Święta i Sylewster 2017

 

Święta Bożego Narodzenia minęły tak szybko, za szybko. Byliśmy sami z dziećmi, nawet nie mamy, z kim się spotkać, kuzynka mieszka w sumie niedaleko, bo w okolicach Dortmundu, ale ja miałam pracować w Święta oprócz 25 grudnia, Beatka miała być za mnie w ten dzień. Chciałam z dziećmi iść do kościoła i pierwszy raz nie byliśmy w święta w ogóle w kościele, a tak mi zależało. Niestety rozchorowałam się, już od 21 poszłam na zwolnienie, znowu zaczął boleć mnie kręgosłup(, ale tym razem w odcinku górnym), chyba wszystko zaczęło się od tej lewej nogi, już we wrześniu zaczęła mnie boleć. Nie chciałabym żeby powtórzyło się wszystko sprzed 3 lat, gdy wylądowałam w szpitalu, bo było już za późno na leczenie i potrzebna była od razu operacja. Do tego jeszcze doszło przeziębienie, że nawet mówić nie mogłam, po dwóch dniach, gdy już nic pomagało, wzięłam antybiotyk, który miałam kiedyś przepisany i zostało mi jeszcze opakowanie.Wiadomo jak to z lekarzami w okresie świątecznym i między świątecznym, znowu bym czekała na swoja kolej parę godzin w Klinice.

***

W każdym razie święta minęły nam w miłej i domowej atmosferze. Paweł jak zawsze stanął na wysokości zadania i praktycznie wszystko sam przygotował. To jego działka, lubi gotować i tyle. Z tym to naprawdę mam dobrze, wracam po pracy i jak on jest w domu to wiem, że obiad już będzie. Jego marzeniem tak naprawdę jest mieć swoją małą knajpkę z dobrym jedzeniem. Wigilia przygotowana była na medal, szkoda tylko, że nie było ani dziadka ani babci, tylko my. W sumie to ważne byliśmy my razem zdrowi i szczęśliwi, ale jednak brakuje obecności innych członków rodziny.
Staram się nie myśleć cały czas o tym, ale to samo ciągle wraca z 24 grudnia 2013, gdy zamiast szykować Wigilię to wołaliśmy księdza do taty. Byliśmy pewni wtedy, że to już. Wtedy jednak się udało jeszcze. Nie wiem, co bym nie robiła to i tak będzie to wracać w Wigilię. Paweł i dziewczynki też pamiętają, ale już inaczej do tego podchodzą.

***

Jednak święta szybko minęły, a ja trochę lepiej się poczułam przed Sylwestrem, który mieliśmy spędzić w domu jak zawsze. Nawet spontanicznie myśleliśmy pojechać do Paryża, tak mi palnęło z tym Paryżem. Sprawdzałam już nawet hotele, bo nagle dużo potaniało, ale to jednak 700 kilometrów i zaczęłam znowu rozważać za i przeciw. Wyszło, przeciw bo jednak trochę za późno już było, przynajmniej 3 dni trzeba by było spędzić, żeby jeszcze trochę pozwiedzać i do tego zapomniałam, że trzeba wymienić klocki i tarcze w samochodzie. Postanowiliśmy odrzucić ten spontaniczny wyjazd, może w przyszłym roku. Beatka, koleżanka z pracy namawiała mnie żeby do niej pojechać i w końcu zdecydowaliśmy się praktycznie na ostatnią chwilę. Szkoda, że tak późno, bo było bardzo fajnie, oprócz tego, że źle się czułam z tym, że ona miała iść do pracy 1 stycznia, a ja byłam na chorobowym. Nie z mojego jednak powodu, tylko jeszcze jedna osoba poszła w ostatnim momencie na zwolnienie i szefowa poprosiła Beatę, jeśli można by to było nazwać prośbą. A ona nie umie odmawiać, zresztą ja tak samo, chociaż ostatnio już zaczęłam, bo inaczej się nie da z naszą szefową.
Ania miała 1 stycznia zaraz 10 urodziny, tak, że zawsze świętujemy podwójnie. Szkoda tylko, że znowu byliśmy sami. Trochę było jej smutno, że nikt nie przyszedł, że tylko my zawsze jesteśmy w ten dzień. Teraz w Hessen są ferie świąteczne jeszcze do 14 stycznia, wcześniej zostały zaproszone jej ulubione koleżanki, ale dopiero 3 stycznie robiliśmy urodziny.Poszliśmy wszyscy do kina, super film, dawno tak się nie uśmiałam.A po filmie dziewczynki bawiły się dalej w domu. Super było, najważniejsze, że Ania był szczęśliwa.

