Przeprowadzka

Dzisiaj mija 2 miesiące od przeprowadzki, wszystko nawet bardzo sprawnie poszło. Koledzy Pawła niestety nie wszyscy dopisali, ale Ci, którzy przyszli pomogli nam bardzo dużo z większymi meblami. Wszystko udało się przewieść busem na trzy razy, resztę przewoziłam sama z dziewczynkami. Dobrze, że Paweł już dwa dni wcześniej przewoził rzeczy na nowe mieszkanie, bo inaczej nie dalibyśmy rady wywieść wszystkiego w jeden dzień. Na nowym mieszkaniu na początku był po prostu Sajgon, miałam w miarę wszystko opisane, ale mimo wszystko wiadomo jak to wygląda przy przeprowadzce. Mieszkanie bardzo nam się podoba, dziewczynki mają osobne pokoje, Ania ma trochę mały pokoik, ale jest i tak bardzo zadowolona, że w końcu ma swój pokoik. Urządziliśmy też tak, że, mimo że jest mały to wygląda bardzo przytulnie. Wiktoria ma większy pokój i większy bałagan zawsze. Tak naprawdę to Wika nie lubi sprzątać i trzeba ją do tego gonić. Denerwuje mnie to bardzo, ale zapowiedziałam jej, że ma pokój sprzątać sama. Działa na nią tylko groźba zabrania telefonu lub zakaz grania na komputerze. Cały czas muszę kontrolować, żeby nie grała za dużo. Jest teraz w 7 klasie ( tutaj 3 Gimnazjum), zaczyna się buntować coraz bardziej, sama pamiętam, jaka byłam w wieku 13 lat, koszmar. Mi też się wydawało, że we wszystkim mam rację a często tak nie było. Wydaje mi się, że to było tak niedawno a to już 30 lat minęło!!! Czy ona teraz tak samo jak ja kiedyś myśli, że zrzędzę? Że nic nie rozumiem i na niczym się nie znam?
Często staram się rozmawiać z nią na różne tematy, dogadujemy się, ale gdy chce pograć to trochę zapomina się czasowo i zawsze chce dłużej grać niż jej pozwalam. Jest tyle fajnych książek do przeczytania lub innych fajnych zajęć. Powinna mieć jakieś hobby, ale nie na miesiąc, tylko takie, które zajmie ją tak, że będzie mniej chciała grać, oczywiście bez zaniedbywania szkoły.
Wika nie chciała na początku zmieniać szkoły, chcieliśmy jej to wybić w głowy, ale potem odpuściłam robić coś na siłę. Samo po paru tygodniach podjęła decyzję o zmianie szkoły. Teraz chodzi już do nowej szkoły, sama stwierdziła, że za daleko miałaby do starej szkoły. Teraz sama szkoła jak i nauczyciele podobają jej się bardziej. W starej szkole w pierwszym półroczu 6 klasy nie zorientowałam się, że zaczęły się problemy z Biologią i Angielskim, myślałam, że jest po prostu ciężej w Gimnazjum, bo wcześniej była w Hauptschule, do tego jeszcze znajomość niemieckiego też nie jest perfekcyjna i myślałam, że ma po prostu problemy ze zrozumieniem wszystkiego. Nie to jednak było problemem tylko wychowawczyni, na początku nie zorientowałam się, że ona dyskryminuje uczniów. Taka nauczycielka nie powinna pracować w szkole pełnej obcokrajowców, uchodźców, dzieci o różnej kulturze i narodowości.Wiktoria dopiero później zaczęła mi opowiadać, że wszyscy zawsze byli na lekcjach tej nauczycielki zestresowani.Chciałam nawet to zgłosić do instytucji podobnej jak u nas do Kuratorium Oświaty, ale Halinka mi odradziła, powiedziała mi, że mieli podobny problem z Justyną i nauczyciel zawsze „niby „ ma rację.Tak samo z ocenami, też zostały z dwóch przedmiotów zaniżone, mimo że w całym półroczu nie miała złych ocen. Halinka doradziła mi żeby to zostawić, bo i tak zmieniła Wika już szkołę. A ta nauczycielka dalej będzie dyskryminować uczniów, to mnie właśnie wkurza.

4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Wyjazd cd….

