4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Pierwsza Komunia Święta Ani

resizedimage600600-komunia-1

Już po Pierwszej Komunii Świętej Ani, a ja nawet wcześniej nic nie napisałam.Przygotowania szły pełną parą. W poniedziałki zawsze Religia, nie zawsze chodziłyśmy, zdarzyło się nam parę razy nie pojechać, ale gdy nie mogłyśmy to zawsze uzupełniałyśmy lekcje same i oczywiście uczyliśmy się na bieżąco modlitw. Dużo było tych spotkań, prawie w każdą niedzielę przed lub po mszy spotkania, próby śpiewu. W Polsce przed Komunią Wikusi też były przygotowania, ale nie aż tyle jak tutaj.Ania była super przygotowana, Sukienkę też miała piękną, mięliśmy Albę, ale okazało się, że jest na nią za duża.Odkupiłam, więc od jednej dziewczyny tutaj, śliczna sukieneczkę, Ania wyglądała pięknie. Alby nie są tu obowiązkowe.

Wiedzieliśmy, że raczej nikt nie przyjedzie z Polski, chociaż wysłaliśmy zaproszenia. Dla jednego to daleko, dla innych problemy finansowe. Wiadomo podróż też kosztuje, nam nie zależało na prezentach, bardzo chcieliśmy żeby ktoś przyjechał. Z chrzestnym rozmawialiśmy jeszcze miesiąc przed Komunią, było świetne połączenie lotnicze. Tak na dwa razy obiecywał, w każdym razie nie przyjechał, nie zadzwonili już nawet ani przed Komunią, ani w dzień Komunii, ani po Komunii. Jestem na to akurat zła i powiem szczerze nawet obrażona, można przecież zadzwonić na Skypa do dziecka, chociaż na chwilkę. Chodziło mi tylko o Anulkę, jeszcze przed Komunią płakała, dlaczego nikt do niej nie przyjedzie, wiec tłumaczyłam jej, że to daleko, albo że dziadek jest przecież chory i ma problemy z chodzeniem. Rozumiała to, ale mimo wszystko było dziecku przykro. O Chrzestnej nie wspomnę, tak niedobra i zawistna dziewczyna, że po prostu szkoda nawet słów.Chociaż akurat jej powód był zrozumiały, że nie może przyjechać, bo miała za miesiąc rodzić i rozumiem to jak najbardziej. Sama nawet powiedziałam, że nie o prezenty nam chodzi i wolałam nawet żeby coś dla dziecka kupiła, wiadomo wyprawka tez kosztuje a u nich sytuacja  ciężka. Chodzi mi jednak o zachowanie, jakieś obrażanie się nie wiadomo, o co, szukanie dziury w całym, że zaprosiłam ja z mężem a prababci nie. Przecież prababcia chora i na nogi i inne różne choroby, dobrze wiedzieliśmy, że się nie ruszy z domu. No, ale jak nie ma się do czegoś przyczepić to zawsze można coś znaleźć. Wkurza mnie jej zachowanie, nie zadzwonili ani nic, oprócz lakonicznej wiadomości z prośbą o podanie numeru konta. Nie podałam!Nawet kartki nie napisała sama, bo znam pismo ciotki, nie zadzwonili nic, babcia tez nie zadzwoniła, nie rozumiem ich zachowania, zawsze byliśmy dla nich mili, normalnie się niekiedy z babcia czy ciotka pogadało. Od czasu jak wyjechaliśmy do Niemiec to się zmieniło. Każdy myśli, że jest nam super łatwo i że sobie tu żyjemy jak paczki w maśle. Po trzech latach? Niecałych nawet, ile trzeba było się namęczyć itd. do tego język, pierwszy rok byłam zupełnie sama bez rodziny. Ale daliśmy radę sami sobie ze wszystkim i dalej musimy sobie dawać radę, tu też nie ma nic za darmo, jest nam łatwiej niż w Polsce,nie można narzekać . Ale tu nie jesteśmy u siebie.

