Świeta Bożego Narodzenia

 

boze-narodzenie

Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam w bardzo spokojnej i rodzinnej atmosferze . Rodzinnej bo byliśmy razem , spokojnej bo tak naprawdę nic się nie działo . Byliśmy w domu, z nikim się nie spotykaliśmy , nigdzie nie wyjechaliśmy . Mieliśmy pojechać do Halinki za Dortmund ,ale jazda ponad 200 km tam i z powrotem . Nie mieliśmy jakoś ochoty na wyprawę . Wcześniej oni mieli do nas przyjechać , jednak Halinka wolała żebyśmy to my przyjechali do nich . W zeszłym roku byliśmy u nich i chcieliśmy żeby w tym roku Święta spędzić u nas .Zostaliśmy jednak w domu . Paweł jak zawsze wszystko super przygotował, ja byłam jeszcze w Wigilię na rano w pracy  . Pod tym względem nie mogę narzekać , wszystko przygotował z dziewczynami do Wigilii .Dzień wcześniej miałam zrobić ciasto ,też nie zdarzyłam bo Paweł zrobił :)

Wcześniej myślałam o przyjeździe mamy na Święta , zapraszałam ją do nas ,ale  z tymi jej problemami gastrologicznymi stwierdziła ,że nie da rady jechać całą noc autokarem . Po drugie bała się ,że się gdzieś zgubi albo że ją ktoś napadnie .W sumie to  sama tak daleko nigdy nie jeździła. Może następnym razem albo na Wielkanoc. Wszystkim złożyliśmy życzenia telefonicznie.Szkoda tylko ,że babcia Pawła ,już nie zachowuje się tak jak kiedyś , nawet nie rozmawia z Pawłem przez telefon. A przecież był jej ukochanym wnuczkiem . Wszystko przez te ich konflikty pożyczkowe , kredytowe , jeden drugiemu pożyczał lub podżyrował pożyczki ,aż te błędne koło doprowadziło do tego ,że wszyscy się pokłócili z rodzeństwa ojca Pawła. Babcia nie rozmawia z synem to i z wnuczkiem przestała. Nie rozumiem tylko gdzie my jesteśmy winni.

Ogólnie Święta były bardzo spokojne , jak co roku praktycznie , od 4 lat nic się nie zmienia. Święta przestały mi się kojarzyć z radością Bożego Narodzenia . Cały czas pamiętam Święta 2012 gdy tata był prawie umierający i w Wigilię wzywaliśmy księdza do taty. Dla mnie Święta były spokojne i smutne . Jedynie mogę cieszyć się z obecności dzieci i Pawła, mamy siebie i to daje mi siłę do dalszego działania . Żałuję tylko ,że nie byłam w Święta w kościele , pierwszy raz  (oprócz Świąt gdy tata był chory ) to mi się zdarzyło . Nie czułam zbyt wielkiej  potrzeby pójścia, ale chciałam pojechać z dziećmi i Pawłem do kościoła . Dziewczyny się uparły i nie chciały jechać , przecież nie będę ciągnąć ich na silę do kościoła . Pawłowi też się nie spieszyło . Teraz już za późno na gorzkie żale bo się już stało ,ale powinnam była postawić na swoim i powinniśmy byli jednak pojechać .Może właśnie dlatego Święta były takie , że mi czegoś brakowało.

Kontakty z rodakami też  nie wychodzą nam najlepiej. Albo ich nie ma , albo jeśli niekiedy są to naprawdę  lepiej sobie niektóre kontakty darować. Nie wiadomo kiedy ktoś mówi prawdę a kiedy kłamie  i te ciągłe kombinowanie jak wykorzystać system , pomoc socjalną itd. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje pomocy to rozumiem, że taka pomoc jak najbardziej jest potrzebna . Wkurza mnie jednak jak ktoś w ogóle nie ma ochoty iść do pracy  , tylko korzysta z pomocy Państwa i narzeka ,że mało .

***

Udało mi się zdać Egzamin na B1 . Jak dostałam wiadomość i dyplom to sama byłam zaskoczona jak dobrze mi poszło. Nie wiem czemu sama niekiedy nie wierzę w swoje możliwości

 

Aż 3 lata bez Ciebie Tato !

umrzeć za wcześnie ostatnie pożegnanie

 

Trzy lata minęły Tato bez Ciebie , zbyt szybko płynie ten czas. Pamiętam codziennie o Tobie w modlitwie ,chociaż zastanawiam się często czy tam gdzie jesteś jest coś co nas wszystkich czeka czy po prostu tylko wierzymy ,że coś tam jest. Akurat w Święta Wielkanocne znowu naszły mnie takie przemyślenia o życiu ,egzystencji i co dalej .

