Święta i Sylewster 2017

 

Święta Bożego Narodzenia minęły tak szybko, za szybko. Byliśmy sami z dziećmi, nawet nie mamy, z kim się spotkać, kuzynka mieszka w sumie niedaleko, bo w okolicach Dortmundu, ale ja miałam pracować w Święta oprócz 25 grudnia, Beatka miała być za mnie w ten dzień. Chciałam z dziećmi iść do kościoła i pierwszy raz nie byliśmy w święta w ogóle w kościele, a tak mi zależało. Niestety rozchorowałam się, już od 21 poszłam na zwolnienie, znowu zaczął boleć mnie kręgosłup(, ale tym razem w odcinku górnym), chyba wszystko zaczęło się od tej lewej nogi, już we wrześniu zaczęła mnie boleć. Nie chciałabym żeby powtórzyło się wszystko sprzed 3 lat, gdy wylądowałam w szpitalu, bo było już za późno na leczenie i potrzebna była od razu operacja. Do tego jeszcze doszło przeziębienie, że nawet mówić nie mogłam, po dwóch dniach, gdy już nic pomagało, wzięłam antybiotyk, który miałam kiedyś przepisany i zostało mi jeszcze opakowanie.Wiadomo jak to z lekarzami w okresie świątecznym i między świątecznym, znowu bym czekała na swoja kolej parę godzin w Klinice.

***

W każdym razie święta minęły nam w miłej i domowej atmosferze. Paweł jak zawsze stanął na wysokości zadania i praktycznie wszystko sam przygotował. To jego działka, lubi gotować i tyle. Z tym to naprawdę mam dobrze, wracam po pracy i jak on jest w domu to wiem, że obiad już będzie. Jego marzeniem tak naprawdę jest mieć swoją małą knajpkę z dobrym jedzeniem. Wigilia przygotowana była na medal, szkoda tylko, że nie było ani dziadka ani babci, tylko my. W sumie to ważne byliśmy my razem zdrowi i szczęśliwi, ale jednak brakuje obecności innych członków rodziny.
Staram się nie myśleć cały czas o tym, ale to samo ciągle wraca z 24 grudnia 2013, gdy zamiast szykować Wigilię to wołaliśmy księdza do taty. Byliśmy pewni wtedy, że to już. Wtedy jednak się udało jeszcze. Nie wiem, co bym nie robiła to i tak będzie to wracać w Wigilię. Paweł i dziewczynki też pamiętają, ale już inaczej do tego podchodzą.

***

Jednak święta szybko minęły, a ja trochę lepiej się poczułam przed Sylwestrem, który mieliśmy spędzić w domu jak zawsze. Nawet spontanicznie myśleliśmy pojechać do Paryża, tak mi palnęło z tym Paryżem. Sprawdzałam już nawet hotele, bo nagle dużo potaniało, ale to jednak 700 kilometrów i zaczęłam znowu rozważać za i przeciw. Wyszło, przeciw bo jednak trochę za późno już było, przynajmniej 3 dni trzeba by było spędzić, żeby jeszcze trochę pozwiedzać i do tego zapomniałam, że trzeba wymienić klocki i tarcze w samochodzie. Postanowiliśmy odrzucić ten spontaniczny wyjazd, może w przyszłym roku. Beatka, koleżanka z pracy namawiała mnie żeby do niej pojechać i w końcu zdecydowaliśmy się praktycznie na ostatnią chwilę. Szkoda, że tak późno, bo było bardzo fajnie, oprócz tego, że źle się czułam z tym, że ona miała iść do pracy 1 stycznia, a ja byłam na chorobowym. Nie z mojego jednak powodu, tylko jeszcze jedna osoba poszła w ostatnim momencie na zwolnienie i szefowa poprosiła Beatę, jeśli można by to było nazwać prośbą. A ona nie umie odmawiać, zresztą ja tak samo, chociaż ostatnio już zaczęłam, bo inaczej się nie da z naszą szefową.
Ania miała 1 stycznia zaraz 10 urodziny, tak, że zawsze świętujemy podwójnie. Szkoda tylko, że znowu byliśmy sami. Trochę było jej smutno, że nikt nie przyszedł, że tylko my zawsze jesteśmy w ten dzień. Teraz w Hessen są ferie świąteczne jeszcze do 14 stycznia, wcześniej zostały zaproszone jej ulubione koleżanki, ale dopiero 3 stycznie robiliśmy urodziny.Poszliśmy wszyscy do kina, super film, dawno tak się nie uśmiałam.A po filmie dziewczynki bawiły się dalej w domu. Super było, najważniejsze, że Ania był szczęśliwa.