W każdym razie mojej mamy też nie było, bo lepiej żeby nie jechała autokarem, za długo, nie dałaby rady, o samolocie nie wspomnę. Tata niestety zmarł 3lata temu, na niego mogłabym liczyć na 1000% nawet. Gdyby żył to wtedy przyjechaliby z mamą. Drugi dziadek schorowany, babcia–problemy z sercem i można tak wymieniać. Najbardziej liczyłam na byłą bratową, bo do dzisiaj mamy bardzo dobry kontakt. Myślałam, że uda się jej przyjechać z Julką, niestety też nie :(
Nie przyjechał nikt z Polski, rozumiem to, ale dlaczego chrzestni nie zadzwonili do dziecka to nie rozumiem do dzisiaj. Oni się nie odzywają i nie rozumiem tego !Jak tak to i ja  nie będę się  odzywać:(

Przyjechała kuzynka z mężem, mieszkają tu już chyba ze 30 lat, nie mieliśmy kontaktu ze sobą, ja też wcześniej nie szukałam z nimi kontaktu, dopiero na Boże Narodzenie 2015 się spotkaliśmy po chyba 25 latach. Przyjechali na Komunię, przyjechała tez moja koleżanka z dziećmi, niestety nie mogła być długo, bo musiała być o 16 z powrotem w pracy. Po południu przyszli znajomi z dziećmi. I tak w małym gronie odbyła się uroczystość. Wszystko Robiliśmy w domu, nie przesądzaliśmy, ale obiad Paweł przygotował super.Po raz pierwszy miałam zrobić tort, niestety nie zdążyłam, bo Paweł zrobił, pyszny tort truskawkowy. Jak na pierwszy raz to po prostu super.

W kościele wszystko odbyło się perfekcyjnie, uroczystość była piękna, oprawa muzyczna, dzieci pięknie śpiewały.Naprawdę wszystko dopracowane perfekcyjnie, jednym słowem było pięknie.Ania była szczęśliwa a to jest najważniejsze.:)

Print

Wyjazd do Polski

 

 

Zbieram się i zbieram do napisania o naszym wyjeździe do Polski. Wyjazdu, który już się odbył w listopadzie, momentami nie mam ochoty do tego wracać z niektórych powodów, ale z drugiej strony miałam pisać o przeżyciach, wspomnieniach, rozterkach, smutkach i wszystkich tych różnych naszych uczuciach, które składają się na nasze życie. Chciałabym też nic nie zapomnieć, chociaż akurat tego nie da się zapomnieć.Jak już wcześniej wspominałam nie mogłam pojechać na Wszystkich Świętych do Polski, postanowiliśmy, że pojadę do DOMU, tak myślałam – do DOMU pod koniec listopada tak po 20. Jako ze nasze mieszkanie jest podnajmowane, logicznym było dla mnie, że pojadę do mamy, chociaż podejrzewałam, że mieszka lub pomieszkuje tam mój brat to jednak nie wiedziałam tego na 100%. Wypytywałam mamę parokrotnie o to w rozmowach telefonicznych, ale ona zawsze twierdziła, że nie lub, że tylko niekiedy ją odwiedza. Oczywiście totalna bzdura. Czytając, ktoś pomyśli, że się czepiam, a dobry syn tylko opiekuje się mamusią. Nie i jeszcze raz nie.Czuję się oszukana przez nich oboje, Arek to inna sprawa, całe życie żywił się innymi, chociaż chyba wyssał to z mlekiem matki i to dosłownie.Jestem rozgoryczona i zawiedziona tą cała sytuacją. Jak by to pięknie ubrać w słowa, to jedyne, co mi przychodzi do głowy to, że jak to się mówi „zostałam z ręka w nocniku”, to tak delikatnie a tak w ogóle to powiedziałabym inaczej, ale się hamuje, chociaż tutaj.