***

Dopiero trzy lata temu mieliśmy komunie Wikusi,dwa miesiące po twoim odejściu,było nam wszystkim przykro i smutno bez Ciebie ,ale pamiętaliśmy tez o tym żeby ukryć nasz żal w sercach na ten czas .Bardzo nam brakowało Twojej obecności. Dlaczego to wspominam bo teraz znowu będziemy mieli komunie , naszej małej Ani w maju , wszystko już mamy przygotowane , tylko gości nie ma , za daleko teraz mieszkamy , może uda się Magdzie z Julką przyjechać. Znowu w tak ważny dzień nie będzie Cię z nami . Tak czekałeś na komunię Wikusi.

***

Dzisiaj wspominałyśmy Ciebie Tato , ja i dziewczynki, Ania chciałaby zostać lekarzem , Wikusia programistka gier :)nie można jej niekiedy oderwać od komputera .

nieśmiertelność

Zmiana może być tylko na lepsze

zmiana

Dwa tygodnie wcześniej ,wpadło mi w oczy ogłoszenie w gazecie o pomocy do sprzątania 12 godzin w tygodniu . Nie przeglądałam gazety z zamiarem szukania ofert , tak jakoś przypadkowo, ostatnio nawet nie miałam czasu na żadna gazetę o książkach nie wspomnę . W każdym razie odłożyłam gazetę z zamiarem zadzwonienia tam , nie zaszkodzi ,gazetę wtedy odłożyłam i zapomniałam na drugi dzień . Wtedy jeszcze nie wiedziałam że mój szef nosi się  z zamiarem nie przedłużania mi umowy. Zadzwoniłam dopiero po dwóch dniach  . Miałam już wyrzucić gazetę ,ale  przypomniałam sobie o ogłoszeniu i zadzwoniłam . Okazało się ,że ogłoszenie jest aktualne , spotkałyśmy się . Potrzebują pomocy do sprzątania domu i kwiaciarni . Chyba wtedy ogłoszenie spadło mi z nieba , nie wiedziałam jeszcze ,ze mój szef planuje się mnie pozbyć . Praca ma być oczywiście legalna ale niestety na Minijobs, może uda mi się  jeszcze załatwić umowę na innych warunkach . Byłam już parę razy u nich i na chwile obecna nie mogę narzekać . Najgorsze było jednak to ,że zastanawiałam się jak poinformować mojego szefa czy nie będzie miał nic przeciwko , jeśli podejmę dodatkowa prace na Minijobs .Chciałam i tak zmniejszyć godziny pracy w Firmie do 80-100 godzin lub nawet mniej .Dlatego już wcześniej próbowałam porozmawiać z szefem ale  akurat jak chciałam się spotkać na rozmowę to on wtedy nie miał czasu. Chciałam bardziej dostosować pracę do obowiązków domowych , więcej czasu spędzać  z Pawełkiem i dziećmi .Wtedy byłoby mi łatwiej , dlatego pasuje mi te sprzątanie,  tutaj mogę dostosować godziny pracy , tak jak mi pasuje .Zobaczymy co z tego wyjdzie , umowa jeszcze nie podpisana .Chciałam  spotkać się  z szefem ,oczywiście go nie było, jak zawsze ostatnio , porozmawiałam więc z zastępczynią. Tu mi mówi żebym sama  przekazała szefowi informację , po czym okazuje się gdy dzwonie do szefa ponownie ,że on już o tym wie. Oczywiście powiedział ,że nie ma nic przeciwko , że wszystko super i tak dalej. Tak powiedział we wtorek a w piątek mi podziękował za pracę .Myślę ,że to już planował jakiś czas , a jak mu powiedziałam o tej dodatkowej pracy to tylko ułatwiłam mu zadanie .

