Sypie się

Ponad trzy tygodnie minęło od Wszystkich Świętych, nie wspomnę już od mojego ostatniego wpisu. Za każdym razem to samo, nie mogę się zdyscyplinować, żeby regularnie zaglądać. Chociaż bardzo tego chcę, ale tyle się dzieje, że nie mam czasu. W pracy niestety coraz gorzej, a na samym początku było super. Jeśli chodzi o pacjentów, to bez problemu, raz lepiej, niekiedy troszkę gorszy dzień w pracy. Problemem jest personel, a bardziej jego brak. To, co ostatnio się wyrabia to po prostu nie mieści się w głowie. Co i rusz ktoś szedł na chorobowe, zaczęło się właśnie w sierpniu. Najpierw poszła jedna, potem po dwóch dniach jej synowa, moim zdaniem wszystko to było zaplanowane od dawna.Zresztą po miesiącu chorobowego Claudia dała wypowiedzenie i odeszła, natomiast jej teściowa dalej jest na zwolnieniu i podejrzewam, że prędko nie wróci do pracy, może pójdzie na wcześniejszą emeryturę. Tak przynajmniej mi się wydaje, w każdym bądź razie w tym roku nie wróci, teraz to mogą sobie już nie wracać, zostawili nas z premedytacją specjalnie na tak długo. Już od dawna musiał być konflikt pomiędzy nimi i szefową. Pod koniec sierpnia Krystyna poszła na operacją kolana i jest na zwolnieniu do dzisiaj, miała wrócić w grudniu, ale wiedziałam, że nie wróci, że będą ciągnęły aż Święta Bożego Narodzenia miną. Wcześniej jeszcze w lipcu na chorobowe poszła Alien , będzie już w styczniu rodzić. Po tym wszystkim ciężko nam było wszystkim, bo gdy inni „chorowali „ to drudzy musieli więcej pracować i tak jest do dzisiaj. Tyle tylko, że jest jeszcze gorzej z dnia na dzień, albo szefowa zamknie to do końca roku albo może jakimś cudem przetrwamy. Pod koniec Października nie wytrzymała Elke i odeszła, do końca miałam nadzieję, że tego nie zrobi, ale naprawdę nie szło się dogadać szefową, Elke wszystkim się wtedy zajmowała a i tak dla szefowej było źle. Więc odeszła, byłam wtedy na urlopie, gdy wróciłam z urlopu poszła wtedy Lidka na urlop a po urlopie na chorobowe i tak już trzeci tydzień. Nie wiadomo, komu zaufać, nie wiadomo, kto co zrobi. Myślę, że Lidka chyba też szykuje się do odejścia i może na zrobi niespodziankę na Święta. Paru pacjentów też zrezygnowało z naszych usług. Jak tak dalej będzie to wykruszymy się w naturalny sposób i szefowa zamknie to wszystko. A tak było na początku super, a jednak wyszło szydło z worka i już wiem gdzie jest problem. Szefowa nim jest, sama stwarza taką atmosferę i nie zawsze ma we wszystkim ma rację, nie dopuszcza nikogo do słowa i od razu jest zła jak ma się inne zdanie niż ona. Sama wymaga pomocy, bo jest po podwójnej operacji kolana i też wymaga rehabilitacji a także leczenia.Dzięki Bogu wyjeżdża w okresie świątecznym na tydzień, więc będzie trochę spokoju w pracy, za dużo zamieszania wnosi do firmy. W jeden dzień ma humor a na drugi dzień totalnie inny człowiek. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Anne, to jest mistrzyni w chorowaniu nie tak dawno dwa miesiące jej nie było, wróciła tylko na chwilę na gościnne występy, po czym okazało się, że też będzie robić operację kolana i poszła na zwolnienie.Po trzech tygodniach okazało się, że jednak nie zrobiła tej operacji, bo podobno miała w tym czasie zapalenie oskrzeli czy tam płuc i musiała niby przełożyć operację, jednak nie wiadomo, na kiedy. Nawet szefowa o tym nie wiedziała.W przyszłym tygodniu miała jednak wrócić do pracy od poniedziałku. Niestety to trzeba mieć tupet, właśnie się dowiedziałam, że podobno spadła z drabiny. Na pewno uwierzę, mam dosyć, szefowa na 100 % zablokuje urlop Erolowi, a naprawdę należy mu się też odpoczynek. Chłopak robi, co może, praktycznie bez wolnego, zresztą ja też miałam w tym miesiącu tylko 5 i 19 listopad wolne i do końca nie mam wolnego. Nie mam już siły, praca śni mi się po nocach, nie umiem odpocząć normalnie. Potrzebujemy ludzi do pracy i nie ma nikogo, nie rozumiem niby tyle osób jest bezrobotnych, a nikt nie kwapi się do Pflege. Nawet bez wiedzy szefowej dałam ogłoszenie na Facebooku, gdzie Polacy w Niemczech ogłaszają się w przeróżnych sprawach i nic.Parę osób się odezwało, ale jedna chce później pracować, bo od 6 to za wcześnie i jeszcze najlepiej bez popołudniówek, inna natomiast bez prawa jazdy, a tu jest wymagane prawo jazdy, bo trzeba jeździć dużo do ludzi. Tak, że już wiemy, że i Anne nie będzie w grudniu, Super po prostu. Została mi tylko jeszcze Beata i tak razem ciągniemy ten „wózek „, został jeszcze Erol, który naprawdę pracuje dużo i dobrze, jest egzaminowany.Zostaje jeszcze leń Andi, wszystko robi, żeby tylko się  nie narobić. Przez niego zresztą Erol musiał robić na rano i na popołudniu, bo Pan hrabia nie chciał przyjść do pracy, bo stwierdził, że ma wolne i tyle. tak, że jeden robi na dwie zmiany a drugi siedzi na d… w domu. W ogóle człowiek bez serca, egoista. Birgit jeszcze jest, ale też już nie daje rady, ma dużo nadgodzin, no i Renate , która już pracowała w tej firmie 20 lat, bo tyle lat jest firma na rynku . W grudniu zeszłego roku odeszła mając lat 76 z pracy, bo jeszcze dorabiała. A wiec tyle trzeba pracować w Niemczech! W tym roku zmarł jej mąż, po odejściu Elki , szefowa wpadła na pomysł ściągnięcia z powrotem Renate . Ona mając dobre chęci zgodziła się, żeby nam pomóc w tym ciężkim dla nas okresie. Cały czas mieliśmy nadzieję, że zatrudni kogoś nowego, niestety tak się nie stało. Renate jest nadal z nami i jeździ do pacjentów, nie mam pojęcia jak ona to robi w wieku 77 lat. Moja babcia ma 87 lat. Długo jednak nie da rady tak pracować, sama już stwierdziła, że to dla niej za dużo. Więc co nam pozostaje, chyba szukać nowej pracy, może uda się jeszcze przetrwać przez Święta. Nie mam pojęcia.Właśnie tak pracują Niemcy, ciągle na zwolnieniu i miganie się od pracy, tylko my głupie zapieprzamy i urabiamy sobie ręce pod pachy.