W każdym razie przy najbliższej okazji znowu zapytałam mamę czy mogłabym przyjechać, wtedy dopiero wyszło całkowicie szydło z worka, czyli, że jak najbardziej, no niby tak, ale Arek też tu mieszka. Pytam, dlaczego, jakim prawem, ile można tolerować prawie 40-letniego nieroba ( zaznaczam na swoje własne życzenie nie ma pracy) Sam idąc na dno ciągnął wszystkich po kolei za sobą, ile do cholery można pomagać. Rozumiem ze to niby mój brat i już wcześniej tysiąc razy pisałam o tym, pomagałam ja, pomagał Paweł, pomagaliśmy, chcieliśmy zrozumieć itd. itp. Po to tylko żeby potem usłyszeć w podziękowaniu sformułowania na nasz temat tylko po „łacinie „ Do tego wszystkiego mieszkanie jest w połowie moje, i ja nie mogę nawet przyjechać do matki i się zatrzymać. Mama stwierdziła, że wymyślam i, że ja się czepiam znowu, mało mnie nie trafiło, ona nigdy nic nie zrozumie.Mieszkanie odnowiliśmy, wysprzątaliśmy, on się zrzekł wszystkich prawa do niego za pieniądze, które ja pożyczyłam z banku i spłacam do dzisiaj jeszcze część kredytu. Teraz znowu jak coś mu nie wychodzi to biegnie do mamy, to jest chore, dobra nie będę o tym pisać, bo na samo przypomnienie mi się krew gotuje.

Postanowiłam nie zatrzymywać się u mamy (chciałam tylko mamę odwiedzić) miałam zamiar gdzieś indziej się zatrzymać, ale gdzie, myślałam o Magdzie ( byłej żonie brata), ale nie chciałam jej zawracać głowy, znajomi – wszyscy z dziećmi i małymi mieszkaniami, na pewno by mnie przyjęli, ale stwierdziłam, że nie będę im się ładować na głowę. Został hotel, śmiechu warte, za ile, gdzie, wszystkie jakby nie patrzył są drogie. Znajomi jak się dowiedzą to pomyślą, że Pani z Niemiec przyjechała i w hotelu mieszka zamiast pojechać do matki. Bolało mnie to i boli mnie to cholernie do dzisiaj, gdyby ojciec żył, nigdy by to tego nie doszło, tak myślę

Zaczęłam szukać tego nieszczęsnego hotelu, przypadkowo dosiedziałam się też, że ludzie wynajmują mieszkania na 2, 3 dni.Ceny takie, że ta podróż będzie mnie kosztować, ale jechać postanowiłam już wcześniej tylko data nie była jeszcze dokładnie znana. Miałam załatwić parę spraw w Polsce, chciałam iść na grób taty, załatwić zaświadczenie, że Ania była ochrzczona, potrzebne do Pierwszej Komunii Świętej tutaj i parę innych spraw. Do tego jeszcze miałam odebrać szczeniaka Yorka od koleżanki, a zarazem naszej sąsiadki z dołu Sylwii, Dziewczynki od dawna chciały mieć pieska, długo się do tego przygotowywaliśmy się, zastanawialiśmy się nad tym, ale jednak postanowiliśmy, że pieska weźmiemy.

W końcu doszliśmy do wniosku, że jak mam płacić za hotel takie pieniądze za jedynkę to lepiej jak pojedziemy wszyscy razem, czy to się bardziej opłacało, też nie, ale chociaż byliśmy wszyscy razem.

I pojechaliśmy …

 

images

Straszny sen

 

Nigdy jakoś nie umiałam opisać tego snu, ale często mi się on przypomina i mam go w pamięci tak samo jak wtedy, gdy się obudziłam. Było to w czasie, gdy mama była u nas, przyjechaliśmy razem wtedy do Niemiec, jednak po niecałych 2-tygodniach zaczęły się problemy. Ciągłe wydzwanianie mamy do Arka, on tylko ja cały czas wtedy stresował. Wiem, że było jej bardzo ciężko, nam także, chcieliśmy tylko pomóc, nie wymagaliśmy od mamy, żeby tu zamieszkała, chyba, że tego by chciała.

 

Było ciemno, cisza i nikogo poza mną, znalazłam się na cmentarzu, gdzie pochowaliśmy tatę. Nie bałam się, szłam w stronę grobu, zbliżając się z daleka zobaczyłam, że grób taty jest otwarty. Wtedy dopiero poczułam tak jakby trochę strach, ale nie do końca. Po prawej stronie, parę grobów dalej zobaczyłam cienie, nagle zrobiło się jeszcze bardziej ciemno, ale cienie ludzi, chyba ludzi były widoczne i szepty, szepty, cicha rozmowa. Miałam odczucie, że to złodzieje, lub, ktoś, coś, co czyha i czeka tam na mnie, a z drugiej strony szlam dalej. Byłam niby blisko grobu, ale ta droga wtedy była jakaś długa. Podeszłam już całkiem blisko, nagle już byłam przy grobie. Zobaczyłam tatę, nie leżał jednak tak jak go pochowaliśmy tylko na prawym boku, wystraszyłam się, nie wiedziałam, co i jak się stało, dlaczego trumna jest otwarta. Wtedy to zobaczyłam, tego cholernego raka, tak mi się przynajmniej wydawało, cały tył głowy taty był bardzo powiększony. Pochyliłam się i nagle nie widomo skąd pojawiła się przy mnie mama, tata nagle otworzył oczy i z niewyobrażalnym krzykiem złapał ja za ręce i ciągnął ja w swoją stronę, cały czas krzyczał, był to jeden bardzo długi krzyk. Złapałam wtedy mamę odruchowo żeby jej pomóc i obudziłam się.