Jak-zaplanować-zagraniczny-wyjazd-1080x603.jpeg

 

Od razu po opuszczeniu tego nieszczęsnego hotelu pojechaliśmy do taty na grób. Tęsknie za nim, wspominam codziennie w myślach, tylko tyle zostało, dzisiaj w końcu zrobiłam ten album do końca, wyśle go mamie. Zabrałam wcześniej jej wszystkie zdjęcia, bo nie chciała w domu żadnych zdjęć taty. Ostatnio jednak poprosiła mnie o parę zdjęć, pomyślałam jednak, że zrobię piękny album i jej wyśle. Wczoraj chyba nawet ją telepatycznie ściągnęłam myślami, akurat pisałam, gdy zadzwoniła, w sumie tak bez powodu, chciała tylko pogadać. Ona puszcza sygnał a ja oddzwaniam. Tak naprawdę to często są to rozmowy o takich błahostkach, nie potrafię z nią rozmawiać, niekiedy nie mam nawet ochoty, za dużo się nasłuchałam od niej obraźliwych rzeczy i nie umiem tego zapomnieć. Wczoraj wyjątek – zapytała się o Pawła, ostatnio też o niego pytała, ale to, co już było nie wróci, nie wiem, co musiałoby się zmienić, Paweł już tego jednak nie wybaczy, mi tez jest trudno to zrobić, rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś.

***

Wtedy w listopadzie, w końcu udało się namówić Pawłowi dziewczynki żeby pojechały do babci, ja nie dałam rady tego zrobić! Zadzwoniłam do mamy na wszelki wypadek wcześniej, że jestem a raczej, że jesteśmy. Totalnie głupia sytuacja, czułam się bardzo niezręcznie, Paweł powiedział mi, że to ona powinna się tak czuć a nie ja, bo przyjechaliśmy z dziećmi i musimy po hotelach mieszkać zamiast normalnie w domu u babci. W domu nic się nie zmieniło, oprócz tego, że trochę męskiej ręki w nim brakuje. Pomyślałam, że Arek totalnie w niczym jej nie pomaga, jak zawsze zresztą. Praktycznie spotkanie było takie nijakie, nie takie jak powinno być matki z córką, babci z wnuczkami, dziewczynki mama wyściskała jak najbardziej, chociaż one tego akurat nie lubią. Ja nie rozmawiałam tak jakbym chciała, powinno być miło, spontanicznie, wesoło w końcu rok się nie widzieliśmy, ale tak nie było, po tym wszystkim właśnie wygląda to tak jak wygląda. Jak jedna osoba może zniszczyć wszystko, Arka okazało się, że nie ma, myślałam nawet, że chowa się przede mną w pokoju, ale podobno wyszedł wcześniej jak się dowiedział, że przyjadę. Właśnie, dlatego zadzwoniłam do mamy, znając go wiedziałam, że tak zrobi, oczywiście mogłam tam przyjechać bez dzwonienia, ale nie chciałam żeby doszło do jakieś kolejnej kłótni jak zawsze, w dodatku przy dzieciach. Jak już wspomniałam, rozmowa była o niczym i o wszystkim po trochu, ale głównie to mama opowiadała o swoim zdrowiu, jak zawsze ma wszystkie choroby świata. Wiem, że trochę choruje, ale ma dopiero 63 lata, a od 20 ponad lat ciągle nowe choroby, szukanie i szukanie tych chorób. Powiedziałam jej nawet kiedyś, że szybciej ja się wykończę od stresu niż ona od tych chorób. Wczoraj zresztą było to samo w rozmowie telefonicznej, nasze rozmowy są głównie o chorobach i do jakich lekarzy ma terminy. Całe życie wmawia sobie różne choroby. Oczywiście jest chora, ale nie na to wszystko, o czym mówi.

***

 

Dziewczynki po godzinie zaczęły mnie poganiać, że one chcą jechać, mama była zawiedziona, tu wiem, że była szczera, wcale jej się nie dziwię, w końcu wnuczki przyjechały a nie chcą u niej być w odwiedzinach. Jest to przykre, wiem, ale mama sama do tego doprowadziła, że dziewczyny naprawdę maja niemiłe wspomnienia z babcią, niekiedy je tam coś podpytuje, chcę coś tam powspominać i głównie dziewczyny wspominają tylko te niemiłe sytuacje. Ale drugiej strony, co maja wspominać, babcia nigdy nie miała do nich specjalnej cierpliwości, nie umie z nimi rozmawiać. Tylko wtedy jak były malutkie to jeszcze było troszkę inaczej.

