4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx

 

Na zbity pysk…

Goodbye

Skończyła się przygoda z Pflege, z opieką nad starszymi . Fakt faktem ,że sama myślałam często o odejściu z firmy ,często się zastanawiałam nad tym i trochę się nawet rozglądałam . Niestety z braku czasu poszukiwania kończyły mi się na rozglądaniu . Teraz będę mieć więcej czasu. W piątek 18 września miałam spotkanie z szefem , w końcu wyczekane , przyjechałam przed czasem ,jeszcze go nie było wiec poszłam do biura po grafik . Nie było go , w innych przegródkach grafiki tylko w mojej nie ,dziwne pomyślałam , troche mnie to zdziwiło ,ale pierwsza myśl ,ze znowu szef będzie chciał wprowadzić zmiany w moim grafiku i przyszły  tydzień może wyglądać inaczej niż wcześniej myślałam. Nie przejęłam się tym jednak za bardzo , właśnie dlatego tez mieliśmy porozmawiać . Czyli co dalej ze mną , bo umowa kończy mi się ostatniego października , jak z czasem pracy , godzinami i innymi tego typu zagadnieniami .

Przyszedł , była z nami też przełożona , zastępczyni szefostwa gdy ich nie ma , szefowej z nimi nie było ( podobno chora ). Zapytałam niczego nie podejrzewając , co z moim grafikiem , w odpowiedzi usłyszałam ,że zaraz wszystko wyjaśnimy .Nie miałam najmniejszych przeczuć w tym momencie. Usiedliśmy i wtedy szef powiedział ,że nie mają zamiaru mi dać umowy na stałe w firmie i ,że kończymy współpracę oraz że dzisiaj nie muszę już jechać do pacjentów. Do końca października odda mi urlop oraz wszystkie nadgodziny !

Przez chwilę patrzyłam na niego , powiem zatkało mnie , wszystkiego się spodziewałam , trudnej rozmowy jeśli chodzi o czas pracy itd. ale w tym momencie nie tego . Praktycznie nie było z nim specjalnej rozmowy , od razu szybko chciał to zakończyć i tyle . Wtedy się wkurzyłam ,oczywiście nie okazałam tego ale nie miał żadnego dobrego powodu ,żadnego takiego mi nawet nie podał oprócz pierdół typu , maż ma dziwne zmiany i on nie wie jak mi grafik dostosować , że dzieci i problemy różnego rodzaju ,same jakieś bzdury , szkoda gadać . W odpowiedzi powiedziałam mu ,że jest mi przykro ,że podjął taką decyzję bo jeszcze parę dni temu mówił co innego , przynajmniej z jego rozmowy doszłam do takiego wniosku . Po drugie nie jest  tak jak on twierdzi , oczywiście moim zdaniem. Zawsze przychodzę do pracy  nawet jak ostatnio oboje z mężem  mieliśmy popołudniówki to nic nikomu nie mówiłam tylko musiałam zostawić dziewczyny same w domu na parę godzin , zazwyczaj 3 do 4 ,ale zawsze jednak się myśli czy wszystko ok. Oczywiście zdarza się zachorować ,ale nie  ja jedna i nie ostatnia choruję . A tylko „dzięki” tej firmie miałam operację kręgosłupa, tego akurat  nie powiedziałam . Powiedziałam natomiast  ,że sądzę że powodem nieprzedłużenia  mi umowy, jest to ,że miałam  wypadek ( związany z pracą i dzięki pracy ),że to jest główny powód . W każdym razie rozmowa była krótka , moje dwa lata pracy , ciężkiej pracy , starania  się i poświęcania, dwa lata w tej pracy zostały podsumowane praktycznie w 10 minutach .

Głupia byłam i naiwna , myślałam że moja praca jest ważna , potrzebna , lubiłam nawet wcześniej pracę przy starszych osobach .Chociaż od czasu wypadku wiele się zmieniło , praca nie sprawiała mi  satysfakcji , dlatego tez myślałam o odejściu .Czułam się niedoceniana w firmie , miałam do nich wewnętrzny żal, między innymi za to że mnie przenieśli z domu opieki na jazdy do pacjentów ( wtedy mam mniej godzin ) Chciałam jednak inaczej to rozwiązać  , jeśli miałoby dojść do zwolnienia z mojej strony to chciałam to załatwić inaczej , kulturalnie ,poprosić o referencje itd..Teraz to już mi nawet na tych referencjach nie zależy ! Nie wiem , nie było po co się starać i tak tego nie docenili.

