A jednak :)

cloud-2104829__340

Nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby to nie wydarzyło się naprawdę . Zaraz po skończeniu mojego ostatniego wpisu , gdzieś około pół godzinki później dostałam telefon ze spółdzielni GWH w sprawie mieszkania . Dwa razy musiała mi babka powtarzać ,że mieszkanie przydzielono właśnie nam ,bo za pierwszym razem myślałam ,że czegoś nie zrozumiałam . Ale się ucieszyłam , od razu zadzwoniłam do Pawła żeby mu przekazać tę wiadomość . Teraz już wszystko jest załatwione , wiemy na 100 % ,że od lipca będziemy mieszkać w Baunatalu . Oboje będziemy mieli bliżej do pracy , Ania będzie miała podstawówkę pod nosem ( ostatnia 4 klasa). Potem pójdzie do innej szkoły . Co do Wikusi to jeszcze się zastanawiamy nad zmianą szkoły , rozmawiamy na ten temat ,ale po Świętach Wielkanocnych trzeba będzie podjąć decyzję . Postanowiliśmy ,żeby najpierw zobaczyć nową szkołę , poznać Panią dyrektor i po prostu porozmawiać . Tak samo jeśli chodzi o starą szkołę , to będę rozmawiać z Panią wychowawczynią czy warto lub czy powinnam zmienić szkołę Wikusi ,czy może lepiej będzie dla niej jeśli zostanie w starej szkole,ale wtedy będzie dojeżdżać . Nie chcielibyśmy aby zmiana szkoły wpłynęła na jej wyniki w nauce .

Marzec jest pełen zmian w naszym życiu , dosłownie od początku miesiąca same pozytywne wiadomości , może tylko poza  paroma małymi drobiazgami. Zawsze powtarzam Pawłowi ,że będzie dobrze i jest dobrze . Wierze w te słowa ,że wszystko będzie dobrze i że się wszystko uda od czasu gdy powiedział je do mnie tata w szpitalu. Żałuję tylko tego że nie może być teraz z nami ,że już go nie ma . Może patrzy na nas z góry .

Udało mi się z pracą ,  od kwietnia idę do nowej pracy . Paweł tez dostał stałą umowę . W tym tygodniu dostaliśmy już wszystkie dokumenty dotyczące przydziału mieszkania ze spółdzielni . Udało mi się sprzedać naszego starego prawie 20-letniego dziadka Mercedesa . Szkoda mi było tego samochodu bo poszedł praktycznie za grosze u handlarzy , ale był zbyt drogi w utrzymaniu .Dzięki niemu jednak miałam pierwszą pracę. Poza tym potrzebujemy normalnego rodzinnego samochodu w kombi i taki kupiliśmy tydzień temu . Normalny używany rodzinny samochód .Wszystko chyba wychodzi na prostą , najważniejsze żeby była praca i zdrowie a reszta sama się zawsze jakoś ułoży .

Wysłałam już wypowiedzenie umowy najmu starego mieszkania i czekam tylko na informację od babki czy przyjęła to do wiadomości . Mam nadzieję ,że nie będzie z nią problemów . Troszkę mi szkoda tego mieszkania ,ale  z drugiej strony to okolica nie jest zbyt ciekawa , zbyt dużo różnych narodowości , różnych kultur i przyzwyczajeń innych ludzi . Jeśli chodzi o czystość okolicy to tak samo , ludzie sami brudzą i wyrzucają śmieci a potem narzekają że jest brudno. Nawet nasz Scooby ,który jest Yorkiem budzi u niektórych ludzi strach , a w innych jakieś obrzydzenie . Jeden z sąsiadów jak mnie widzi w windzie z psem to nie wsiądzie do windy bo boi się ,że pies go dotknie tak mi powiedział. A w jego religii niby jest to zabronione ,koleżanka z pracy która jest też muzułmanką powiedziała ,że wtedy niektórzy muszą umyć ręce 7 razy !!!  i ,że jest to spowodowane tym ,że niektórzy są silnie wierzący i przestrzegają dokładnie zasad czystości .Znam innych muzułmanów którzy mają psy i nie wydziwiają tak jak mój sąsiad ,ale co kraj to inne zwyczaje. Z tego wszystkiego Scooby co niektórych się boi i ucieka przed ludźmi. Nawet dzieci są uczone takiej wrogości i niechęci do psów, często jak idziemy ze Scoobym to omijają go wielkim łukiem albo odskakują , naprawdę przeróżne reakcje już widziałam .A on jest taki mały , co by to było jakbyśmy mieli dobermana :)  W ogóle to nas chyba postrzegają tu za dziwnych , bo tylko my w bloku gdzie mieszka 30 rodzin mamy psa ale tylko dlatego ,że większość to właśnie muzułmanie .