Oczywiście chciałabym robić coś innego , coś co lubię , coś co sprawia mi satysfakcję. Paweł mówi .że powinnam iść na księgowość , albo gdzieś w biurze przy papierach , bo w tym odnajduje się najlepiej :)Jednak nie znam na tyle języka ,żeby myśleć  tym , szkoła , szkolenia , na naukę nigdy nie jest za późno. Dlatego pomyślałam o florystyce ,także dlatego ,że akurat poznałam Tamarę i będąc u niej w domu ciągle natykam się na  jej obrazy , różnego rodzaju dekoracje wykonane przez nią lub przez jej pracowników , kwiaty ,kwiaty, mnóstwo kwiatów. Zawsze lubiłam takie rzeczy , sama mam sporo w domu różnych drobiazgów dekoracyjnych , koralików , piórek itp. rzeczy .Myślałam ,nie o jakimś dwu-trzy-dniowym kursie ale  o 1-2-letnim szkoleniu ,kursie . Okazało się że szkoła jest nawet niedaleko ,muszę tylko się dowiedzieć czy maja takie zajęcia .Zawsze lubiłam prace plastyczne , artystyczne , jakieś swoje pomysły , z dziećmi też kupujemy materiały potrzebne do przygotowania czegoś i robimy wtedy wszystko od podstaw sami .  Zobaczymy co czas pokarze , zmiany już nadchodzą . Mam nadzieję ,że uda mi się zrealizować w czym nowym.

 

50112d884b42c

 

1000 myśli na minutę

 

 

1371429053_oyvnum_600

 

  • Nic z tej sprzedaży nie wyjdzie chyba , sama nie wiem i zastanawiam się nad tym , w Polsce już dawno wszystko bym sprzedała.Ale zastanawiam się nad staniem cały dzień na targowisku i myśleniem sprzedam , nie sprzedam.Spróbuje jeszcze na E-bay, albo jakieś inne ogłoszenia . Co do zmiany pracy , to nie tak hop siup jednak ,nie jest tak kolorowo .
  • Wczoraj rozmawiałam z jedna babką która pomaga Polakom na obczyźnie, dowiedziałam się że jestem za stara na C&A , HM czy inne podobne tego typu sklepy , tylko młode dziewczyny , najlepiej z 20 stażem . Nie myślałam ,ze kiedyś to usłyszę .Trochę mnie to ruszyło ,ale mimo wszystko i tak złoże aplikacje .
  • Do starej pracy wracam w przeszłym tygodniu, nie mam pojęcia jak wszystko się ułoży, w każdym razie dźwigać nikogo z łóżek nie będę i nie mam zamiaru.Porozmawiam jeszcze z szefem w poniedziałek .Okaże się jeszcze co mi powiedzą w Klinice we wtorek , będę musiała wszystkiego się dopytać .
  • Chciałam pomóc ciotce w znalezieniu pracy tutaj , ale to nie takie proste , nie zna języka , co z tego że ma kwalifikacje ,bez języka klapa .Pytam w różnych miejscach , pisałam na forum i Echo . Ale ona tez powinna moim zdanie zgłosić się i pojechać przez firmę , jedyne wyjście dla niej w tej chwili ,o ile będą ja chcieli przyjąć bez języka.Zobaczymy jeszcze jak to będzie.
  • Dziewczynkom idzie coraz lepiej w szkole , Wiktoria super , mnie co chwile poprawia , pisze wypracowania , jest chwalona przez nauczycielki . Ania trochę gorzej, zapomina literek , problemy z czytaniem . Ale to moja wina , wtedy gdy powinnam ja uczyć czytania to mnie nie było w Polsce , teraz dlatego jest problem z czytaniem po niemiecku . Troche lepiej z czytaniem po polsku , ale trzeba się prosić żeby coś chciała przeczytać .Nie powinnam jej mieszać w głowie , ale musi się trochę nauczyć czytać po polsku.
  • Często mam dosyć  ich zachowania ,wiem że to  mądre i fajne dziewczynki , ale totalnie się niekiedy nie słuchają, mogę prosić o coś 10 razy i nie reagują . Wkurza mnie to coraz bardziej po prostu , gadam do ściany .
  • Częściej zdarzają mi się kłótnie z Pawłem ,o drobiazgi ,pierdoły niekiedy .To też moja wina , nie powiem ale on tez powinien być mniej wybuchowy . Mamy tylko siebie tutaj i na siebie liczyć tylko możemy .Musimy się wspierać ,wiem o tym , nie potrzebne nam kłótnie ale nie wytrzymuje niekiedy .Nawet dzisiaj się wkurzyłam , chociaż dzień rozpoczął się fajnie , pojechaliśmy wszyscy na rowery , oni pojechali swoją drogą , ja inną , chociaż wcześnie mówiłam jak będziemy jechać , po prostu takie właśnie drobne rzeczy mnie wkurzają .
  • Jestem zmęczona tym planowaniem ,organizowaniem ,odpisywaniem na listy , mam dosyć tej całej biurokracji tutaj .Do tego wszystkiego wczorajsza rozmowa z mamą, teraz po fakcie Arkowi się odwidziało i podobno żałuje że się zrzekł części po tacie . Tylko teraz to musztarda po obiedzie ,wszystko notarialnie było załatwione dwa lata temu . Wiedziałam ,że tak będzie , głupia byłam tylko będę miała kłopoty przez te mieszkanie .
  • Ostatnio źle się czuję , często mam osłabienie , a jestem teraz w domu , nie wiem może brakuje mi pracy , za długo jestem na zwolnieniu.Do południa wszystko ok , a popołudniu wrzuca mnie często na sen , muszę się wtedy położyć .Paweł mówi żebym sobie cukier zbadała, zauważyłam że jest coraz gorzej , kawa nie pomaga , mogę wypić i iść od razu spać . Niekiedy natomiast budzę  się w nocy i leżę , nie mogę spać chociaż bardzo tego chcę.