Staram się tym nie przejmować ,ale jak przypominam sobie ten piątek to jestem wściekła , zawiedziona , wkurzona !Do opieki już nie pójdę, poszukam czegoś innego najlepiej w moim zawodzie , albo może jednak florystyka :)

 

Zrzut ekranu 2015-02-12 o 17.23.23

Szara rzeczywistość

Znowu 2 tygodnie się zbierałam do pisania, dosłownie codziennie, ale nie mogłam, jestem zła przez to wszystko. Zdecydowałam się w końcu na zabieg na żylaki, przekładała go już dwa razy. Obawiałam się trochę, co z pracą, miałam najpierw powiedzieć szefowi o tej operacji, ale potem zdecydowałam, że lepiej nic nie mówić tylko iść na zwolnienie. Nie warto tu być za bardzo prawdomównym w tych w sprawach, szczęśliwi jednak nie byli.

8 grudnia byłam już u lekarza, zrobili mi resztę badań, a 9 miałam zabieg, bałam się najbardziej narkozy, że się nie obudzę, momentalnie odleciałam po podaniu, obudziłam się obolała, ale było ok. Noga bolała mnie bardzo, najbardziej udo, było całe sine i do teraz jeszcze jest. Szwy ściągnęli mi w tym tygodniu i nawet nie jest tak źle, jak obawiałam się na początku. Jeszcze parę dni i do pracy a dokładniej powrót do pracy w Wigilię, pracuję w święta Bożego Narodzenia, ale to nic nie szkodzi. Święta już nie będą takie jak kiedyś, nic już nie będzie jak kiedyś. Tylko dla dzieci jest radość i to mnie cieszy.

Byliśmy dzisiaj w JC, ale niestety faceta, który będzie zajmował się naszą sprawą nie ma i mam dzwonić dopiero 29 grudnia umówić się na termin dopiero u niego, a już się rano ucieszyłam jak usłyszałam, że go nie ma w pracy, ostatnio jak byliśmy w listopadzie to nawet wniosku nie chciał przyjąć, tylko mnie odesłał do Familienkassy.Nic nie mogłam zrobić, można gadać, prosić i jak do ściany. Jednak musiałam najpierw napisać do Familienkassy i właśnie w tym tygodniu dostałam decyzję, że mi nie pomogą, poszłam wczoraj jeszcze do faceta z Wohngelgu i niestety te dwa dodatki muszą być zawsze w parze, ( Kinderzuszlag i Wohngeld) i niestety musimy jednak do JC, więc dzisiaj byliśmy i znowu nic niezałatwione. Wszystkie sprawy są tu przeciągane w nieskończoność, wydaje mi się, że jest tu większa biurokracja niż u nas. Jak to się mówi „ Cudze chwalicie swego nie znacie „ I to prawda, gdyby Paweł miał prace nie musielibyśmy się płaszczyć przed JC, ale jeszcze jak na razie nie może normalnej znaleźć i oczywiście język, od 5 stycznia na kurs idzie.

Jakoś wszystko musi się ułożyć. Boje się, co ten z Jop Center wymyśli?

Nie poddam się :)

Tyle się dzieje ,że sama nie wiem od czego zacząć , ciągły brak czasu itd. Czekam na Pawełka , wraca z Polski , martwię się bo wiem ,że jest zmęczony tym wszystkim , Wczoraj zawiózł mamę do Polski , źle wszystko źle , wszystko poszło nie tak . Za bardzo chciałam wszystkich uszczęśliwić na siłę  jak zawsze , a potem wychodzi , że to moja wina .