Pewel od 2 godzin czekał na nas na dole, w samochodzie, mieliśmy jeszcze sporo spraw do załatwienia, po tym wszystkim nie wszedł nawet do góry i nie mam mu tego za złe, to moja mama źle postąpiła, ale nie umie się do tego przyznać. Dziewczynki naciskały mamo, mamo, kiedy idziemy, trochę poopowiadały o szkole, ocenach i koleżankach, ale to ja musiałam im mówić, opowiedzcie coś babci troszkę. Wszystko takie było wymuszone. Paweł powiedział, że następnym razem jak nie będą chciały jechać to niech nie jadą. Wiem, nie powinnam ich zmuszać do odwiedzin u babci.Chciałabym żeby mama była dla dzieci taka zwyczajna, normalna, nie musi od razu dziergać na drutach, ale ona wydaje się taka niekiedy zimna, chłodna, nie wiem taka jak nie babcia.

Po dwóch godzinach wyszliśmy od mamy, naprawdę do dzisiaj dziwnie się czuję po tych odwiedzinach. Przykre to jest bardzo.

Nie było tak jak powinno być, wyjazd w listopadzie też był z jednej strony na wariata, ale oprócz paru spraw do załatwienia mieliśmy zabrać małego Yorka od naszej bardzo dobrej sąsiadki i przyjaciółki. Tak tez się stało. Po wizycie u mamy czułam przykrość, smutek, żal, rozczarowanie. Nie tak powinno być.

***

Nie udało nam się spotkać ze znajomymi, byliśmy za krótko, oprócz naszej koleżanki Sylwii i Grażynki z Mariuszem mieszkających naprzeciw naszego mieszkania. Spotkaliśmy się tylko z nimi.Potem tylko szybkie zakupy, latanie po paru sklepach. Byliśmy też w szkole Wikusi, bardzo miłe spotkanie z wychowawczynią i cała klasą, akurat udało nam się trafić z odwiedzinami w czasie przerwy lekcyjnej. Wiktoria była zachwycona , koleżanki też , nie mogli się nacieszyć .

Pieska nazwaliśmy Scooby, wszystkie dokumenty już mięliśmy wcześniej załatwione przez Sylwie, i tyle z naszej szalonej wyprawy, czas wracać do domu.Scobby w trakcie podróży trochę się bał, ale później pomału odrobinę się przyzwyczaił.

slodki-maly-york-sterczace-uszy

 

Wyjazd cd…

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

Tak naprawdę to nie mieliśmy planu jeszcze gdzie dokładnie będziemy nocować, miałam tylko zarezerwowany jakieś hotelik gdybym faktycznie nic innego nie znalazła, miałam  możliwość i czas na odwołanie rezerwacji w razie gdybym znalazła cos lepszego. Zastanawiałam się, co zastanę jak pojadę do mamy, czego mogę się jeszcze spodziewać, żałuje teraz tej decyzji, którą podjęliśmy w sprawie tej darowizny, gdybym wtedy to zostawiła, to teraz sytuacja wyglądałaby być może inaczej. Podróż jak na złość bardzo się wydłużyła, był wypadek na autostradzie i musieliśmy jechać jakimś objazdem. W miedzy czasie, gdy Paweł jechał ja szukałam dalej innego lokum do spania. Znalazłam, myślałam, że będzie super zajazd niedaleko mieszkania Magdy,  mieliśmy się także  spotkać, jeszcze do tego, GPS zwariował i prowadził nas po jakiś lasach, wyjechaliśmy gdzieś za Mikołowem, ale dojechaliśmy.Pierwsze wrażenie super, jednak potem okazało się, że to jakaś kpina. Zdjęcia na stronie piękne, ale tylko połowa zajazdu tak wyglądała, bo była po remoncie, druga połowa niestety nie. Było tak późno, że nie miałam siły tego zmieniać, nawet wtedy nie poszłam do recepcji a powinnam była. Najlepsze było wejście do pokoju od razu pod prysznic :) Żenada, zajazd niby z taką renomą , dobrą opinią, ale chyba tylko za tą lepsza połowę hotelu. Rano nie wytrzymałam jak musiałam słuchać rozmów pracowników za ścianą ,praktycznie jakby byli u mnie w pokoju, ścian chyba była z dykty!