urodziny_ciastko_092980_379

Święta Bożego Narodzenia

08-20161204_133518

Jutro już Wigilia Bożego Narodzenia , znowu wracają smutne wspomnienia związane z tym okresem świątecznym . Jesteśmy teraz tylko my , nie ma już takich Świąt Bożego Narodzenia jak kiedyś , chociaż Paweł robi co może . Właśnie przygotowuje wszystko na jutrzejszą kolację , oczywiście wszystko musi sam zrobić . Nie mogę narzekać ,on po prostu uwielbia gotować , taka jego pasja .
Mama nie chciała do nas przyjechać , nawet sama chciałam po nią pojechać . Może nie to ,że nie chciała tylko przerażają ją dalekie podróże i jej problemy zdrowotne . I Arek oczywiście , który znowu wrócił do domu do mamy . Znowu będzie jej mącił w głowie .
Święta więc spędzimy razem z dziećmi , a to najważniejsze.
Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia

Sypie się

Ponad trzy tygodnie minęło od Wszystkich Świętych, nie wspomnę już od mojego ostatniego wpisu. Za każdym razem to samo, nie mogę się zdyscyplinować, żeby regularnie zaglądać. Chociaż bardzo tego chcę, ale tyle się dzieje, że nie mam czasu. W pracy niestety coraz gorzej, a na samym początku było super. Jeśli chodzi o pacjentów, to bez problemu, raz lepiej, niekiedy troszkę gorszy dzień w pracy. Problemem jest personel, a bardziej jego brak. To, co ostatnio się wyrabia to po prostu nie mieści się w głowie. Co i rusz ktoś szedł na chorobowe, zaczęło się właśnie w sierpniu. Najpierw poszła jedna, potem po dwóch dniach jej synowa, moim zdaniem wszystko to było zaplanowane od dawna.Zresztą po miesiącu chorobowego Claudia dała wypowiedzenie i odeszła, natomiast jej teściowa dalej jest na zwolnieniu i podejrzewam, że prędko nie wróci do pracy, może pójdzie na wcześniejszą emeryturę. Tak przynajmniej mi się wydaje, w każdym bądź razie w tym roku nie wróci, teraz to mogą sobie już nie wracać, zostawili nas z premedytacją specjalnie na tak długo. Już od dawna musiał być konflikt pomiędzy nimi i szefową. Pod koniec sierpnia Krystyna poszła na operacją kolana i jest na zwolnieniu do dzisiaj, miała wrócić w grudniu, ale wiedziałam, że nie wróci, że będą ciągnęły aż Święta Bożego Narodzenia miną. Wcześniej jeszcze w lipcu na chorobowe poszła Alien , będzie już w styczniu rodzić. Po tym wszystkim ciężko nam było wszystkim, bo gdy inni „chorowali „ to drudzy musieli więcej pracować i tak jest do dzisiaj. Tyle tylko, że jest jeszcze gorzej z dnia na dzień, albo szefowa zamknie to do końca roku albo może jakimś cudem przetrwamy. Pod koniec Października nie wytrzymała Elke i odeszła, do końca miałam nadzieję, że tego nie zrobi, ale naprawdę nie szło się dogadać szefową, Elke wszystkim się wtedy zajmowała a i tak dla szefowej było źle. Więc odeszła, byłam wtedy na urlopie, gdy wróciłam z urlopu poszła wtedy Lidka na urlop a po urlopie na chorobowe i tak już trzeci tydzień. Nie wiadomo, komu zaufać, nie wiadomo, kto co zrobi. Myślę, że Lidka chyba też szykuje się do odejścia i może na zrobi niespodziankę na Święta. Paru pacjentów też zrezygnowało z naszych usług. Jak tak dalej będzie to wykruszymy się w naturalny sposób i szefowa zamknie to wszystko. A tak było na początku super, a jednak wyszło szydło z worka i już wiem gdzie jest problem. Szefowa nim jest, sama stwarza taką atmosferę i nie zawsze ma we wszystkim ma rację, nie dopuszcza nikogo do słowa i od razu jest zła jak ma się inne zdanie niż ona. Sama wymaga pomocy, bo jest po podwójnej operacji kolana i też wymaga rehabilitacji a także leczenia.Dzięki Bogu wyjeżdża w okresie świątecznym na tydzień, więc będzie trochę spokoju w pracy, za dużo zamieszania wnosi do firmy. W jeden dzień ma humor a na drugi dzień totalnie inny człowiek. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o Anne, to jest mistrzyni w chorowaniu nie tak dawno dwa miesiące jej nie było, wróciła tylko na chwilę na gościnne występy, po czym okazało się, że też będzie robić operację kolana i poszła na zwolnienie.Po trzech tygodniach okazało się, że jednak nie zrobiła tej operacji, bo podobno miała w tym czasie zapalenie oskrzeli czy tam płuc i musiała niby przełożyć operację, jednak nie wiadomo, na kiedy. Nawet szefowa o tym nie wiedziała.W przyszłym tygodniu miała jednak wrócić do pracy od poniedziałku. Niestety to trzeba mieć tupet, właśnie się dowiedziałam, że podobno spadła z drabiny. Na pewno uwierzę, mam dosyć, szefowa na 100 % zablokuje urlop Erolowi, a naprawdę należy mu się też odpoczynek. Chłopak robi, co może, praktycznie bez wolnego, zresztą ja też miałam w tym miesiącu tylko 5 i 19 listopad wolne i do końca nie mam wolnego. Nie mam już siły, praca śni mi się po nocach, nie umiem odpocząć normalnie. Potrzebujemy ludzi do pracy i nie ma nikogo, nie rozumiem niby tyle osób jest bezrobotnych, a nikt nie kwapi się do Pflege. Nawet bez wiedzy szefowej dałam ogłoszenie na Facebooku, gdzie Polacy w Niemczech ogłaszają się w przeróżnych sprawach i nic.Parę osób się odezwało, ale jedna chce później pracować, bo od 6 to za wcześnie i jeszcze najlepiej bez popołudniówek, inna natomiast bez prawa jazdy, a tu jest wymagane prawo jazdy, bo trzeba jeździć dużo do ludzi. Tak, że już wiemy, że i Anne nie będzie w grudniu, Super po prostu. Została mi tylko jeszcze Beata i tak razem ciągniemy ten „wózek „, został jeszcze Erol, który naprawdę pracuje dużo i dobrze, jest egzaminowany.Zostaje jeszcze leń Andi, wszystko robi, żeby tylko się  nie narobić. Przez niego zresztą Erol musiał robić na rano i na popołudniu, bo Pan hrabia nie chciał przyjść do pracy, bo stwierdził, że ma wolne i tyle. tak, że jeden robi na dwie zmiany a drugi siedzi na d… w domu. W ogóle człowiek bez serca, egoista. Birgit jeszcze jest, ale też już nie daje rady, ma dużo nadgodzin, no i Renate , która już pracowała w tej firmie 20 lat, bo tyle lat jest firma na rynku . W grudniu zeszłego roku odeszła mając lat 76 z pracy, bo jeszcze dorabiała. A wiec tyle trzeba pracować w Niemczech! W tym roku zmarł jej mąż, po odejściu Elki , szefowa wpadła na pomysł ściągnięcia z powrotem Renate . Ona mając dobre chęci zgodziła się, żeby nam pomóc w tym ciężkim dla nas okresie. Cały czas mieliśmy nadzieję, że zatrudni kogoś nowego, niestety tak się nie stało. Renate jest nadal z nami i jeździ do pacjentów, nie mam pojęcia jak ona to robi w wieku 77 lat. Moja babcia ma 87 lat. Długo jednak nie da rady tak pracować, sama już stwierdziła, że to dla niej za dużo. Więc co nam pozostaje, chyba szukać nowej pracy, może uda się jeszcze przetrwać przez Święta. Nie mam pojęcia.Właśnie tak pracują Niemcy, ciągle na zwolnieniu i miganie się od pracy, tylko my głupie zapieprzamy i urabiamy sobie ręce pod pachy.