Mam lekkiego doła , sama zastanawiam się czy jest to coś poważniejszego jeśli chodzi o moje zdrowie psychiczne , czy poprostu  jestem przemęczona i zestresowana wydarzeniami ostatnich miesięcy , dokładnie 3 miesięcy , chociaż wszystko zaczęło się dwa lata temu . Kurcze totalnie momentami czuje się wypalona , po czym po chwili tak jak np. teraz – wiem ,że wszystko mi się uda . Do cholery nie mogę się teraz poddać , tak dużo już nam się udało osiągnąć .Wracając jednak do tematu. Udało nam się i jesteśmy w końcu razem w Niemczech , teraz nie całkiem razem , bo mama właśnie wróciła do Polski :(

Zawsze jest za wcześnie :(

 

Dzisiaj urodziny taty , powinny być ale ich nie ma
Taty też już nie ma , została tylko pamięć po nim
Brakuje mi go ,żałuje ,że tak mało czasu mieliśmy ciągle dla siebie , nawet na kawę
Dzisiaj miałby 63 lata ;(

Śnił mi się w tym tygodniu dwa razy :
Myślałam dużo o tacie ,że go już nigdy nie zobaczę a tak bardzo bym chciała
Powiedzieć mu jeszcze tyle rzeczy :(
1. Usnęłam , we śnie byłam w mieszkaniu ,wychodziłam z pokoju dzieci , w przedpokoju obok pokoju mamy stał tata , zapytał mnie ;

- Widzisz mnie ?, Czy teraz mnie widzisz?

Byłam zszokowana a zarazem szczęśliwa , nawet we śnie miałam jednak świadomość, że tata nie żyje .

Zapytał mnie znowu :

- Widzisz mnie teraz?

-Tak widzę Cie tato , odpowiedziałam  i podbiegłam do Niego ,

przytuliłam się do Niego mocno , cieszyłam się ,że jest .

Był młodszy przynajmniej o 20 albo 25  lat , bardzo dobrze wyglądał , miał gładka i zdrową cerę, miał także piękne czarne , bujne , zdrowe i błyszczące włosy , bardzo gęste. Dotykałam tych włosów , gładziłam go po głowie tak samo jak wtedy gdy umierał ,ale teraz miał włosy bardzo piękne . Powiedziałam do taty , skąd takie piękne włosy .

A on się zaśmiał i powiedział – Odrosły mi .Byłam szczęśliwa w tym śnie.

Obudziłam się , tak bardzo było mi przykro ,że to tylko sen , ale czułam w tym śnie takie ciepło i  pozytywną energię .Tak bardzo chciałam zobaczyć tatę ,że przyszedł  mi pokazać że jest dobrze.

2. Dwa dni temu znowu miałam sen:

Wychodziłam z jakiegoś pomieszczenia , nie wiem gdzie , miałam już zamykać drzwi , w kącie tak jakby pokoju , czy hali , na pewno było to pomieszczenie bez mebli ,ale była zasłona , nie była ona jednak zaciągnięta na całym bardzo dużym oknie .

W kacie coś się poruszyło za zasłoną .

Zapytałam bardzo spokojnie :-Kto tam jest ? Wyjdź stamtąd , pokarz się

Coś przemieszczało się pomału za zasłoną , było widać kształt człowieka , cały czas mówiłam  – Pokarz się ! Nawet specjalnie nie czułam strachu , trochę tak ,ale wiedziałam ,ze muszę to zobaczyć

Coś za firanka nabierało kształtów , wydawało mi się ,że to tata ,ale nie byłam pewna.Zasłonka się skończyła , tyłem stał mężczyzna , był ubrany jak tata , wyglądał jak tata , wystraszyłam się trochę , bałam się ,że jak się obróci to zobaczę coś strasznego. Tak myślałam we śnie, bałam się ale jednocześnie chciałam zobaczyć .Nagle obrócił się bardzo szybko , to był Tata  , wyglądał dokładnie tak jak przed chorobą . Podbiegł do mnie bardzo szybko  jakby nie miał czasu , złapał mnie za rękę i coś mi szybko dał do ręki , coś okrągłego jakby kompas , zegarek nie mam pojęcia co to było . Jego ręka była bardzo ciepła , normalna.

Powiedział : – Zapomniałem Ci tego dać i sen się urwał .