images (2)

Przeprowadzka

Dzisiaj mija 2 miesiące od przeprowadzki, wszystko nawet bardzo sprawnie poszło. Koledzy Pawła niestety nie wszyscy dopisali, ale Ci, którzy przyszli pomogli nam bardzo dużo z większymi meblami. Wszystko udało się przewieść busem na trzy razy, resztę przewoziłam sama z dziewczynkami. Dobrze, że Paweł już dwa dni wcześniej przewoził rzeczy na nowe mieszkanie, bo inaczej nie dalibyśmy rady wywieść wszystkiego w jeden dzień. Na nowym mieszkaniu na początku był po prostu Sajgon, miałam w miarę wszystko opisane, ale mimo wszystko wiadomo jak to wygląda przy przeprowadzce. Mieszkanie bardzo nam się podoba, dziewczynki mają osobne pokoje, Ania ma trochę mały pokoik, ale jest i tak bardzo zadowolona, że w końcu ma swój pokoik. Urządziliśmy też tak, że, mimo że jest mały to wygląda bardzo przytulnie. Wiktoria ma większy pokój i większy bałagan zawsze. Tak naprawdę to Wika nie lubi sprzątać i trzeba ją do tego gonić. Denerwuje mnie to bardzo, ale zapowiedziałam jej, że ma pokój sprzątać sama. Działa na nią tylko groźba zabrania telefonu lub zakaz grania na komputerze. Cały czas muszę kontrolować, żeby nie grała za dużo. Jest teraz w 7 klasie ( tutaj 3 Gimnazjum), zaczyna się buntować coraz bardziej, sama pamiętam, jaka byłam w wieku 13 lat, koszmar. Mi też się wydawało, że we wszystkim mam rację a często tak nie było. Wydaje mi się, że to było tak niedawno a to już 30 lat minęło!!! Czy ona teraz tak samo jak ja kiedyś myśli, że zrzędzę? Że nic nie rozumiem i na niczym się nie znam?
Często staram się rozmawiać z nią na różne tematy, dogadujemy się, ale gdy chce pograć to trochę zapomina się czasowo i zawsze chce dłużej grać niż jej pozwalam. Jest tyle fajnych książek do przeczytania lub innych fajnych zajęć. Powinna mieć jakieś hobby, ale nie na miesiąc, tylko takie, które zajmie ją tak, że będzie mniej chciała grać, oczywiście bez zaniedbywania szkoły.
Wika nie chciała na początku zmieniać szkoły, chcieliśmy jej to wybić w głowy, ale potem odpuściłam robić coś na siłę. Samo po paru tygodniach podjęła decyzję o zmianie szkoły. Teraz chodzi już do nowej szkoły, sama stwierdziła, że za daleko miałaby do starej szkoły. Teraz sama szkoła jak i nauczyciele podobają jej się bardziej. W starej szkole w pierwszym półroczu 6 klasy nie zorientowałam się, że zaczęły się problemy z Biologią i Angielskim, myślałam, że jest po prostu ciężej w Gimnazjum, bo wcześniej była w Hauptschule, do tego jeszcze znajomość niemieckiego też nie jest perfekcyjna i myślałam, że ma po prostu problemy ze zrozumieniem wszystkiego. Nie to jednak było problemem tylko wychowawczyni, na początku nie zorientowałam się, że ona dyskryminuje uczniów. Taka nauczycielka nie powinna pracować w szkole pełnej obcokrajowców, uchodźców, dzieci o różnej kulturze i narodowości.Wiktoria dopiero później zaczęła mi opowiadać, że wszyscy zawsze byli na lekcjach tej nauczycielki zestresowani.Chciałam nawet to zgłosić do instytucji podobnej jak u nas do Kuratorium Oświaty, ale Halinka mi odradziła, powiedziała mi, że mieli podobny problem z Justyną i nauczyciel zawsze „niby „ ma rację.Tak samo z ocenami, też zostały z dwóch przedmiotów zaniżone, mimo że w całym półroczu nie miała złych ocen. Halinka doradziła mi żeby to zostawić, bo i tak zmieniła Wika już szkołę. A ta nauczycielka dalej będzie dyskryminować uczniów, to mnie właśnie wkurza.