Codziennie myślę o tacie , nie ma dnia żebym o nim zapomniała, są takie dni że nie daje rady i płacze ,potem mi przechodzi . Sama do siebie mówię weź się w garść i zbieram się do kupy.Tęsknie za nim , chciałabym mu opowiedzieć tyle rzeczy a nie mogę .
1264724192_by_numea_600

Czas na zmiany

1370185012_nyfc45_600

W zeszłym tygodniu postanowiłam, że w końcu muszę się nauczyć pływać. Jak na razie nie za bardzo mi to wychodzi. Było cudownie, byliśmy razem na basenie z dziewczynkami. Dziewczyny jak zawsze w siódmym niebie, w wodzie siedziałyby godzinami.Dla mnie to rewelacyjne ćwiczenia na kręgosłup, ale się namachałam, namęczyłam, nie wychodzi mi te pływanie na razie, nie od razu. Boję się wody od dzieciństwa, ale mnie mój Paweł wymęczył na tym basenie. Pierwszy raz w końcu bez strachu położyłam się na wodzie, miałam zamknięte oczy, bałam się je otworzyć, wiedziałam, że Paweł jest gdzieś obok. Sama siebie uspakajałam, sama nie wiem jak można się bać wody. Paweł już dawno chciał mnie nauczyć pływania, ale zawsze byłam daleka od tego, chociaż wodę lubię, ale muszę czuć grunt pod nogami, inaczej nie ma mowy żebym w ogóle weszła. Leżałam sobie na wodzie, cudowne uczycie, w końcu przełamałam swój strach, udało mi się, cieszyłam się jak dziecko. Jest to pierwszy krok do dalszej nauki. Udało mi się nawet normalnie utrzymywać na wodzie, po 3 godzinach zaczęłam odrobinę jakby pływać, jeśli mogę to tak nazwać.Najlepiej żabką mi wychodzi, po 2-3metry płynęłam trochę i dotkniecie gruntu i znowu 2-3 metry i tak dalej. Dla mnie to olbrzymi wyczyn. Juro znowu się wybierzemy na cały dzień, nie mogę się już doczekać. Na naukę jednak nigdy nie jest za późno.

Idziemy dzisiaj na festyn z cała rodziną i znajomymi Pawła ze szkoły językowej, nie wiem chyba coś na Dzień Dziecka robią. Może będą jakieś fajne zabawy dla dzieci i może być sympatycznie. Będzie paru znajomych. W zeszłym tygodniu, wybrałam się na Flomarkt , mam sporo ubranek po dzieciach, w Polsce bez problemu bym sprzedała na Allegro , a tutaj, ciężko . nie mam pojęcia, co za ludzie, rzeczy albo wrzucają do kontenerów albo wyrzucają i kupują nowe. Wszystko pięknie przygotowałam i pojechałam z Pawłem, rozłożyliśmy wszystko na wieszaczkach, pięknie, ładnie, kolorowo. W ogóle ludzi nie było, sami starsi tylko chodzili, bardzo mało rodziców z dziećmi. Totalny niewypał, z ledwością udało mi się zarobić na tzw. placowe + tam parę groszy dodatkowo i tyle z handlu. Dzisiaj jest na „messen halle”, ale tam trzeba się wcześniej umówić. Będę musiała kupić większy stół, ostatnio okazało się, że miałam za mało miejsca na towar. Nazbierało się tego trochę. Fajnie byłoby to wszystko sprzedać, odłożyłabym dzieciom na wakacje. Wracając do handlu, jestem coraz bardziej przekonana żeby wrócić do swojego zawodu. Póki, co będę musiała wrócić do obecnej pracy .W przyszłym tygodniu muszę oddać papiery ze szkoły do tłumaczenia, a potem mam czas do października na poszukiwania. Napaliłam się na powrót do handlu, całkiem inne warunki i godziny pracy, a przy opiece muszę chodzić codziennie łącznie ze świętami.