Ciekawe jak zakończy się sprawa z adwokatem w sprawie mieszkania . Już go poinformowałam ,że się będziemy wyprowadzać z tego mieszkania . Nie spieszył się ,żeby szybko załatwić sprawę. Po tych wszystkich moich pismach do wynajmującej mi mieszkanie( około 10 listów !!! i żadnej reakcji poza jednym wyjątkiem , gdy zagroziłam obniżką czynszu o 20%, a ona mia napisała ,że się na to nie zgadza .Jednak czynsz obniżyłam ) , musiałam poprosić o pomoc adwokata zajmującego się tego typu sprawami ,żeby w razie czego nie mieć z jej strony kłopotów . Udałam się  do niego na początku lutego w sprawie mieszkania ,opisałam mu o problemach związanych z brakiem piwnicy od 3 lat , nieszczelnych oknach , tak samo z termostatami a ostatnim czasie o pojawieniu się grzyba itd .Tylko dlatego tak długo tu wytrzymaliśmy , bo sytuacja nas do tego zmusiła. W końcu jednak udało nam się parę spraw wyprostować i mogliśmy starć się o mieszkanie ze spółdzielni. Szanowny pan adwokat nie spieszył się jednak , przez miesiąc nie otrzymałam żadnego pisma , byłam przekonana ,że wysłał już jakieś pismo do mojej wynajmującej . Zadzwoniłam wiec w na początku marca i co się okazuje ,że go nie ma bo jest na urlopie . Sprawa nie rozpoczęta ,nikt nic nie wie . Zadzwonił do mnie sam po weekendzie jak już wrócił do pracy z informacją ,że pismo  już do niej wysyła . Zapytałam go dlaczego tak późno ,ale konkretnej odpowiedzi na pytanie nie dostałam . Wtedy jeszcze nie wiedziałam o nowym mieszkaniu , więc zgodziłam się . Jednak tydzień później dostaliśmy informację o nowym mieszkaniu. Napisałam więc 3-miesięczne wypowiedzenie w tej sprawie i wysłałam . Byłam przekonana ,że ona już wie ,że byłam u adwokata w sprawie tego grzyba itd . a tu okazuje się ,że nie . Adwokat obudził się dopiero 22 marca i wysłał do niej pismo w spawie napraw w tym mieszkaniu ,żeby usterki zostały usunięte .Czyli pismo mogła dostać wczoraj lub dzisiaj ! Niepoważny facet , co on robił 6 tygodni . przecież takie pisma wysyła się od razu w przeciągu 2,3 dni maksymalnie do tygodnia . To ja przed jego pismem zdążyłam wypowiedzieć umowę najmu .

 

 harmony-2046043__340

 

 

Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Przed wyjazdem do Polski

 

Bardzo chcieliśmy pojechać do Polski na wakacje, najlepiej na Mazury, niestety i w tym roku to się nam nie udało. Postanowiłam jednak, że w przyszłym roku pojedziemy, zrobię wszystko żeby w końcu pojechać z dziećmi.Najlepiej gdzieś do bardzo spokojnej okolicy, chciałabym też trochę pozwiedzać nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Na dzień dzisiejszy postanowiłam sobie, że wszystko, co zarobię dodatkowo ze sprzątania będę odkładała do skarbonki. Jak na razie odkładam, chociaż niestety raz zrobiłam coś, czego nie powinnam była robić. Niestety otworzyłam skarbonkę, wyszły dodatkowe opłaty za mieszkanie i trochę zabrakło przed wypłatą. Oczywiście pieniążki do skarbonki trzeba oddać. Nie wiem ile tam jest, ale jeśli będę się trzymać planu to będzie na wakacje i jeszcze trochę zostanie.