urodziny_ciastko_092980_379

Święta Bożego Narodzenia

08-20161204_133518

Jutro już Wigilia Bożego Narodzenia , znowu wracają smutne wspomnienia związane z tym okresem świątecznym . Jesteśmy teraz tylko my , nie ma już takich Świąt Bożego Narodzenia jak kiedyś , chociaż Paweł robi co może . Właśnie przygotowuje wszystko na jutrzejszą kolację , oczywiście wszystko musi sam zrobić . Nie mogę narzekać ,on po prostu uwielbia gotować , taka jego pasja .
Mama nie chciała do nas przyjechać , nawet sama chciałam po nią pojechać . Może nie to ,że nie chciała tylko przerażają ją dalekie podróże i jej problemy zdrowotne . I Arek oczywiście , który znowu wrócił do domu do mamy . Znowu będzie jej mącił w głowie .
Święta więc spędzimy razem z dziećmi , a to najważniejsze.
Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

A jednak :)

cloud-2104829__340

Nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby to nie wydarzyło się naprawdę . Zaraz po skończeniu mojego ostatniego wpisu , gdzieś około pół godzinki później dostałam telefon ze spółdzielni GWH w sprawie mieszkania . Dwa razy musiała mi babka powtarzać ,że mieszkanie przydzielono właśnie nam ,bo za pierwszym razem myślałam ,że czegoś nie zrozumiałam . Ale się ucieszyłam , od razu zadzwoniłam do Pawła żeby mu przekazać tę wiadomość . Teraz już wszystko jest załatwione , wiemy na 100 % ,że od lipca będziemy mieszkać w Baunatalu . Oboje będziemy mieli bliżej do pracy , Ania będzie miała podstawówkę pod nosem ( ostatnia 4 klasa). Potem pójdzie do innej szkoły . Co do Wikusi to jeszcze się zastanawiamy nad zmianą szkoły , rozmawiamy na ten temat ,ale po Świętach Wielkanocnych trzeba będzie podjąć decyzję . Postanowiliśmy ,żeby najpierw zobaczyć nową szkołę , poznać Panią dyrektor i po prostu porozmawiać . Tak samo jeśli chodzi o starą szkołę , to będę rozmawiać z Panią wychowawczynią czy warto lub czy powinnam zmienić szkołę Wikusi ,czy może lepiej będzie dla niej jeśli zostanie w starej szkole,ale wtedy będzie dojeżdżać . Nie chcielibyśmy aby zmiana szkoły wpłynęła na jej wyniki w nauce .

Marzec jest pełen zmian w naszym życiu , dosłownie od początku miesiąca same pozytywne wiadomości , może tylko poza  paroma małymi drobiazgami. Zawsze powtarzam Pawłowi ,że będzie dobrze i jest dobrze . Wierze w te słowa ,że wszystko będzie dobrze i że się wszystko uda od czasu gdy powiedział je do mnie tata w szpitalu. Żałuję tylko tego że nie może być teraz z nami ,że już go nie ma . Może patrzy na nas z góry .

Udało mi się z pracą ,  od kwietnia idę do nowej pracy . Paweł tez dostał stałą umowę . W tym tygodniu dostaliśmy już wszystkie dokumenty dotyczące przydziału mieszkania ze spółdzielni . Udało mi się sprzedać naszego starego prawie 20-letniego dziadka Mercedesa . Szkoda mi było tego samochodu bo poszedł praktycznie za grosze u handlarzy , ale był zbyt drogi w utrzymaniu .Dzięki niemu jednak miałam pierwszą pracę. Poza tym potrzebujemy normalnego rodzinnego samochodu w kombi i taki kupiliśmy tydzień temu . Normalny używany rodzinny samochód .Wszystko chyba wychodzi na prostą , najważniejsze żeby była praca i zdrowie a reszta sama się zawsze jakoś ułoży .