Cieszę się ,że chociaż we śnie mogę go zobaczyć , przytulić , porozmawiać . Sprawdzałam w senniku co to może oznaczać,ale wiele z tych internetowych tłumaczeń snów to po prostu bzdury. Wiem ,że tacie jest dobrze , nic go nie boli ,a ja po prostu tęsknie za nim , niekiedy mam doła i wiem ,że TATA  mnie wspiera .

Dzisiaj rocznica urodzin taty : 63 lata – Zawsze jest za wcześnie :(

Pożegnanie

 

 

 

 

Bardzo trudno mi wracać do tego dnia, trudne, smutne wspomnienia.

Przyjechała rodzina z mazowieckiego, dla babci to był naprawdę duży wyczyn.Wszyscy jej odradzali wyjazd, miała 83 lata, ale ona musiała przyjechać .Nie chciała zostawić swojego ukochanego syna samego, bez pożegnania.Czekałam na nich, stałam na schodach, gdy podjechał samochód.

Byłam bardzo przejęta, bałam się tego spotkania, sama już byłam u kresu wytrzymałości, a wiedziałam, że to będzie bardzo trudne spotkanie. Babcię widziałam ostatnio jak miała 80 lat, był wtedy cały zjazd rodziny na te urodziny. Było bardzo fajnie wtedy, byliśmy wszyscy, a że ja zajmuję się genealogią od paru lat to byłam bardzo zadowolona z tego spotkania rodzinnego. A teraz zobaczyłam babcię jak wysiada z samochodu, bolały ja nogi, szła pomału, miałam ściśnięte gardło, nie mogłam nic powiedzieć.Dusiłam wszystko w sobie, bałam się, że wybuchnę płaczem.

Rzuciliśmy się sobie w ramiona, jak ona musiała się czuć chowając syna, tak bardzo zawsze była za tatą, mi było bardzo ciężko, ale nie wyobrażam sobie jej cierpienia.

 

Spotkanie było trudne, na drugi dzień miał już być pogrzeb

9 marca – bardzo ciężki dzień nas czekał

 

 

-Pożegnanie -


Poszliśmy do kaplicy na cmentarz, już dochodząc do cmentarza  miałam nogi jak z waty, bałam się, że nie dam rady być na pogrzebie

Ale myślałam o Tacie i tak jak zawsze mu powtarzałam w chorobie:

-Damy radę tatusiu

To teraz cały czas o tym myślałam

-Dam radę tato żeby Cię pożegnać

 

Byliśmy pierwsi, mieli być w kaplicy tylko najbliżsi

Powiem szczerze, chciałam być tam sama z tatą

Żeby jeszcze chwilkę z nim pobyć, żeby inne oczy na mnie nie patrzyły, na moją rozpacz

Podtrzymywałam mamę, bałam się żeby nie dostała histerii, tak jak na pogrzebie jej mamy się zdarzyło.

Ale wtedy był tata na pogrzebie i ja wspierał.

Teraz tylko ja musiałam dbać o to żeby w ostatniej drodze taty, mama czegoś głupiego nie zrobiła

Rano wzięła tabletki, była w miarę spokojna, ale właśnie tego jej spokoju się bałam, że w najmniej spodziewanym momencie może wybuchnąć.

Stał karawan, nie mogłam uwierzyć, że tam leży tata, wyciągnęli trumnę i zaczęli wnosić do kaplicy.

Właściciel firmy pogrzebowej zapytał mnie czy otworzyć trumnę, patrzyłam na niego i nic nie umiałam odpowiedzieć. Pawełek powiedział żeby otworzyli.

Mój kochany tata, leżał tam ……

Wyglądał jakby spał, tak jak leżał w domu, jedyne, co się zmieniło to, że za życia, gdy był zdrowy miał więcej włosów, a teraz miał ich bardzo mało, ale wyglądał dobrze.

Byłam przy tacie, dotknęłam jego dłoni, praktycznie cały czas trzymałam rękę na jego splecionych dłoniach. Chciałam go przytulić jeszcze raz, ale nie wiedziałam czy powinnam to zrobić, czy wypada, wiem, że to głupie, ale nie chciałam robić przedstawienia przed rodziną

Głaskałam tatę po głowie, tak samo …

 

Bardzo ciężko mi teraz, pisze to wszystko i płacze, płacze i pisze

Ale dam radę, nie chce już płakać, ale łzy same mi lecą.