W lipcu musieliśmy pojechać do Koloni żeby potwierdzić moja tożsamość na ePUAP, musiałam tam złożyć wnioski na nowe dowody osobiste dzieci. Paweł był wtedy po operacji lewego kolana, którą miał w czerwcu. Noga bolała go już jakiś czas wcześniej, prawdopodobnie przez te wkładki ortopedyczne w butach, miały mu pomóc a prawdopodobnie mu tylko zaszkodziły. Wcześniej nie miał takich problemów z kolanem. W każdym razie obawiałam się tej operacji, bo w marcu podpisał umowę z Firmą. Ale nie tylko o to chodziło, obawiałam się po prostu samej operacji, tego usypiania i itd. Paweł też się martwił, no, ale bez tej operacji jego stan mógł tylko się pogorszyć. Tego dnia, gdy już podjeżdżałam pod przychodnię to jeszcze się pokłóciliśmy. Jak zawsze musiał mnie krytykować jak jeżdżę i się zdenerwowałam. Oboje byliśmy wtedy zdenerwowani, tak naprawdę to wszystko z powodu tej operacji . Oboje byliśmy podenerwowani cała tą sytuacją.

Operacja odbyła w ciągu jednego dnia i tego samego dnia wrócił do domu.  Zwolnienie Paweł miał na dwa tygodnie, potem jeszcze go przedłużał i tylko parę zabiegów rehabilitacyjnych. Kolano dobrze się goiło, jednak trzeba było uważać żeby go nie obciążać.W dalszym ciągu musi uważać, ale i tak bardzo szybko wrócił do pracy.Dobrze, że wszystko tak się skończyło.

***

W każdym razie tydzień do dwóch nie powinien był jeździć samochodem. W tym samym czasie, czyli niedługo właśnie po operacji mieliśmy pojechać do Konsulatu w Kolonii. Paweł postanowił, że pojedzie, bo wiedział, że ja boję się jeździć po autostradach. Chciałam jechać , bo ja trzeba to jadę. Sama nie wiem,czego się obawiam,   prosta droga i można lecieć, a ja mam jakiś lęk przestrzeni, nic tylko droga i droga. Lepiej czuję się na mieście, a przecież w mieście jest trudniej, ciągle jakieś korki, roboty na ulicach, problemy z parkowaniem i wiele, wiele innych utrudnień. Mimo to czuję się lepiej w trakcie jazdy po mieście. Autostrada mnie denerwuje już po pół godzinie i te Tiry, mam manie na ich punkcie. Niekiedy ciągnie się po prostu tylko sznur Tirów.Paweł jednak się uparł ,że będzie jechać i pojechaliśmy.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

Ale ten czas szybko upływa

164120__close-up-book-pen_p

 

Jak zawsze działo się dużo, nawet bardzo dużo. Pomijam już fakt moich marnych obietnic pisania, chociaż raz w tygodniu, nic z tego nie wyszło, nad czym bardzo ubolewam. Wkurza mnie to, bo ponownie parokrotnie sobie obiecywałam, że wieczorkiem jak będę mieć, chociaż chwilkę to napiszę. Czas niekiedy był, ale jakoś tak nie chciałam pisać przy Pawle. Muszę mu w końcu powiedzieć o tym blogu i nie będzie problemu. Dlaczego mu nie powiedziałam, nie wiem, po prostu pisze bardziej dla siebie a także, dlatego, że za parę lat będę mogła powspominać jak to było. Pamięć jest ulotna i nie wszystko jesteśmy w stanie zapamiętać. Opisuję rzeczy dla mnie ważne z mojego codziennego życia :) . Dlaczego jeszcze nie powiedziałam Pawełkowi, bo może się obawiam, że mnie wyśmieje, albo ze powie ze nie mam nic do roboty, chociaż akurat raczej tego by raczej nie powiedział, bo mam od cholery zajęć. A to, co lubię najbardziej zostawiam na sam koniec, może powinnam zmienić w końcu kolejność. Może, dlatego też jestem taka podenerwowana, bo myślę o tym a tego nie robię. Powiedziałby na pewno że za dużo sobie znowu zajęć wynajduje. Staram się na wszystko znaleźć czas, chociaż z jedna rzeczą robię źle, siebie zostawiam na sam koniec. Kurcze tyle jest ciekawych rzeczy do zrobienia i zobaczenia a tak mało czasu. Dwa miesiące temu wpadłam na fajną ulotkę żeby zwiedzić 21 zamków w Hesji, coś fantastycznego, bo uwielbiamy właśnie stare zamki, muzea, jakieś ruiny, góry, chcieliśmy pojechać na Mazury. Teraz już wiem, że w tym roku to Mazur nie zobaczę :( ale przysięgam że w przyszłym roku pojedziemy. W końcu po 15 latach musi się nam udać :) Wracając do zamków, w ciągu roku powinno się zwiedzić 21 zamków, można tam niby wygrać weekend na jednym z nich. Jednak nie o to chodzi, bo wiadomo jak to jest z tymi konkursami itd. dla mnie same zwiedzanie to przyjemność. No niestety stało się inaczej, zdążyliśmy być tylko na jednym zamku. Pawłowi coś się stało w kolano, oczywiście nie z powodu tego zwiedzania tylko z powody pracy.Musiał mieć operowane kolano i właśnie dopiero parę dni temu wrócił do pracy.
W maju mieliśmy Pierwszą Komunię Świętą Ani, 12 urodziny Wikusi w kwietniu, ja skończyłam 2 Moduły szkoły i jestem na trzecim kursie, teraz akurat są wakacje, które tutaj rozpoczęły się 18 lipca i będą do 29 sierpnia. Nadal pracuję u Tamary i nadal chciałabym iść na kurs florystyczny, ale martwi mnie to, bo muszę wybrać. Praca czy nauka, wiem, że będę musiała wrócić do pracy. Podejrzewam, że ta florystyka pozostanie w sferze moich marzeń.Teraz wiem, że trzeba było się uczyć, kiedy był na to czas.

