Rozterki

Zawaliłam na całej linii , jestem sama na siebie wkurzona ,że nie dopilnowałam mamy w związku z tą sprawą spadkową po dziadkach . Mam nadzieję ,że będzie to można jeszcze odkręcić . Jak do tego doszło , moim zdaniem została po prostu zmanipulowana . Własne rodzeństwo ją oszukało , ja tak myślę . Chciałam zadzwonić do cioci i wujka  w tej sprawie aby dowiedzieć się czemu na to pozwolili. Mama wcześniej prosiła żebym jeszcze  nie dzwoniła , bo wujek chorował . Niestety już go nie zapytam bo wczoraj zmarł. To przykre niestety . Wiem ,że ciocia maczała w tym całym kombinowaniu spadkowym . Może da radę jeszcze wznowić postępowanie , ale adwokat już mi powiedział ,że to będzie sporo kosztować . Poczekam jeszcze na jego końcowe wyliczenia w tej sprawie .

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Jak rozmawiać?

Pod koniec marca, przed urodzinami Wikusi jak zawsze zadzwoniłam do mamy, wtedy przeszła samą siebie, znowu wyskoczyła mi z pretensjami, że to niby moja wina, że ona nie ma pieniędzy itd. mam już dosyć słuchania tego, ciągłych oskarżeń itd. Postanowiłam wtedy, że naprawdę nie będę dzwonić chyba, że tylko po to, aby mogła mi podać stany prądu i gazu, bo ja wszystko rozliczam.

Na urodziny Wikusi puściła sygnał i Wiktoria oddzwaniała potem sama do babci.Mama nie pytała o mnie.Takie są rozmowy z moją mamą. Nawet jak bym się starała, i robiła wszystko tak jak powinno być to będzie źle i zawsze będzie niezadowolona. Ale gdy tylko na horyzoncie pojawi się mój brat, to nawet by do ognia za nim wskoczyła. A on wraca zawsze jak Syn Marnotrawny, a ona go ratuje i wspomaga a potem mówi, że nie ma na życie, ale mówi to tak jakbym to ja jej cos zabierała.

Ona nigdy się nie zmieni, obydwoje z bratem zawsze im mało i mało.Przykre to dla mnie, ale już nawet z tym nie walczę, teraz rozmawiamy znowu niby normalnie przez telefon, ale to nie jest to. Bardziej to takie klepanie o pierdołach niż fajna, czuła, przyjacielska rozmowa.To się nie zmieni póki Arek będzie robił to, co robi, czyli głównie nic. Nawet jakby człowiek stawał na uszach to raczej się go nie zmieni, już jest za późno.

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Wyjazd do Polski

 

 

Zbieram się i zbieram do napisania o naszym wyjeździe do Polski. Wyjazdu, który już się odbył w listopadzie, momentami nie mam ochoty do tego wracać z niektórych powodów, ale z drugiej strony miałam pisać o przeżyciach, wspomnieniach, rozterkach, smutkach i wszystkich tych różnych naszych uczuciach, które składają się na nasze życie. Chciałabym też nic nie zapomnieć, chociaż akurat tego nie da się zapomnieć.Jak już wcześniej wspominałam nie mogłam pojechać na Wszystkich Świętych do Polski, postanowiliśmy, że pojadę do DOMU, tak myślałam – do DOMU pod koniec listopada tak po 20. Jako ze nasze mieszkanie jest podnajmowane, logicznym było dla mnie, że pojadę do mamy, chociaż podejrzewałam, że mieszka lub pomieszkuje tam mój brat to jednak nie wiedziałam tego na 100%. Wypytywałam mamę parokrotnie o to w rozmowach telefonicznych, ale ona zawsze twierdziła, że nie lub, że tylko niekiedy ją odwiedza. Oczywiście totalna bzdura. Czytając, ktoś pomyśli, że się czepiam, a dobry syn tylko opiekuje się mamusią. Nie i jeszcze raz nie.Czuję się oszukana przez nich oboje, Arek to inna sprawa, całe życie żywił się innymi, chociaż chyba wyssał to z mlekiem matki i to dosłownie.Jestem rozgoryczona i zawiedziona tą cała sytuacją. Jak by to pięknie ubrać w słowa, to jedyne, co mi przychodzi do głowy to, że jak to się mówi „zostałam z ręka w nocniku”, to tak delikatnie a tak w ogóle to powiedziałabym inaczej, ale się hamuje, chociaż tutaj.