Wspomnienia są jeszcze takie żywe  

 

Tak samo, gdy leżał w chorobie głaskałam go po głowie, tak i teraz nie mogłam po prostu przestać, chciałam przestać, ale nie mogłam.

Cicho szeptałam do niego

-Śpij tatusiu, spij już nie cierpisz

-Kiedyś się spotkamy

Mama stała po drugiej stronie trumny, niekiedy siadała na krześle, które ktoś jej podstawił, powtarzała cały czas tylko:

-Dlaczego, obudź się proszę, obudź się

Musiałam podejść do mamy, przytulić ja i uspokoić

Sama potrzebowałam tego samego

Ale nikogo nie było, kto mógłby mnie przytulic

Pawełek też gdzieś mi zniknął, nie wiedziałam czy był w kaplicy, czy z niej wyszedł na chwilę. Babcia siedziała, patrzyła na swojego syna i kiwała głową, nie wierzyła, nie wierzyliśmy.

Wróciłam do taty i dalej go głaskałam po głowie, zawsze go to uspakajało, gdy leżał chory, wtedy usypiał spokojnie.

Zmówiliśmy wszyscy różaniec, już wcześniej go mówili, ale ja byłam jakby nieobecna, nic nie słyszałam, wiedziałam tylko, że muszę godnie pochować tatę, że muszę się zaopiekować mamą. Wtedy myślałam o nich.

Powiedzieli mi, że muszą już zamykać trumnę., bałam się

Nie zobaczę już taty, schyliłam się i pocałowałam go w głowę

 

 

-Pogrzeb-

 

Pojechaliśmy do kościoła, nie mam pojęcia, kto był na mszy, na pogrzebie

Wiem tylko o najbliższej rodzinie i kolegach taty, ale wtedy nic nie widziałam.

Siedziałam w ławce i chciałam żeby to się już skończyło, żeby dali już tacie odpocząć.

Nie pamiętam mszy, pamiętam tylko trumnę na środku kościoła i wieńce na niej

I cały czas myślałam, co się dzieje

DLACZEGO!!!

Patrzyła na krzyż i czułam wtedy złość, nie chciałam tego, ale tak czułam.

Miałam pretensje do Boga i wiele pytań

Ale bez odpowiedzi

 

Msza się skończyła i poszliśmy w kondukcie na cmentarz

Pochowaliśmy tatusia.

 

TAK BARDZO MI CIĘ BRAKUJE TATO

 

Pamietam o Tobie tato

„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”


ks. Jan Twardowski

 

 

 

 

Ś.P.

DLA KOCHANEGO TATY

ur.04.04.1951

Zmarł 5 marca 2013 roku

Pochowany 9 marca 2013 roku

 

„ …Dziś moja duszę w ręce Twe powierzam,

Mój Stworzycielu i najlepszy Ojcze.

Do domu wracam ,ja strudzony pielgrzym,

A Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem.

Tułaczka moja dobiegła kresu ,

Dla moich oczu słońce ziemi zgasło .

W Tobie mój Panie , znajdę pokój wieczny.

Ty będziesz dla mnie niegasnącym światłem .”

 

 

 

 

11 miesięcy bez Ciebie Tato

Pamiętam

„Ci, których kochamy nie umierają nigdy, bo miłość, to nieśmiertelność”

Emily Dickinson

DLACZEGO !!!


 

Zbliżał się ten straszny dzień, to jakiś koszmar, sen, z którego nie mogłam się zbudzić, to jest niemożliwe. TATA ODSZEDŁ, on taki silny, odporny, nic nigdy go nie złamało, choroba się go nie imała, omijała go z daleka. Teraz tak nagle i znienacka dopadła go, gdy właśnie teraz znalazł chwilę dla siebie, chciał zając się wnuczkami, chciał mi pomoc, gdy będę musiała jechać do Niemiec do pracy. A tu, co, jedna pieprzona diagnoza, jedna za dużo, wszystko zostało przekreślone, wszystkie plany, i nie myślę tu tylko o sobie, myślę o planach taty, bo miał takie, chciał odpocząć powiedział. Jeszcze przed chorobą, dwa tygodnie wcześniej raptem powiedział:

-Ile będę robił, czas odpocząć

I to taki odpoczynek, gdzie sens tego wszystkiego, DLACZEGO!!!