images (2)

A jednak :)

cloud-2104829__340

Nigdy bym w to nie uwierzyła gdyby to nie wydarzyło się naprawdę . Zaraz po skończeniu mojego ostatniego wpisu , gdzieś około pół godzinki później dostałam telefon ze spółdzielni GWH w sprawie mieszkania . Dwa razy musiała mi babka powtarzać ,że mieszkanie przydzielono właśnie nam ,bo za pierwszym razem myślałam ,że czegoś nie zrozumiałam . Ale się ucieszyłam , od razu zadzwoniłam do Pawła żeby mu przekazać tę wiadomość . Teraz już wszystko jest załatwione , wiemy na 100 % ,że od lipca będziemy mieszkać w Baunatalu . Oboje będziemy mieli bliżej do pracy , Ania będzie miała podstawówkę pod nosem ( ostatnia 4 klasa). Potem pójdzie do innej szkoły . Co do Wikusi to jeszcze się zastanawiamy nad zmianą szkoły , rozmawiamy na ten temat ,ale po Świętach Wielkanocnych trzeba będzie podjąć decyzję . Postanowiliśmy ,żeby najpierw zobaczyć nową szkołę , poznać Panią dyrektor i po prostu porozmawiać . Tak samo jeśli chodzi o starą szkołę , to będę rozmawiać z Panią wychowawczynią czy warto lub czy powinnam zmienić szkołę Wikusi ,czy może lepiej będzie dla niej jeśli zostanie w starej szkole,ale wtedy będzie dojeżdżać . Nie chcielibyśmy aby zmiana szkoły wpłynęła na jej wyniki w nauce .