W każdym razie przy najbliższej okazji znowu zapytałam mamę czy mogłabym przyjechać, wtedy dopiero wyszło całkowicie szydło z worka, czyli, że jak najbardziej, no niby tak, ale Arek też tu mieszka. Pytam, dlaczego, jakim prawem, ile można tolerować prawie 40-letniego nieroba ( zaznaczam na swoje własne życzenie nie ma pracy) Sam idąc na dno ciągnął wszystkich po kolei za sobą, ile do cholery można pomagać. Rozumiem ze to niby mój brat i już wcześniej tysiąc razy pisałam o tym, pomagałam ja, pomagał Paweł, pomagaliśmy, chcieliśmy zrozumieć itd. itp. Po to tylko żeby potem usłyszeć w podziękowaniu sformułowania na nasz temat tylko po „łacinie „ Do tego wszystkiego mieszkanie jest w połowie moje, i ja nie mogę nawet przyjechać do matki i się zatrzymać. Mama stwierdziła, że wymyślam i, że ja się czepiam znowu, mało mnie nie trafiło, ona nigdy nic nie zrozumie.Mieszkanie odnowiliśmy, wysprzątaliśmy, on się zrzekł wszystkich prawa do niego za pieniądze, które ja pożyczyłam z banku i spłacam do dzisiaj jeszcze część kredytu. Teraz znowu jak coś mu nie wychodzi to biegnie do mamy, to jest chore, dobra nie będę o tym pisać, bo na samo przypomnienie mi się krew gotuje.

Postanowiłam nie zatrzymywać się u mamy (chciałam tylko mamę odwiedzić) miałam zamiar gdzieś indziej się zatrzymać, ale gdzie, myślałam o Magdzie ( byłej żonie brata), ale nie chciałam jej zawracać głowy, znajomi – wszyscy z dziećmi i małymi mieszkaniami, na pewno by mnie przyjęli, ale stwierdziłam, że nie będę im się ładować na głowę. Został hotel, śmiechu warte, za ile, gdzie, wszystkie jakby nie patrzył są drogie. Znajomi jak się dowiedzą to pomyślą, że Pani z Niemiec przyjechała i w hotelu mieszka zamiast pojechać do matki. Bolało mnie to i boli mnie to cholernie do dzisiaj, gdyby ojciec żył, nigdy by to tego nie doszło, tak myślę

Zaczęłam szukać tego nieszczęsnego hotelu, przypadkowo dosiedziałam się też, że ludzie wynajmują mieszkania na 2, 3 dni.Ceny takie, że ta podróż będzie mnie kosztować, ale jechać postanowiłam już wcześniej tylko data nie była jeszcze dokładnie znana. Miałam załatwić parę spraw w Polsce, chciałam iść na grób taty, załatwić zaświadczenie, że Ania była ochrzczona, potrzebne do Pierwszej Komunii Świętej tutaj i parę innych spraw. Do tego jeszcze miałam odebrać szczeniaka Yorka od koleżanki, a zarazem naszej sąsiadki z dołu Sylwii, Dziewczynki od dawna chciały mieć pieska, długo się do tego przygotowywaliśmy się, zastanawialiśmy się nad tym, ale jednak postanowiliśmy, że pieska weźmiemy.

W końcu doszliśmy do wniosku, że jak mam płacić za hotel takie pieniądze za jedynkę to lepiej jak pojedziemy wszyscy razem, czy to się bardziej opłacało, też nie, ale chociaż byliśmy wszyscy razem.