***

Chcieliśmy nocować w tym hotelu 3 doby, od czwartku do niedzieli. Zamówiliśmy pokój 4 osobowy, byliśmy z dwójką dzieci ( miał to być pokój przyjazny dla rodzin z dziećmi) !.Jak dla mnie to jakiś żart, zdjęcia przedstawiały pokój który faktycznie  był  podobny, jednak zdjęcia nie pokazują mankamentów w pokoju. Łóżka inne niż na zdjęciu, były zwykle tapczany a na nich jakieś dziwne materace. Nie poinformowano w ofercie, że łazienka ( prysznic + toaleta nie są w jednym pomieszczeniu). Do pokoju weszliśmy praktycznie  od razu pod prysznic – dosłownie!, gdyż wystarczyło zrobić porządny krok żeby tam się znaleźć. Był to mały korytarzyk, przedpokój przerobiony byle jak na łazienkę, prowizorka. Z boku toaleta, tak ciasna, że będąc w toalecie to trzeba było praktycznie trzymać nogi na tym minimalnym korytarzu.  Prysznic, minimalny, ciasny, stara armatura, woda źle spływała, nawet dzieci po podróży nie mogliśmy wykąpać ! Okazało się, że był to pokój pomiędzy dwoma pokojami służbowymi ( był to także kiedyś pokój służbowy, ale dla 2 osób, o tym jednak dowiedziałam się rano od pań sprzątających pokoje) przez ścianę słychać było rozmowy pracowników, wiec oni na pewno także słyszeli także nas..Z ledwością przespałam noc, wszystko było słychać z korytarza. Z samego rana poszłam do recepcji i zrezygnowaliśmy z tego hotelu, nie tak powinie wyglądać pokój dla rodziny z dziećmi, 170 zł kosztował  ten  okropny pokój. Jedyny duży plus to panie pokojówki, reszta to kpina, no, ale przeżyliśmy.

***

Dowiedziałam się, że jest taka strona Booking gdzie znajduje się szybko i sprawnie tani nocleg.Udało się i to było najlepsze gdzie. Praktycznie jest on w parku Chorzowskim przy Stadionie Śląskim. Ironia losu, dlaczego, dlatego bo ten park jest pełen wspomnień dla nas, bo ja się tam wychowałam i park znam jak swoją kieszeń .Po  drugiej jego stronie jest właśnie nasza dzielnica gdzie mieszkaliśmy, gdzie jest jeszcze nasze mieszkanie i tam mieliśmy jechać do znajomych, do kościoła i do taty. Byłam praktycznie w domu i nie w domu, patrzyłam z okna hotelu na park i wiedziałam, że tam za drzewami jest mój dom. Dziwne uczucie, było mi przykro, powinniśmy być u mamy.

***

Dziewczynki jak tylko im wspomniałam o tym, że pojedziemy do babci w odwiedziny, to nawet tego nie chciały słuchać, pojechaliśmy do mamy  dopiero na drugi dzień ,w sobotę. Pawłowi udało się je  w końcu namówić . Ja musiałam się prosić, praktycznie  pół dnia żeby ze mną pojechały, moja mama tak doprowadziła do sytuacji, ze wnuczki nie chcą do niej jeździć.Pawłowi jakoś udał Pomimo tego, co było kiedyś i jak wyszło te nasze mieszkanie razem nie nastawiałam dzieci przeciwko babci. Mimo tego dziewczynki dużo same zaobserwowały i po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciały jechać. W końcu udało się jednak je namówić, wytłumaczyłam im, że nie można tak się zachowywać, przejechaliśmy prawie 1000 km, jak ja bym mogła matki nie odwiedzić albo pojechać tam sama bez dzieci.Naprawdę nikomu nie życzę takiej sytuacji.

 

Rodzinne Święta

Jak szybko minął ten miesiąc, jak zawsze zresztą, już prawie połowa stycznia, a ja znowu mam zaległości w pisaniu.Cały czas obiecuję sobie, żeby pisać, chociaż raz w tygodniu i jakoś potem mi to nie wychodzi. Albo brak czasu lub niekiedy brak chęci, zmobilizowania się.