Praca mi się podoba

Bardzo jestem zadowolona ze zmiany pracy . Nie mogę narzekać .Oczywiście ,że zawsze są jakieś drobne minusy ,ale złego słowa nie mogę powiedzieć . Oprócz chyba wstawania bardzo wcześnie , tego nie lubię . Niestety nie umiem nauczyć się wcześniejszego  pójścia spać . Teraz jest  jeszcze długo widno to nie da rady, nie umiem po prostu zasnąć a potem mam problem ze wstawaniem .

Pracę zaczęłam od kwietnia , głównie na rano ale zdarzają się też po południówki ale najwyżej 5-7 dni . Trochę mam tylko za mało godzin ,ale w kwartale powinno się to wyrównać . Miałam nie wracać do opieki ale wróciłam i nie jest źle . Bardzo dużo pacjentów na opiece socjalnej , depresyjnych i po chorobie alkoholowej lub jeszcze w trakcie choroby .Nie jest źle . U większości osób trzeba też sprzątać bo nie dają sami sobie rady ze zwykłymi obowiązkami domowymi. Niekiedy jest bardzo spokojny dzień ,ale zdarza się też tak ,ze nie można się wyrobić z czasem . Dużo muszę jeździć po mieście , więcej tej jazdy niż samej pracy niekiedy . Jestem zadowolona i z pracy i z szefowej . Troszkę zakręcona niekiedy ,ale ogólnie to wszystkie sprawy załatwia się szybko . Trzeba tylko mówić krótko , rzeczowo i na temat .Szkoda ,że wcześniej tutaj nie  trafiłam  .

Co do poprzedniej pracy , jaka ja głupia byłam ,że w ogóle zgodziłam się na takie warunki płacy ,jeszcze bez płacenia za dodatkowy czas pracy do przygotowania wszystkiego .Było zawsze od 20 do 30 minut dziennie , w skali miesiąca to spore pieniądze. Dziewczyny nadal tam pracują , szkoda a ,ale nie zawsze każdy może pozwolić sobie na zmianę pracy.

Będę miała jeszcze bliżej do pracy . Już w piątek mamy dostać klucze do nowego mieszkania . W końcu możemy wynająć normalnie ze spółdzielni bez osób trzecich.Nie możemy się z dziewczynami już doczekać do piątku. Dziewczynki wszystko pakują i planują jak sobie wszystko urządzą w pokoju . Jeszce tyle zakupów nas czeka związanych z przeprowadzką .Dobrze zrobiliśmy wyprowadzając się z Polski , chociaż szkoda mi często i nawet tęsknię ,ale tu nam jest naprawdę lepiej .Jeśli jest praca i zdrowie to i problemów mniej.