Zbliża się rocznica śmierci taty, jadę do domu na koniec lutego, mam nadzieje, że szef nie zablokuje mi wyjazdu, wie ze zależy mi na tym bardzo. Zbliża się rocznica, już 5 marca będzie rok, a dla mnie to tak jakby było wczoraj, pamiętam wszystko tak dokładnie, po prostu niemożliwe, że czas tak szybko płynie.

6 marzec2013

Rano się obudziłam, nie, niemożliwe, to nie mogło się stać, miałam krótki sen, głaskałam tatę po głowie, była cała wilgotna i zimna od potu. Obudziłam się ,w ręce ściskałam jego zegarek, pękła bransoleta, musiałam w nocy chyba za mocno ścisnąć . Tak jak z nim usnęłam, tak samo się obudziłam. Musiałam pojechać z Pawełkiem do zakładu pogrzebowego, chciał to załatwić sam, ale powiedziałam, że pojadę, nie wiem skąd miałam silę . Działałam jak we śnie, jakbym to nie była ja,jakby było nas dwie, jedna w rozpaczy i druga, twarda i silna. Sama niekiedy zastanawiam się nad tym, dlaczego niekiedy jestem taka rozdarta, że nie wiem sama, jaka jestem.Nie brałam żadnych leków, oprócz ziołowych tabletek na uspokojenie, mama siedziała w pokoju, była załamana, zabrakło taty i nie wiedziała, co dalej, co będzie, wiem, że była na tabletkach, bo przecież miała od lekarza.Dziewczynki bawiły się spokojnie w dużym pokoju, nie wiedziały jeszcze, że dziadek umarł, i nie mogły się dowiedzieć, że stało się to w ich pokoju. Kochane dziewczynki, gdy dowiedziały się, że dziadek jest chory, od razu się zgodziły, żeby dziadek leżał u nich w pokoju, a same były w małym, ciasnym pokoiku. Było im ciasno, ale nigdy nie narzekały, dużo mi też chciały pomagać przy dziadku. Naprawdę kochane dziewczynki.

W firmie pogrzebowej zorganizowali wszystko perfekcyjnie, coś tam mówili, Pawełek wszystko załatwił, pytali o trumnę, nie wiedziałam, o czym oni do mnie mówią.Byłam tam, ale jednocześnie zastanawiałam się, dlaczego tam jestem. Zabraliśmy ze sobą ubranie taty, garnitur, który tak lubił i koszulę w delikatnym odcieniu fioletu, bez krawatu, nie lubił krawatów.Zawsze jak były jakieś uroczystości, czy np. wesela to pierwsze, co robił to ściągał krawat, bo go uwierał, wiec zdecydowałam, że nie będzie krawatu. Chciałam dać tacie zegarek, ale powiedzieli, że takich rzeczy i złota się nie daje, wiec zabrałam ten zegarek  i pomyślałam sobie, że ta pamiątka po tacie mi zostanie.

Dzień wcześniej, w nocy, gdy tata zmarł, gdy czekaliśmy, kiedy przyjedzie ktoś z zakładu pogrzebowego, poszliśmy z Pawełkiem zapalić na dół na klatkę , zadzwoniłam wtedy do Arka, okazało się, że był w mieszkaniu rodziców z kolegą, popijali sobie, tak, koledzy są dla niego bardzo ważni, byłam tak załamana, że nawet nie miałam siły się wściec. Powiedziałam mu, że tatuś odszedł, nie wierzył, popłakał się, ale powiedział, że nie może przyjechać, bo ma na drugi dzień wizytę w bezrobotnym. Dobre sobie, co on bredził, dostałby zaświadczenie o śmierci taty i sprawę można było załatwić. Wiem, że był już wypity, miałam dosyć jego spotkań z kolegami w mieszkaniu rodziców, robienie meliny z mieszkania.Tata tak ciężko pracował, żeby te mieszkanie kupić i jeszcze został kredyt do spłacenia.Powiedziałam mu o tym, że nie chcę go tam widzieć z kolegami.