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Praca ,dom , dzieci,mąż , nauka , Ja

Czas płynie nieubłaganie, jestem nadal na zasiłku, ale dodatkowo pracuję na minijop, dalej chodzę do Tamary sprzątać dwa razy w tygodniu, w kwiaciarni i w domu. Chciałabym jednak pracować, jeśli będzie taka możliwość w swoim zawodzie, ale w jakimś normalnym sklepie najlepiej z odzieżą, kosmetykami lub na wyposażeniu domu. Po świętach chce złożyć papiery o uznanie zawodu w Niemczech, niby nie potrzeba do wykonywania zawodu sprzedawcy, ale Niemcy lubią papierki i dodatkowe zaświadczenie poświadczone tutaj będzie tylko na moją korzyść.Wielkie nadzieje wiązałam z florystyką i nadal o tym myślę. Tym bardziej, że mam dostęp, przebywając u Tamary w kwiaciarni, często widzę uczennice, zmieniają się jak rękawiczki, odchodzą i przychodzą nowe.Chciałam się wkręcić u niej na tzw. praktykę, oczywiście muszę wtedy powiadomić Arbeitsamt, nie w tym jest jednak problem, tylko z Tamarą.Poznałam ja już trochę przez te pół roku i na dzień dzisiejszy nie chciałabym jej mieć, jako swojej szefowej. Teraz niby jest moją szefową, (jeśli tak mogę to uznać), ale na chwilę obecną tylko u niej sprzątam. Szkoda mi, że ona tak mi się przynajmniej wydaje, nie docenia mnie. Odnosze niekiedy wrażenie, że ma mnie chyba za taka trochę niedouczoną, tak jakbym tylko do sprzątania się nadawała. Oczywiście nie mam nic przeciwko sprzątaniu, jeśli trzeba to bierze się taką pracę jak jest. Wiem, że to przejściowe. Do tego Tamara nie chce normalnie płacić, tylko minimalną w Niemczech 8, 50 euro, w Polsce to dużo, ale tu powinno być więcej za taka pracę.

 

dysleksja-a-nauka-jezykow-obcych-obrazek_duzy_4042070

Poszłam do szkoły na kurs językowy, zrobili mi test, myślałam, że będzie lepiej, nie napisałam jednak całego testu, podobno nikt jeszcze całego nie napisał, no chyba, że zna perfekt niemiecki. Kurs rozpoczęłam na początku marca i jak na razie gramatyka wchodzi mi wolno, ale teraz dwa tygodnie ferii w tym czasie mam zamiar nadrobić trochę z tematem. Wiem, że dam sobie radę z tym kursem, potem mam nadzieję zrobić jeszcze Ausbildung, zastanawiam się tylko, z czego ( nie potrafię się określić sama nawet przed sobą nie potrafię zdecydować), tyle dziedzin i rzeczy mnie interesuje.Jest tyle do zdobienia, poznania, zobaczenia, że chyba mi braknie czasu w tym życiu.:)