 harmony-2046043__340

A jednak :)

cloud-2104829__340

Nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby to nie wydarzyło się naprawdę . Zaraz po skończeniu mojego ostatniego wpisu , gdzieś około pół godzinki później dostałam telefon ze spółdzielni GWH w sprawie mieszkania . Dwa razy musiała mi babka powtarzać ,że mieszkanie przydzielono właśnie nam ,bo za pierwszym razem myślałam ,że czegoś nie zrozumiałam . Ale się ucieszyłam , od razu zadzwoniłam do Pawła żeby mu przekazać tę wiadomość . Teraz już wszystko jest załatwione , wiemy na 100 % ,że od lipca będziemy mieszkać w Baunatalu . Oboje będziemy mieli bliżej do pracy , Ania będzie miała podstawówkę pod nosem ( ostatnia 4 klasa). Potem pójdzie do innej szkoły . Co do Wikusi to jeszcze się zastanawiamy nad zmianą szkoły , rozmawiamy na ten temat ,ale po Świętach Wielkanocnych trzeba będzie podjąć decyzję . Postanowiliśmy ,żeby najpierw zobaczyć nową szkołę , poznać Panią dyrektor i po prostu porozmawiać . Tak samo jeśli chodzi o starą szkołę , to będę rozmawiać z Panią wychowawczynią czy warto lub czy powinnam zmienić szkołę Wikusi ,czy może lepiej będzie dla niej jeśli zostanie w starej szkole,ale wtedy będzie dojeżdżać . Nie chcielibyśmy aby zmiana szkoły wpłynęła na jej wyniki w nauce .

Marzec jest pełen zmian w naszym życiu , dosłownie od początku miesiąca same pozytywne wiadomości , może tylko poza  paroma małymi drobiazgami. Zawsze powtarzam Pawłowi ,że będzie dobrze i jest dobrze . Wierze w te słowa ,że wszystko będzie dobrze i że się wszystko uda od czasu gdy powiedział je do mnie tata w szpitalu. Żałuję tylko tego że nie może być teraz z nami ,że już go nie ma . Może patrzy na nas z góry .

Udało mi się z pracą ,  od kwietnia idę do nowej pracy . Paweł tez dostał stałą umowę . W tym tygodniu dostaliśmy już wszystkie dokumenty dotyczące przydziału mieszkania ze spółdzielni . Udało mi się sprzedać naszego starego prawie 20-letniego dziadka Mercedesa . Szkoda mi było tego samochodu bo poszedł praktycznie za grosze u handlarzy , ale był zbyt drogi w utrzymaniu .Dzięki niemu jednak miałam pierwszą pracę. Poza tym potrzebujemy normalnego rodzinnego samochodu w kombi i taki kupiliśmy tydzień temu . Normalny używany rodzinny samochód .Wszystko chyba wychodzi na prostą , najważniejsze żeby była praca i zdrowie a reszta sama się zawsze jakoś ułoży .

Wysłałam już wypowiedzenie umowy najmu starego mieszkania i czekam tylko na informację od babki czy przyjęła to do wiadomości . Mam nadzieję ,że nie będzie z nią problemów . Troszkę mi szkoda tego mieszkania ,ale  z drugiej strony to okolica nie jest zbyt ciekawa , zbyt dużo różnych narodowości , różnych kultur i przyzwyczajeń innych ludzi . Jeśli chodzi o czystość okolicy to tak samo , ludzie sami brudzą i wyrzucają śmieci a potem narzekają że jest brudno. Nawet nasz Scooby ,który jest Yorkiem budzi u niektórych ludzi strach , a w innych jakieś obrzydzenie . Jeden z sąsiadów jak mnie widzi w windzie z psem to nie wsiądzie do windy bo boi się ,że pies go dotknie tak mi powiedział. A w jego religii niby jest to zabronione ,koleżanka z pracy która jest też muzułmanką powiedziała ,że wtedy niektórzy muszą umyć ręce 7 razy !!!  i ,że jest to spowodowane tym ,że niektórzy są silnie wierzący i przestrzegają dokładnie zasad czystości .Znam innych muzułmanów którzy mają psy i nie wydziwiają tak jak mój sąsiad ,ale co kraj to inne zwyczaje. Z tego wszystkiego Scooby co niektórych się boi i ucieka przed ludźmi. Nawet dzieci są uczone takiej wrogości i niechęci do psów, często jak idziemy ze Scoobym to omijają go wielkim łukiem albo odskakują , naprawdę przeróżne reakcje już widziałam .A on jest taki mały , co by to było jakbyśmy mieli dobermana :)  W ogóle to nas chyba postrzegają tu za dziwnych , bo tylko my w bloku gdzie mieszka 30 rodzin mamy psa ale tylko dlatego ,że większość to właśnie muzułmanie .