boze-narodzenie

Święta jak zawsze spędziliśmy razem, tutaj dopiero trzeci raz. Teraz tylko nasza czwórka, wcześniej, gdy tata jeszcze żył to spotykaliśmy się w 1 lub 2 Święto Bożego Narodzenia oczywiście w Polsce, niestety tata nie dożył już naszego wyjazdu, a cieszyłby się, zawsze to powtarzam.Teraz nawet nie ma możliwości spotkania się u mamy, jak na chwilę obecną i nie wiem czy jeszcze będzie, czy coś się zmieni w tej sytuacji na lepsze. Wigilię jednak przygotowaliśmy jak zawsze uroczyście, ale skromnie, nie przesadzaliśmy z potrawami, bo potem wszystko tylko zostaje, a dzieci jadłyby tylko pierogi prze całe święta. Podzieliliśmy się opłatkiem, zjedliśmy w spokoju i głównie w ciszy. Patrząc na pusty talerz myślami byłam przy tacie, ale wiem już teraz, że jest mu tam dobrze. Zaczynam się chyba pomału z tym godzić, chociaż łzy kręcą mi się w oczach jak pomyślę o nim, zawsze. Cieszę się jednak, że możemy być tutaj już razem, nie w rozłące jak na początku.

***

Wigilię spędziliśmy w spokojnej i rodzinnej atmosferze. W pierwszy dzień Świat pojechaliśmy 200 km, aż za Dortmund ( Gladbeck) nieduża miejscowość za Recklinghausen do Halinki mojej kuzynki, która wyjechała ponad 30 lat temu do Niemiec. Jeden z kuzynów był w Niemczech u jakieś swojej rodziny od strony żony i zajechał do niej w odwiedziny, wtedy Halinka dowiedziała się, że ja także mieszkam tu z rodziną. Przyjeżdżając do Niemiec, nie szukałam kontaktu, chociaż myślałam o tym, ale tyle lat nie dawała znaku życia, po śmierci swoich rodziców ( mojej cioci i wujka) w ogóle wszystko się urwało, a mieszkali tylko na innej dzielnicy.

***

W dzieciństwie było więcej jakoś tych spotkań rodzinnych, potem dorośliśmy i wszyscy się porozchodzili, porozjeżdżali. Myślałam, że oni nie chcą kontaktu, nie miałam ich telefonu, jak kiedyś zapytałam jedną ciotkę czy ma numer to oczywiście a po co, na co ci itp. Dałam sobie spokój, nie prosiłam się. Kiedyś właśnie tak było, było to parę lat temu, ale pomyślałam sobie, że prosić się nie będę. Takie głupie podejście, inna ciotka znowu nigdy nie pamiętała numeru telefonu, albo zapomniała go zapisać, ale sami cały czas mieli kontakt z Haliną, wiem, że celowo nie chciała dać tego numeru, więc po prostu dałam sobie spokój. Jest to trochę zagmatwane, ale zazdrość i złośliwość, to zauważyłam w naszej rodzinie, to tak z perspektywy lat. Kiedyś patrzyłam na to inaczej, miałam to gdzieś, teraz widzę to inaczej.Na przełomie lat wiele spraw zrozumiałam, niektóre rzeczy same się wyjaśniły, niektóre nie. Za dużo ich było, 11-oro rodzeństwa, za duża różnica wieku. Chociaż niekiedy rodziny wielodzietne potrafią trzymać się razem, nie wiem może inaczej jest w dzieciństwie, inaczej w dorosłym życiu. Na przykład pomiędzy moja mamą a jedna z najstarszych jej sióstr było aż 18 lat różnicy.

***

W każdym razie Halinkę  ostatni raz widziałam  chyba 25 czy 26 lat temu, byłam wtedy nastolatką i nie interesowały mnie spotkania rodzinne. Oni zresztą także bardzo rzadko pojawiali się w Polsce. Miedzy mną a Halinką jest 13 lat różnicy, więc jakoś nie było możliwości spotkań, z dzieciństwa pamiętam jak mi pomagała w matematyce jeszcze przed wyjazdem do Niemiec, potem byli parę razy w Polsce i kontakt się praktycznie urwał, chociaż odrobinę mogła go utrzymać, bo jest chrzestną Arka. Do tego było jeszcze parę drobnych nieporozumień rodzinnych, pamiętam związanych z wyjazdem taty do Kanady, miał obiecywane chyba ze cztery razy, chciał jechać do siostry mojej mamy, siedzą już tam od stanu wojennego, też zagmatwana historia. Tak to się wszystko potoczyło, pojechały różne ciotki, ale tylko posiedzieć po miesiącu, troszkę w tym pomogła rodzina, ale teraz już nie ma, po co do tego wracać.