I pojechaliśmy …

 

images

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Na zbity pysk…

Goodbye

Skończyła się przygoda z Pflege, z opieką nad starszymi . Fakt faktem ,że sama myślałam często o odejściu z firmy ,często się zastanawiałam nad tym i trochę się nawet rozglądałam . Niestety z braku czasu poszukiwania kończyły mi się na rozglądaniu . Teraz będę mieć więcej czasu. W piątek 18 września miałam spotkanie z szefem , w końcu wyczekane , przyjechałam przed czasem ,jeszcze go nie było wiec poszłam do biura po grafik . Nie było go , w innych przegródkach grafiki tylko w mojej nie ,dziwne pomyślałam , troche mnie to zdziwiło ,ale pierwsza myśl ,ze znowu szef będzie chciał wprowadzić zmiany w moim grafiku i przyszły  tydzień może wyglądać inaczej niż wcześniej myślałam. Nie przejęłam się tym jednak za bardzo , właśnie dlatego tez mieliśmy porozmawiać . Czyli co dalej ze mną , bo umowa kończy mi się ostatniego października , jak z czasem pracy , godzinami i innymi tego typu zagadnieniami .

Przyszedł , była z nami też przełożona , zastępczyni szefostwa gdy ich nie ma , szefowej z nimi nie było ( podobno chora ). Zapytałam niczego nie podejrzewając , co z moim grafikiem , w odpowiedzi usłyszałam ,że zaraz wszystko wyjaśnimy .Nie miałam najmniejszych przeczuć w tym momencie. Usiedliśmy i wtedy szef powiedział ,że nie mają zamiaru mi dać umowy na stałe w firmie i ,że kończymy współpracę oraz że dzisiaj nie muszę już jechać do pacjentów. Do końca października odda mi urlop oraz wszystkie nadgodziny !

Przez chwilę patrzyłam na niego , powiem zatkało mnie , wszystkiego się spodziewałam , trudnej rozmowy jeśli chodzi o czas pracy itd. ale w tym momencie nie tego . Praktycznie nie było z nim specjalnej rozmowy , od razu szybko chciał to zakończyć i tyle . Wtedy się wkurzyłam ,oczywiście nie okazałam tego ale nie miał żadnego dobrego powodu ,żadnego takiego mi nawet nie podał oprócz pierdół typu , maż ma dziwne zmiany i on nie wie jak mi grafik dostosować , że dzieci i problemy różnego rodzaju ,same jakieś bzdury , szkoda gadać . W odpowiedzi powiedziałam mu ,że jest mi przykro ,że podjął taką decyzję bo jeszcze parę dni temu mówił co innego , przynajmniej z jego rozmowy doszłam do takiego wniosku . Po drugie nie jest  tak jak on twierdzi , oczywiście moim zdaniem. Zawsze przychodzę do pracy  nawet jak ostatnio oboje z mężem  mieliśmy popołudniówki to nic nikomu nie mówiłam tylko musiałam zostawić dziewczyny same w domu na parę godzin , zazwyczaj 3 do 4 ,ale zawsze jednak się myśli czy wszystko ok. Oczywiście zdarza się zachorować ,ale nie  ja jedna i nie ostatnia choruję . A tylko „dzięki” tej firmie miałam operację kręgosłupa, tego akurat  nie powiedziałam . Powiedziałam natomiast  ,że sądzę że powodem nieprzedłużenia  mi umowy, jest to ,że miałam  wypadek ( związany z pracą i dzięki pracy ),że to jest główny powód . W każdym razie rozmowa była krótka , moje dwa lata pracy , ciężkiej pracy , starania  się i poświęcania, dwa lata w tej pracy zostały podsumowane praktycznie w 10 minutach .