 

Do dzisiaj ten sen pamiętam, jakby dopiero mi się śnił, nie umiałam, bałam się go napisać. Ale zbyt często mam tak dziwne sny, że już teraz przywykłam do tego bardziej. Zastanawiam się jednak, dlaczego sen był aż tak drastyczny. Zawsze po tych dziwnych snach coś się działo, wiedziałam, że coś się wydarzy. Tata tak jakby mnie przestrzegał przed czymś, kimś, chronił. Nawet mimo tak strasznego snu. Niedługo po tym śnie było coraz gorzej i Paweł musiał zawieść mamę do Polski, praktycznie mama ta decyzję podjęła tak niespodziewanie, nie patrząc na to, że trzeba iść do pracy, nie patrząc na wnuczki, na nic.

Czas płynie za szybko

Tyle się dzieje, że nie wiem, od czego powinnam zacząć, to przez to, że nie trzymam się ustalonego planu. Miałam pisać, chociaż raz w tygodniu, po miesiącu zawsze mam ten sam problem. Powinnam sobie ustalić jeden dzień w tygodniu i trzymać się tego. W każdym razie sprawa mojej byłej pracy to przeszłość, nie chcę już o tym myśleć, było, minęło. Poszukam czegoś innego, lepszego, praca jest tylko problem za ile i jakie godziny, teraz jestem w domu, trochę mi odbija, niby mam dużo czasu a wydaje mi się, że go nie mam. Wszystkie sprawy praktycznie załatwione, teraz w końcu powinno być wszystko na bieżąco. Paweł pracuje nadal, wszystko zaczyna się układać cieszę się bardzo, bo wczoraj dostał zielone światło od kierownika, firma chce go przejąć z Zeitfirmy , musimy tylko dostarczyć papiery. Cudowna wiadomość. Ja nadal jestem zatrudniona do końca października przez stara firmę, a od listopada idę na zasiłek, przeczekam zimę i mam zamiar ten czas wykorzystać jak najlepiej.Uczę się teraz języka a dokładniej gramatyki niemieckiej, nie wchodzi mi to za bardzo, denerwuje się, bo chciałabym jak najszybciej to pojąć.Poza tym sprzątam na razie u Tamary, jest ok., odpowiada mi to na chwilę obecną, pasuje mi i czas pracy itp., oczywiście wolałabym pracować zatrudniona w jej kwiaciarni, dlatego chciałabym zrobić ten kurs. Jest tu szkoła florystyczna, ale tam uczą się tylko dziennie i jest to normalna szkoła, nie ma nauki dla dorosłych :)

Dziewczynki teraz mają ferie jesienne do 2 listopada , myślałam o wyjeździe do Polski ,chciałabym pojechać na grób do taty , od razu też mogłabym sprawdzić co u mamy ,czy mieszka tam Arek czy nie . Z jednej strony mnie to za bardzo nie interesuje a z drugiej chciałabym wiedzieć czy mama mnie nie okłamuje . Pojechała ostatnio do Kielce do swojego brata na parę dni, miałam tam zadzwonić ale zmieniłam zdanie gdyż w sms-ie od wujka wywnioskowałam ,że być może jest z nią  Arek , nie miałam zamiaru w razie czego psuć sobie humoru i niepotrzebnie denerwować , niech robią co chcą , Ciekawe co on zrobi jak mamy kiedyś zabraknie . Niech żyje sobie jak najdłużej w zdrowiu ale wiadomo jak to jest . Paweł kiedyś powiedział ,że moja matka to jeszcze nas przeżyje , wszyscy wokół niej się szybciej wykończą . A mniejsza z tym niech robią co chcą , i tak pewnie będą nas czekały jeszcze problemy z tym nieszczęsnym mieszkaniem .