Jest dobrze:)

Szybko przeleciał ten czas, a mi wydaje się, że dużo go zmarnowałam, nie wiem, dlaczego. Nie umiem odpoczywać, nawet jak mam czas i mogłabym poleżeć i obejrzeć film to nie potrafię wytrzymać i albo ciągle myślę, co powinnam jeszcze zrobić albo, co i gdzie jeszcze załatwić zamiast się po prostu wyciszyć i np. obejrzeć film z rodziną. Niekiedy oglądamy razem, dziewczyny bardzo lubią bajkowy serial, wtedy jest fajnie, miło tak jest obejrzeć razem film. Rehabilitacja się zakończyła 15 maja, cały miesiąc chodziłam na nią dzień w dzień, oprócz dni wolnych oczywiście, niekiedy miałam dosyć, sama gimnastyka i trening czy masaże jak najbardziej ok., ale te ich jakieś szkolenia to przesada, za dużo tego było i nie wszystko potrzebne jest mi do wiadomości. Tak jak powiedziałam nie lubię marnować swojego czasu, czyjegoś także, szkoda mi każdej chwili, której kiedyś mogłoby mi zabraknąć na powiedzenie czegoś i zrobienie czegoś dobrego. Staram się może za bardzo, za bardzo bym chciała mieć poukładane życie, a przecież nie poukładam wszystkiego tak jak w pudelku. Dziewczynki się śmieją ze mnie, bo akurat pudełka lubię, wszystko zawsze na coś się przyda, idealnie pochowane i przechowywane J Z jednej strony może to i głupie, ale, bardzo praktyczne.

Jak zawsze odbiegam od tematu, rehabilitacja się, więc zakończyła, czuję się naprawdę super, jestem bardzo zadowolona, polubiłam nawet te treningi.Po zakończeniu rehabilitacji, przyznano mi jeszcze taki trening, który mogę wykorzystać 24 razy po 2 godzinki, wtedy, kiedy mi pasuje.Wczoraj byłam pierwszy raz i już zrobiłam sobie terminy.

indeks

Z pracą jeszcze nie wiem jak będzie.Po ostatniej rozmowie z szefostwem zastanawiam się, co powinnam zrobić. Dobrze wiedzą, że praca, jaką wykonuje jest temu winna, obawiają się jednak mojego powrotu. Dano mi delikatnie do zrozumienia, że dobrze by było jakbym pomyślała o wariancie B jak to ładnie powiedziała moja szefowa, że może lepiej jakbym się porozglądała za czymś lżejszym dla mnie, bo operacja kręgosłupa i opieka nad chorymi nie chodzą w parze. Przecież tylu ludzi przechodzi takie zabiegi, muszą wracać do pracy, w większości przypadków nie ma żadnych powikłań czy nawrotów choroby.W każdym razie są trzy opcję albo wrócę i będę pracować normalnie, albo wrócę i mnie zwolnią lub zostawią mnie do końca umowy, a potem dopiero zwolnią, sama nie wiem, okaże się jak wrócę. Znowu dostałam listy, co chwile coś przychodzi, biurokracja mnie tutaj wykańcza, ile można odpowiadać na jedno i to samo.

Przez ten wypadek miałam sporo czasu na zastanowienie się, co dalej, nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, ale to, co powiedziała szefowa o wariancie „B” utkwiło mi w pamięci. Zrozumiałam, że niepotrzebnie tak się starałam w pracy, dawałam z siebie wszystko, pacjenci byli dla mnie najważniejsi, a teraz ja nikogo nie obchodzę, oprócz mojego męża i dziewczynek.  Nie mam pojęcia jak to rozwiązać, aby sobie nie zaszkodzić. Zwolnienie lekarskie mam do końca maja, ale powinnam jeszcze przedłużyć przynajmniej do połowy czerwca albo dłużej. Paweł jak miał operację kręgosłupa to nie było go pół roku w pracy, tylko, że on miał jeszcze bardziej poważniejszą operację od mojej. Normalnie po rehabilitacji chcieli mnie wysłać na takie przysposobieniu do pracy, takie wdrażanie się na powrót, miałam iść najpierw 2 tygodnie po 2 godzinki a potem następne 2 tygodnie po 4 godzinki, ale mi szef tego pisma nie podpisał, od razu się nie zgodzili, to właśnie wtedy szef  powiedział  żebym została na zwolnieniu tyle ile muszę lub właśnie pomyślała o tym wariancie „ B”. W każdym razie Andrea napisze mi nowe CV, myślę o powrocie do handlu, w tym tez czułam się bardzo dobrze, jest parę interesujących mnie sklepów gdzie się widzę, myślę bardziej o butikach, ale to wszystko będzie zależało od wielu czynników. Trochę straciłam serce do obecnej pracy, same wyrzeczenia, Swiątek piątek w pracy – 12 dni pracy i dopiero 2 dni wolne i im bardziej zbliża się mój powrót do pracy to się zastanawiam, czy warto tak się męczyć i stresować.