***

Wracając do Halinki, gdy ja się urodziłam to ona była nastolatką, gdy potem ja byłam nastolatką to ona już była dorosłą kobietą i wyjechała z Polski. Do tego 25 lat poszło, nawet nie wiadomo, kiedy. Teraz ona jest po 50, tak życie się ułożyło, że i ja z rodziną trafiłam w końcu tutaj. Halinka dostała mój numer z Niemiec o kuzyna, który zajechał w odwiedziny, jak wracałam po pracy do domu to widziałam, że ktoś dzwonił, ale nigdy nie mogłam oddzwonić, bo numer był zastrzeżony.  Pewnego dnia jednak zadzwoniła z pracy i wtedy w końcu był numer, na który udało mi się oddzwonić. Okazało się, że to Halinka, rozmawiałyśmy tak parę razy i postanowiłyśmy spotkać się w święta. Pojechaliśmy do nich, jak dla mnie nic się nie zmieniła, tylko trochę starsza;) W każdym razie Józka to totalnie nie poznałam, posiwiał jak gołąbek, a ja cały czas miałam w głowie zakodowane, że zobaczę tego Józka z czarnymi włosami.Trochę pobłądziliśmy pomiędzy domkami, zobaczyłam z jednego domu siwego faceta wyglądającego z domu;) potem okazało się, że to właśnie maż mojej kuzynki. Spędziliśmy bardzo miło Pierwszy Dzień Świąt, było dużo wspominania, ale to za krótko żeby wszystko opowiedzieć.Teraz oni mają przyjechać do nas, może na 40 urodziny Pawła.

***

Świeta ,swieta i po swietach .                                                                                   Sylwester spedzilismy razem 2+2 , czyli ja , męzem i z dzieci w domu . Czyli standartowo miło i wesoło ,  dziewczyny jak zawsze wytańczone , rozbawione poszły spac chyba po pierwszej albo jeszce póżniej . W każdym razie jeszce poczekamy pare lat na jakieś wyjscie ze znajomymi ,jesli w ogole znajdziemy tutaj serdecznych i szczerych znajomych.

***

Bardzo ważny dzien 1 stycznia 2016 – Anusia skonczyła 8 lat , dzień spedziliśmy bardzo milo , tego dnia przyszła tylko jedna koleżanka . Koleżanki z klasy były zaproszone na 4 stycznia . Okazało się jednak że urodziny Ani trwają 3 dni , pierwszego dnia była tylko 1 koleżanka z klasy , drugiego dnia przyszły  od znajomej dzieci , jedna chodziła z Wikusia do klasy , Helin została na noc i dopiero pojechała do domu 3 stycznia , a 4 stycznia przybyła cała zgraja małych wrzeszczących dzieci . Teraz wiem ,że takie urodziny lepiej zrobić wszędzie tylko nie w domu . Całe mieszkanie huczało od biegania i wrzasków ,ale co tam raz w roku są urodziny.Ania była przeszczęśliwa a to było dla mnie najważniejsze :)

1362998709Happy 8th Birthday

 

 

Przemyślenia

 