Życie leci tak szybko , dopiero poznałam Pawła ,a tu już 15 lat minęło .41lat skończyłam 2 tygodnie temu ,masakra , nie czuje tego , może tylko gdy patrze w lustro to widzę zmiany , wkurza mnie to . Nie obchodzę już urodzin , nie zapraszamy nikogo , zresztą tu nie mamy nikogo z rodziny oprócz kuzynki Halinki , odezwała się niedawno bo dostała od innego kuzyna telefon do mnie . Zaskoczyła mnie tym telefonem , ponad 20 lat żadnego kontaktu a teraz na stare lata szuka rodziny .Nie mam za bardzo ochoty na spotkania rodzinne , zastanawiam się czy pojechać do niej , pomyślę jeszcze o tym .W każdym razie przeraża mnie ten upływający czas , tyle jeszcze mam do zrobienia . W dniu urodzin myślałam o tacie , przecież tata zmarł mając 61 lat  , tak młodo , wtedy nasuwa się pytanie ile ja będę żyć , dlaczego ten czas tak pędzi . Przecież to tylko 20 lat różnicy , przeleci to szybko jak nic . To tak jak z nami , dopiero się poznaliśmy a  teraz będziemy mieli rocznicę naszego poznania  – 15 lat ! Tyle jeszcze do zrobienia i napisania , tyle do przeczytania książek . Chciałabym zdarzyć ze wszystkim , boje się często tego co stało się z tatą ,że w jednym tygodniu był jeszcze zdrowy a na drugi tydzień dostał wyrok śmierci . Przeraża mnie to , że nic nie można zrobić , że nie można z tym walczyć .

1314651345_by_mylord_600

Zmiana może być tylko na lepsze

zmiana

Dwa tygodnie wcześniej ,wpadło mi w oczy ogłoszenie w gazecie o pomocy do sprzątania 12 godzin w tygodniu . Nie przeglądałam gazety z zamiarem szukania ofert , tak jakoś przypadkowo, ostatnio nawet nie miałam czasu na żadna gazetę o książkach nie wspomnę . W każdym razie odłożyłam gazetę z zamiarem zadzwonienia tam , nie zaszkodzi ,gazetę wtedy odłożyłam i zapomniałam na drugi dzień . Wtedy jeszcze nie wiedziałam że mój szef nosi się  z zamiarem nie przedłużania mi umowy. Zadzwoniłam dopiero po dwóch dniach  . Miałam już wyrzucić gazetę ,ale  przypomniałam sobie o ogłoszeniu i zadzwoniłam . Okazało się ,że ogłoszenie jest aktualne , spotkałyśmy się . Potrzebują pomocy do sprzątania domu i kwiaciarni . Chyba wtedy ogłoszenie spadło mi z nieba , nie wiedziałam jeszcze ,ze mój szef planuje się mnie pozbyć . Praca ma być oczywiście legalna ale niestety na Minijobs, może uda mi się  jeszcze załatwić umowę na innych warunkach . Byłam już parę razy u nich i na chwile obecna nie mogę narzekać . Najgorsze było jednak to ,że zastanawiałam się jak poinformować mojego szefa czy nie będzie miał nic przeciwko , jeśli podejmę dodatkowa prace na Minijobs .Chciałam i tak zmniejszyć godziny pracy w Firmie do 80-100 godzin lub nawet mniej .Dlatego już wcześniej próbowałam porozmawiać z szefem ale  akurat jak chciałam się spotkać na rozmowę to on wtedy nie miał czasu. Chciałam bardziej dostosować pracę do obowiązków domowych , więcej czasu spędzać  z Pawełkiem i dziećmi .Wtedy byłoby mi łatwiej , dlatego pasuje mi te sprzątanie,  tutaj mogę dostosować godziny pracy , tak jak mi pasuje .Zobaczymy co z tego wyjdzie , umowa jeszcze nie podpisana .Chciałam  spotkać się  z szefem ,oczywiście go nie było, jak zawsze ostatnio , porozmawiałam więc z zastępczynią. Tu mi mówi żebym sama  przekazała szefowi informację , po czym okazuje się gdy dzwonie do szefa ponownie ,że on już o tym wie. Oczywiście powiedział ,że nie ma nic przeciwko , że wszystko super i tak dalej. Tak powiedział we wtorek a w piątek mi podziękował za pracę .Myślę ,że to już planował jakiś czas , a jak mu powiedziałam o tej dodatkowej pracy to tylko ułatwiłam mu zadanie .