Głupia byłam i naiwna , myślałam że moja praca jest ważna , potrzebna , lubiłam nawet wcześniej pracę przy starszych osobach .Chociaż od czasu wypadku wiele się zmieniło , praca nie sprawiała mi  satysfakcji , dlatego tez myślałam o odejściu .Czułam się niedoceniana w firmie , miałam do nich wewnętrzny żal, między innymi za to że mnie przenieśli z domu opieki na jazdy do pacjentów ( wtedy mam mniej godzin ) Chciałam jednak inaczej to rozwiązać  , jeśli miałoby dojść do zwolnienia z mojej strony to chciałam to załatwić inaczej , kulturalnie ,poprosić o referencje itd..Teraz to już mi nawet na tych referencjach nie zależy ! Nie wiem , nie było po co się starać i tak tego nie docenili.

Staram się tym nie przejmować ,ale jak przypominam sobie ten piątek to jestem wściekła , zawiedziona , wkurzona !Do opieki już nie pójdę, poszukam czegoś innego najlepiej w moim zawodzie , albo może jednak florystyka :)

 

Zrzut ekranu 2015-02-12 o 17.23.23

Jak wybrać

 51af46d2cfa8ce67addd8de2e136db41,2,0

Natchnienia jak nie ma, tak nie ma, ogólnie staram się jak zawsze żeby wszystko było dobrze, a że niekiedy wychodzi trochę inaczej. Martwi mnie Paweł, oddalamy się od siebie, ja ciągle zmęczona  prawie ciągle po pracy, przed praca niekiedy też. Na samą myśl o TEJ pracy mam dosyć, żadnej motywacji, nic, mam dosyć tej firmy, wiecznego szukania dziury w całym.Jak zawsze zmieniłam temat, jeśli chodzi o Pawła, za bardzo się oddaliliśmy od siebie, zależy mi na nim i kocham go, ale chyba za bardzo chcieliśmy żeby wszystko było takie idealne? Myśleliśmy, że szybciej znajdzie prace i to go boli i wkurza, wiem o tym, ale musimy jeszcze poczekać.Nauka języka idzie mu coraz lepiej, gramatycznie chyba nawet lepiej ode mnie.Powinien iść do lekarza, cztery dni bolał go bardzo brzuch,  nawet nie spał dobrze w nocy, chciałam  wezwać pogotowie, ale wtedy niby mu przeszło, wczoraj znowu go pobolewał, nie wiem, kiedy mówi prawdę, lepiej iść wcześniej do lekarza niż potem żałować, że  tego się nie zrobiło.Jak to nie minie, to jutro trzeba pojechać  do lekarza .
Wszystko jest spowodowane tym, że ….. i tu się zastanawiam, czym właśnie, dlaczego częściej się kłócimy, ciągle sobie powtarzam, innym potrafię doradzić a sama popełniam błędy. Więc, o co chodzi. STRES, STRES ,STRES-  ja moja pracą,a Paweł jej brakiem .  Ja może  nie tak pracą jak załogą ,oczywiście nie całą, ciągłe wałkowanie tego samego tematu na zebraniach, które niczego  nowego i tak nie wniosą . Wspólne posiedzenia i gadanie, oskarżanie itp. Po powrocie do pracy po wypadku, wszystko wróciło niby do normy, czyli normalnie wróciłam o pracy, nie ma żadnej ulgi taryfowej, nic, zapieprzanie z powrotem i noszenie i przenoszenie pacjentów, z łóżka do salonu z salonu do łóżka i tak w kółko. W ogóle się nie przejmują czy walnie mi kręgosłup czy nie. Nie rozumiem  szefostwa ,wcześniej się tak bali mojego powrotu a teraz się już nie boją ?