W każdym razie na chwile obecną po zwolnieniu wrócić muszę, ale postaram się znaleźć coś, co będzie moja pasją. Chciałabym bardzo, żeby praca, do której chodzę była po prostu wręcz przyjemnością nie tylko przykrym obowiązkiem. Tak było i z opieką, lubiłam jeździć do pacjentów, pomagać im itd., ale tak naprawdę jest bardzo mało ludzi, którzy oddają  się tej pracy z sercem, bardziej są nastawieni tylko na zarobek w przypadku właścicieli takich firm zajmujących się opieką, a pracownicy jak są dobrzy to po jakimś czasie albo sami odchodzą albo są zwalniani, bo nie wytrzymują, a ci, co im się nie chce pracować, nie maja żadnego zainteresowania pacjentem to będą sobie dalej pracować.

kazda-powazna-zmiana

***

Na niczym nie mogę się skupić, ciągle coś do załatwienia, sprawy do wyprostowania czy wyjaśnienia, pisma, pisma, e-maile, dzwonienie i tak po kilka, kilkanaście razy za czym coś się załatwi.Niekiedy mam wrażenie, że rozmawiam z nienormalnymi ludźmi. Tak są niektórzy tępi w tych urzędach, że to się w głowie nie mieści, a tak narzekałam w Polsce na biurokrację, to teraz mam ja podwójnie. Jak oni tu kochają papierki, na wszystko papierek.Muszę iść do szkoły teraz załatwić na rower dla Wikusi jakiś znaczek, nie może jeździć podobno na rowerze z kołami 26 cali tylko 24 cale, ale podobno na swoim podwórku by mogła, ale jakby była wycieczka rowerowa ze szkoły czy sama by jechała na rowerze do szkoły lub po mieście to można dostać mandat nawet, bo nieprzepisowo. Nie miałam pojęcia, no, ale bezpieczeństwo dziecka najważniejsze wiec trzeba to wyjaśnić.

Jestem w domu już drugi tydzień po zabiegu, jest nawet dobrze, chodzić mogę, ale zwolniłam trochę, robię wszystko teraz bardziej uważnie, zwracam uwagę jak się schylam, obracam czy przy chodzeniu. Zawsze wszędzie szybko pędziłam, tylko szybko, szybko, bo czasu mało, trzeba jednak zwolnić, nie ma, po co się tak spieszyć i tak wszyscy zmierzamy z jednym kierunku, więc, po co ciągle ten pęd lepiej jednak trochę się zatrzymać i zastanowić. Muszę być całkowicie zdrowa dla siebie, dla dzieci, Pawła.Ostatnie dwa dni trochę boli po prawej stronie krzyża i muszę znowu iść do lekarza, niech lepiej sprawdzi czy wszystko dobrze. Za tydzień 3 tygodnie rehabilitacji.