Oczywiście chciałabym robić coś innego , coś co lubię , coś co sprawia mi satysfakcję. Paweł mówi .że powinnam iść na księgowość , albo gdzieś w biurze przy papierach , bo w tym odnajduje się najlepiej :)Jednak nie znam na tyle języka ,żeby myśleć  tym , szkoła , szkolenia , na naukę nigdy nie jest za późno. Dlatego pomyślałam o florystyce ,także dlatego ,że akurat poznałam Tamarę i będąc u niej w domu ciągle natykam się na  jej obrazy , różnego rodzaju dekoracje wykonane przez nią lub przez jej pracowników , kwiaty ,kwiaty, mnóstwo kwiatów. Zawsze lubiłam takie rzeczy , sama mam sporo w domu różnych drobiazgów dekoracyjnych , koralików , piórek itp. rzeczy .Myślałam ,nie o jakimś dwu-trzy-dniowym kursie ale  o 1-2-letnim szkoleniu ,kursie . Okazało się że szkoła jest nawet niedaleko ,muszę tylko się dowiedzieć czy maja takie zajęcia .Zawsze lubiłam prace plastyczne , artystyczne , jakieś swoje pomysły , z dziećmi też kupujemy materiały potrzebne do przygotowania czegoś i robimy wtedy wszystko od podstaw sami .  Zobaczymy co czas pokarze , zmiany już nadchodzą . Mam nadzieję ,że uda mi się zrealizować w czym nowym.

 

50112d884b42c

 

Bez Ciebie Tato …

0

 

Dzisiaj minęło 2,5 roku odkąd odeszłeś Tato .Czas  nie leczy ran jak to mówią ,jest ciężko i smutno bez Ciebie . Dziewczynki coraz większe ,mądrzejsze , byłbyś dumny z Wiktorii i Ani .Wikusia w szkole miała bardzo dobre oceny , nauczyciele byli bardzo zadowoleni , Anusia tak samo ,coraz lepiej idzie jej z językiem  Dobrze im tutaj , wszystko co sobie zaplanowałam spełnia się pomału. Wierzyłeś we mnie ,że się nam uda .Brakuje mi Cię bardzo , tyle mam Ci teraz do opowiedzenia .Przykro mi ,że kiedyś często nie miałam czasu nawet na kawę , przepraszam za nasze rzadkie spotkania .  Ciągle było coś ważniejszego. Po prostu to niemożliwe ,że to już 2,5 roku gdy nie ma Cię z nami . Udało mi się załatwić działkę niedaleko naszego mieszkania ,ale miałbyś tu zajęcie u nas:). Lubiłeś tak bardzo przebywać w ogródku, podobało by Ci się tutaj . Myśląc o Tobie w ogrodzie , uśmiecham się .Tam czułeś się chyba najlepiej . Mam nadzieję ,że tam coś jest i że masz tam swój ogród na zawsze .Brakuje mi Ciebie bardzo . Tak bardzo chciałabym cofnąć czas .

 

klepsydra_znicz wspomnieniaddd

 