Ciekawe jak zakończy się sprawa z adwokatem w sprawie mieszkania . Już go poinformowałam ,że się będziemy wyprowadzać z tego mieszkania . Nie spieszył się ,żeby szybko załatwić sprawę. Po tych wszystkich moich pismach do wynajmującej mi mieszkanie( około 10 listów !!! i żadnej reakcji poza jednym wyjątkiem , gdy zagroziłam obniżką czynszu o 20%, a ona mia napisała ,że się na to nie zgadza .Jednak czynsz obniżyłam ) , musiałam poprosić o pomoc adwokata zajmującego się tego typu sprawami ,żeby w razie czego nie mieć z jej strony kłopotów . Udałam się  do niego na początku lutego w sprawie mieszkania ,opisałam mu o problemach związanych z brakiem piwnicy od 3 lat , nieszczelnych oknach , tak samo z termostatami a ostatnim czasie o pojawieniu się grzyba itd .Tylko dlatego tak długo tu wytrzymaliśmy , bo sytuacja nas do tego zmusiła. W końcu jednak udało nam się parę spraw wyprostować i mogliśmy starć się o mieszkanie ze spółdzielni. Szanowny pan adwokat nie spieszył się jednak , przez miesiąc nie otrzymałam żadnego pisma , byłam przekonana ,że wysłał już jakieś pismo do mojej wynajmującej . Zadzwoniłam wiec w na początku marca i co się okazuje ,że go nie ma bo jest na urlopie . Sprawa nie rozpoczęta ,nikt nic nie wie . Zadzwonił do mnie sam po weekendzie jak już wrócił do pracy z informacją ,że pismo  już do niej wysyła . Zapytałam go dlaczego tak późno ,ale konkretnej odpowiedzi na pytanie nie dostałam . Wtedy jeszcze nie wiedziałam o nowym mieszkaniu , więc zgodziłam się . Jednak tydzień później dostaliśmy informację o nowym mieszkaniu. Napisałam więc 3-miesięczne wypowiedzenie w tej sprawie i wysłałam . Byłam przekonana ,że ona już wie ,że byłam u adwokata w sprawie tego grzyba itd . a tu okazuje się ,że nie . Adwokat obudził się dopiero 22 marca i wysłał do niej pismo w spawie napraw w tym mieszkaniu ,żeby usterki zostały usunięte .Czyli pismo mogła dostać wczoraj lub dzisiaj ! Niepoważny facet , co on robił 6 tygodni . przecież takie pisma wysyła się od razu w przeciągu 2,3 dni maksymalnie do tygodnia . To ja przed jego pismem zdążyłam wypowiedzieć umowę najmu .

 

 harmony-2046043__340

 

 

Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Egzamin i praca

Czekam na wyniki Egzaminu z niemieckiego . Jestem bardzo ciekawa jak mi poszło . Jednak był trochę trudny , nie we wszystkich pytaniach ,ale jednak . Już na samym początku egzaminu tak bardzo się zestresowałam , aż się cała  spociłam jak mysz. Nie mogłam opanować paraliżującego mnie strachu . Nie mogłam tego na samym początku opanować , długo  trwało za czym pomału się uspokajałam . Sama w myślach mówiłam do siebie ,żeby się uspokoić . Jakoś przetrwałam część na rozumienie ze słuchu (25 minut- 20 różnych dialogów ). Zaraz po tym część na zrozumienie czytanych tekstów i pytań ( 25 pytań w 45 minut   i dość sporo tekstu do czytania , na końcu gramatyka ) Na samym końcu 30 minut na napisanie listu lub podania w zależności co się wybrało .Po tym wszystkim była w końcu przerwa , dla mnie bardzo długa bo aż 2 godziny musiałam czekać na swoją kolej ustnego egzaminu. W końcu nadeszła moja kolej  , normalnie mówię lepiej a tu w niektórych miejscach moim zdanie nie najlepiej mi poszło . Ogólnie to za bardzo się stresowałam , chyba za bardzo mi zależało na tym egzaminie. Myślę że go jednak zdałam , może część na A2 i część na B1 . Czekam na wyniki , maja być od 3 do 8 tygodni. Na razie minęło 3 tygodnie od egzaminu ,więc do Świat Bożego Narodzenia powinnam już coś wiedzieć na ten temat.

