaby taka jak zapowiadają w Lidlu to poszłabym tam do pracy, niedaleko, można iść pieszo, blisko szkoły Wiki i działki J , Zasze latem po pracy kielbasa z Lidla i na grilla na działkę, dlaczego nie. Wracając do Arbaitsamtu to chciałam iść na kurs florystyczny ( niby nie ma, nie opłaca się itd., itp.), to chciałam na kurs niemieckiego, podszkolić gramatykę( nie ma pieniędzy, wszystko idzie na uchodźców, na kursach tez ciasno, nie chcą przyjmować, pierwszeństwo teraz maja uchodźcy). I tak tylko nieliczni przyłożą się do nauki, nawet Paweł jak chodził to mówił, jakie jaja sobie robią, co poniektórzy. Potem siedzą 20 lat i tyle języka znają jakby tu dopiero przyjechali, siedzą między sobą i tylko w swoim języku cały czas rozmawiają. Nie jest dobrze przebywać tylko w kręgu ludzi mówiących w ojczystym języku. Też mamy znajomych Polaków, zawsze można się spotkać i porozmawiać, do polskiego kościała też chodzimy w miarę możliwości teraz nawet częściej, zbliża się komunia Ani i są różne przygotowania, śpiewania, zebrania.Zawsze jest miło jak można z kimś pogadać, chociaż nie każdy tego chce, ale to już inna bajka. Nie można jednak przebywać, mieszkać, żyć w Niemczech i nie znać języka, a tak często właśnie się dzieje. Z jednej strony dobrze jest trzymać się razem jak Turcy np. jeden drugiemu pomaga, nawet moje sąsiadki odprowadzają sobie niekiedy na zmianę dzieci, czy jakiś problem, czy czegoś potrzebują, to maja koło siebie kogoś, kto im pomorze, a my jesteśmy często zdani na siebie, nie ufam tu za bardzo nikomu nawet jakbym chciała, najlepiej nie mówić, że się powodzi coraz lepiej, że pomału wychodzi się na prostą, lepiej ponarzekać że ciężko i tak będzie dobrze dla wszystkich. Przykre to, ale prawdziwe. A prawda jest taka, że fatycznie było ciężko, bardzo ciężko, ale teraz jest coraz lepiej, Ameryki nie ma  , ale pomału, pomału i wszystko się ustatkuje całkowicie. Teraz jest o wiele lepiej, nie wyobrażam sobie powrotu do Polski ( dziewczynki też nie chciałyby powrotu), żeby mieszkać i głowic się i kombinować z czynszem, płacić na dwa razy lub z opóźnieniem, tu mam spokojna głowę, na czynsz, opłaty, jedzenie i inne rzeczy zawsze jest, dla dzieci na dodatkowe zajęcia sportowe czy basen.W Polsce żeby gdzieś iść to od razu wyliczenia robiłam i na wyliczeniach zazwyczaj zostawało.

W każdym razie grzechem byłoby narzekać, oczywiście jak jest trochę lepiej to chce się znowu coś polepszyć, osiągnąć „Apetyt rośnie w miarę jedzenia „, ale pomału na wszystko przyjdzie czas.Zaczęliśmy myśleć już o urlopie, żeby zaplanować wakacje, Paweł musiał wypisywać już urlop na 2016 rok, chciałabym w końcu gdzieś pojechać z rodziną, tak żeby dziewczynkom się podobało, myśleliśmy o Mazurach. Moglibyśmy wynająć domek ze znajomymi i wspólnie spędzić czas. Powiedziałam już Pawłowi, 15 lat razem i żadnego normalnego urlopu, bo nie było stać, a jak był urlop to zawsze wtedy naprawy i remonty w domu L .Teraz trochę odłożę na ten urlop i pojedziemy , żadnych remontów więcej na urlopie. Na wszystko przyjdzie pora, drobnymi kroczkami można wiele osiągnąć i pracą oczywiście.

Kolejny rok bez Ciebie Tato

image_2096 Wszystkich Świętych

Już trzeci rok  Tato jak nie ma  Cię  z Nami

2 lata 8 miesięcy bez Ciebie

***

Pustka ogromna w moim sercu pozostała

Jestem przy Tobie pamięcią

chociaż codziennie myślę o Tobie , to Dzień ten jest szczególny

Jeszcze tego nie zrozumiałam , nie pogodziłam się z Twoim odejściem .

Pustka w mojej głowie , nie potrafię ogarnąć braku

Ciebie

Brakuje mi najprostszych  rzeczy , spraw , gestów , rozmowy

Nawet niekiedy Twojego niezadowolenia gdy źle coś zrobiłam

Brakuje

mi tego że nie mogę Ci  opowiedzieć o wielu sprawach

Chociaż opowiadam Ci o tym w myślach

o postępach dzieci w szkole ,ich radościach i smutkach , ich osiągnięciach

o naszym życiu tutaj ,życiu po prostu

Brakuje mi prostych , zwykłych chwil , które tak szybko uciekają nam w życiu

utraconych chwil , niewykorzystanych chwil , nieuszanowanych chwil

Brakuje mi CiebieTato

niekiedy uśmiechniętego, niekiedy złego

Ciebie w ogrodzie , w domu

zmęczonego po pracy, małomównego niekiedy

Zamyślonego ,zafrasowanego , zasmuconego

***

Przepraszam za mój brak czasu

Teraz już za późno , już tego nie nadrobimy

Pozostało mi mówienie do Ciebie i patrzenie na zdjecie

Myślę o Tobie , tęsknie

Tyle miałbyś tu do zobaczenia , zrobienia , cieszenia się

Mówię do Ciebie Tato

Czy mnie słyszysz

Jutro znowu ten dzień

Jestem przy Tobie , Pamiętam

350513270