Wypadek :(

Stało się to, czego najbardziej się bałam, poszedł mi kręgosłup, nagle w sobotę 21 marca, rano byłam jeszcze w łazience, wstawiłam pranie, miałam jechać na popołudniówkę, ten weekend miałam mieć planowo wolny, ale miałam dostać parę dni wolnego na Wielkanoc wiec zgodziłam się na ten weekend. Wszystko pomału zaczynało się układać i tak nagle. Pochyliłam się nad zlewem żeby umyć twarz i kaszlnęłam, w sekundzie poczułam ogromny ból i padłam na kolana, i już nie mogłam wstać. Myślałam, że z bólu nie wytrzymam, Pawełek podniósł mnie na nogi, ból był potworny. Po chwili jednak jakby trochę odszedł i byłam w stanie przejść do pokoju z ledwością, ale poszłam. Koleżanka pracująca ze mną mówiła dzwońcie po pogotowie, ale ja jak zawsze myślę o innych, bardziej być może potrzebujących tej karetki. Wiec Paweł zawiózł mnie najpierw do pierwszego szpitala , oczywiście sobota i jeden lekarz na dyżurze do tego operował .Nie mogli mnie z stamtąd odesłać, ale Polka pracująca tam na recepcji poradziła żeby jak najszybciej jechać do Kliniki. Tak zrobiliśmy, wychodząc pod szpital już wiedziałam, że nie dam rady iść dalej, czułam jakbym nie miała władzy nad nogami, z ledwością oparłam się o jakaś poręcz, a Paweł poleciał po samochód. Udało nam się dostać do Kliniki i co znowu jeden lekarz, do tego tak samo operował kogoś. Dostaliśmy zakichany numerek i siedziałam pogięta na krześle w bólach. Nie wytrzymałam po dwóch godzinach, Paweł pomógł mi wstać, doczołgałam się praktycznie na jego ramieniu, położyłam się na stole recepcyjnym i wyjąc z bólu kazałam sobie pomóc, że już nie dam rady. Od razu znalazło się łóżko i pokój, gdzie podano mi kroplówkę i leki, lekarz pojawił się dopiero około 19, jedyne, co zrobili to rentgen i leki przeciwbólowe.
W weekend nic więcej się nie dowiedziałam, dopiero w poniedziałek zrobili Tomograf i okazało się, że mam pozrywane nerwy pomiędzy 4 a 5 kręgiem, dlatego tak powłóczyłam lewą nogą. Wczoraj mnie zoperowali, nie mogłam się poruszać, teraz noga mnie nie boli, tylko ta rana na kręgosłupie. Mam nadzieje, że będzie wszystko dobrze, musi być, musze być zdrowa dla Pawła, dla dziewczynek, przyjechaliśmy tu za lepszym życiem, a teraz, co. Ale nie można się poddawać, wiem, że tata mnie wspiera z góry i przejdziemy prze to wszystko. Oczywiście jak na razie z pracy nici przynajmniej na miesiąc. Z tego, co się dowiedziałam to będę tu przynajmniej do wtorku, wiec wyjdę na Wielkanoc, potem mam mieć jakieś rehabilitacje ze dwa tygodnie.
Nie mam pojęcia jak wszystko się potoczy, mięliśmy spotkanie w sprawie pracy dla Pawła w piątek, dzień przed wypadkiem, pieniądze niespecjalne, ale lepsze to niż nic, lepiej zawsze podjąć jakąś prace i nabyć nowe doświadczenie i kontakty niż żadną. W sobotę miał jechać do HNA na nockę na próbę, musieliśmy to przełożyć, dzięki Bogu, za wyrozumiałość tych ludzi. Wczoraj, gdy miałam zabieg, okazało się wcześniej, że ma pojechać na nockę na 20. Ja po zabiegu, uziemiona w szpitalu, dzieci same w domu, ok. nie są małe, ale to jednak dzieci, bez nikogo, żadnej ciotki, babci czy normalnej sąsiadki.Ale super dziewczyny dobrze, że się słuchają. Pojechał jednak Paweł na tą nockę i był już po 3 w nocy w domu, tak, że spokojnie jeszcze je wysłał potem do szkoły.
Dzisiaj czuję się lepiej, Pawła jednak mają zamiar przyjąć do HNA na nocki, ale mało godzin, co to jest 100 godzin, ale dobra nie narzekam :) . Dzisiaj znowu idzie na nockę. Biedak do tego jeszcze dzisiaj miał wyrywany ząb i dziąsło go boli, no jak się wali to po kolei, żeby tylko uważał na siebie, zadzwonię potem do dziewczynek.
Teraz jest najważniejsze żebym wydobrzała, potem pomyślę, co dalej z moja pracą, ale jak już poznałam mojego szefa to będzie kombinował się mnie pozbyć, jak mam się opiekować staruszkami w domu opieki jak teraz sama potrzebuje pomocy. Ale nie poddam się tak łatwo :)Będzie dobrze, wierze w to, że wszystko ułoży się po mojej myśli, po naszej myśli.