Miesiąc minął tak szybko, po prostu niemożliwe jak ten czas biegnie, dopiero było Wszystkich Świętych, a tu już po Mikołaju. Zaraz będzie po świętach. Na Wszystkich Świętych nie mogłam pojechać, bo niestety za daleko. Sylwia poszła do taty na grób i zapaliła znicz, nawet wcześniej umyła mi pomnik, nie śmiałabym nigdy jej o to prosić. Potem okazało się, że mama tez go podobno myła tydzień wcześniej. Było mi przykro, że znowu nie mogłam być u taty na cmentarzu, ale z drugiej strony wolę spokój i ciszę, gdy nikogo nie ma w pobliżu, niż ten chaos i ścisk i nagłe witanie się rodziny, która dawno się nie widziała a spotykają się tylko od wielkiego dzwonu, czyli jak jest wesele, pogrzeb lub właśnie na cmentarzach we Wszystkich Świętych. Planowałam wyjazd do Polski dopiero pod koniec listopada. Czas płynął szybko i jak zawsze dużo do załatwienia. Niekiedy mam już wszystkiego dość, na każdym kroku biurokracja i zasypywanie papierami, uczciwie pracowałam, a jak straciłam pracę to na siłę chcą mi wepchnąć byle jaką pracę. Trochę w tym mojej winy, bo w Arbeitsamt sama bardzo się udzieliłam, to teraz przysyłają mi oferty, chociaż dwie mnie nawet zainteresowały, wysłałam wczoraj papiery do Lidla, wyśle jeszcze do Aldika z Tedoxu nikt się nadal nie odzywa. Jeśli fatycznie praca byłaby taka jak zapowiadają w Lidlu to poszłabym tam do pracy, niedaleko, można iść pieszo, blisko szkoły Wiki i działki J , Zasze latem po pracy kielbasa z Lidla i na grilla na działkę, dlaczego nie. Wracając do Arbaitsamtu to chciałam iść na kurs florystyczny ( niby nie ma, nie opłaca się itd., itp.), to chciałam na kurs niemieckiego, podszkolić gramatykę( nie ma pieniędzy, wszystko idzie na uchodźców, na kursach tez ciasno, nie chcą przyjmować, pierwszeństwo teraz maja uchodźcy). I tak tylko nieliczni przyłożą się do nauki, nawet Paweł jak chodził to mówił, jakie jaja sobie robią, co poniektórzy. Potem siedzą 20 lat i tyle języka znają jakby tu dopiero przyjechali, siedzą między sobą i tylko w swoim języku cały czas rozmawiają. Nie jest dobrze przebywać tylko w kręgu ludzi mówiących w ojczystym języku. Też mamy znajomych Polaków, zawsze można się spotkać i porozmawiać, do polskiego kościała też chodzimy w miarę możliwości teraz nawet częściej, zbliża się komunia Ani i są różne przygotowania, śpiewania, zebrania.Zawsze jest miło jak można z kimś pogadać, chociaż nie każdy tego chce, ale to już inna bajka. Nie można jednak przebywać, mieszkać, żyć w Niemczech i nie znać języka, a tak często właśnie się dzieje. Z jednej strony dobrze jest trzymać się razem jak Turcy np. jeden drugiemu pomaga, nawet moje sąsiadki odprowadzają sobie niekiedy na zmianę dzieci, czy jakiś problem, czy czegoś potrzebują, to maja koło siebie kogoś, kto im pomorze, a my jesteśmy często zdani na siebie, nie ufam tu za bardzo nikomu nawet jakbym chciała, najlepiej nie mówić, że się powodzi coraz lepiej, że pomału wychodzi się na prostą, lepiej ponarzekać że ciężko i tak będzie dobrze dla wszystkich. Przykre to, ale prawdziwe. A prawda jest taka, że fatycznie było ciężko, bardzo ciężko, ale teraz jest coraz lepiej, Ameryki nie ma  , ale pomału, pomału i wszystko się ustatkuje całkowicie. Teraz jest o wiele lepiej, nie wyobrażam sobie powrotu do Polski ( dziewczynki też nie chciałyby powrotu), żeby mieszkać i głowic się i kombinować z czynszem, płacić na dwa razy lub z opóźnieniem, tu mam spokojna głowę, na czynsz, opłaty, jedzenie i inne rzeczy zawsze jest, dla dzieci na dodatkowe zajęcia sportowe czy basen.W Polsce żeby gdzieś iść to od razu wyliczenia robiłam i na wyliczeniach zazwyczaj zostawało.

W każdym razie grzechem byłoby narzekać, oczywiście jak jest trochę lepiej to chce się znowu coś polepszyć, osiągnąć „Apetyt rośnie w miarę jedzenia „, ale pomału na wszystko przyjdzie czas.Zaczęliśmy myśleć już o urlopie, żeby zaplanować wakacje, Paweł musiał wypisywać już urlop na 2016 rok, chciałabym w końcu gdzieś pojechać z rodziną, tak żeby dziewczynkom się podobało, myśleliśmy o Mazurach. Moglibyśmy wynająć domek ze znajomymi i wspólnie spędzić czas. Powiedziałam już Pawłowi, 15 lat razem i żadnego normalnego urlopu, bo nie było stać, a jak był urlop to zawsze wtedy naprawy i remonty w domu L .Teraz trochę odłożę na ten urlop i pojedziemy , żadnych remontów więcej na urlopie. Na wszystko przyjdzie pora, drobnymi kroczkami można wiele osiągnąć i pracą oczywiście.