Marzec jest pełen zmian w naszym życiu , dosłownie od początku miesiąca same pozytywne wiadomości , może tylko poza  paroma małymi drobiazgami. Zawsze powtarzam Pawłowi ,że będzie dobrze i jest dobrze . Wierze w te słowa ,że wszystko będzie dobrze i że się wszystko uda od czasu gdy powiedział je do mnie tata w szpitalu. Żałuję tylko tego że nie może być teraz z nami ,że już go nie ma . Może patrzy na nas z góry .

Udało mi się z pracą ,  od kwietnia idę do nowej pracy . Paweł tez dostał stałą umowę . W tym tygodniu dostaliśmy już wszystkie dokumenty dotyczące przydziału mieszkania ze spółdzielni . Udało mi się sprzedać naszego starego prawie 20-letniego dziadka Mercedesa . Szkoda mi było tego samochodu bo poszedł praktycznie za grosze u handlarzy , ale był zbyt drogi w utrzymaniu .Dzięki niemu jednak miałam pierwszą pracę. Poza tym potrzebujemy normalnego rodzinnego samochodu w kombi i taki kupiliśmy tydzień temu . Normalny używany rodzinny samochód .Wszystko chyba wychodzi na prostą , najważniejsze żeby była praca i zdrowie a reszta sama się zawsze jakoś ułoży .

Wysłałam już wypowiedzenie umowy najmu starego mieszkania i czekam tylko na informację od babki czy przyjęła to do wiadomości . Mam nadzieję ,że nie będzie z nią problemów . Troszkę mi szkoda tego mieszkania ,ale  z drugiej strony to okolica nie jest zbyt ciekawa , zbyt dużo różnych narodowości , różnych kultur i przyzwyczajeń innych ludzi . Jeśli chodzi o czystość okolicy to tak samo , ludzie sami brudzą i wyrzucają śmieci a potem narzekają że jest brudno. Nawet nasz Scooby ,który jest Yorkiem budzi u niektórych ludzi strach , a w innych jakieś obrzydzenie . Jeden z sąsiadów jak mnie widzi w windzie z psem to nie wsiądzie do windy bo boi się ,że pies go dotknie tak mi powiedział. A w jego religii niby jest to zabronione ,koleżanka z pracy która jest też muzułmanką powiedziała ,że wtedy niektórzy muszą umyć ręce 7 razy !!!  i ,że jest to spowodowane tym ,że niektórzy są silnie wierzący i przestrzegają dokładnie zasad czystości .Znam innych muzułmanów którzy mają psy i nie wydziwiają tak jak mój sąsiad ,ale co kraj to inne zwyczaje. Z tego wszystkiego Scooby co niektórych się boi i ucieka przed ludźmi. Nawet dzieci są uczone takiej wrogości i niechęci do psów, często jak idziemy ze Scoobym to omijają go wielkim łukiem albo odskakują , naprawdę przeróżne reakcje już widziałam .A on jest taki mały , co by to było jakbyśmy mieli dobermana :)  W ogóle to nas chyba postrzegają tu za dziwnych , bo tylko my w bloku gdzie mieszka 30 rodzin mamy psa ale tylko dlatego ,że większość to właśnie muzułmanie .