placzace oko

Świeta ,świeta i po świętach

Święta i Nowy Rok minęły tak szybko, naprawdę ten czas tak ucieka. Wigilię w tym roku zrobiliśmy wyjątkowo wcześnie, Pawełek tak naprawdę wszystko przygotował, nie robiliśmy dużo potraw, szkoda żeby później się coś zmarnowało. Podzieliliśmy się opłatkiem, tylko my, nasza czwórka. Cieszę się, że jesteśmy razem, bardzo się cieszę, ale coś znikło, zmieniło się, już tamte święta nie wrócą, już nie. Żałuje, że miałam zawsze tak Malo czasu, że niekiedy unikałam spotkań rodzinnych, że albo nie miałam czasu albo ochoty na takie spotkania. Nie miałam czasu niekiedy wypić kawy z tatą. A teraz już jest za późno, już nie będzie wspólnych Świąt, chociaż krótkich spotkań, odwiedzin, nie wypijemy już kawy. Szkoda, że nie można cofnąć czasu, teraz zmieniłabym parę rzeczy. Ale gdyby się TO nie wydarzyło, to pewnie nic w tedy by się nie zmieniło. Dopiero po czasie rozumiemy stratę. Byliśmy w Święta tylko my z dziewczynkami, trochę inne Święta, nie tak uroczyste jak kiedyś mi się wydawało, wcześniej byłam w pracy, w pierwszy i drugi dzień świat też do pracy. Brakowało mi nawet pójścia do kościoła.Kościół jest, są  odprawiane msze po polsku, ale tylko o 12.15, a wtedy byłam jeszcze w pracy. Tak, że spędziliśmy te święta spokojnie, dziewczynki dostały prezenty, najbardziej świątecznym aspektem była choinka. Tutaj Niemcy tak nie obchodzą świąt, wszystko na pokaz, tylko sklepy i ulice przystrojone, nic poza tym.

boze-narodzenie

W Sylwestra i Nowy Rok miałam wolne. Spędziliśmy go też sami, to znaczy razem z dziewczynami, Anusia odpadła pierwszy raz w życiu po 22, wypiła za dużo szampana dla dzieci i rozbolał ja brzuszek, więc położyła się wcześniej i nie czekała nawet na jej ulubione pokazy sztucznych ogni. Wiktusia siedziała z nami jeszcze trochę i poszła po 24 spać. A my posiedzieliśmy troszkę razem, telewizja i tyle.

fajerwerki1

Nowy Rok

Dzisiaj były 7 rodzinki Anulki, znowu jesteśmy sami. Miała przyjść do nas jej koleżanka z klasy Czeszka, ale niestety jej mama trochę zabalowała w sylwestra i nie mogła przyjść. Ania była bardzo zawiedziona, oczywiście cieszyła się z prezentu, który dostała od nas i od Wikusi osobno. Byłyśmy z Wikusią razem na zakupach, ale się wtedy nachodziłyśmy żeby kupić coś sensownego dla Anusi, ale w końcu nam się udało. Kupiłyśmy wtedy projekty i parę rzeczy do nauki niemieckiego, trochę do nauki i do zabawy.Koleżanka miała przyjść dopiero za dwa dni, mi też nie zawsze pasuje się umawiać. Ogólnie jednak było bardzo miło, mięliśmy torcik, urodzinowa atmosferę i byliśmy razem.dzis_sa_twoje_urodziny_8

 

Czas płynie tak szybko już 8 styczeń, jeszcze tylko jutro skocze do pracy i wolny weekend, postaram się nadrobić pisanie.

Spraw jak zawsze od cholery do załatwiania, zaraz znowu musze przygotować papiery do urzędu, ale mnie wkurza ta biurokracja. Pawełek chodzi na kurs, jakoś to będzie, wszystko się ułoży.

Miałam dzisiaj sen, że byłam w mieszkaniu w Polsce, było sporo rodziny, odświętnie wystrojonych, miałam coś im wytłumaczyć, wyjaśnić. Goniłam Arka po schodach, myślałam, że mnie okradł czy coś takiego. Biegłam za nim po schodach w dół, dogoniłam go i sprawdzałam mu jakaś siatkę. Dziwny sen, biłam go pod blokiem, a on robił dziwną i zdziwioną minę i takim dobrotliwym głosem mówił, że chciałby się pogodzić, że nie wie i nie rozumie, dlaczego my nie chcemy z nim żadnego kontaktu, mama stała z boku i nic nie mówiła.

Nie potrafię mu wybaczyć, nawet zapomnieć ciężko, chociaż próbowałam.Martwię się, co ta moja mama jeszcze wymyśli, ile jeszcze z tego wszystkiego może być problemów.

Pamietam o Tobie Tato

 



wszystkich_swietych_19

 

Dzień Wszystkich Świętych

Nie mogę być na grobie ,ale pamiętam i myślę o Tobie

Tato ,tak bardzo brakuje mi Ciebie

Nie potrafię pogodzić się z Twoim odejściem

18 miesięcy jesteśmy bez Ciebie.

Mam niekiedy wrażenie ,jakby to było wczoraj

Pamiętam o Tobie ,myślę i modlę się o Twój spokój

Tam ……………………………….

image_2096