Wysłałam już wypowiedzenie umowy najmu starego mieszkania i czekam tylko na informację od babki czy przyjęła to do wiadomości . Mam nadzieję ,że nie będzie z nią problemów . Troszkę mi szkoda tego mieszkania ,ale  z drugiej strony to okolica nie jest zbyt ciekawa , zbyt dużo różnych narodowości , różnych kultur i przyzwyczajeń innych ludzi . Jeśli chodzi o czystość okolicy to tak samo , ludzie sami brudzą i wyrzucają śmieci a potem narzekają że jest brudno. Nawet nasz Scooby ,który jest Yorkiem budzi u niektórych ludzi strach , a w innych jakieś obrzydzenie . Jeden z sąsiadów jak mnie widzi w windzie z psem to nie wsiądzie do windy bo boi się ,że pies go dotknie tak mi powiedział. A w jego religii niby jest to zabronione ,koleżanka z pracy która jest też muzułmanką powiedziała ,że wtedy niektórzy muszą umyć ręce 7 razy !!!  i ,że jest to spowodowane tym ,że niektórzy są silnie wierzący i przestrzegają dokładnie zasad czystości .Znam innych muzułmanów którzy mają psy i nie wydziwiają tak jak mój sąsiad ,ale co kraj to inne zwyczaje. Z tego wszystkiego Scooby co niektórych się boi i ucieka przed ludźmi. Nawet dzieci są uczone takiej wrogości i niechęci do psów, często jak idziemy ze Scoobym to omijają go wielkim łukiem albo odskakują , naprawdę przeróżne reakcje już widziałam .A on jest taki mały , co by to było jakbyśmy mieli dobermana :)  W ogóle to nas chyba postrzegają tu za dziwnych , bo tylko my w bloku gdzie mieszka 30 rodzin mamy psa ale tylko dlatego ,że większość to właśnie muzułmanie .

Ciekawe jak zakończy się sprawa z adwokatem w sprawie mieszkania . Już go poinformowałam ,że się będziemy wyprowadzać z tego mieszkania . Nie spieszył się ,żeby szybko załatwić sprawę. Po tych wszystkich moich pismach do wynajmującej mi mieszkanie( około 10 listów !!! i żadnej reakcji poza jednym wyjątkiem , gdy zagroziłam obniżką czynszu o 20%, a ona mia napisała ,że się na to nie zgadza .Jednak czynsz obniżyłam ) , musiałam poprosić o pomoc adwokata zajmującego się tego typu sprawami ,żeby w razie czego nie mieć z jej strony kłopotów . Udałam się  do niego na początku lutego w sprawie mieszkania ,opisałam mu o problemach związanych z brakiem piwnicy od 3 lat , nieszczelnych oknach , tak samo z termostatami a ostatnim czasie o pojawieniu się grzyba itd .Tylko dlatego tak długo tu wytrzymaliśmy , bo sytuacja nas do tego zmusiła. W końcu jednak udało nam się parę spraw wyprostować i mogliśmy starć się o mieszkanie ze spółdzielni. Szanowny pan adwokat nie spieszył się jednak , przez miesiąc nie otrzymałam żadnego pisma , byłam przekonana ,że wysłał już jakieś pismo do mojej wynajmującej . Zadzwoniłam wiec w na początku marca i co się okazuje ,że go nie ma bo jest na urlopie . Sprawa nie rozpoczęta ,nikt nic nie wie . Zadzwonił do mnie sam po weekendzie jak już wrócił do pracy z informacją ,że pismo  już do niej wysyła . Zapytałam go dlaczego tak późno ,ale konkretnej odpowiedzi na pytanie nie dostałam . Wtedy jeszcze nie wiedziałam o nowym mieszkaniu , więc zgodziłam się . Jednak tydzień później dostaliśmy informację o nowym mieszkaniu. Napisałam więc 3-miesięczne wypowiedzenie w tej sprawie i wysłałam . Byłam przekonana ,że ona już wie ,że byłam u adwokata w sprawie tego grzyba itd . a tu okazuje się ,że nie . Adwokat obudził się dopiero 22 marca i wysłał do niej pismo w spawie napraw w tym mieszkaniu ,żeby usterki zostały usunięte .Czyli pismo mogła dostać wczoraj lub dzisiaj ! Niepoważny facet , co on robił 6 tygodni . przecież takie pisma wysyła się od razu w przeciągu 2,3 dni maksymalnie do tygodnia . To ja przed jego pismem zdążyłam wypowiedzieć umowę najmu .

 

 harmony-2046043__340

 

 

4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Wyjazd cd…

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

Tak naprawdę to nie mieliśmy planu jeszcze gdzie dokładnie będziemy nocować, miałam tylko zarezerwowany jakieś hotelik gdybym faktycznie nic innego nie znalazła, miałam  możliwość i czas na odwołanie rezerwacji w razie gdybym znalazła cos lepszego. Zastanawiałam się, co zastanę jak pojadę do mamy, czego mogę się jeszcze spodziewać, żałuje teraz tej decyzji, którą podjęliśmy w sprawie tej darowizny, gdybym wtedy to zostawiła, to teraz sytuacja wyglądałaby być może inaczej. Podróż jak na złość bardzo się wydłużyła, był wypadek na autostradzie i musieliśmy jechać jakimś objazdem. W miedzy czasie, gdy Paweł jechał ja szukałam dalej innego lokum do spania. Znalazłam, myślałam, że będzie super zajazd niedaleko mieszkania Magdy,  mieliśmy się także  spotkać, jeszcze do tego, GPS zwariował i prowadził nas po jakiś lasach, wyjechaliśmy gdzieś za Mikołowem, ale dojechaliśmy.Pierwsze wrażenie super, jednak potem okazało się, że to jakaś kpina. Zdjęcia na stronie piękne, ale tylko połowa zajazdu tak wyglądała, bo była po remoncie, druga połowa niestety nie. Było tak późno, że nie miałam siły tego zmieniać, nawet wtedy nie poszłam do recepcji a powinnam była. Najlepsze było wejście do pokoju od razu pod prysznic :) Żenada, zajazd niby z taką renomą , dobrą opinią, ale chyba tylko za tą lepsza połowę hotelu. Rano nie wytrzymałam jak musiałam słuchać rozmów pracowników za ścianą ,praktycznie jakby byli u mnie w pokoju, ścian chyba była z dykty!