Ciekawe jak zakończy się sprawa z adwokatem w sprawie mieszkania . Już go poinformowałam ,że się będziemy wyprowadzać z tego mieszkania . Nie spieszył się ,żeby szybko załatwić sprawę. Po tych wszystkich moich pismach do wynajmującej mi mieszkanie( około 10 listów !!! i żadnej reakcji poza jednym wyjątkiem , gdy zagroziłam obniżką czynszu o 20%, a ona mia napisała ,że się na to nie zgadza .Jednak czynsz obniżyłam ) , musiałam poprosić o pomoc adwokata zajmującego się tego typu sprawami ,żeby w razie czego nie mieć z jej strony kłopotów . Udałam się  do niego na początku lutego w sprawie mieszkania ,opisałam mu o problemach związanych z brakiem piwnicy od 3 lat , nieszczelnych oknach , tak samo z termostatami a ostatnim czasie o pojawieniu się grzyba itd .Tylko dlatego tak długo tu wytrzymaliśmy , bo sytuacja nas do tego zmusiła. W końcu jednak udało nam się parę spraw wyprostować i mogliśmy starć się o mieszkanie ze spółdzielni. Szanowny pan adwokat nie spieszył się jednak , przez miesiąc nie otrzymałam żadnego pisma , byłam przekonana ,że wysłał już jakieś pismo do mojej wynajmującej . Zadzwoniłam wiec w na początku marca i co się okazuje ,że go nie ma bo jest na urlopie . Sprawa nie rozpoczęta ,nikt nic nie wie . Zadzwonił do mnie sam po weekendzie jak już wrócił do pracy z informacją ,że pismo  już do niej wysyła . Zapytałam go dlaczego tak późno ,ale konkretnej odpowiedzi na pytanie nie dostałam . Wtedy jeszcze nie wiedziałam o nowym mieszkaniu , więc zgodziłam się . Jednak tydzień później dostaliśmy informację o nowym mieszkaniu. Napisałam więc 3-miesięczne wypowiedzenie w tej sprawie i wysłałam . Byłam przekonana ,że ona już wie ,że byłam u adwokata w sprawie tego grzyba itd . a tu okazuje się ,że nie . Adwokat obudził się dopiero 22 marca i wysłał do niej pismo w spawie napraw w tym mieszkaniu ,żeby usterki zostały usunięte .Czyli pismo mogła dostać wczoraj lub dzisiaj ! Niepoważny facet , co on robił 6 tygodni . przecież takie pisma wysyła się od razu w przeciągu 2,3 dni maksymalnie do tygodnia . To ja przed jego pismem zdążyłam wypowiedzieć umowę najmu .

 

 harmony-2046043__340

 

 

Nowe mieszkanie

Akcja-przeprowadzka

I jak zawsze ciągły brak czasu doprowadził do tego ,że mam tak olbrzymie zaległości w pisaniu ,że sama nie wiem jak się do tego zabrać.Czekamy na decyzję w sprawie mieszkania ze spółdzielni . Niecałe dwa tygodnie temu oglądaliśmy mieszkanie w Baunatal , a nawet dwa mieszkania z takim samym metrażem i tak samo na parterze . To mieszkanie by nam super  pasowało bo okolica bardzo spokojna ,tak przynajmniej mi się wydaje, Ania miałaby niedaleko podstawówkę , tylko 300 m do szkoły . My mielibyśmy  niedaleko do pracy ,Paweł pracuje w Baunatal , a ja zmieniam pracę i też będę niedaleko mieć do pracy. Jeśli nam je przyznają , bo okazało się ,że na te oglądanie mieszkań to sporo ludzi przyszło , wszyscy chcą teraz 4-pokojowe mieszkania . Ciężko będzie , wszystko zależy jakie GWH ma kryteria przyznawania mieszkań .Wszystko prawie na tak  jeśli chodzi usytuowanie mieszkania i o cenę . Boję się że mogą nam nie przyznać ,denerwuję się tym czekaniem . Znalazłam jeszcze jedno mieszkanie , niedaleko mojej pracy ,najlepsze jest to ,że nawet nie musiałabym dojeżdżać do pracy bo miałabym  do niej tylko 3 minuty  . Będziemy je oglądać dopiero 23 marca , chyba że otrzymamy mieszkanie   w Bunatalu to nie będzie już sensu oglądania następnego .

Najgorzej przeżywa przeprowadzkę Wiktoria ,mówi  że znowu chcemy ją pozbawić przyjaciółek ze szkoły . W Polsce chodziła tylko 3 klasy szkoły podstawowej a od 4 klasy chodzi już w Niemczech .Teraz jest w 6 klasie Gimnazjum. Tłumaczę jej ,że tak nie jest ale w wieku 13 lat wiem jak ona to bardzo  przeżywa. Dużo rozmawiamy na ten temat i tłumaczę jej ,że przecież może się spotykać z przyjaciółkami bo nie jest ta aż tak daleko , tylko w sąsiedniej miejscowości , raptem chyba 5  czy 6 km. Oczywiście nie tak często jak teraz ,ale kontakt może i powinna utrzymywać jeśli chce . Prawdziwa przyjaźń przetrwa i przeprowadzkę . Jeszcze nie jeden raz będziemy musiały rozmawiać na ten temat . Z Anią nie mam najmniejszego problemu , ona twierdzi że może iść do innej szkoły .Została jej tylko 4 klasa podstawówki, potem pójdzie do Realschule .