Po załatwieniu spraw w zakładzie pogrzebowym, pojechaliśmy do mieszkania rodziców, od razu jak weszłam to się wściekłam, w dużym pokoju porozwalane łóżko z betami, nie wiem, kto tam spał, w pokoju gdzie przebywał brat, półleżał jakiś chłopak, brat tez był. Nakopcone, nabałaganione. Kategorycznie powiedziałam: NIE, nie w tym mieszkaniu, kazałam im się wynosić, powiedziałam mu, że nawet dzień po śmierci taty nie potrafi zachować się normalnie. Powiedziałam, że jak załatwimy wszystkie sprawy to wymieniam zamki i skończą się jego spotkania z kumplami. Kolega siedział cicho, nie odzywał się nic. Nie pamiętam, kiedy dokładnie zmieniliśmy te zamki, ale tak chyba jakoś po paru dniach.

Sny o tacie

Zaraz po śmierci taty miałam sen, późno w nocy zabrali tatę, byłam zrozpaczona i zmęczona, wypiłam trochę wina, chodziłam po domu jak otumaniona, Paweł nie potrafił mnie uspokoić. Położyłam się, obudziłam się nad ranem zapłakana z zegarkiem taty w ręku.

 

1.Noc odejścia taty

 

Śniło mi się, że siedzę na łóżku w dużym pokoju, jakieś osoby z naszej rodziny siedzą przy stole. Siedzę na łóżku a ja głaskałam kogoś po głowie, myślałam, że to któraś z moich dziewczynek, nagle głowa zrobiła się wilgotna od zimnego potu i chłodna, dalej głaszcząc spojrzałam w dół, przytulałam tatę, to była jego głowa.

Obudziłam się z płaczem.

 

2.Noc po pogrzebie

 

Zobaczyłam przed sobą przeolbrzymi ogród, był piękny, ale daleko, dużo drzew, kwiatów, takiego ogrodu jeszcze nie widziałam. Chciałam tam iść. W ogrodzie stali ludzie, ale nie razem, byli w różnych miejscach, tak porozstawiani, nikt nic nie mówił. Wszyscy byli daleko ode mnie, ale widziałam ich, w sumie to były jakieś postacie, nie pamiętam ich twarzy, ani w co byli ubrani i czy to były kobiety czy mężczyźni. Tata tez tam był, nawet nie tak daleko, był najlepiej widoczny, prawdę mówiąc był najbliżej, widziałam go bardzo dokładnie. Stał ubrany w swój garnitur, w którym go pochowałam. Uśmiechał się i patrzył w moja stronę. Zaczęłam krzyczeć do niego Tato, Tato, biegłam w jego stronę, ale ogród się nie przybliżał, czułam, że biegnę, ale nie mogłam dobiec do tego ogrodu, nie mogłam tam się dostać. Tata podniósł rękę i pomachał do mnie, uśmiechał się.Wszystko rozpłynęło się jak we mgle a ja obudziłam się krzycząc TATO!

 

3.Wiedziałam, że coś się wydarzy

 

Wracałam do domu z przedszkola, odprowadziłam tam Anusie, podchodząc już pod blok od strony balkonów, podniosłam głowę, mieszkamy na drugim piętrze. Nie wiem, czemu tam spojrzałam, po prostu podniosłam głowę i zobaczyłam tatę na szybie, nie wiedziałam czy jest w domu czy to jego jakieś odbicie na szybie. Wokół mnie nie było nikogo, cisza, nic się wokół nie działo, żadnych ludzi czy samochodów.Chciałam od razu biec do domu, do taty, ale pomyślałam szybko, że jak to zrobię to go tam może już nie być. Stałam i patrzyłam, działo się to wszystko bardzo szybko, zawołałam do niego

-Tato, tato, co ty tam robisz

A on nic nie odpowiadał, był w tym oknie, a prawdę mówiąc był na tej szybie, jakby odbicie w lustrze. Widziałam całą postać, potem to jakoś szybko się zmieniło i powiększyło i był widoczny inaczej. Nagle znalazłam się na moim balkonie przy tacie, pytałam tato, co się stało, dobrze, że jesteś, wszystko było bardzo dziwne. Tata uśmiechał się trochę, ale jakby z bólem, miał z jednej strony opuchniętą twarz, pytałam go, co się stało, chciałam go przytulić.