****

Od października podjęłam nową pracę w Domu Opieki ,ale nie przy pielęgnacji tak jak kiedyś pracowałam , tylko przy sprzątaniu pokoi. Trochę sama sobie zaszkodziłam , bo powinnam szukać gdzieś pracy do sprzątania w biurze a nie w domach opieki bo w biurach pracują tylko od poniedziałki do piątku i wszystkie święta mają wolne ,a w domach opieki niestety nie . Nie muszę pracować tylko w niedzielę . Praca jest niby w umowie 60 godzin miesięcznie ,wychodzi  zazwyczaj trochę więcej . Jednak i tak wychodzi ,że prawie codziennie muszę być w pracy . Oczywiście pasuje mi praca od 8 do 12.30 jak najbardziej ,ale w niektóre dni muszę iść tylko na 2,5 godziny i wkurza mnie to bo wolałabym już pracować po 5-6 godzin dziennie a nie tak jak teraz . Do tego jeśli przychodzę wcześniej do pracy i  nie chodzi tutaj o przebieranie się przed pracą w szatni ( bo to jest normalne ) tylko już po przygotowaniu się do pracy , muszę przygotować swój wózek do pracy ( czyli już moim zdaniem rozpoczynam pracę ) ,przykładowo od 7.50 ( i te 10 minut mi nie płacą ). A nie mogę pojechać na górę o 8.10 czy 8.15 bo będą patrzyli krzywym okiem . To samo tyczy się zakończenia pracy , mogę zjechać z góry dopiero o 12.30 i posprzątać wózek itd. Trzeba cały czas kombinować z czasem ,żeby nie pracować Gratis . Na razie  nie mam nic innego na oku więc trzymam się tej pracy .Płacą tak samo najniższą krajową ( 8.50 euro ) , po nowym roku ma być 8.85 euro brutto ale to i tak za mało za pracę . Wszędzie jest już po 9.80-10 euro za sprzątanie ( tylko tam zazwyczaj albo praca jest za daleko albo godziny lub inne warunki mi nie pasują ). Nie mam innego wyjścia jak szukać dalej pracy , bo po ostatniej wypłacie to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać . I jednak bardziej opłaca się tu niektórym pracować na tzw. śmieciówkach tak  jak u nas w Polsce  .W końcu zrozumiałam o co chodzi z tymi umowami  .Jak do końca roku nic nie znajdę to będę musiała poprosić ich o zmianę umowy od Nowego Roku i przejdę na ubezpieczenie rodzinne . Takie wyjście będzie chyba najlepsze.

Wolałabym pracować gdzie indziej ,ale czy uda mi się znaleźć coś innego to dopiero się okaże jak dostanę wyniki z egzaminu . Zawsze jest to dodatkowy plus przy składaniu podania o pracę.

images

Egzamin już niedługo

test

 

Czas jest niemiłosierny , już za półtora tygodnia egzamin na B1 , chodziłam tylko na 3 moduły jak byłam na bezrobotnym ( niestety) . Znalazłam jednak nową pracę  i szkoda by było nie skorzystać i nie przystąpić do egzaminu . Wydaje mi się ,że dam radę go zdać , gramatyka mnie  męczy jak zawsze , chociaż idzie mi coraz lepiej. Najbardziej martwi mnie egzamin ustny ( wiadomo jakiś stresik będzie ), chociaż czy teraz powinnam się denerwować , nic to w sumie na razie nie zmieni w moim życiu i w pracy tez nic to nie zmieni . Tak naprawdę to najbardziej robię to dla siebie ,żeby sobie udowodnić że dam radę . Sama nauczyłam się niemieckiego ze słuchu i w pracy przy ludziach starszych jak jeździłam do rodzin w Niemczech. Ale teraz mając możliwość i czas chciałam wykorzystać możliwość i w końcu poznać bardziej gramatykę . Wtedy dopiero wyszły wszystkie moje niedociągnięcia . Najbardziej wkurza mnie te ich der, die ,das i czasownik. Chociaż w sumie sporo w tej gramatyce muszę się jeszcze nauczyć to i tak na dzień dzisiejszy uważam że nie jest jeszcze ze mną tak źle . Miałam dzisiaj robić sobie testy z czytania i słuchu ale zrobię sobie wolne na dzisiaj .

Maleís hand writing in the document

 

 

Koniec roku szkolnego – jestem dumna :)