 

 

1

 

 

 

 

 

4 rok bez Ciebie Tato

klepsydra_znicz

Dzisiaj mija 4 lata Tato. Czas zbyt szybko płynie  , obiecywałam sobie tyle rzeczy a tyle mam zaległych spraw.Tęsknie i wspominam . Praktycznie nie ma dnia żebym o Tobie nie myślała . Jadę jutro na grób do babci którą kiedyś się opiekowałam . Od czasu gdy odeszła pozostało mi tylko zapalić znicz na jej grobie , także w Twojej intencji Tato. Tylko tyle mogę tutaj zrobić. Mam nadzieję ,że mama była  u Ciebie , wiem ,że dawno jej nie było , ja będę dopiero mogła w wakacje . Codziennie jesteś w moim sercu . Tyle mam Ci do opowiedzenia …

Pamiętam

wspomnienia

Kolonia i wyjazd do Polski

Przed wyjazdem do Polski musieliśmy pojechać jeszcze do Koloni ,żeby odebrać dokumenty z Konsulatu. Ogólnie same wrażenia z pobytu w samym Konsulacie oceniam w 90 % negatywne . Czas oczekiwania pomimo umówionej godziny za długi . Miałam odebrać tylko dokument potrzeby do rejestracji na stronie ePUAP ,aby móc potem odebrać dowody dla dzieci w Polsce . Do samego Konsulatu moim zdaniem każdy może wejść i wyjść kiedy chce ,żadnej ochrony  , bramka tam stojąca była praktycznie nie wykorzystywana przez wchodzących , gdyż przechodzili bokiem , obok tzw, punktu informacyjnego , ochroniarskiego, trudno to nawet określić czym zajmował się ten Pan . Miałam wrażenie że ta bramka w ogóle nie działała  .W każdym razie moim zdaniem pracownik Konsulatu powinien wyglądać nieco inaczej , tym bardziej ,że jest pierwszą osobą z która ma się kontakt po wejściu do Konsulatu. Osoba na reprezentacyjnym miejscu wyglądała raczej tak jakby balowała najmniej jeden dzień wcześniej ,do tego  garnitur po prostu wymiętolony . Naprawdę inne wyobrażenie miałam o Konsulacie , przecież to jest najważniejsza placówka nas reprezentująca .Nic nie można się dowiedzieć bo nie ma się kogo zapytać, bo osoba  z punktu informacyjnego w większości czasu przebywała przed Konsulatem paląc i gawędząc z jakimiś osobami .Okazało się ,że na podpis Pana Konsula trzeba będzie poczekać więc poszliśmy zwiedzić Katedrę DOM. Jedyny plus to miła Pani w okienku ,która do mnie później zadzwoniła , gdy dokument był już podpisany.Ogólnie oboje z mężem byliśmy zaskoczeni i zniesmaczenia samym pobytem w Konsulacie .Duże zaskoczenie.Udało nam się zwiedzić Katedrę , piękna i imponująca budowla. Robi ogromne wrażenie , bardzo dużo turystów . Chciałabym kiedyś wejść na górę i zobaczyć Kolonię z wysokości .Pawła bolała jeszcze noga bo operacji , za dużo chodziliśmy tam i z powrotem do Konsulatu i po mieście . Nie przyznawał mi się do tego , dopiero później jak już zaczął trochę kuleć i to zobaczyłam. Szkoda ,że nie zabrał ze sobą wtedy tej kuli. Byliśmy zmęczeni ,głodni i trochę poirytowani ,oczywiście musiało dojść do lekkiego spięcia , głównie z powodu ,ze byliśmy głodni a tak naprawdę nie było gdzie normalnie zjeść , a jak było to wszystkie stoliki były zajęte . W końcu jednak udało się nam kupić jakieś krzywe kanapki , nie warte ani jednego centa , żałowałam ,że więcej na podróż nie zrobiłam jedzenia. Udało nam się w końcu odebrać po spacerze dokument i mogliśmy wracać . Już trochę w lepszych nastrojach.

***ł

Na początku sierpnia pojechaliśmy do mamy do Bytomia.

autostradaa4RalfLotys.jpg_678-443

 

 

Świeta Bożego Narodzenia

 

boze-narodzenie

Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam w bardzo spokojnej i rodzinnej atmosferze . Rodzinnej bo byliśmy razem , spokojnej bo tak naprawdę nic się nie działo . Byliśmy w domu, z nikim się nie spotykaliśmy , nigdzie nie wyjechaliśmy . Mieliśmy pojechać do Halinki za Dortmund ,ale jazda ponad 200 km tam i z powrotem . Nie mieliśmy jakoś ochoty na wyprawę . Wcześniej oni mieli do nas przyjechać , jednak Halinka wolała żebyśmy to my przyjechali do nich . W zeszłym roku byliśmy u nich i chcieliśmy żeby w tym roku Święta spędzić u nas .Zostaliśmy jednak w domu . Paweł jak zawsze wszystko super przygotował, ja byłam jeszcze w Wigilię na rano w pracy  . Pod tym względem nie mogę narzekać , wszystko przygotował z dziewczynami do Wigilii .Dzień wcześniej miałam zrobić ciasto ,też nie zdarzyłam bo Paweł zrobił :)