***

Chcieliśmy nocować w tym hotelu 3 doby, od czwartku do niedzieli. Zamówiliśmy pokój 4 osobowy, byliśmy z dwójką dzieci ( miał to być pokój przyjazny dla rodzin z dziećmi) !.Jak dla mnie to jakiś żart, zdjęcia przedstawiały pokój który faktycznie  był  podobny, jednak zdjęcia nie pokazują mankamentów w pokoju. Łóżka inne niż na zdjęciu, były zwykle tapczany a na nich jakieś dziwne materace. Nie poinformowano w ofercie, że łazienka ( prysznic + toaleta nie są w jednym pomieszczeniu). Do pokoju weszliśmy praktycznie  od razu pod prysznic – dosłownie!, gdyż wystarczyło zrobić porządny krok żeby tam się znaleźć. Był to mały korytarzyk, przedpokój przerobiony byle jak na łazienkę, prowizorka. Z boku toaleta, tak ciasna, że będąc w toalecie to trzeba było praktycznie trzymać nogi na tym minimalnym korytarzu.  Prysznic, minimalny, ciasny, stara armatura, woda źle spływała, nawet dzieci po podróży nie mogliśmy wykąpać ! Okazało się, że był to pokój pomiędzy dwoma pokojami służbowymi ( był to także kiedyś pokój służbowy, ale dla 2 osób, o tym jednak dowiedziałam się rano od pań sprzątających pokoje) przez ścianę słychać było rozmowy pracowników, wiec oni na pewno także słyszeli także nas..Z ledwością przespałam noc, wszystko było słychać z korytarza. Z samego rana poszłam do recepcji i zrezygnowaliśmy z tego hotelu, nie tak powinie wyglądać pokój dla rodziny z dziećmi, 170 zł kosztował  ten  okropny pokój. Jedyny duży plus to panie pokojówki, reszta to kpina, no, ale przeżyliśmy.

***

Dowiedziałam się, że jest taka strona Booking gdzie znajduje się szybko i sprawnie tani nocleg.Udało się i to było najlepsze gdzie. Praktycznie jest on w parku Chorzowskim przy Stadionie Śląskim. Ironia losu, dlaczego, dlatego bo ten park jest pełen wspomnień dla nas, bo ja się tam wychowałam i park znam jak swoją kieszeń .Po  drugiej jego stronie jest właśnie nasza dzielnica gdzie mieszkaliśmy, gdzie jest jeszcze nasze mieszkanie i tam mieliśmy jechać do znajomych, do kościoła i do taty. Byłam praktycznie w domu i nie w domu, patrzyłam z okna hotelu na park i wiedziałam, że tam za drzewami jest mój dom. Dziwne uczucie, było mi przykro, powinniśmy być u mamy.

***

Dziewczynki jak tylko im wspomniałam o tym, że pojedziemy do babci w odwiedziny, to nawet tego nie chciały słuchać, pojechaliśmy do mamy  dopiero na drugi dzień ,w sobotę. Pawłowi udało się je  w końcu namówić . Ja musiałam się prosić, praktycznie  pół dnia żeby ze mną pojechały, moja mama tak doprowadziła do sytuacji, ze wnuczki nie chcą do niej jeździć.Pawłowi jakoś udał Pomimo tego, co było kiedyś i jak wyszło te nasze mieszkanie razem nie nastawiałam dzieci przeciwko babci. Mimo tego dziewczynki dużo same zaobserwowały i po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciały jechać. W końcu udało się jednak je namówić, wytłumaczyłam im, że nie można tak się zachowywać, przejechaliśmy prawie 1000 km, jak ja bym mogła matki nie odwiedzić albo pojechać tam sama bez dzieci.Naprawdę nikomu nie życzę takiej sytuacji.

 

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.