nauka

Wielkanoc 2016

wielkanoc-2016-vv-d

Dzisiejszy dzień jest taki sam jak poprzednie , tylko tyle że wiem że są święta.            Rano zjedliśmy  razem śniadanko . Nie mogliśmy pojechać nawet dzisiaj do kościoła bo jest kawałek drogi od nas i do tego tylko jedna msza . Paweł poszedł do pracy o 13 ,przed nim 4 popołudniówki , potem będą 4 nocki i dopiero wolne.
Chciałabym ,żeby dziewczyny miały fajniejsze wspomnienia ze świąt , tak jak ja z dzieciństwa , zawsze się czekało na Święta , zajączka , wielkim wydarzeniem była święconka , potem lany poniedziałek , gdzie po parę razy wracałam do domu przemoczona do suchej nitki . Fajnie byłoby spotkać się w rodzinnym gronie tak jak to pamiętam , w pierwszy dzień Świąt my jechaliśmy do kogoś a w drugi dzień goście przychodzili do nas ,albo odwrotnie . A tu nic, różni ludzie , różne ,kultury , inne obchodzenie świat ,nawet Lanego Poniedziałku nie znają.
Wczoraj byłam z dziewczynkami w polskim kościele ze święconką, tłok i ścisk ale tylko z tyłu , ludzie zamiast iść do przodu bardziej to tak ustali jakby się bali wejść bardziej do środka, na siłę trzeba było się wpychać.Wszyscy przyszli chyba na jedną godzinę :). Pojechałyśmy tez na cmentarz do babci , kiedyś mojej podopiecznej ,sprzątnęłyśmy grób, zapaliłyśmy znicz dla niej i dla taty .Po południu zadzwoniłam do paru osób i do  mamy z życzeniami. Nadal nasza rozmowa się nie klei, trudno mi z nią rozmawiać .
Chciałabym spędzić kiedyś święta w dużym rodzinnym gronie ,kiedyś to się na pewno spełni .Niekiedy chciałoby się wrócić do czasów dzieciństwa .

 

Assorted eggs and flowers for Easter on white

Wyjazd cd…

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

Tak naprawdę to nie mieliśmy planu jeszcze gdzie dokładnie będziemy nocować, miałam tylko zarezerwowany jakieś hotelik gdybym faktycznie nic innego nie znalazła, miałam  możliwość i czas na odwołanie rezerwacji w razie gdybym znalazła cos lepszego. Zastanawiałam się, co zastanę jak pojadę do mamy, czego mogę się jeszcze spodziewać, żałuje teraz tej decyzji, którą podjęliśmy w sprawie tej darowizny, gdybym wtedy to zostawiła, to teraz sytuacja wyglądałaby być może inaczej. Podróż jak na złość bardzo się wydłużyła, był wypadek na autostradzie i musieliśmy jechać jakimś objazdem. W miedzy czasie, gdy Paweł jechał ja szukałam dalej innego lokum do spania. Znalazłam, myślałam, że będzie super zajazd niedaleko mieszkania Magdy,  mieliśmy się także  spotkać, jeszcze do tego, GPS zwariował i prowadził nas po jakiś lasach, wyjechaliśmy gdzieś za Mikołowem, ale dojechaliśmy.Pierwsze wrażenie super, jednak potem okazało się, że to jakaś kpina. Zdjęcia na stronie piękne, ale tylko połowa zajazdu tak wyglądała, bo była po remoncie, druga połowa niestety nie. Było tak późno, że nie miałam siły tego zmieniać, nawet wtedy nie poszłam do recepcji a powinnam była. Najlepsze było wejście do pokoju od razu pod prysznic :) Żenada, zajazd niby z taką renomą , dobrą opinią, ale chyba tylko za tą lepsza połowę hotelu. Rano nie wytrzymałam jak musiałam słuchać rozmów pracowników za ścianą ,praktycznie jakby byli u mnie w pokoju, ścian chyba była z dykty!