warsztaty-665x309

Ostatnie miesiące były pełne przygotowań, wydaje mi się, że jak pracowałam to miałam więcej czasu niż ostatnio. A może tylko mi się wydaje. Bo pracowałam dużo, ale wtedy znowu nie miałam czasu, na co innego. Teraz nie pracuję tak normalnie zawodowo a i tak mam mało czasu. I to w dobie Internetu gdzie jest tyle ułatwień, wszystko można załatwić przez Internet. Mimo wszystko wszyscy mamy mniej czasu. W Polsce miałam 3 segregatory z papierami tu mam już 5, a dopiero jestem 3 lata w Niemczech! Co będzie dalej, zasypują mnie papierami i ulotkami i innymi pierdołami. Ulotki do śmieci, a inne do segregatora, nawet mało ważne moim zdaniem pismo zachowuję żeby mieć podkładkę w razie czego. Tym bardziej, że z pismami urzędowymi jest zawsze wiecej problemów, żeby je sobie przeczytać i przetłumaczyć, przynajmniej w moim przypadku. Aż tak dobrze języka nie znam, ale daję sobie radę.
Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że dzieci tak szybko uczą się języków albo. Jestem pełna podziwu dla Wiktorii, jak ona to wszystko ogarnęła. Oczywiście ma jeszcze problemy z językiem, ale to normalne po 2 latach. Ania tak samo super, na początku nic w szkole nie mówiła, nawet jak coś wiedziała, bo się wstydziła, a teraz trajkota jak najęta. Nawet wychowawczyni mi powiedziała, że musi ją niekiedy na lekcjach uspokajać, bo cały czas rozmawia. Jest bardzo zdowolona z Ani. Zrobiła super postępy, nie ma jak na razie problemów z językiem niemieckim. Z matematyką też nie ma problemu tak samo jak Wiktoria. Talentu matematycznego na pewno nie mają po mnie, bo ja jak słyszałam o matematyce to od razu byłam chora. Czas szkoły i lekcji z moja mateamatyczką ( nigdy jej nie zapomnę) to był koszmar.Tak, że bardzo się cieszę, że dziewczynom idzie tak super, jak na razie w niczym im nie muszę pomagać. Cieszę się, bo niestety wiele bym nie pomogła. To one pomagają mi teraz w języku, gramatyka coś mi nie wchodzi. Ciężko teraz wyplenić stare nawyki, sama uczyłam się niemieckiego, dużo rzeczy wydawało mi się niepotrzebnych i po prostu je usunęłam, nie uczyłam się ich, a teraz są problemy. Rozmawiam normalnie, mogę się z każdym porozumieć, wszystko załatwić, ale jednak wkurza mnie to, że nie zawsze mówię gramatycznie.Ale jestem uparta chyba bardzie jod osła i postanowiłam sobie, że nauczę się w końcu  gramatyki . Teraz  mam 5 tygodni na ogarnięcie tego wszystkiego. Muszę dać radę.
Dziewczyny znowu przyniosły super świadectwa, same 1 i 2, brzmi niby strasznie, ale to tak jakby u nas w Polsce dostały 5 i 6. Szkoda tylko, że nie ma takiej atmosfery jak w Polsce. Rozdawanie świadectw to zawsze było dla nas bardzo ważne. Moim zdaniem powinno się być, chociaż odpowiednio ubranym. A tu tylko idzie się do szkoły, Pani daje świadectwa i do widzenia. Żadnego spotkania, apelu, nic tego dnia się nie dzieje, dzień jak każdy inny. Ani chciała ubrać się odświętnie i tak też zrobiła. Kupiliśmy też trzem paniom małe bukieciki kwiatków w formie podziękowania. Naprawdę za ta to jak pomogły Ani to uważam, że to miły gest. Bardzo mało dzieci przyszło z odświętnie, można było policzyć na palcach, nie rozumiem jak można puścić dziecko byle jak, jakby dzieci miały być na placu zabaw a nie w szkole.Zaznaczam, że nie chodzi tu na pewno o kwestie finansowe, bo każdy dostaje tu tzw. Kindergeld na dziecko 180 euro, wiec spodnie czy porządną bluzkę można kupić. Nie rozumiem tego, naprawdę. Dla nas był to dzień bardzo ważny, dziewczyny z super świadectwami, czego można więcej chcieć.TRZEBA SIĘ TYLKO CIESZYĆ )))))

 1

Ale ten czas szybko upływa

164120__close-up-book-pen_p

 