Umowę mam do października, wcześniej chciałam ,żeby mi dali na stałe, miałam dostać już rok temu, ale mnie, co tu dużo mówić, wyrolowali i wzięłam, co dali, czyli na następny rok, teraz jednak albo mogą mi dać na stałe albo RAUS  z firmy.
Pytanie czy ja chcę w niej zostać ??? Nie wiem, zastanawiam się nad tym, przestałam ufać swoim pracodawcom, ich priorytety  to zysk , potem pacjenci i dopiero personel. Niektórzy z personelu tylko szukają żeby innym podłożyć świnię i nie chodzi tu o mnie, ale o inne koleżanki. Tylko jedna na drugą cały czas coś szuka. Nie wiem ,może i na mnie, ale mnie już nawet nie zależy, niekiedy chce mi się śmiać.Praca jest po prostu coraz bardziej nieznośna. Idę na urlop w sierpniu, rozmawiałam z szefem , mam ponad 100 nadgodzin, których nie odebrałam od października 2014, trochę się nazbierało, ale też przez to, że byłam chora tak długo. Z tego miesiąca dojdzie następne 20 godzin, mówiłam mu żeby mi nie dawał więcej godzin niż jest w umowie, to stwierdził, że jest czas urlopowy, ok. rozumiem, ale ja muszę do października odebrać wszystkie nadgodziny. Na temat umowy nie chciał za bardzo rozmawiać, bo niby jest jeszcze czas, ale 3 miesiące wcześniej muszę sie zgłosić do Urzędu tutaj, tak tez zrobiłam. W razie, czego jak nie będę mieć pracy do w automacie dostanę zasiłek.W każdym razie nigdy nie wiem jak będę pracowała, na rano, na popołudniu, czy wyjazdy do pacjentów, nieraz plan zmienia się w połowie tygodnia, czy miesiąca, jest to wkurzające. Tak jakbym tylko musiała myśleć o pracy.
Cały czas myślę o zmianie pracy, w innej firmie popracuje rok i tez być może  dostane umowę  na stałe, tutaj pracuję 2 lata i ciągła niepewność, co dalej, co znowu się wydarzy. Nie potrafią docenić pracownika , już tyle ludzi się zwolniło lub zostali zwolnieni za jakieś pierdoły .Można stawać na uszach a i tak będzie coś nie tak. Cały czas myślę o powrocie do handlu, ale niewykluczone, że poszukam pracy w domu opieki,  może w końcu w normalnych godzinach pracy 

264

***

Na niczym nie mogę się skupić, ciągle coś do załatwienia, sprawy do wyprostowania czy wyjaśnienia, pisma, pisma, e-maile, dzwonienie i tak po kilka, kilkanaście razy za czym coś się załatwi.Niekiedy mam wrażenie, że rozmawiam z nienormalnymi ludźmi. Tak są niektórzy tępi w tych urzędach, że to się w głowie nie mieści, a tak narzekałam w Polsce na biurokrację, to teraz mam ja podwójnie. Jak oni tu kochają papierki, na wszystko papierek.Muszę iść do szkoły teraz załatwić na rower dla Wikusi jakiś znaczek, nie może jeździć podobno na rowerze z kołami 26 cali tylko 24 cale, ale podobno na swoim podwórku by mogła, ale jakby była wycieczka rowerowa ze szkoły czy sama by jechała na rowerze do szkoły lub po mieście to można dostać mandat nawet, bo nieprzepisowo. Nie miałam pojęcia, no, ale bezpieczeństwo dziecka najważniejsze wiec trzeba to wyjaśnić.

Jestem w domu już drugi tydzień po zabiegu, jest nawet dobrze, chodzić mogę, ale zwolniłam trochę, robię wszystko teraz bardziej uważnie, zwracam uwagę jak się schylam, obracam czy przy chodzeniu. Zawsze wszędzie szybko pędziłam, tylko szybko, szybko, bo czasu mało, trzeba jednak zwolnić, nie ma, po co się tak spieszyć i tak wszyscy zmierzamy z jednym kierunku, więc, po co ciągle ten pęd lepiej jednak trochę się zatrzymać i zastanowić. Muszę być całkowicie zdrowa dla siebie, dla dzieci, Pawła.Ostatnie dwa dni trochę boli po prawej stronie krzyża i muszę znowu iść do lekarza, niech lepiej sprawdzi czy wszystko dobrze. Za tydzień 3 tygodnie rehabilitacji.