***

Chcieliśmy nocować w tym hotelu 3 doby, od czwartku do niedzieli. Zamówiliśmy pokój 4 osobowy, byliśmy z dwójką dzieci ( miał to być pokój przyjazny dla rodzin z dziećmi) !.Jak dla mnie to jakiś żart, zdjęcia przedstawiały pokój który faktycznie  był  podobny, jednak zdjęcia nie pokazują mankamentów w pokoju. Łóżka inne niż na zdjęciu, były zwykle tapczany a na nich jakieś dziwne materace. Nie poinformowano w ofercie, że łazienka ( prysznic + toaleta nie są w jednym pomieszczeniu). Do pokoju weszliśmy praktycznie  od razu pod prysznic – dosłownie!, gdyż wystarczyło zrobić porządny krok żeby tam się znaleźć. Był to mały korytarzyk, przedpokój przerobiony byle jak na łazienkę, prowizorka. Z boku toaleta, tak ciasna, że będąc w toalecie to trzeba było praktycznie trzymać nogi na tym minimalnym korytarzu.  Prysznic, minimalny, ciasny, stara armatura, woda źle spływała, nawet dzieci po podróży nie mogliśmy wykąpać ! Okazało się, że był to pokój pomiędzy dwoma pokojami służbowymi ( był to także kiedyś pokój służbowy, ale dla 2 osób, o tym jednak dowiedziałam się rano od pań sprzątających pokoje) przez ścianę słychać było rozmowy pracowników, wiec oni na pewno także słyszeli także nas..Z ledwością przespałam noc, wszystko było słychać z korytarza. Z samego rana poszłam do recepcji i zrezygnowaliśmy z tego hotelu, nie tak powinie wyglądać pokój dla rodziny z dziećmi, 170 zł kosztował  ten  okropny pokój. Jedyny duży plus to panie pokojówki, reszta to kpina, no, ale przeżyliśmy.

***

Dowiedziałam się, że jest taka strona Booking gdzie znajduje się szybko i sprawnie tani nocleg.Udało się i to było najlepsze gdzie. Praktycznie jest on w parku Chorzowskim przy Stadionie Śląskim. Ironia losu, dlaczego, dlatego bo ten park jest pełen wspomnień dla nas, bo ja się tam wychowałam i park znam jak swoją kieszeń .Po  drugiej jego stronie jest właśnie nasza dzielnica gdzie mieszkaliśmy, gdzie jest jeszcze nasze mieszkanie i tam mieliśmy jechać do znajomych, do kościoła i do taty. Byłam praktycznie w domu i nie w domu, patrzyłam z okna hotelu na park i wiedziałam, że tam za drzewami jest mój dom. Dziwne uczucie, było mi przykro, powinniśmy być u mamy.

***

Dziewczynki jak tylko im wspomniałam o tym, że pojedziemy do babci w odwiedziny, to nawet tego nie chciały słuchać, pojechaliśmy do mamy  dopiero na drugi dzień ,w sobotę. Pawłowi udało się je  w końcu namówić . Ja musiałam się prosić, praktycznie  pół dnia żeby ze mną pojechały, moja mama tak doprowadziła do sytuacji, ze wnuczki nie chcą do niej jeździć.Pawłowi jakoś udał Pomimo tego, co było kiedyś i jak wyszło te nasze mieszkanie razem nie nastawiałam dzieci przeciwko babci. Mimo tego dziewczynki dużo same zaobserwowały i po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciały jechać. W końcu udało się jednak je namówić, wytłumaczyłam im, że nie można tak się zachowywać, przejechaliśmy prawie 1000 km, jak ja bym mogła matki nie odwiedzić albo pojechać tam sama bez dzieci.Naprawdę nikomu nie życzę takiej sytuacji.

 

Wyjazd do Polski

 

 

Zbieram się i zbieram do napisania o naszym wyjeździe do Polski. Wyjazdu, który już się odbył w listopadzie, momentami nie mam ochoty do tego wracać z niektórych powodów, ale z drugiej strony miałam pisać o przeżyciach, wspomnieniach, rozterkach, smutkach i wszystkich tych różnych naszych uczuciach, które składają się na nasze życie. Chciałabym też nic nie zapomnieć, chociaż akurat tego nie da się zapomnieć.Jak już wcześniej wspominałam nie mogłam pojechać na Wszystkich Świętych do Polski, postanowiliśmy, że pojadę do DOMU, tak myślałam – do DOMU pod koniec listopada tak po 20. Jako ze nasze mieszkanie jest podnajmowane, logicznym było dla mnie, że pojadę do mamy, chociaż podejrzewałam, że mieszka lub pomieszkuje tam mój brat to jednak nie wiedziałam tego na 100%. Wypytywałam mamę parokrotnie o to w rozmowach telefonicznych, ale ona zawsze twierdziła, że nie lub, że tylko niekiedy ją odwiedza. Oczywiście totalna bzdura. Czytając, ktoś pomyśli, że się czepiam, a dobry syn tylko opiekuje się mamusią. Nie i jeszcze raz nie.Czuję się oszukana przez nich oboje, Arek to inna sprawa, całe życie żywił się innymi, chociaż chyba wyssał to z mlekiem matki i to dosłownie.Jestem rozgoryczona i zawiedziona tą cała sytuacją. Jak by to pięknie ubrać w słowa, to jedyne, co mi przychodzi do głowy to, że jak to się mówi „zostałam z ręka w nocniku”, to tak delikatnie a tak w ogóle to powiedziałabym inaczej, ale się hamuje, chociaż tutaj.