Wcześniej myślałam o przyjeździe mamy na Święta , zapraszałam ją do nas ,ale  z tymi jej problemami gastrologicznymi stwierdziła ,że nie da rady jechać całą noc autokarem . Po drugie bała się ,że się gdzieś zgubi albo że ją ktoś napadnie .W sumie to  sama tak daleko nigdy nie jeździła. Może następnym razem albo na Wielkanoc. Wszystkim złożyliśmy życzenia telefonicznie.Szkoda tylko ,że babcia Pawła ,już nie zachowuje się tak jak kiedyś , nawet nie rozmawia z Pawłem przez telefon. A przecież był jej ukochanym wnuczkiem . Wszystko przez te ich konflikty pożyczkowe , kredytowe , jeden drugiemu pożyczał lub podżyrował pożyczki ,aż te błędne koło doprowadziło do tego ,że wszyscy się pokłócili z rodzeństwa ojca Pawła. Babcia nie rozmawia z synem to i z wnuczkiem przestała. Nie rozumiem tylko gdzie my jesteśmy winni.

Ogólnie Święta były bardzo spokojne , jak co roku praktycznie , od 4 lat nic się nie zmienia. Święta przestały mi się kojarzyć z radością Bożego Narodzenia . Cały czas pamiętam Święta 2012 gdy tata był prawie umierający i w Wigilię wzywaliśmy księdza do taty. Dla mnie Święta były spokojne i smutne . Jedynie mogę cieszyć się z obecności dzieci i Pawła, mamy siebie i to daje mi siłę do dalszego działania . Żałuję tylko ,że nie byłam w Święta w kościele , pierwszy raz  (oprócz Świąt gdy tata był chory ) to mi się zdarzyło . Nie czułam zbyt wielkiej  potrzeby pójścia, ale chciałam pojechać z dziećmi i Pawłem do kościoła . Dziewczyny się uparły i nie chciały jechać , przecież nie będę ciągnąć ich na silę do kościoła . Pawłowi też się nie spieszyło . Teraz już za późno na gorzkie żale bo się już stało ,ale powinnam była postawić na swoim i powinniśmy byli jednak pojechać .Może właśnie dlatego Święta były takie , że mi czegoś brakowało.

Kontakty z rodakami też  nie wychodzą nam najlepiej. Albo ich nie ma , albo jeśli niekiedy są to naprawdę  lepiej sobie niektóre kontakty darować. Nie wiadomo kiedy ktoś mówi prawdę a kiedy kłamie  i te ciągłe kombinowanie jak wykorzystać system , pomoc socjalną itd. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje pomocy to rozumiem, że taka pomoc jak najbardziej jest potrzebna . Wkurza mnie jednak jak ktoś w ogóle nie ma ochoty iść do pracy  , tylko korzysta z pomocy Państwa i narzeka ,że mało .

***

Udało mi się zdać Egzamin na B1 . Jak dostałam wiadomość i dyplom to sama byłam zaskoczona jak dobrze mi poszło. Nie wiem czemu sama niekiedy nie wierzę w swoje możliwości

 

Egzamin i praca

Czekam na wyniki Egzaminu z niemieckiego . Jestem bardzo ciekawa jak mi poszło . Jednak był trochę trudny , nie we wszystkich pytaniach ,ale jednak . Już na samym początku egzaminu tak bardzo się zestresowałam , aż się cała  spociłam jak mysz. Nie mogłam opanować paraliżującego mnie strachu . Nie mogłam tego na samym początku opanować , długo  trwało za czym pomału się uspokajałam . Sama w myślach mówiłam do siebie ,żeby się uspokoić . Jakoś przetrwałam część na rozumienie ze słuchu (25 minut- 20 różnych dialogów ). Zaraz po tym część na zrozumienie czytanych tekstów i pytań ( 25 pytań w 45 minut   i dość sporo tekstu do czytania , na końcu gramatyka ) Na samym końcu 30 minut na napisanie listu lub podania w zależności co się wybrało .Po tym wszystkim była w końcu przerwa , dla mnie bardzo długa bo aż 2 godziny musiałam czekać na swoją kolej ustnego egzaminu. W końcu nadeszła moja kolej  , normalnie mówię lepiej a tu w niektórych miejscach moim zdanie nie najlepiej mi poszło . Ogólnie to za bardzo się stresowałam , chyba za bardzo mi zależało na tym egzaminie. Myślę że go jednak zdałam , może część na A2 i część na B1 . Czekam na wyniki , maja być od 3 do 8 tygodni. Na razie minęło 3 tygodnie od egzaminu ,więc do Świat Bożego Narodzenia powinnam już coś wiedzieć na ten temat.