Jak zawsze działo się dużo, nawet bardzo dużo. Pomijam już fakt moich marnych obietnic pisania, chociaż raz w tygodniu, nic z tego nie wyszło, nad czym bardzo ubolewam. Wkurza mnie to, bo ponownie parokrotnie sobie obiecywałam, że wieczorkiem jak będę mieć, chociaż chwilkę to napiszę. Czas niekiedy był, ale jakoś tak nie chciałam pisać przy Pawle. Muszę mu w końcu powiedzieć o tym blogu i nie będzie problemu. Dlaczego mu nie powiedziałam, nie wiem, po prostu pisze bardziej dla siebie a także, dlatego, że za parę lat będę mogła powspominać jak to było. Pamięć jest ulotna i nie wszystko jesteśmy w stanie zapamiętać. Opisuję rzeczy dla mnie ważne z mojego codziennego życia :) . Dlaczego jeszcze nie powiedziałam Pawełkowi, bo może się obawiam, że mnie wyśmieje, albo ze powie ze nie mam nic do roboty, chociaż akurat raczej tego by raczej nie powiedział, bo mam od cholery zajęć. A to, co lubię najbardziej zostawiam na sam koniec, może powinnam zmienić w końcu kolejność. Może, dlatego też jestem taka podenerwowana, bo myślę o tym a tego nie robię. Powiedziałby na pewno że za dużo sobie znowu zajęć wynajduje. Staram się na wszystko znaleźć czas, chociaż z jedna rzeczą robię źle, siebie zostawiam na sam koniec. Kurcze tyle jest ciekawych rzeczy do zrobienia i zobaczenia a tak mało czasu. Dwa miesiące temu wpadłam na fajną ulotkę żeby zwiedzić 21 zamków w Hesji, coś fantastycznego, bo uwielbiamy właśnie stare zamki, muzea, jakieś ruiny, góry, chcieliśmy pojechać na Mazury. Teraz już wiem, że w tym roku to Mazur nie zobaczę :( ale przysięgam że w przyszłym roku pojedziemy. W końcu po 15 latach musi się nam udać :) Wracając do zamków, w ciągu roku powinno się zwiedzić 21 zamków, można tam niby wygrać weekend na jednym z nich. Jednak nie o to chodzi, bo wiadomo jak to jest z tymi konkursami itd. dla mnie same zwiedzanie to przyjemność. No niestety stało się inaczej, zdążyliśmy być tylko na jednym zamku. Pawłowi coś się stało w kolano, oczywiście nie z powodu tego zwiedzania tylko z powody pracy.Musiał mieć operowane kolano i właśnie dopiero parę dni temu wrócił do pracy.
W maju mieliśmy Pierwszą Komunię Świętą Ani, 12 urodziny Wikusi w kwietniu, ja skończyłam 2 Moduły szkoły i jestem na trzecim kursie, teraz akurat są wakacje, które tutaj rozpoczęły się 18 lipca i będą do 29 sierpnia. Nadal pracuję u Tamary i nadal chciałabym iść na kurs florystyczny, ale martwi mnie to, bo muszę wybrać. Praca czy nauka, wiem, że będę musiała wrócić do pracy. Podejrzewam, że ta florystyka pozostanie w sferze moich marzeń.Teraz wiem, że trzeba było się uczyć, kiedy był na to czas.

Praca ,dom , dzieci,mąż , nauka , Ja

Czas płynie nieubłaganie, jestem nadal na zasiłku, ale dodatkowo pracuję na minijop, dalej chodzę do Tamary sprzątać dwa razy w tygodniu, w kwiaciarni i w domu. Chciałabym jednak pracować, jeśli będzie taka możliwość w swoim zawodzie, ale w jakimś normalnym sklepie najlepiej z odzieżą, kosmetykami lub na wyposażeniu domu. Po świętach chce złożyć papiery o uznanie zawodu w Niemczech, niby nie potrzeba do wykonywania zawodu sprzedawcy, ale Niemcy lubią papierki i dodatkowe zaświadczenie poświadczone tutaj będzie tylko na moją korzyść.Wielkie nadzieje wiązałam z florystyką i nadal o tym myślę. Tym bardziej, że mam dostęp, przebywając u Tamary w kwiaciarni, często widzę uczennice, zmieniają się jak rękawiczki, odchodzą i przychodzą nowe.Chciałam się wkręcić u niej na tzw. praktykę, oczywiście muszę wtedy powiadomić Arbeitsamt, nie w tym jest jednak problem, tylko z Tamarą.Poznałam ja już trochę przez te pół roku i na dzień dzisiejszy nie chciałabym jej mieć, jako swojej szefowej. Teraz niby jest moją szefową, (jeśli tak mogę to uznać), ale na chwilę obecną tylko u niej sprzątam. Szkoda mi, że ona tak mi się przynajmniej wydaje, nie docenia mnie. Odnosze niekiedy wrażenie, że ma mnie chyba za taka trochę niedouczoną, tak jakbym tylko do sprzątania się nadawała. Oczywiście nie mam nic przeciwko sprzątaniu, jeśli trzeba to bierze się taką pracę jak jest. Wiem, że to przejściowe. Do tego Tamara nie chce normalnie płacić, tylko minimalną w Niemczech 8, 50 euro, w Polsce to dużo, ale tu powinno być więcej za taka pracę.

 

dysleksja-a-nauka-jezykow-obcych-obrazek_duzy_4042070

Poszłam do szkoły na kurs językowy, zrobili mi test, myślałam, że będzie lepiej, nie napisałam jednak całego testu, podobno nikt jeszcze całego nie napisał, no chyba, że zna perfekt niemiecki. Kurs rozpoczęłam na początku marca i jak na razie gramatyka wchodzi mi wolno, ale teraz dwa tygodnie ferii w tym czasie mam zamiar nadrobić trochę z tematem. Wiem, że dam sobie radę z tym kursem, potem mam nadzieję zrobić jeszcze Ausbildung, zastanawiam się tylko, z czego ( nie potrafię się określić sama nawet przed sobą nie potrafię zdecydować), tyle dziedzin i rzeczy mnie interesuje.Jest tyle do zdobienia, poznania, zobaczenia, że chyba mi braknie czasu w tym życiu.:)

nauka