 On spojrzał na mnie i powiedział:

-Nie płacz już tyle, wszystko jest dobrze

- nie płacz, bo jest mi ciężko odejść

Obudziłam się

 

4.Telefon od taty

 

Zadzwonił telefon, szybko spojrzałam na wyświetlacz, dzwonił tata, pomyślałam jak on dzwoni, przecież tata umarł. Odebrałam i usłyszałam jego glos, bardzo wyraźny, naprawdę z nim rozmawiałam, pytał:

-Gdzie mama, co się dzieje

- Mama jest u nas tato, gdzie jesteś, odpowiedziałam

- Jak to u Was, a co ona tam robi, wracam z pracy, nikogo nie ma w domu, nic nie ma gdzie jest samochód

Byłam bardzo zdziwiona, zszokowana

-Tato, mama jest u nas, ty nic nie wiesz? Nie wiesz, co się stało?

- A co mam wiedzieć, wracam z roboty a tu nic nie ma – odpowiedział tata

I dalej

- Dobra zaraz przyjadę do Was

-Ale jak przyjedziesz, kiedy?

-Za jakąś godzinę będę, przyjadę tramwajem, bo nie ma samochodu, wszystko dobrze, zaraz będę

Obudziłam się, sen był bardzo realistyczny, naprawdę byłam pewna, że rozmawiam z tatą.A samochód faktycznie zabraliśmy, i mama mieszka u nas do dzisiaj.Mieszkanie, w którym rodzice mieszkali stoi puste, jest umeblowane do wynajęcia, ale bardzo trudno jest nam je wynająć.

Raz jeden chłopak wynajął, mieszkał 2 miesiące, jak na złość wszystko zaczęło się psuć, piec od centralnego wysiadł, światło na przedpokoju i nie była to wina żarówki plus inne drobne usterki. Chłopak się wyprowadził. Teraz wszystko jest sprawne

 

5. Tata na mnie krzyczy

 

Zobaczyłam tatę w trumnie, ubranego w garnitur, trumna była w pokoju, w którym leżał chory, była ustawiona w pozycji pionowej pod ukosem do tyłu jak na wystawie, jakby była na jakimś podwyższeniu, ale była oparta na jakimś meblu chyba o biurko. Tata leżał, miał zamknięte oczy, zbliżyłam się do niego, nagle otworzył oczy i strasznie krzyczał, był to jeden bardzo długi, przerażający krzyk.

Otworzyłam oczy, wtedy pomyślałam, że tak właśnie krzyczał w duszy, gdy leżał bezsilny w pokoju, wtedy, gdy już nie mógł mówić.

 

6.Brat

Tego snu, nie wiem, dlaczego nie pamiętam dobrze, zazwyczaj wszystko bardzo dobrze pamiętam, a tu jest bardzo zamazany. Pamiętam tylko, że tata byl w domu, siedzieliśmy przy stole, podobna sytuacja, gdy tata żył miała miejsce w domu rodziców. Siedzieliśmy w tym śnie przy stole i tata tak jakby miał żal o Arka, że go niby zostawiłam, że tak jakby mu chodziło o to, że mu nie pomagam, nie wiem dokładnie. W każdym razie powiedziałam, że nic już dla niego nie mogę zrobić, co mogłam już zrobiłam, pomocy on nie chce. Nie pamiętam teraz tego dokładnie, może kiedyś mi się przypomni.

Niekiedy zdarza mi się, że przypominam sobie wszystko później.

 

To niektóre ze snów, które mi bardzo utkwiły w pamięci, były tez inne krótkie, jak migawki, ulotne chwile.Ostatnio tata mi się nie śnił.

 

Ciekawe, co z zegarkiem taty, ciekawe czy mama go przyniesie do domu z powrotem.