Czas na zmiany

1370185012_nyfc45_600

W zeszłym tygodniu postanowiłam, że w końcu muszę się nauczyć pływać. Jak na razie nie za bardzo mi to wychodzi. Było cudownie, byliśmy razem na basenie z dziewczynkami. Dziewczyny jak zawsze w siódmym niebie, w wodzie siedziałyby godzinami.Dla mnie to rewelacyjne ćwiczenia na kręgosłup, ale się namachałam, namęczyłam, nie wychodzi mi te pływanie na razie, nie od razu. Boję się wody od dzieciństwa, ale mnie mój Paweł wymęczył na tym basenie. Pierwszy raz w końcu bez strachu położyłam się na wodzie, miałam zamknięte oczy, bałam się je otworzyć, wiedziałam, że Paweł jest gdzieś obok. Sama siebie uspakajałam, sama nie wiem jak można się bać wody. Paweł już dawno chciał mnie nauczyć pływania, ale zawsze byłam daleka od tego, chociaż wodę lubię, ale muszę czuć grunt pod nogami, inaczej nie ma mowy żebym w ogóle weszła. Leżałam sobie na wodzie, cudowne uczycie, w końcu przełamałam swój strach, udało mi się, cieszyłam się jak dziecko. Jest to pierwszy krok do dalszej nauki. Udało mi się nawet normalnie utrzymywać na wodzie, po 3 godzinach zaczęłam odrobinę jakby pływać, jeśli mogę to tak nazwać.Najlepiej żabką mi wychodzi, po 2-3metry płynęłam trochę i dotkniecie gruntu i znowu 2-3 metry i tak dalej. Dla mnie to olbrzymi wyczyn. Juro znowu się wybierzemy na cały dzień, nie mogę się już doczekać. Na naukę jednak nigdy nie jest za późno.

Idziemy dzisiaj na festyn z cała rodziną i znajomymi Pawła ze szkoły językowej, nie wiem chyba coś na Dzień Dziecka robią. Może będą jakieś fajne zabawy dla dzieci i może być sympatycznie. Będzie paru znajomych. W zeszłym tygodniu, wybrałam się na Flomarkt , mam sporo ubranek po dzieciach, w Polsce bez problemu bym sprzedała na Allegro , a tutaj, ciężko . nie mam pojęcia, co za ludzie, rzeczy albo wrzucają do kontenerów albo wyrzucają i kupują nowe. Wszystko pięknie przygotowałam i pojechałam z Pawłem, rozłożyliśmy wszystko na wieszaczkach, pięknie, ładnie, kolorowo. W ogóle ludzi nie było, sami starsi tylko chodzili, bardzo mało rodziców z dziećmi. Totalny niewypał, z ledwością udało mi się zarobić na tzw. placowe + tam parę groszy dodatkowo i tyle z handlu. Dzisiaj jest na „messen halle”, ale tam trzeba się wcześniej umówić. Będę musiała kupić większy stół, ostatnio okazało się, że miałam za mało miejsca na towar. Nazbierało się tego trochę. Fajnie byłoby to wszystko sprzedać, odłożyłabym dzieciom na wakacje. Wracając do handlu, jestem coraz bardziej przekonana żeby wrócić do swojego zawodu. Póki, co będę musiała wrócić do obecnej pracy .W przyszłym tygodniu muszę oddać papiery ze szkoły do tłumaczenia, a potem mam czas do października na poszukiwania. Napaliłam się na powrót do handlu, całkiem inne warunki i godziny pracy, a przy opiece muszę chodzić codziennie łącznie ze świętami.

Jest dobrze:)

Szybko przeleciał ten czas, a mi wydaje się, że dużo go zmarnowałam, nie wiem, dlaczego. Nie umiem odpoczywać, nawet jak mam czas i mogłabym poleżeć i obejrzeć film to nie potrafię wytrzymać i albo ciągle myślę, co powinnam jeszcze zrobić albo, co i gdzie jeszcze załatwić zamiast się po prostu wyciszyć i np. obejrzeć film z rodziną. Niekiedy oglądamy razem, dziewczyny bardzo lubią bajkowy serial, wtedy jest fajnie, miło tak jest obejrzeć razem film. Rehabilitacja się zakończyła 15 maja, cały miesiąc chodziłam na nią dzień w dzień, oprócz dni wolnych oczywiście, niekiedy miałam dosyć, sama gimnastyka i trening czy masaże jak najbardziej ok., ale te ich jakieś szkolenia to przesada, za dużo tego było i nie wszystko potrzebne jest mi do wiadomości. Tak jak powiedziałam nie lubię marnować swojego czasu, czyjegoś także, szkoda mi każdej chwili, której kiedyś mogłoby mi zabraknąć na powiedzenie czegoś i zrobienie czegoś dobrego. Staram się może za bardzo, za bardzo bym chciała mieć poukładane życie, a przecież nie poukładam wszystkiego tak jak w pudelku. Dziewczynki się śmieją ze mnie, bo akurat pudełka lubię, wszystko zawsze na coś się przyda, idealnie pochowane i przechowywane J Z jednej strony może to i głupie, ale, bardzo praktyczne.