Czas płynie za szybko

Tyle się dzieje, że nie wiem, od czego powinnam zacząć, to przez to, że nie trzymam się ustalonego planu. Miałam pisać, chociaż raz w tygodniu, po miesiącu zawsze mam ten sam problem. Powinnam sobie ustalić jeden dzień w tygodniu i trzymać się tego. W każdym razie sprawa mojej byłej pracy to przeszłość, nie chcę już o tym myśleć, było, minęło. Poszukam czegoś innego, lepszego, praca jest tylko problem za ile i jakie godziny, teraz jestem w domu, trochę mi odbija, niby mam dużo czasu a wydaje mi się, że go nie mam. Wszystkie sprawy praktycznie załatwione, teraz w końcu powinno być wszystko na bieżąco. Paweł pracuje nadal, wszystko zaczyna się układać cieszę się bardzo, bo wczoraj dostał zielone światło od kierownika, firma chce go przejąć z Zeitfirmy , musimy tylko dostarczyć papiery. Cudowna wiadomość. Ja nadal jestem zatrudniona do końca października przez stara firmę, a od listopada idę na zasiłek, przeczekam zimę i mam zamiar ten czas wykorzystać jak najlepiej.Uczę się teraz języka a dokładniej gramatyki niemieckiej, nie wchodzi mi to za bardzo, denerwuje się, bo chciałabym jak najszybciej to pojąć.Poza tym sprzątam na razie u Tamary, jest ok., odpowiada mi to na chwilę obecną, pasuje mi i czas pracy itp., oczywiście wolałabym pracować zatrudniona w jej kwiaciarni, dlatego chciałabym zrobić ten kurs. Jest tu szkoła florystyczna, ale tam uczą się tylko dziennie i jest to normalna szkoła, nie ma nauki dla dorosłych :)

Dziewczynki teraz mają ferie jesienne do 2 listopada , myślałam o wyjeździe do Polski ,chciałabym pojechać na grób do taty , od razu też mogłabym sprawdzić co u mamy ,czy mieszka tam Arek czy nie . Z jednej strony mnie to za bardzo nie interesuje a z drugiej chciałabym wiedzieć czy mama mnie nie okłamuje . Pojechała ostatnio do Kielce do swojego brata na parę dni, miałam tam zadzwonić ale zmieniłam zdanie gdyż w sms-ie od wujka wywnioskowałam ,że być może jest z nią  Arek , nie miałam zamiaru w razie czego psuć sobie humoru i niepotrzebnie denerwować , niech robią co chcą , Ciekawe co on zrobi jak mamy kiedyś zabraknie . Niech żyje sobie jak najdłużej w zdrowiu ale wiadomo jak to jest . Paweł kiedyś powiedział ,że moja matka to jeszcze nas przeżyje , wszyscy wokół niej się szybciej wykończą . A mniejsza z tym niech robią co chcą , i tak pewnie będą nas czekały jeszcze problemy z tym nieszczęsnym mieszkaniem .

Życie leci tak szybko , dopiero poznałam Pawła ,a tu już 15 lat minęło .41lat skończyłam 2 tygodnie temu ,masakra , nie czuje tego , może tylko gdy patrze w lustro to widzę zmiany , wkurza mnie to . Nie obchodzę już urodzin , nie zapraszamy nikogo , zresztą tu nie mamy nikogo z rodziny oprócz kuzynki Halinki , odezwała się niedawno bo dostała od innego kuzyna telefon do mnie . Zaskoczyła mnie tym telefonem , ponad 20 lat żadnego kontaktu a teraz na stare lata szuka rodziny .Nie mam za bardzo ochoty na spotkania rodzinne , zastanawiam się czy pojechać do niej , pomyślę jeszcze o tym .W każdym razie przeraża mnie ten upływający czas , tyle jeszcze mam do zrobienia . W dniu urodzin myślałam o tacie , przecież tata zmarł mając 61 lat  , tak młodo , wtedy nasuwa się pytanie ile ja będę żyć , dlaczego ten czas tak pędzi . Przecież to tylko 20 lat różnicy , przeleci to szybko jak nic . To tak jak z nami , dopiero się poznaliśmy a  teraz będziemy mieli rocznicę naszego poznania  – 15 lat ! Tyle jeszcze do zrobienia i napisania , tyle do przeczytania książek . Chciałabym zdarzyć ze wszystkim , boje się często tego co stało się z tatą ,że w jednym tygodniu był jeszcze zdrowy a na drugi tydzień dostał wyrok śmierci . Przeraża mnie to , że nic nie można zrobić , że nie można z tym walczyć .

1314651345_by_mylord_600