W każdym razie przy najbliższej okazji znowu zapytałam mamę czy mogłabym przyjechać, wtedy dopiero wyszło całkowicie szydło z worka, czyli, że jak najbardziej, no niby tak, ale Arek też tu mieszka. Pytam, dlaczego, jakim prawem, ile można tolerować prawie 40-letniego nieroba ( zaznaczam na swoje własne życzenie nie ma pracy) Sam idąc na dno ciągnął wszystkich po kolei za sobą, ile do cholery można pomagać. Rozumiem ze to niby mój brat i już wcześniej tysiąc razy pisałam o tym, pomagałam ja, pomagał Paweł, pomagaliśmy, chcieliśmy zrozumieć itd. itp. Po to tylko żeby potem usłyszeć w podziękowaniu sformułowania na nasz temat tylko po „łacinie „ Do tego wszystkiego mieszkanie jest w połowie moje, i ja nie mogę nawet przyjechać do matki i się zatrzymać. Mama stwierdziła, że wymyślam i, że ja się czepiam znowu, mało mnie nie trafiło, ona nigdy nic nie zrozumie.Mieszkanie odnowiliśmy, wysprzątaliśmy, on się zrzekł wszystkich prawa do niego za pieniądze, które ja pożyczyłam z banku i spłacam do dzisiaj jeszcze część kredytu. Teraz znowu jak coś mu nie wychodzi to biegnie do mamy, to jest chore, dobra nie będę o tym pisać, bo na samo przypomnienie mi się krew gotuje.

Postanowiłam nie zatrzymywać się u mamy (chciałam tylko mamę odwiedzić) miałam zamiar gdzieś indziej się zatrzymać, ale gdzie, myślałam o Magdzie ( byłej żonie brata), ale nie chciałam jej zawracać głowy, znajomi – wszyscy z dziećmi i małymi mieszkaniami, na pewno by mnie przyjęli, ale stwierdziłam, że nie będę im się ładować na głowę. Został hotel, śmiechu warte, za ile, gdzie, wszystkie jakby nie patrzył są drogie. Znajomi jak się dowiedzą to pomyślą, że Pani z Niemiec przyjechała i w hotelu mieszka zamiast pojechać do matki. Bolało mnie to i boli mnie to cholernie do dzisiaj, gdyby ojciec żył, nigdy by to tego nie doszło, tak myślę

Zaczęłam szukać tego nieszczęsnego hotelu, przypadkowo dosiedziałam się też, że ludzie wynajmują mieszkania na 2, 3 dni.Ceny takie, że ta podróż będzie mnie kosztować, ale jechać postanowiłam już wcześniej tylko data nie była jeszcze dokładnie znana. Miałam załatwić parę spraw w Polsce, chciałam iść na grób taty, załatwić zaświadczenie, że Ania była ochrzczona, potrzebne do Pierwszej Komunii Świętej tutaj i parę innych spraw. Do tego jeszcze miałam odebrać szczeniaka Yorka od koleżanki, a zarazem naszej sąsiadki z dołu Sylwii, Dziewczynki od dawna chciały mieć pieska, długo się do tego przygotowywaliśmy się, zastanawialiśmy się nad tym, ale jednak postanowiliśmy, że pieska weźmiemy.

W końcu doszliśmy do wniosku, że jak mam płacić za hotel takie pieniądze za jedynkę to lepiej jak pojedziemy wszyscy razem, czy to się bardziej opłacało, też nie, ale chociaż byliśmy wszyscy razem.

I pojechaliśmy …

 

images