Jak zawsze odbiegam od tematu, rehabilitacja się, więc zakończyła, czuję się naprawdę super, jestem bardzo zadowolona, polubiłam nawet te treningi.Po zakończeniu rehabilitacji, przyznano mi jeszcze taki trening, który mogę wykorzystać 24 razy po 2 godzinki, wtedy, kiedy mi pasuje.Wczoraj byłam pierwszy raz i już zrobiłam sobie terminy.

indeks

Z pracą jeszcze nie wiem jak będzie.Po ostatniej rozmowie z szefostwem zastanawiam się, co powinnam zrobić. Dobrze wiedzą, że praca, jaką wykonuje jest temu winna, obawiają się jednak mojego powrotu. Dano mi delikatnie do zrozumienia, że dobrze by było jakbym pomyślała o wariancie B jak to ładnie powiedziała moja szefowa, że może lepiej jakbym się porozglądała za czymś lżejszym dla mnie, bo operacja kręgosłupa i opieka nad chorymi nie chodzą w parze. Przecież tylu ludzi przechodzi takie zabiegi, muszą wracać do pracy, w większości przypadków nie ma żadnych powikłań czy nawrotów choroby.W każdym razie są trzy opcję albo wrócę i będę pracować normalnie, albo wrócę i mnie zwolnią lub zostawią mnie do końca umowy, a potem dopiero zwolnią, sama nie wiem, okaże się jak wrócę. Znowu dostałam listy, co chwile coś przychodzi, biurokracja mnie tutaj wykańcza, ile można odpowiadać na jedno i to samo.

Przez ten wypadek miałam sporo czasu na zastanowienie się, co dalej, nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, ale to, co powiedziała szefowa o wariancie „B” utkwiło mi w pamięci. Zrozumiałam, że niepotrzebnie tak się starałam w pracy, dawałam z siebie wszystko, pacjenci byli dla mnie najważniejsi, a teraz ja nikogo nie obchodzę, oprócz mojego męża i dziewczynek.  Nie mam pojęcia jak to rozwiązać, aby sobie nie zaszkodzić. Zwolnienie lekarskie mam do końca maja, ale powinnam jeszcze przedłużyć przynajmniej do połowy czerwca albo dłużej. Paweł jak miał operację kręgosłupa to nie było go pół roku w pracy, tylko, że on miał jeszcze bardziej poważniejszą operację od mojej. Normalnie po rehabilitacji chcieli mnie wysłać na takie przysposobieniu do pracy, takie wdrażanie się na powrót, miałam iść najpierw 2 tygodnie po 2 godzinki a potem następne 2 tygodnie po 4 godzinki, ale mi szef tego pisma nie podpisał, od razu się nie zgodzili, to właśnie wtedy szef  powiedział  żebym została na zwolnieniu tyle ile muszę lub właśnie pomyślała o tym wariancie „ B”. W każdym razie Andrea napisze mi nowe CV, myślę o powrocie do handlu, w tym tez czułam się bardzo dobrze, jest parę interesujących mnie sklepów gdzie się widzę, myślę bardziej o butikach, ale to wszystko będzie zależało od wielu czynników. Trochę straciłam serce do obecnej pracy, same wyrzeczenia, Swiątek piątek w pracy – 12 dni pracy i dopiero 2 dni wolne i im bardziej zbliża się mój powrót do pracy to się zastanawiam, czy warto tak się męczyć i stresować.

W każdym razie na chwile obecną po zwolnieniu wrócić muszę, ale postaram się znaleźć coś, co będzie moja pasją. Chciałabym bardzo, żeby praca, do której chodzę była po prostu wręcz przyjemnością nie tylko przykrym obowiązkiem. Tak było i z opieką, lubiłam jeździć do pacjentów, pomagać im itd., ale tak naprawdę jest bardzo mało ludzi, którzy oddają  się tej pracy z sercem, bardziej są nastawieni tylko na zarobek w przypadku właścicieli takich firm zajmujących się opieką, a pracownicy jak są dobrzy to po jakimś czasie albo sami odchodzą albo są zwalniani, bo nie wytrzymują, a ci, co im się nie chce pracować, nie maja żadnego zainteresowania pacjentem to będą sobie dalej pracować.

kazda-powazna-zmiana