****

Od października podjęłam nową pracę w Domu Opieki ,ale nie przy pielęgnacji tak jak kiedyś pracowałam , tylko przy sprzątaniu pokoi. Trochę sama sobie zaszkodziłam , bo powinnam szukać gdzieś pracy do sprzątania w biurze a nie w domach opieki bo w biurach pracują tylko od poniedziałki do piątku i wszystkie święta mają wolne ,a w domach opieki niestety nie . Nie muszę pracować tylko w niedzielę . Praca jest niby w umowie 60 godzin miesięcznie ,wychodzi  zazwyczaj trochę więcej . Jednak i tak wychodzi ,że prawie codziennie muszę być w pracy . Oczywiście pasuje mi praca od 8 do 12.30 jak najbardziej ,ale w niektóre dni muszę iść tylko na 2,5 godziny i wkurza mnie to bo wolałabym już pracować po 5-6 godzin dziennie a nie tak jak teraz . Do tego jeśli przychodzę wcześniej do pracy i  nie chodzi tutaj o przebieranie się przed pracą w szatni ( bo to jest normalne ) tylko już po przygotowaniu się do pracy , muszę przygotować swój wózek do pracy ( czyli już moim zdaniem rozpoczynam pracę ) ,przykładowo od 7.50 ( i te 10 minut mi nie płacą ). A nie mogę pojechać na górę o 8.10 czy 8.15 bo będą patrzyli krzywym okiem . To samo tyczy się zakończenia pracy , mogę zjechać z góry dopiero o 12.30 i posprzątać wózek itd. Trzeba cały czas kombinować z czasem ,żeby nie pracować Gratis . Na razie  nie mam nic innego na oku więc trzymam się tej pracy .Płacą tak samo najniższą krajową ( 8.50 euro ) , po nowym roku ma być 8.85 euro brutto ale to i tak za mało za pracę . Wszędzie jest już po 9.80-10 euro za sprzątanie ( tylko tam zazwyczaj albo praca jest za daleko albo godziny lub inne warunki mi nie pasują ). Nie mam innego wyjścia jak szukać dalej pracy , bo po ostatniej wypłacie to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać . I jednak bardziej opłaca się tu niektórym pracować na tzw. śmieciówkach tak  jak u nas w Polsce  .W końcu zrozumiałam o co chodzi z tymi umowami  .Jak do końca roku nic nie znajdę to będę musiała poprosić ich o zmianę umowy od Nowego Roku i przejdę na ubezpieczenie rodzinne . Takie wyjście będzie chyba najlepsze.

Wolałabym pracować gdzie indziej ,ale czy uda mi się znaleźć coś innego to dopiero się okaże jak dostanę wyniki z egzaminu . Zawsze jest to dodatkowy plus przy składaniu podania o pracę.

images

Pamiętam Tato

zaduszki wiersz nostalgia182

1 Listopada –Wszystkich Świętych ,kolejny rok bez Ciebie Tato . W każdym dniu pamiętam o Tobie a tym dniu jeszcze bardziej bo nie mogę być znowu na Twoim grobie . Ale mam Cię w sercu , wiesz o tym.

Wczoraj byłam u babci FLeck na cmentarzu , dobrze że chociaż mogę iść do Niej zapalić znicz. Nikogo u niej nie było , pojechałam z dziewczynkami do Fuldatal popołudniu . Szybko się ściemniało , nikogo nie było na grobach nikt nie sprzątał , nie krzątał się jak to zawsze bywa przed Wszystkimi Świętymi. Cisza ,tylko cisza . Po drugiej stronie był tylko pracownik cmentarza i my.
Zapaliłam świeczkę dla Taty i dla babci Fleck.

klepsydra_znicz

W Polsce na grobie Taty ma zapalić świeczkę w naszym imieniu koleżanka . Mama tez miała być dzisiaj na cmentarzu. Mam nadzieje ,że pojechała.
Brakuje mi Cię Tato, chciałabym opowiedzieć Ci o tylu sprawach ………………………….
Mogę tylko w myślach mówić do Ciebie ,Tęsknie …

Śpij w spokoju Tato

ChomikImage.aspx